Reklama

„Czy dobrobyt można zaprogramować?"

2014-09-10 07:51

red.

Bożena Sztajner

W dniach 19-20 września br. odbędzie się w Krakowie kolejna konferencja Polsko-Amerykańskiej Fundacji Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego. Miejscem spotkania będzie budynek Herbewa przy krakowskim Nowym Kleparzu. Pierwszy dzień będzie przebiegał pod hasłem: „Czy dobrobyt można zaprogramować?”. Ze swoimi referatami wystąpią a następnie wezmą udział w dyskusji, m.in. prof. Michał Wojciechowski, prof. Witold Kwaśnicki, oraz ks. Marek Mierzyński. Goście zmierzą się z problemem redystrybucji dóbr oraz przedyskutują wskazówki, jakie daje Biblia do sprawiedliwego gospodarowania zasobami. Gościem specjalnym będzie prof. Alejandro A. Chafuen, którego książki inspirują przedsiębiorców i polityków na całym świecie do stwarzania wolnych i etycznych warunków prowadzenia biznesu.

Myślą przewodnią drugiego dnia konferencji będzie zagadnienie: „Własność prywatna a działania państwa”. Specjaliści, wśród których wymienić należy Stanisława Michalkiewicza, Janusza Szewczaka i Pawła Budrewicza, przeanalizują stan polskiego systemu prawnego w części dotyczącej praw własności oraz jego zgodności z chrześcijańskim pojęciem sprawiedliwości. Przedyskutują także jego wpływ na zamożność Polaków.

Reklama

Szczegóły konferencji wraz planem godzinowym znajdują się na stronie www.pafere.org

Tagi:
gospodarka społeczeństwo konferencja

Reklama

Troska i plany

2019-12-10 10:48

Ks. Paweł Borowski
Edycja toruńska 50/2019, str. VI

Te dwa słowa streszczają postawę polskich biskupów, którzy brali aktywny udział w obradach Soboru Watykańskiego II. Dowiadujemy się o tym z najnowszej publikacji poświęconej protokołom soborowym

Ks. Paweł Borowski
Liczna obecność wskazuje, że nauczanie soboru jest nadal aktualne

W środowy wieczór 4 grudnia aula Centrum Dialogu im. Jana Pawła II w Toruniu wypełniła się słuchaczami, którzy przybyli na promocję książki dr. Michała Białkowskiego „Protokoły konferencji polskich ojców soborowych. Zbiór dokumentów 1962-1965”. Trudno o lepsze miejsce, wszak bp Karol Wojtyła, późniejszy papież Jan Paweł II, był jednym z aktywniejszych ojców soborowych. Echa jego nauczania możemy odnaleźć w dokumentach soborowych, choćby w „Gaudium et spes”, gdzie nie brakuje bezpośrednich odniesień do książki „Miłość i odpowiedzialność”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Spowiedź jak to (nie)łatwo powiedzieć

2019-12-04 07:07

Ks. Krzysztof Podstawka
Niedziela Ogólnopolska 49/2019, str. 16-17

„Przynajmniej raz w roku spowiadać się” – przypomina nam jedno z przykazań kościelnych. Zasadniczo nie kwestionuje się potrzeby spowiedzi, czyli, jak precyzuje to Katechizm Kościoła Katolickiego – „poddania się miłosiernemu osądowi Boga” (n. 1470). W praktyce jednak różnie z tym bywa. Zdarza się, że spowiedź przysparza wielu trudności i rodzi liczne kontrowersje. Przyjrzyjmy się niektórym stereotypom myślenia o tym sakramencie

stock.adobe.com

„Nie chodzę do spowiedzi, bo nie mam grzechów. Nikogo nie zabiłem, nie okradłem, nie zdradzam żony/męża i co niedzielę chodzę do kościoła, to czym mam Panu Bogu głowę zawracać”...
Przede wszystkim nie wyobrażam sobie, by Bóg mógł ulec stanowi „zawrotu głowy”. Komu jak komu, ale Bogu na pewno „nic, co ludzkie, nie jest obce”. Przytoczona powyżej wypowiedź, dosyć znamienna zresztą i wyrażająca dość rozpowszechniony pogląd, stanowi – moim zdaniem – bardziej próbę samousprawiedliwienia się niż świadectwo własnej moralności. Przede wszystkim dziękowałbym Bogu za to, że ustrzegł mnie przed popełnieniem rzeczy ohydnej. Z troską pochyliłbym się natomiast nad tym, co mogło umknąć refleksji nad moim własnym życiem. Zakładam, że każdy człowiek jest zdolny do takiej refleksji i z pewnością prowadzi ją ze sobą samym w formie jakiegoś wewnętrznego dialogu. Stanięcie w prawdzie o swoim życiu uświadamia nam, że nie taki święty i nie taki straszny jest człowiek, jakim go malują. „Święty Jan Apostoł przypomina nam: «Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy» (1 J 1, 8). Sam Pan nauczył nas modlić się: «Przebacz nam nasze grzechy» (Łk 11, 4), łącząc wybaczanie sobie nawzajem win z przebaczeniem grzechów, jakiego udzieli nam Bóg” (KKK 1425).

„W czasie Mszy św. jest spowiedź powszechna – po co jeszcze konfesjonał? Dla mnie to trauma, której unikam jak ognia”.
Rzeczywiście, spowiedź nie jest łatwym doświadczeniem. Nieprzygotowana i niedbale przeprowadzona może prowadzić do różnorodnych traum, które rodzą się w konsekwencji nierozwiązanych problemów. Akt pokuty na początku Mszy św., zwany spowiedzią powszechną, nie jest sakramentem pokuty ani spowiedzią w pełnym znaczeniu. Jest stanięciem przed Bogiem w postawie skruchy, żalu z pragnieniem zmiany życia. Oczyszcza nas z grzechów lekkich, zwanych powszednimi, i przysposabia do pełnego uczestnictwa w Uczcie eucharystycznej, czyli do przyjęcia Ciała i Krwi Pańskiej. Zbawcza moc Eucharystii odpuszcza nam grzechy powszednie, ale nie grzechy śmiertelne. Niech nas nie zwodzi przekonanie, że uczestnictwo w Eucharystii zwalnia nas z obowiązku pozbycia się swych grzechów.

„Przez gardło mi nie przejdzie mówienie w konfesjonale o sprawach seksu. Ja nawet z mężem/żoną o tym nie rozmawiam, a co dopiero z księdzem... Jak mam niby o tym mówić: ile razy, z kim...? Czy to takie ważne? Przecież Pan Bóg dobrze wie, że nabroiłem(łam). A ciekawości księdza nie będę zaspokajać. Nie mówię o tym przy spowiedzi”.
Czy życie byłoby łatwiejsze i szczęśliwsze bez szóstego przykazania? Wątpię. Skoro Bóg je ustanowił, to coś w tym jest. Zbyt wiele nieszczęść i ogromnych tragedii wynikło z niegodnego używania i nadużywania ludzkiej płciowości. Wydaje się, że zbyt mało rozmawiamy o seksie z tymi, z którymi powinniśmy o nim rozmawiać. Zwłaszcza z tymi, za których jesteśmy odpowiedzialni (narzeczeni, współmałżonkowie, własne dzieci). Co do ciekawości księdza, proszę wierzyć, że jego ewentualne pytania służą jedynie doprecyzowaniu natury problemu, a nie zaspokajaniu własnej ciekawości. Mają pomóc w dotarciu do przyczyn grzechu, a w konsekwencji – w znalezieniu rozwiązania. Zatajanie grzechów nie tylko czyni spowiedź nieważną, ale również szkodzi temu, kto się spowiada, pozostawia go w sytuacji „wyjściowej”. Stwarza ryzyko bagatelizowania problemu i prowadzi do utrwalenia go, co naraża człowieka (oraz inne osoby) na ogromne niebezpieczeństwo.

„Od dziecka spowiadam się z kłamania/oszukiwania/plotkowania/intrygowania i... stale to robię. Nie wierzę, że uda mi się przestać, bo już próbowałem(łam). Po co ciągle powtarzać to samo, skoro i tak wiadomo, że swojej natury nie zmienię”...
Teologia przypomina, że łaska Boża buduje na naturze. Aby w pełni doświadczyć Bożej obecności i działania Boga w swoim życiu, należy pracować nad własnym charakterem. Tymczasem dość rozpowszechniony jest dziś pogląd wyrażający się w stwierdzeniu: „Jakiego mnie, Panie Boże, stworzyłeś, takiego mnie masz”. Sakrament pokuty pomaga w odkryciu swojej prawdziwej natury, czyli takiej, w jaką wyposażył nas Bóg. Istotną właściwością tej natury jest to, że jako ludzie jesteśmy, z natury właśnie, otwarci na Boga, na nieskończoność, wieczność, tajemnicę. Twierdzenie, że niemożliwe jest dokonanie zmiany w swoim życiu, świadczy o słabości wiary, nie tylko w Boga, ale również w swoje własne siły. Dla własnego dobra warto nad tą wiarą pracować, a spowiedź doskonale w tym pomaga. Każda praca, która ma przynieść spodziewany rezultat, wymaga nieustannej walki, wzlotów i upadków. Jedynie wtedy można się cieszyć z odniesionych sukcesów. To wszystko kształtuje charakter i zmienia krnąbrną ludzką naturę.

„Zadośćuczynienie? Czyli mam iść do szefa i mu powiedzieć, że od lat wynoszę z pracy różne rzeczy? Spalę się ze wstydu i dobrze będzie, jak mnie nie wyrzucą z pracy – więc na co to komu, jaka z tego korzyść? ”.
Faktycznie, zadośćuczynienie Bogu i człowiekowi, zwłaszcza temu, któremu wyrządziło się krzywdę, jest jednym z istotnych warunków sakramentu pokuty. Należy bezwzględnie naprawić to, co się „zepsuło” (względem rzeczy, osób, sytuacji). Sakrament ten nie ogranicza się jedynie do spowiedzi, czyli: ustnego wyznania grzechów uprawnionemu do ich wysłuchania kapłanowi i ewentualnego udzielenia przez niego rozgrzeszenia. Jest natomiast jednym z jego elementów, zwanych warunkami, czyli rachunku sumienia, żalu za grzechy, mocnego postanowienia poprawy oraz zadośćuczynienia właśnie. „Spalenie się ze wstydu” może się stać początkiem zadośćuczynienia, przywrócenia zniszczonej przez zły postępek sprawiedliwości. Wyrzucenie z pracy staje się bardziej ryzykowne w sytuacji, gdy o „recydywnej” kradzieży szef dowie się np. od innej osoby. Przyznanie się do winy może natomiast zostać odebrane jako wyraz uczciwości, nawet jeśli cnota ta niekoniecznie cieszy się w naszych czasach popularnością. Moim zdaniem, ryzyko wyrzucenia z pracy w takim przypadku jest znacząco mniejsze niż w sytuacji przyłapania na gorącym uczynku. Jeśli jednak wskutek popełnionych kradzieży przyszłoby pożegnać się z pracą, to zgodnie z przysłowiem – lepiej zawczasu dmuchać na zimne albo wypić to, co się nawarzyło. Najlepiej zaś dążyć do tego, by w każdej sytuacji być przyzwoitym.

„Mam się przyznać, że naopowiadałam(łem) nieprawdy koledze o jego narzeczonej, a on się tak wkurzył, że ją zostawił? Stracę przyjaciela, a oni i tak już ze sobą nie będą”...
Chciałoby się powiedzieć, że trzeba było pomyśleć wcześniej o ewentualnych konsekwencjach niepotrzebnego użycia języka. Kłamstwo zawsze i w każdej sytuacji jest złe i rodzi kolejne zło. W przytoczonym przypadku mamy do czynienia z niewłaściwie uformowanym sumieniem albo tzw. sumieniem niedojrzałym. Oto ktoś nazywa swoim przyjacielem osobę, której wyrządza krzywdę, przyczyniając się do zniszczenia jej związku. Czy w tej sytuacji można w ogóle mówić o przyjaźni? Co więcej, wypowiadający cytowane słowa występuje w roli wróżki, która dokładnie wie, jak potoczą się dalsze losy wspomnianej pary. Na postawione na początku pytanie odpowiem: Tak, trzeba się przyznać. Trzeba się przyznać nie tylko w konfesjonale, ale i wobec kolegi. Wyrządzona krzywda musi zostać naprawiona stosownie do miary wyrządzonego zła. Przyznanie się jest istotnym warunkiem takiego zadośćuczynienia. Jedynie na prawdzie można budować autentyczną przyjaźń. Przyjaźnie nieautentyczne nie istnieją.

„Proszę księdza, ja się nie chcę spowiadać, ale tam siedzi mój wnuczek i chcę mu pokazać, że też chodzę do spowiedzi. Mogę chwilę posiedzieć? ” (autentyczne zdarzenie).
Nie i jeszcze raz – nie! Tylko autentyzm rodzi naśladownictwo, które zaprowadzi do prawdy. Trzeba się wystrzegać wszelkich form kłamstwa czy udawania, zwłaszcza, a może przede wszystkim w tzw. dobrej wierze. Poza tym nie wolno symulować uczestnictwa w sakramentach. Zatroskanej o wiarę swojego wnuczka babci warto doradzić odbycie rozmowy, w której wyjaśniłaby dziecku, o co tak naprawdę chodzi w spowiedzi i czemu ona służy. Nic nie zastąpi rodzinnej katechezy i nikt nie jest bardziej odpowiedzialny za rozwój wiary dziecka niż jego najbliższe, rodzinne środowisko.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Niechciany pomnik

2019-12-15 15:43

Beata Pieczykura

– Dopóki my żyjemy, król Jan III Sobieski stanie na Kahlenbergu w Wiedniu. Pomnik monarchy jest darem Polaków dla Europy, a nie dla Wiednia – powiedział Piotr Zapart, przewodniczący Komitetu Budowy Pomnika Króla Jana III Sobieskiego w Wiedniu na Kahlenbergu, 15 grudnia na Jasnej Górze. Podkreślił, że na celu przywrócenie pamięci o Janie III Sobieskim, jednym z najsłynniejszych europejskich władców, który „jako obrońca wiary chrześcijańskiej ruszył, aby Europa zachowała wartości i swój kształt”.

Beata Pieczykura/Niedziela

Pomnik króla Jana III Sobieskiego, pierwotnie przeznaczony dla Wiednia, odwiedza miasta historycznie związane z monarchią. Od 15 grudnia do 3 stycznia jest prezentowany na Jasnej Górze przed bramą Lubomirskich. Był pokazywany w Krakowie. Po Częstochowie odwiedzi m.in. Warszawę, Brzeg, Nysę.

15 grudnia na Jasnej Górze uroczystość zorganizowały Fundacja Order Jana III Sobieskiego oraz Międzynarodowy Komitetu Budowy Pomnika Króla Jana III Sobieskiego w Wiedniu na Kahlenbergu. Rozpoczęła je Msza św. w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej.

Beata Pieczykura/Niedziela

Pomnik autorstwa rzeźbiarza prof. Czesława Dźwigaja (3 m wys., ok. 7,5 m dł., odlany w Gliwicach) przedstawia króla Sobieskiego na koniu, z buławą, którą wskazuje kierunek natarcia. Za nim – w bryle wykonanej w brązie – widać skrzydła husarskie, głowy koni i postaci biorących udział w obronie Europy przed armią Imperium Osmańskiego.

Związki króla Sobieskiego z Matką Bożą Częstochowską przypominają ojcowie paulini z Jasnej Góry. Maryi właśnie władca przypisywał Wiktorię Wiedeńską, jako wyraz dziękczynienia za tryumf oręża polskiego nad Turkami pozostawił w klasztorze wiele pamiątek, takich jak m.in. wieczna lampka, przedmiot przypominający fragment husarskiego skrzydła, tureckie kołczany, tuziny strzał oraz tarcza z wielkiej żółwiej skorupy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem