Reklama

Wywiady

Nie możemy się nigdy poddać

2014-07-22 12:47

Niedziela Ogólnopolska 30/2014, str. 8-11

[ TEMATY ]

wywiad

historia

Powstanie Warszawskie

MARIAN GRABSKI „WYRWA“/ MPW

MATEUSZ WYRWICH: – Czytając Pana teksty, można zauważyć, że właściwie niemal nieprzerwanie walczymy o wolność, niepodległość. Od konfederacji barskiej czy insurekcji kościuszkowskiej poczynając...

PROF. ANDRZEJ NOWAK: – Słowo „niepodległość” pojawiło się w polskim wokabularzu politycznym w 1733 r., kiedy wkroczyły na teren Rzeczypospolitej dwa korpusy, żeby narzucić Polsce kandydata sąsiednich dworów na polski tron. Niepodległość została jawnie, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, podeptana. I wtedy Stanisław Konarski, w listach pisanych po łacinie, użył pojęcia niepodległości i rozwinął je – odróżnił od wolności, od wolności indywidualnej, którą szlachta doskonale rozumiała. Niepodległość była pojęciem, którego nasi przodkowie dopiero zaczynali się uczyć. Od razu na własnej skórze, wraz z potrzebą jej obrony. Wtedy też, można powiedzieć, wybuchło pierwsze powstanie – konfederacja dzikowska z roku 1734, za którą poszły następne: konfederacja barska, insurekcja kościuszkowska itd. Nie jest to jakieś polskie szaleństwo, tylko odpowiedź na zagrożenia związane z takim, a nie innym sąsiedztwem, w którym Opatrzność nas ulokowała. Jesteśmy największą wspólnotą etniczną, kulturową i historyczną w Europie Środkowo-Wschodniej. Znajdujemy się natomiast pomiędzy znacznie większymi od nas, najpotężniejszymi na całym kontynencie europejskim wspólnotami: wschodnich Słowian (prawosławnych) oraz germańską (niemiecką). Między tymi dwoma kamieniami młyńskimi nie jest łatwo o spokój. I tak to już jest, że od setek lat borykamy się z tym wyzwaniem.

– Kiedy te kamienie młyńskie całkiem niedawno znów zaczęły mleć, po raz kolejny musieliśmy stanąć w obronie niepodległości. Po inwazji Niemiec i Rosji Sowieckiej na Polskę jako jedyni w czasie II wojny światowej utworzyliśmy państwo podziemne. Struktury cywilne i wojskowe. Mamy zatem swoją państwowość, choć pod zaborem. To owe struktury decydują o podejmowaniu bądź nie walki z okupantem, m.in. o rozpoczęciu Powstania Warszawskiego. Różne są zdania na temat sensowności podjęcia walki w sierpniu 1944 r....

– Przypomniał Pan pojęcie państwa podziemnego. Nawiązałbym do niego, żeby wskazać na siłę oddziaływania pewnej tradycji: tradycji polskiej walki o wolność i niepodległość w warunkach braku polskiego państwa. Pierwszym wzorem państwa podziemnego było to, które stworzono przed powstaniem styczniowym. Ono bardzo silnie oddziaływało. Ta „magia” pieczęci Rządu Narodowego... Anonimowa pieczątka powodowała, że ludzie dawali pieniądze na rząd podziemny. Tradycja powstania styczniowego była szczególnie ważna dla Józefa Piłsudskiego, dla całego pokolenia, do którego należeli przecież i Wyspiański, i Dmowski, i Żeromski, i Malczewski... Odrodzona II Rzeczpospolita wychowywała swoich synów w duchu przekonania, że trzeba walczyć o wolność, że trzeba odwoływać się do wzorów 1863 r., jeśli przyjdzie nowa okupacja. Państwo podziemne, które powstało w 1863 r. i odnowiło się po 1939 r. – zaistniało w nowszych i jeszcze bogatszych formach – nie miałoby żadnego sensu dla swoich twórców, dla setek tysięcy osób zaangażowanych w jego tworzenie, gdyby nie ten cel nadrzędny, którym była walka o wolność. Reasumując, ono służyło powstaniu Polski z martwych. Powstaniu Polski przeciwko zaborcom. Taki był sens tego podziemnego państwa, konspiracji, zmowy Polaków na rzecz niepodległości. Miało ono przygotować organizacyjnie społeczeństwo do wystąpienia zbrojnego i uświadamiać ludziom, że państwo polskie nadal trwa.
Decyzja o Powstaniu Warszawskim była logiczną kontynuacją państwa podziemnego. Jego podziemni obywatele nie mogli czekać, aż przyjdą inni zaborcy i zastąpią jeden zabór drugim. To specyficzne państwo, czyli AK i rząd podziemny, miało przygotować walkę o wolność. Zadaniem, jakie sobie również stawiało, było zorganizowanie pomocy dyplomatycznej, żeby okoliczności tego powstania były możliwie najlepsze. Tu uprawnione jest pytanie, na ile to państwo podziemne, związane jednocześnie z rządem RP na wychodźstwie, do tego się przygotowało.

– Mieliśmy prawo liczyć na aliantów, którzy obiecali pomoc...

– Niestety, nie udało się zapewnić korzystnych warunków polityczno-operacyjnych do rozpoczęcia powstania. To nie było możliwe. Ważniejsze jednak okazało się przekonanie, że po to jest państwo podziemne, po to jest zaangażowanie setek tysięcy ludzi podziemia, by w momencie, kiedy zbliża się zastąpienie jednej okupacji przez drugą, nie być biernym. Moment niezwykle trudnej decyzji, którą musieli podjąć dowódcy, nastąpił wtedy, kiedy była już potwierdzona wiadomość o tym, że szpice pancerne frontu białoruskiego doszły do rogatek Pragi. Dowództwo AK musiało wybrać, co w tej sytuacji ma zrobić. Nie ma w stu procentach zapewnionej pomocy Zachodu. Wiadomo, że Sowieci nie pomogą. Jaka jest jednak alternatywa? Wkraczają Sowieci, zajmują Warszawę... Ale jeżeli w takim momencie nie ma decyzji o powstaniu, to co myśli o tym blisko dwadzieścia tysięcy żołnierzy AK skupionych w Warszawie? A kilkaset tysięcy w całej Polsce? I kolejne kilkaset tysięcy skupionych w strukturach państwa podziemnego oraz wokół niego? Myślą, że to wszystko, co robili dotąd, czemu służyli – było niepotrzebne. Niczemu nie służyło. Bo teraz Sowieci zajmują wszystko. Przegraliśmy bez walki... Damy się przez nich wyłapać albo wybić? Czyżby Polskie Państwo Podziemne zawiodło na całej linii?... Takie byłyby myśli, takie wątpliwości, takie przekonania setek tysięcy polskich patriotów, gdyby Armia Krajowa nie zrobiła nic i obserwowała tylko wkroczenie do stolicy nowych okupantów i wprowadzanie przez nich kolaboracyjnej ekipy. Oczywiście, nie byłoby wtedy tragicznego doświadczenia Powstania Warszawskiego...

– Taka postawa byłaby zaprzeczeniem sensu istnienia państwa podziemnego, które organizowano od 1939 r....

– Sensu istnienia AK, która nie wystrzeliła, która nie zadziałała. Ale byłoby to także zaprzeczeniem całej tradycji walki o wolność. Tej właśnie sięgającej 1863 r., wcześniejszych powstań. Jeżeli przygotowujemy się do walki, to w pewnym momencie trzeba podjąć decyzję: albo walczymy, albo uznajemy, że jesteśmy jakąś inną wspólnotą. Nie tą, do której należeli powstańcy styczniowi. Listopadowi. Kościuszkowscy. Konfederaci z Baru i z Dzikowa.

– Tymczasem Sowieci wkraczają na Pragę i zakładają obozy filtracyjne na przedmieściach Warszawy, zaś w obecnym Liceum im. Władysława IV działa Trybunał Wojenny Armii Czerwonej, skazujący Polaków na zesłanie do Związku Radzieckiego. Najczęściej jednak na karę śmierci.

– Można było – jeszcze raz powtórzę – nie powstać i zaczekać, aż wkroczą Sowieci. I rozpoczną rozprawę z AK i polskim państwem podziemnym. Ale jaka by wówczas była sytuacja moralna? Ktoś może się zaśmiać: sytuacja moralna? A cóż to jest? A jednak z uporem to powtórzę: sytuacja moralna AK, Polski ogólnie rzecz biorąc, w tym momencie stałaby się tragicznie słaba. Mało tego, że było niedawno Monte Cassino. Mało tego, że był bohaterski Wrzesień ’39. Dopiero to wielkie wystąpienie, jakim było powstanie w stolicy, pokazało w sposób niedający się zaprzeczyć, że chcemy walczyć o wolność z Niemcami, którzy wyrządzili nam tyle zła na tej ziemi. Że są naszym wrogiem nr 1. Wrogiem rozpoznawanym wtedy przez cały wolny świat. I że Polska nie jest bierna wobec tego wroga, ale walczy przeciwko niemu. Jeżeli Stalin z taką Polską walczy, to krótko mówiąc, jego pozycja wobec zachodnich aliantów jest odrobinę bardziej skomplikowana. Owszem, jak wiemy, Stalin sobie z tym znakomicie poradził. A jednak Powstanie Warszawskie miało znaczenie dla sposobu potraktowania Polski przez Stalina. Wobec wybuchu powstania nie mógł w stosunku do świata rozegrać karty: Polska kolaborantem Hitlera. Musiał uzasadniać legitymizację władzy komunistycznej dodatkowymi argumentami, w pewnym sensie korzystnymi dla Polski. Żadna władza narzucona nie może długo opierać się na samych bagnetach, nawet jeśli są to bagnety Armii Czerwonej i mają kształt czołgów T-34. Stalin musiał przedstawić także ofertę pozytywną. Po Powstaniu Warszawskim ta oferta musiała być lepsza. Prof. Bogdan Musiał znalazł w archiwach moskiewskich mapę granic narysowaną przez Stalina wkrótce po wybuchu Powstania Warszawskiego. Stalin określał wtedy zachodnią granicę Polski w sposób maksymalnie korzystny dla nas. Dla Polski ten zysk, jakim było poszerzenie granic o Ziemie Zachodnie, pozostaje trwałym zyskiem. Nic też nie wskazuje na to, że gdyby nie było powstania, Warszawa nie byłaby zburzona podczas walk Sowietów z Niemcami. Niech posłuży za argument choćby leżący wtedy w gruzach Poznań, że nie wspomnę o Wrocławiu czy Gdańsku.

– Przeciwnicy powstania powiadają, że ofiary w elitach kulturalnych i patriotycznych, skupionych w Warszawie, byłyby mniejsze, gdyby nie ono...

– Owszem, zginęłoby zapewne znacznie mniej ludności cywilnej. Ale śmiem twierdzić, że ofiar wśród najbardziej świadomej, patriotycznej i najbardziej zaangażowanej w obronę niepodległości młodzieży nie byłoby mniej. Tyle że zostałaby wymordowana przez nowego, sowieckiego okupanta, czego przykłady mieliśmy przecież po wojnie.

– Można by powiedzieć, że naszą niepodległość, jaka by ona dziś nie była, wywalczyli powstańcy 1944 r.?

– My jeszcze znaczenia Powstania Warszawskiego w pełni nie widzimy. Może będzie to jaśniejsze za kilkadziesiąt lat. Tak jak bardzo pięknie ujawniło się znaczenie powstania styczniowego w listopadzie 1918 r. A przecież podobnie krytykowano je za rzekomy bezsens, za głupotę, za niewczesną decyzję. Bronił go jeden z najwybitniejszych historyków – Henryk Wereszycki. Powiedział, że miał to szczęście należeć do pokolenia, które doczekało się zwycięstwa powstania. Że powstanie styczniowe wygrało 11 listopada 1918 r. i 15 sierpnia 1920 r., bo miało olbrzymią siłę mobilizującą. Jest przepiękne zdanie, które wypowiedział w 1945 r. płk Ignacy Matuszewski, twórca polskiego wywiadu w II RP, człowiek z pokolenia, które wywalczyło niepodległość w 1918 r. i którego jedyne dziecko, córka, została rozstrzelana za niesienie pomocy powstańcom 26 września 1944 r. Powiedział, że teraz nie ma wątpliwości, że wie, co dobiega z warszawskiego cmentarzyska: szept, że nie możemy się poddać. Nigdy. To jest właśnie efekt powstania. Nie możemy się nigdy poddać. Dlaczego? Bo – odpowiada Matuszewski – wtedy oni, wszyscy bohaterowie, którzy w powstaniu położyli na szali swe życie (w tym jego córka), umrą na zawsze. Ten właśnie heroiczny zryw i ofiary, które za sobą pociągnął, mają moc zobowiązania przez wiele pokoleń. I to strasznie niepokoi liberalno-lewicowe środowiska.

– Powiedział Pan kiedyś wobec tych środowisk, że lansują „patriotyzm zapomnienia”. Co to jest?

– To krytyka powstań, walki o niepodległość, wywiedziona z chęci zniszczenia tej polskiej patriotycznej tradycji. W całości. W każdym jej aspekcie. To jest krytyka, która sprowadza się do tego, żebyśmy w ogóle zapomnieli o swojej historii. Żebyśmy się o nią nie spierali. Żebyśmy ją potępili jednym określeniem, że „polskość to nienormalność”, że cała nasza tradycja to „polskie piekło”. Wobec tego odwróćmy się od niej. Zapomnijmy ją raz na zawsze. Słyszymy bardzo dużo takich wezwań. Słyszymy je dlatego, że służą im potężne wzmacniacze, a nie dlatego, że takie jest pragnienie Polaków...

– Ma Pan na myśli wzmacniacze z Rosji, Niemiec...

– Oczywiście, mam na myśli zewnętrzne wzmacniacze, ale też i krajowe. To najsilniejsze media elektroniczne. Chcę jednak jeszcze raz podkreślić, że moc tej potężnej tuby, którą mają niektóre telewizje czy gazety, wcale nie oznacza, że większość ludzi akceptuje ten nihilistyczny jazgot, który próbują narzucić. Widzę obecnie, że po stronie zwolenników „patriotyzmu zapomnienia”, jak to ironicznie nazywam, rośnie poczucie lęku, że przegrywają... Że mimo krzyku przez ich czynne 24 godziny na dobę megafony, iż „polskość to nienormalność”, że „Jedwabne”, ludzie wciąż odnajdują wielkość w polskiej historii, odnajdują także swoje „Westerplatte”... Owszem, warto pamiętać polskie zbrodnie, bo w każdym narodzie one się zdarzają. Ale jeśli chciano zasłonić pamięcią o tych zbrodniach całą polską historię, zaburzyć jej prawdziwy sens i proporcje w niej zawarte, to widzimy, że tego rodzaju przedsięwzięcie się nie udaje. Większość młodzieży jest na pewno bierna, nie interesuje się przeszłością, ale o przyszłości Polski rozstrzygnie aktywna mniejszość. A w niej zdecydowaną przewagę mają ci, którzy nie dają sobie wmówić, że nasza historia to tylko „polskie piekło”. Przeciwnie – odkrywają wciąż na nowo sens walki o polską wolność, o polską niepodległość, odkrywają sens walki powstańców, Żołnierzy Wyklętych, w końcu Solidarności. Ten sens dociera do młodych ludzi. Do tych, którzy będą tworzyli przyszłość Polski. Właśnie dlatego ci, którzy trzymają medialne tuby z napisem „Uwaga, Polska”, są przestraszeni, że ich 25-letnia praca nie dała takiego rezultatu, jakiego oczekiwali.
W tej perspektywie można właśnie zauważyć wciąż trwające oddziaływanie Powstania Warszawskiego. Ono się nie skończyło. Kiedy widzimy dziś agresywne działania imperiów, które kosztem słabszych realizują swoje interesy, wtedy możemy się odwołać do tego wzoru, który w jakimś stopniu współcześnie widzimy także na ukraińskim Majdanie. Ten wzór jest, nie umarł. Wzór nie powstańczego szaleństwa, ale normalnej walki o wolność. W uporczywej walce o naszą wolność (a może właśnie „naszą i waszą”?) mieści się największa racjonalność polskiej historii wobec owych dwóch kamieni młyńskich, które próbują zetrzeć na proch wszystko to, co jest pomiędzy. Położenie geopolityczne Polski się nie zmieniło. Jedyną godną odpowiedzią na nie pozostaje walka o to, żeby być i zachować wolność. Nie dać się zetrzeć. To właśnie pozwalają zrozumieć przykłady kolejnych powstań. Powstań i pracy organicznej, która trwa między nimi. Tych dwóch rzeczy nie wolno sobie przeciwstawiać. One razem tworzą sens polskiego oporu wobec zniewolenia.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kiedy ranne wstają zorze…

2020-01-21 12:48

Niedziela zielonogórsko-gorzowska 4/2020, str. VII

[ TEMATY ]

wywiad

liturgia

kościelny

Joanna Ruchniewicz-Wywigacz

Adam Ostrowski

Poranne wstawanie jest nieodłącznym elementem posługi kościelnego Adama Ostrowskiego z parafii św. Józefa Oblubieńca NMP w Żarach.

Joanna Ruchniewicz-Wywigacz: Ile lat służy Pan jako kościelny i czy ta praca w jakiś sposób wpłynęła na Pana?

Adam Ostrowski: Posługę kościelnego pełnię już 15 lat – 9 lat w kaplicy przy pl. Inwalidów i 6 lat w kościele parafialnym. Poranne wstawanie, by otworzyć kościół dla wiernych zbierających się ok. 6 rano w dzień powszedni na Mszę, pozwoliło mi uporządkować swoje życie duchowe. Przyjście do kościoła, wykonywanie po kolei czynności przed Eucharystią – przygotowanie kielicha, ampułek, ornatu, zapalenie świec oraz oświetlenia i czasem jeszcze wiele innych czynności, wpłynęły na mój wewnętrzny spokój. Świadomość przebywania w obecności Boga dyscyplinuje i człowiek stara się być lepszy na co dzień.

CZYTAJ DALEJ

Komunikat gliwickiej Kurii nt. Marcina Zielińskiego

2020-01-21 18:43

[ TEMATY ]

Odnowa w Duchu Świętym

charyzmatycy

Tomasz Rozmus

Kuria w Gliwicach wydała oświadczenie, w którym wyjaśnia dlaczego Biskup Gliwicki podjął decyzję o zmianie prelegenta spotkania modlitewnego zaplanowanego na 23 stycznia w parafii Matki Bożej Częstochowskiej w Gliwicach, które miał poprowadzić znany charyzmatyk Marcin Zieliński.

Prezentujemy treść komunikatu Kurii:

Mając na uwadze komunikat Kurii Diecezjalnej w Łowiczu z dnia 8 lutego 2019 roku oraz fakt, że niektóre wątki nauczania pana Marcina Zielińskiego budzą wątpliwości natury teologicznej, Biskup Gliwicki podjął decyzję o zmianie prelegenta w ramach spotkania zaplanowanego w Gliwicach w dniu 23 stycznia 2020 roku.

Ks. Sebastian Wiśniewski, Kanclerz Kurii

CZYTAJ DALEJ

Na ekumeniczną nutę

2020-01-26 21:15

[ TEMATY ]

Jasna Góra

ekumenizm

koncert

Marian Florek/Niedziela

„Pastores i Przyjaciele”

Podsumowując częstochowski Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan ks. Jarosław Grabowski powiedział, że czas budowania chrześcijańskiej jedności nie może być ograniczony tylko do siedmiu dni, on powinien trwać i trwa przez wszystkie kolejne dni kalendarzowego roku.

Postulat codziennego praktykowania ekumenizmu szczególniej wybrzmiał na jasnogórskim koncercie w dniu 26 stycznia br. wraz z papieskim apelem aby muzyka Ewangelii (obecna przecież w kolędach) przysposabiała nas wszystkich do bycia uczniami - misjonarzami pośród świata, w którym żyjemy. (przemówienie papieża Franciszka podczas spotkania ekumenicznego w katedrze ewangelicko-augsburskiej w Rydze w 2017 r.).

Marian Florek/Niedziela

Ks. Adam Glajcar z ks. Jarosławem Grabowskim

Ekumeniczne kolędowanie na Jasnej Górze zwieńczyło częstochowski Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan. Bohaterem wieczoru był zespół muzyczny „Pastores i Przyjaciele”, który przygotował, dla licznie zgromadzonych w Auli Jana Pawła II, zestaw popularnych kolęd. Teksty utworów wyświetlane na dużym ekranie i zachęta artystów sprawiły, że cała sala wzięła udział w gremialnym kolędowaniu w rzeczywiście ekumenicznym duchu. A kiedy zespół pozwolił sobie na amerykański świąteczny przebój w stylu country wszyscy powstali i w tanecznym rytmie towarzyszyli wykonawcom a następnie nagrodzili ich gromkimi brawami.

Zobacz zdjęcia: Na ekumeniczną nutę

Wszystkich zgromadzonych powitał podprzeor Jasnej Góry o. Jan Poteralski, który mówił o swoich ekumenicznych doświadczeniach. Potem obowiązki gospodarza przejął ks. Adam Glajcar, proboszcz częstochowskiej parafii ewangelicko-augsburskiej, przedstawiając pozostałych uczestników wydarzenia - ks. Jarosława Grabowskiego, redaktora naczelnego Tygodnika Katolickiego „Niedziela” i odpowiedzialnego za działania ekumeniczne na terenie archidiecezji częstochowskiej, ks. mitrata Mirosława Drabiuka, proboszcza prawosławnej parafii pw. Częstochowskiej Ikony Matki Bożej w Częstochowie oraz Ryszarda Majera, senatora RP. Szczególnie ciepło zostały powitane siostry z Zakonu Najświętszego Zbawiciela św. Brygidy, popularne „Siostry Brygidki”, których charyzmatem jest służba dziełu przywrócenia jedności wszystkich wierzących w Chrystusa. Chodzi tu o wprowadzenie w życie zasad ekumenizmu wypracowanych na Soborze Watykańskim II.

Obszerniejsze sprawozdanie z wydarzenia będzie dostępne w formie filmowej na stronach internetowych „Niedzieli” i w wydaniu papierowym naszego tygodnika.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję