Reklama

Teraz albo nigdy

2014-07-22 12:47

Czesław Ryszka
Niedziela Ogólnopolska 30/2014, str. 38

AndYaDontStop / Foter / Creative Commons Attribution 2.0 Generic (CC BY 2.0)

Teraz, po aferze podsłuchowej, nie powinno nas już nic zaskoczyć ze strony koalicji rządowej, a zwłaszcza zamiecenie tej afery – jak już wielu innych – pod przysłowiowy dywan. Pisząc prosto i najjaśniej jak można, zarówno PO, jak i PSL uczynią wszystko, aby afera podsłuchowa nie zakłóciła utrzymania się ich przy władzy. Ceną będzie jeszcze większa korupcja oraz utrata resztek gospodarczej suwerenności i bezpieczeństwa. Zrozumiała to wreszcie szeroka opozycja na prawicy. Czy jednak będzie zdolna do konstruktywnego, wspólnego działania?

Ostatnio przekonaliśmy się po raz kolejny, że gry sejmowe nie przyniosą oczekiwanej zmiany. Świadczy o tym przegrane konstruktywne wotum nieufności dla rządu, zgłoszone przez PiS. Nie udało się również odwołać ministra Bartłomieja Sienkiewicza – uratował go wierny koalicjant, czyli PSL. Usłużne media na pewno nie nagłośnią powiązań premiera Donalda Tuska z aferą Amber Gold (wiedział wcześniej i nie ostrzegł). Zapewne upadnie też w Trybunale Stanu wniosek w sprawie odwołania prezesa NBP Marka Belki.

Za granicą pytają, jak to możliwe, że premier Donald Tusk mimo tylu afer i porażek – były nimi m.in. wydłużenie wieku emerytalnego czy zagarnięcie własności pieniędzy Polaków z OFE – utrzymuje się na politycznym szczycie. Nietrudno na to pytanie odpowiedzieć. Przyczyną jest brak jedności na prawej stronie sceny politycznej. Podliczmy: PiS ma ok. 32 proc. poparcia, po dołączeniu Polski Razem Jarosława Gowina oraz Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry mógłby liczyć na ok. 40 proc. Gdyby dołączyły do nich Ruch Narodowy, Stowarzyszenie Oburzeni, a nawet partia Janusza Korwin-Mikkego, po Platformie nie byłoby co zbierać. Pragmatyzm polityczny każe jednoczyć się wszystkim, którzy chcą dobrze służyć Polsce.

Reklama

Pierwsza taka zjednoczeniowa inicjatywa właśnie ruszyła. 12 lipca br. spotkali się w Warszawie na Konwencji Zjednoczeniowej Organizacji i Środowisk Patriotycznych, którą zorganizował Jarosław Kaczyński, m.in.: środowisko Prawicy Rzeczypospolitej Marka Jurka, które już blisko 2 lata temu podpisało porozumienie z PiS-em, Stronnictwo „Piast”, kluby „Gazety Polskiej”, przedstawiciele Polonii z Chicago, Akademickie Kluby im. Lecha Kaczyńskiego, Polskie Stowarzyszenie Morskie-Gospodarcze im. Eugeniusza Kwiatkowskiego. W konwencji uczestniczył przewodniczący NSZZ „Solidarność” Piotr Duda, co potwierdza, że związek będzie temu procesowi sprzyjał.

Nieprzychylne PiS-owi media uwypukliły fakt, że w konwencji nie wzięli udziału Zbigniew Ziobro i Jarosław Gowin, którzy w tym samym czasie zakładali w Sejmie nowy klub parlamentarny Sprawiedliwa Polska. Nie uczestniczyli, ale to nie znaczy, że pozostaną poza głównym nurtem jedności. To prawda, że w minionych latach wydarzyło się wiele rzeczy złych i niepotrzebnych na prawicy, ale przecież nic nie będzie można uczynić, jeżeli każdy pozostanie przy własnych ambicjach. Trzeba rozmawiać twardo i konkretnie, nie tylko o miejscach na listach do samorządów i parlamentu, ale o programach i wspólnych działaniach. Nie mam wątpliwości, że z obecnego kryzysu może wyrwać Polskę tylko obóz zjednoczonej prawicy.

I nie obruszajmy się na to, że to PiS organizuje konwencję zjednoczeniową, że to PiS daje szansę marginalnym partiom i środowiskom. A niby kto miałby to uczynić, jeśli nie najsilniejszy rozgrywający? Zapytam: czy w tym momencie jest ktoś poza Jarosławem Kaczyńskim, kto mógłby zostać liderem? Ale też on sam powinien mieć świadomość, że jego partia stoi w miejscu, że nie uda się zwiększyć poparcia dla PiS-u, czekając jedynie, aż koalicja PO-PSL się rozpadnie. Dowiodło tego wspomniane konstruktywne wotum nieufności wobec gabinetu Donalda Tuska, bez wcześniejszego znalezienia szerszego poparcia dla tego wniosku. W moim przekonaniu, Jarosław Kaczyński powinien przewodniczyć temu wielkiemu prawicowemu porozumieniu, a nie – jak dotąd – tylko największej partii opozycyjnej.

Apelując o zjednoczenie prawicy, należy dostrzec ogromny problem w dziedzinie bezpieczeństwa państwa. Skoro Rosjanie zajęli Krym, zbroją separatystów na wschodzie Ukrainy, więcej – ze swojego terytorium zestrzeliwują ukraińskie samoloty wojskowe w rejonie Doniecka, to czyż jest dla nas sprawa ważniejsza niż umocnienie naszych sił zbrojnych, naszej niezależności energetycznej?

Dlatego powinniśmy się jednoczyć. Wobec zaistniałych zagrożeń szanse na porozumienie są duże. Polacy nagrodzą zjednoczenie – ba, na to czekają. Zawsze w sondażach zauważalna jest premia za jedność. Niech więc politycy zatroskani o Polskę pokażą swoją siłę. Teraz albo nigdy.

* * *

Czesław Ryszka
Pisarz i polityk, publicysta „Niedzieli”, poseł AWS w latach 1997 – 2001, w latach 2005-11 senator RP;
www.ryszka.com

Tagi:
polityka społeczeństwo

Reklama

Marek Jurek: Polska może się rozwijać tylko w oparciu o zasady cywilizacji chrześcijańskiej

2019-08-16 12:28

Marcin Przeciszewski / Warszawa (KAI)

O historycznej roli Ruchu Młodej Polski, jako pierwszego środowiska nawiązującego do wartości konserwatywnych i narodowych w łonie polskiej opozycji - mówi w wywiadzie dla KAI Marek Jurek, lider Prawicy Rzeczypospolitej. Podkreśla przy tym potrzebę powołania dziś w Polsce nowego ruchu politycznego, kierującego się tymi właśnie ideałami. „Oparty na tych podstawach program chrześcijański i konserwatywny, narodowy i państwowy, jest cały czas w Polsce aktualny” - tłumaczy. Wyjaśnia zarazem motywy powołania komitetu wyborczego „Prawica”.

Artur Stelmasiak

KAI: Przed 40-laty powstał Ruch Młodej Polski, jedno z najważniejszych środowisk intelektualnych opozycji w PRL, nawiązujący do spuścizny myśli narodowej i konserwatywnej. Jaką ofertę programową oferował RMP na tle innych środowisk demokratycznej opozycji PRL-u?

Marek Jurek: Główne nurty opozycji w PRL, Komitet Obrony Robotników (KOR) i Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela (ROPCiO), były ruchami protestu przeciw zniewoleniu. Natomiast Ruch Młodej Polski był bodaj jedynym środowiskiem, które zaczęło definiować program polityczny, dotyczący przyszłej Polski. Jedynym „współ-wyjątkiem” było tu Polskie Porozumienie Niepodległościowe, złożone z ludzi związanych z Kulturą Paryską. Ale nawet przypadek PPN nie narusza wyjątkowości RMP, bo jego program był po prostu powieleniem ogólnych zasad liberalno-demokratycznych, dość bezkrytyczną afirmacją ówczesnego Zachodu, jedynie ich refleksja geopolityczna miała charakter bardziej oryginalny (w duchu właśnie szkoły Giedroycia). Natomiast Ruch Młodej Polski postawił kwestię chrześcijańskiego ładu społecznego, świadomego wyboru tradycji prawicowych, szczególnie narodowych, konserwatywnych, państwowych, chrześcijańskiej krytyki liberalizmu.
Zakładaliśmy, że jeżeli chcemy pozostać narodem chrześcijańskim, to opór społeczny musi mieć charakter chrześcijański. Obok spraw niepodległości i wolności politycznej występowaliśmy też na rzecz praw rodziny, życia nienarodzonych oraz kultury chrześcijańskiej jako polskiej tożsamości. To nas wyróżniło na tle innych środowisk opozycyjnych. Nawet jeśli było wiele osób, które wyznawały te wartości – nie traktowały ich jako podstawy zaangażowania, nie przypisywały im znaczenia politycznego, bo uważało je za tak oczywiste, że nie angażujące żadnych szczególnych zobowiązań. Bliska przyszłość pokazała, że miały one znaczenie kluczowe dla określenia kształtu odbudowywanego państwa.
Podnosiliśmy znaczenie podstawowych wartości narodowych: tożsamości, tradycji, solidarności, państwa. Jednocześnie podkreślając, że naród jest najważniejszą wspólnotą społeczną obok rodziny – przypominaliśmy, że jest on przede wszystkich wspólnotą kultury, a także odpowiedzialności urzeczywistnianej w państwie lub (czasowo) w dążeniu do niepodległego państwa. Deklaracja Ideowa RMP podkreślała bezpośredni związek naszej kultury z katolickim uniwersalizmem.
W ówczesnej debacie opozycyjnej, zdominowanej przez środowisko definiujące się jako „lewica laicka”, głos środowiska RMP był zjawiskiem nowym i świeżym. Zderzyliśmy się więc z silną kontrakcją również w ramach samej opozycji. Jej nurt postmarksistowski definiował się w opozycji do wartości narodowych. Jacek Kuroń za głównego przeciwnika uznawał „totalitarnych narodowców”, zakładając, że część „obozu władzy”, a więc PZPR, może być w tej konfrontacji przydatnym sojusznikiem. Samo odwoływanie się do wartości narodowych w życiu publicznym miało zaś być początkiem tego „narodowego totalitaryzmu”. Przy całym szacunku dla Jacka Kuronia – widać, jak bardzo te propagandowe konstrukty były naznaczone marksistowską dialektyką „kto nie z nami – ten przeciw nam”, a skoro „przeciw nam” – to „my” zdefiniujemy im poglądy.
Przede wszystkim jednak wyraźnie dziś widać, jak trafnie odczytywaliśmy tendencje polityczne, które już po odzyskaniu niepodległości miały się otwarcie uzewnętrznić. Mówię o trwałym ideowym współdziałaniu post-PZPR-owskiej i opozycyjnej postmarksistowskiej lewicy.
Tymczasem my uważaliśmy, że wartości narodowe są przede wszystkim wyrazem moralnego prymatu dobra wspólnego, definiują obowiązki jednostki wobec społeczeństwa, a żyjących pokoleń – wobec minionych i przyszłych, i są także nośnikiem ludzkiej solidarności i godności. W nich widzieliśmy wielką szansę na rozbudzenie odpowiedzialności społecznej. Dobitne tego potwierdzenie uzyskaliśmy już w pierwszym kazaniu Jana Pawła II na placu Zwycięstwa w Warszawie, kiedy Ojciec Święty powiedział, że choć „naród to nie jest wspólnota jedyna”, jednak „jest to „wspólnota szczególna, najbliżej chyba związana z rodziną, najważniejsza dla dziejów duchowych człowieka”. Odebraliśmy to jako papieskie błogosławieństwo dla naszych zasadniczych wyborów ideowych i moralnych. Wtedy także, podczas pierwszej pielgrzymki papieża do Polski, poznaliśmy profesora Wiesława Chrzanowskiego.

- Jaką rolę odegrał on w tworzeniu RMP i jego ideowego kształtu?

- Wiesław Chrzanowski był naszym patronem duchowym i politycznym mentorem. Był łącznikiem między pokoleniem Armii Krajowej a młodą prawicową opozycją. Pan Wiesław był również autorem koncepcji „obrony czynnej”, która wsparła i rozwinęła naszą strategię niepodległościową. Historycznie wywodził ją od Jana Ludwika Popławskiego oraz Romana Dmowskiego z czasów „Przeglądu Wszechpolskiego”. Głosili oni, że metodą działania nie powinna być ani ugoda z zaborcami bądź ograniczanie się do działania w dostępnych instytucjach, włącznie z parlamentem, ani też nieustające przygotowania powstańcze. Strategią niepodległości powinno być działanie na rzecz wzmocnienia wolności społeczeństwa, aktywność wszędzie, gdzie można tworzyć polskie instytucje, służące społecznemu dobru, budowanie reprezentacji politycznej i podmiotowości wobec narzuconej władzy.
Chrzanowski identyfikował to również ze strategią społeczną prymasa Stefana Wyszyńskiego. Postulował więc stały nacisk na władzę, ale bez prowokowania frontalnego starcia, które strona słabsza musiałaby przegrać. Te koncepcje znalazły się w naszej drugiej deklaracji ideowej z 1983 roku: „Między Polską naszych marzeń a Polską naszych możliwości”. Została ona napisana pod dużym wpływem profesora Chrzanowskiego. Nie w tym jednak sensie, by Pan Wiesław zmienił nasz sposób myślenia, raczej wzmocnił i pogłębił nasze własne intuicje i przekonania, które nas zresztą do niego zaprowadziły.

- Jakie były główne rodzaje działalności RMP?

- Wydawaliśmy i kolportowaliśmy pisma (przede wszystkim „Bratniak” i „Politykę Polską”), książki i ulotki. Organizowaliśmy demonstracje, występowaliśmy z żądaniami do władz (jak akcja „By Ojciec Święty mógł przyjechać do Polski” albo deklaracja w obronie nienarodzonych), organizowaliśmy akcje protestu przeciw represjom, akcje formacyjne dla młodzieży. Działaliśmy w kręgu „Solidarności” i w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów. Zakładaliśmy własne legalne organizacje młodzieżowe, jak Pro Patria (przed stanem wojennym) czy Młoda Polska (pod koniec lat 80-tych). A także stowarzyszenia i kluby polityczne.

- Czy jednym z nich był warszawski Klub Dziekania?

- „Dziekania” była bardzo ważnym miejscem, gdzie spotkały się przede wszystkim Ruch Młodej Polski, środowisko „Res Publiki” Marcina Króla, grupa dysydentów z PAX-u z Przemysławem Hniedziewiczem (potem większość z nich weszła do PC), krakowscy chrześcijańscy liberałowie Mirosława Dzielskiego, potem również środowisko „Głosu” Antoniego Macierewicza.
Jako forum było to bardzo interesujące, jednak wspólnie z grupą przyjaciół (między innymi z Marianem Piłką) uznaliśmy, że potrzebne jest wyraźne inicjowanie prawicy katolickiej i narodowej, budowanie jednocześnie szerszego i bardziej określonego ruchu społecznego, i tak powstało konwersatorium Plebania. Nazwa była przekorna, miała podkreślać nasze aspiracje do budowy szerokiego ruchu ludowego, a nie elitarnego klubu. W rzeczywistości spotykaliśmy się nie na plebanii, ale w poznańskim Klubie Inteligencji Katolickiej, którego prezesem był wówczas profesor Baehr. W Poznaniu powstał w 1987 Klub Ład i Wolność, którego byłem założycielem.

- Jaki był Wasz stosunek do okrągłego stołu?

- Względnie pozytywny, bo rozmowy o zmianach politycznych, o tworzeniu przestrzeni wolności narodu były oczywiste. Nakłonienie władz do zaniechania represji i akceptacji istnienia opozycji (w tym pracowniczej) było głównym postulatem lat stanu wojennego.
Ale uważaliśmy, że społeczeństwo katolickie powinno postawić tam własne postulaty, że nie powinniśmy ich relatywizować. Uważaliśmy, że należy podnieść kwestię przywrócenia prawa do życia nienarodzonych czy prawa opinii katolickiej do wolnych mediów. Nie mieliśmy złudzeń co do stanowiska lewicowej opozycji w tej sprawie, ale uważaliśmy, że potrzebne jest zaznaczenie podmiotowości opinii katolickiej. W 1987 roku wydaliśmy bardzo ważną deklarację w obronie życia od poczęcia, pod którą podpisał się wtedy nawet Tadeusz Mazowiecki.

- Z jakich powodów w 1989 r. nastąpił wewnętrzy rozłam w RMP? Dlaczego to – tak dotąd spójne ideo środowisko – nie weszło w rzeczywistość nowej Polski z jedną wspólną inicjatywną, np. tworząc pewną nową platformę polityczną?

- To nie był rozłam, raczej rozejście nurtów, i nie nastąpiło to w 1989 roku, ale kształtowało się stopniowo od połowy lat 80-tych, gdy coraz bardziej szliśmy w dwóch różnych kierunkach. (Zresztą to, co mówiłem przed chwilą, odnosi się głównie do nurtu, który reprezentowałem). Nasz nurt, Plebania, w całości podjął budowę z profesorem Wiesławem Chrzanowskim Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego. Chodziło o świadomą prawicę, która podniesie postulaty katolickie.
Natomiast Aleksander Hall wybrał inną drogę. O ile my bardzo poważnie traktowaliśmy różnice z lewicową opozycją, Olek uważał raczej, że to inny nurt tego samego obozu. Najpierw związał się z profesorem Stanisławem Stommą, a następnie z Tadeuszem Mazowieckim, którzy też reprezentowali to podejście. Olek był przekonany o potrzebie ścisłej współpracy dawnej opozycji solidarnościowej, mimo różnic. Dlatego założywszy (z Kazimierzem Ujazdowskim) Forum Prawicy Demokratycznej, natychmiast wszedł z nim do Unii Demokratycznej. Potem z tego powstało Stronnictwo Konserwatywno-Ludowe.
Tak więc nie dzieliliśmy się w swoim gronie, ale dokonaliśmy różnych wyborów w realnych kwestiach, które poróżniły całe społeczeństwo. Oczywiście uważam, że mieliśmy rację, że rzeczy dobre, które nastąpiły po odzyskaniu niepodległości, wszystko, co określiło chrześcijański charakter państwa, ale również cała nasza krytyka, która zmaterializowała się w polityce państwa później – były naszym udziałem. I że gdyby cały RMP współtworzył z Wiesławem Chrzanowskim ZChN – wpłynęłoby to korzystnie na Polskę, na sam ZChN i na trwałość naszego dorobku.
Tym niemniej doceniam również kontynuację młodopolskiej tradycji w polityce kolegów. Spotkaliśmy się w większości tworzącej rząd Hanny Suchockiej i to wtedy obaliliśmy stalinowską ustawę aborcyjną i daliśmy Polsce konkordat. Te dwa nurty prawicy – Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowego i Stronnictwo Konserwatywno-Ludowe, radykalnie różniły się w orientacjach społecznych (doborze sojuszy), również w ocenie lat 90-tych, ale razem współtworzyły chrześcijański consensus, który trwał przez pierwsze ćwierć wieku niepodległości.
Ten consensus powstał w odpowiedzi na nauczanie Jana Pawła II i był świadectwem jego pontyfikatu. Bez niego byłby niemożliwy, bo Ojciec Święty nie tylko nauczał, ale walczył w to, by wolna Polska została odbudowana na fundamentach Dekalogu. Bez niego sprawy, które stawialiśmy – zapewne nie zamieniłyby się w instytucje. I w tym wszystkim byli ludzie albo z RMP, albo z nami współpracujący, jak premier Hanna Suchocka czy profesor Krzysztof Skubiszewski (twórcy konkordatu), którzy byli z nami w Klubie Ład i Wolność, których wtedy rozpoznawaliśmy jako bliskich naszych poglądom.

- W tym kontekście warto chyba jeszcze wspomnieć o środowisku Pampersów.

- Zmiany w telewizji publicznej, potem promieniujące na całość mediów, przeprowadzone przez Wiesława Walendziaka i jego dziennikarzy („Pampersów”) zmieniły debatę publiczną i radykalnie wzmocniły opinię publiczną w pierwszej dekadzie niepodległości. Bez nich zatrzymanie postkomunizmu byłoby prawdopodobnie niemożliwe. Stamtąd wyszedł legion dziennikarzy, którzy potem tworzyli opinię prawicową. A to byli w ogromnym stopniu ludzie z Ruchu Młodej Polski: Wiesław Walendziak, Krzysztof Nowak, Jarosław Sellin, Marek Budzisz, czy Piotr Semka. A potem jeszcze wzmocnili media katolickie w drugiej połowie lat 90-tych.

- Jak Pan widzi dziś rolę środowiska RMP oraz aktualność jego koncepcji ideowych? Co mogłyby one wnieść w obecnej sytuacji politycznej Polski, w bolesnej sytuacji coraz bardziej pogłębiającego się podziału?

- Nawet po 40 latach Deklaracja ideowa RMP z 1979 sprawia wrażenie dokumentu świeżego, dobrze rozeznającego wyzwania stojące przed Polską nie tylko w perspektywie tamtego czasu, ale i dziś. Jego fundamenty są całkowicie aktualne: niepodległość, wspólnota narodowa, godność osoby ludzkiej. Oczywiście, poszczególne sformułowania można by zmienić, ale kierunek jest całkowicie aktualny.
Nadal musimy budować silną świadomość państwową i patriotyzm państwowy. Polska musi umacniać swoją niepodległość i prowadzić aktywną politykę w Europie. Tymczasem ciągle słyszymy, że wystarczy, jeśli w Europie pozostanie nam „tożsamość”. Państwo Polskie musi mieć też treść moralną, musi promować (i bronić) zasady cywilizacji chrześcijańskiej na forum międzynarodowym. Tożsamość wyraża się w działaniu, w życiu, a nie w cepelii. I potrzebujemy solidnych form suwerenności: a więc instytucji i wspierającej ją opinii publicznej.
Godność natury ludzkiej, z której wynika godność każdej osoby, wizja człowieka, który ma zarówno prawa, jak i obowiązki, które są zresztą wzajemnie związane – to dziś kwestia zupełnie kluczowa. Dziś musimy bronić wszystkich wartości ludzkich, od życia i rodziny począwszy, a jedyną odpowiedzią na negację natury ludzkiej – może być tylko afirmacja cywilizacji chrześcijańskiej. Oparty na tych podstawach program chrześcijański i konserwatywny, narodowy i państwowy, jest cały czas w Polsce aktualny.

- Dlaczego więc dziś nie ma Was, dawnych działaczy RMP, w głównym nurcie polskiej polityki?

- W ogóle w polityce jest coraz mniej ludzi z dawnej opozycji, a coraz więcej tych, którzy się w nią nie angażowali. Ale opozycja anty-PRL-owska to była dobra szkoła. Wymagała osobistej decyzji o zaangażowaniu. To uświadamiało zarówno znaczenie indywidualnej odpowiedzialności w polityce, jak i prawo do zajmowania osobistego stanowiska. Demokracja masowa zachęca do innych postaw. Partie, które działają dziś, funkcjonują zupełnie inaczej. Skupione są wokół władzy i wyborów, a nie osiągania trwałych celów społecznych. Wartością jest nie prawda, ale propaganda. Kariera brzmi dumnie, a nie podejrzanie. Struktura życia politycznego zmienia się dość radykalnie. Oczywiście jest wielu ludzi ideowych w polityce, zawsze będą, ale system działa przeciwko nim.

- Przez co konkretnie?

- Wymóg udziału w permanentnej kampanii wyborczej, bo wybory wypadają średnio co paręnaście miesięcy. To jedyna przyszłość, o której myślą partyjne centrale i większość polityków. Oczywiście jest jeszcze „tożsamość”, dziś funkcjonująca jako „wizerunek”. Wymaga reakcji w sytuacjach kryzysowych, mocnych wypowiedzi od czasu do czasu, ale bynajmniej nie stałych dążeń, po prostu służby i odpowiedzialności.
Tymczasem w zdrowej, republikańskiej demokracji partie powinny być ciałami pośredniczącymi, a nie przedsiębiorstwami wyborczymi. Powinny jednocześnie kształtować i wyrażać opinię publiczną, a nie jedynie wyłudzać władzę, czyli głosy. Powinny być zdolne współpracować z innymi w ramach solidarności narodowej, a nie jedynie uprawiać propagandę „tylko my”. W takim społeczeństwie najwyższą cnotą obywatelską staje się udział w tej propagandzie, a przynajmniej zaniechanie jakiejkolwiek samodzielnej działalności politycznej. Takie partie są zaprzeczeniem wartości narodowych, tak jak my je rozumieliśmy i rozumiemy.

- Czy widzi więc Pan potrzebę istnienia jakiegoś trzeciego nurtu, czy trzeciej drogi, pomiędzy tymi dwoma głównymi obozami, dominującymi scenę polityczną oraz prowadzącymi brutalną walkę ze sobą?

- Oczywiście, przecież niezależnie od różnic między tymi partiami, często socjologiczno-wizerunkowych, związanych z tożsamością twardego elektoratu każdej z nich – istnieje między nimi szeroki zakres zbieżności. Obie bowiem walczą o władzę w ramach tego samego, liberalnego modelu polityki krajowej i międzynarodowej. Dlatego obie zawierały traktat lizboński, obie utrzymują genderową konwencję stambulską, obie opowiadają są za traktatami TTIP/CETA i zniesieniem handlowych granic Europy, obie poparły kandydatkę klasy rządzącej UE Ursulę von der Leyen, i obie blokują akcję Zatrzymaj Aborcję.
A jest przecież alternatywa dla tej polityki. To zasady cywilizacji chrześcijańskiej i suwerenna polityka na forum europejskim, a więc opozycja wobec trendu dominującego w Unii Europejskiej. Polska może się rozwijać tylko w oparciu o zasady cywilizacji chrześcijańskiej. Tak odzyskaliśmy niepodległość i tak zaczęliśmy budować państwo. Co by z nami było, gdybyśmy odwrócili się wtedy od orędzia Jana Pawła II?
Dlatego powinniśmy działać dziś na rzecz budowy silnej opinii chrześcijańskiej w Europie, ona dla nas powinna być zasadniczym oparciem. W Europie gender nie mamy przyszłości, będziemy jedynie atakowani, wytykani, i stopniowo zmieniani. Tymczasem w Europie jest wobec tej polityki silna opozycja, połowa państw Europy środkowej nie ratyfikowała Konwencji Stambulskiej, w innych, w Chorwacji czy w Rumunii jest (jak w Polsce) silny nurt za jej wypowiedzeniem. O jej odrzucenie apelowali biskupi Europy środkowej. To wszystko mieści się w orędziu świętego Jana Pawła II, który zawsze uczył, że nasz region jest nadzieją dla Europy. Trudno zrozumieć dlaczego rząd nie chce prowadzić tej polityki, a zamiast tego ciągle wszczyna konflikty polityczne, a potem mówi, że ma już ich za dużo, by podejmować nowe wyzwania.
Właśnie dlatego opinię katolicką należy usamodzielnić. Przecież wszystko, co zbudowaliśmy dobrego przez ostatnie trzydzieści lat, jej zawdzięczamy, dzięki niej powstawały wszystkie rządy prawicowe. Ona jest fundamentem wolnego państwa i trzeba jej przywrócić samodzielność. Dziś jest ubezwłasnowolniona przez PiS. Taktyka tej partii nie może stać ponad wszelkimi zobowiązaniami społecznymi. Kiedy odchodziłem z PiS przed dwunastu laty postawiłem tezę, że po czasie bezwarunkowego poparcia opinii katolickiej dla PiS przyszedł czas na warunkową współpracę. PiS przez kilka lat ją odrzucał, potem ją chętnie podjął, gdy był w kłopotach. Spróbowaliśmy jej więc w latach 2012-15 i okazało się, że jest niemożliwa. PiS nie jest w stanie popierać jakichkolwiek postulatów, które nie wynikają z jego taktyki politycznej, nie jest w stanie honorować cudzych uprawnień do współtworzenia polityki i nie jest zdolny do dotrzymywania partnerskich umów wyborczych, nawet z partnerami skromnie formułującymi postulaty i oczekiwania. Akceptuje tylko tych „polityków” i środowiska, które rezygnują z prowadzenia polityki w zamian za stanowiska. Tak wygląda obecny stan rzeczy. Nawet przed tymi wyborami zapowiedziałem, że poprzemy rząd w wyborach – jeśli wypowie konwencję stambulską. To była konkretna propozycja nie podnosząca innych spraw. PiS nie był w stanie przez cztery lata wypowiedzieć tej Genderowej konwencji, a dziś liberalne samorządy już powołują się na nią wprowadzając gender. Tak rozpadają się normy prawa edukacyjnego, które stanowiły jedno z osiągnięć trzeciej niepodległości.

- Czy prowadzi Pan rozmowy z rządem, z PiS na temat Konwencji Stambulskiej?

- Rozmawiałem o tym z ministrem spraw zagranicznych i minister rodziny przy okazji prezentacji projektu Międzynarodowej Konwencji Praw Rodziny, przygotowanego z inicjatywy Prawicy Rzeczypospolitej. Zadeklarowałem wszelką pomoc w tej sprawie. Ale najwyraźniej PiS tych spraw podjąć nie chce.

- Dlaczego?

- Uważa te kwestie za „światopoglądowe”, a więc pozbawione znaczenia politycznego. Za „kwestie (subiektywnego) sumienia”, a więc obiektywnie niezobowiązujące. I co więcej uważają, że ani autorytety opinii katolickiej, ani sami wyborcy katoliccy, nie będą się od nich tego domagać, że to nie rzutuje na poparcie polityczne dla tej partii.
Tymczasem cywilizacja chrześcijańska musi mieć swoją politykę, jeśli ma zachować swoje instytucje, jeśli one mają działać. „Światopoglądowcy”, czyli zwolennicy relatywizmu, z zasady nie powołują się na instytucje chrześcijańskie, nawet jeśli nimi dysponujemy. Lewica odwołuje się do wyimaginowanego „rozdziału Kościoła od państwa”, którego nie ma ani w art. 25 Konstytucji, ani gdzie indziej. Ale utrwalają przekonanie, że jest taka norma. Wojownicza centroprawica nie odwołuje się do kultury chrześcijańskiej jako wartości konstytucyjnej pojawiającej się we wstępie ustawy zasadniczej, bo woli, by był to jej wyróżnik w walkach wyborczych, a nie norma obiektywna, której wpływu trzeba realnie i codziennie bronić. Rzecznik praw obywatelskich uparcie i otwarcie głosi, że tzw. prawa LGBT to prawa człowieka, kiedy mu odpowiedziano, że to wywrotowa ideologia w wielu punktach sprzeciwiająca się Konstytucji i jej normom, a więc zagrażająca prawom obywatelskim? Czy minister Bodnar usłyszał choćby 10 % tych zarzutów, które formułowano przeciw Trybunałowi Konstytucyjnemu „w oparciu” o decyzje, których jeszcze nie podjął („będą nam wszystko kwestionować”).

- Ale czy jest alternatywa dla tej polityki?

- Oczywiście, właśnie dlatego powołaliśmy z panią Kają Godek, rzeczniczką Inicjatywy Obywatelskiej Zatrzymaj Aborcję, komitet wyborczy Prawicy. W kampanii wyborczej zaprezentujemy raz jeszcze wszystkie te zasady: cywilizacji życia i rodziny, suwerenności Rzeczypospolitej, wolności politycznej.
Będziemy prezentować konkrety, tak jak do tej pory. W Sejmie będziemy stawiać konkretne postulaty i gwarantować, że nie będzie ich można zamieść pod dywan. Jesteśmy przekonani, że tylko jasna alternatywa pozwoli wyrazić opinię tym wszystkim prawicowym i chrześcijańskim wyborcom, którzy coraz częściej mówią „nie mamy już na kogo głosować”. Odpowiadamy im: macie już na kogo głosować. I jest absolutnie pewne, że władza usłyszy każdy Wasz głos. Podobnie jak pewne jest to, że każdy głos, który dostanie – potraktuje jak upoważnienie do dalszego lekceważenia postulatów opinii chrześcijańskiej.

- Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zwycięski ogień Miłości

2019-08-13 12:55

Krzysztof Osuch SJ
Niedziela Ogólnopolska 33/2019, str. 25

Prorocy Starego Testamentu doświadczali słownych sprzeciwów i fizycznej przemocy, aż po zadawaną im śmierć. Jeremiasz też miał marnie skończyć, zanurzony w błocie. Nieugięte głoszenie tego, co Bóg mu odsłaniał, zderzyło go z czysto „ludzką” oceną sytuacji obleganej Jerozolimy. Objawianie woli Boga przyniosło mu liczne upokorzenia, ale się nie cofnął!

A my dziś, gdy opór i odrzucanie Bożego projektu dla człowieka są jeszcze bardziej bezwzględne i totalne – jacy jesteśmy? Przeciwnicy Boga, cali „zakrzywieni ku sobie” (św. Augustyn) z powodu samouwielbienia albo rozczarowania istnieniem, próbują Stwórcę wyeliminować, pominąć milczeniem, unieważnić, obrzucić błotem, ba, ogłosić Jego śmierć. Świadczą o tym m.in. ponawiane próby atakowania i bluźnienia temu, co Boże i święte. Groźna jest też obojętność religijna, a utrata ognia miłości w relacji z Bogiem czyni wszystko gorszym. Winniśmy zatem modlić się o proroków i liczyć się z ich (Bożym) zdaniem. Gdy toczymy duchową walkę o respekt dla Gospodarza Wszechświata i żywą relację z Nim, pamiętajmy, że sam Bóg jest gwarantem ostatecznego zwycięstwa.

Odwagi w zmaganiach dodaje nam heroiczna wiara wielu świadków. Oni, dawniej i dzisiaj, „zrzuciwszy wszelki ciężar, a przede wszystkim grzech”, wpatrują się w Chrystusa i biegną wytrwale w wyznaczonych im zawodach. My też „patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala”.

Miliony pasjonują się różnymi zawodami. A jak bardzo pasjonujemy się zawodami najważniejszymi? To marsz, a nawet bieg, z ufną wiarą w sercu, by na mecie wpaść w ramiona Ojca. Te zawody też mają swoje zasady. Klaruje je nam nasz Trener – Jezus, żyjący w Kościele. On nas uodparnia na aurę zaraźliwej niewiary. Odpiera „dyktaturę relatywizmu”, obnaża intelektualną jałowość ulegania presji opinii, narzucanej poprawności. Nie liczmy jednak na łatwy „święty spokój” i szybki zanik podziałów. Dbajmy o to, by co dzień na nowo zapalać się od Jezusa ogniem Boskiej Miłości. W czasie modlitwy. I w czasie Eucharystii, w której mamy najdalej idący kontakt z Sercem Jezusa – „gorejącym ogniskiem Miłości”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Archidiecezja poznańska pomaga mieszkańcom Madagaskaru

2019-08-18 19:39

ks. ds / Poznań (KAI)

W Befasie na Madagaskarze odbyły się 17 i 18 sierpnia uroczystości dziękczynne za zbudowanie kościoła, szkoły i przychodni zdrowia – daru dla mieszkańców Madagaskaru z okazji jubileuszu 1050-lecia archidiecezji poznańskiej. „Dziękuję za pomoc w budowie kościoła, szkoły i przychodni, ale jeszcze bardziej dziękuję wam za to, że przybyliście tutaj, aby być z nami” – mówił do polskiej delegacji bp Marie Fabien Raharilamboniaina OCD.

fotolia.com

W uroczystościach w Befasie na Madagaskarze wzięli udział delegat abp. Stanisława Gądeckiego ds. misji ks. Dawid Stelmach, o. Wiesław Chojnowski z prokury misyjnej zgromadzenia Oblatów Maryi Niepokalanej, lekarz Jacek Jarosz, wiceprezes fundacji pomocy humanitarnej Redemptoris Missio i wolontariuszka fundacji, położna Sara Suchowiak.

Goście z Polski zostali wprowadzeni do parafii św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Befasy w diecezji Morondava w uroczystym orszaku przez miejscowych parafian od granic miasteczka aż do kościoła.

18 sierpnia odbyła się Msza św. pod przewodnictwem o. Francisa Donatien Randriamalala, wikariusza generalnego diecezji Morondova. Podczas Eucharystii dziękowano za wkład archidiecezji poznańskiej w sfinansowanie budowy kościoła parafialnego w Befasy. Poświęcono m.in. pamiątkową tablicę z drewna palisandrowego zawierającą napis: „Podziękowanie dla archidiecezji poznańskiej za zbudowanie kościoła w Befasy na Madagaskarze, lata 2018-2019”.

Podczas uroczystości poświęcono także i dokonano otwarcia przychodni zdrowia „Chata Medyka” im. dr Wandy Błeńskiej, zbudowanej przez Fundację Redemptoris Missio przy wsparciu Fundacji dla Afryki i Caritas Polska. Przychodnia będzie służyć wszystkim mieszkańcom Befasy bez względu na wyznanie.

„Radość była przeogromna, pięknie pomalowani i ubrani Malgasze z wojowniczego plemienia Sakalava ze śpiewem na ustach czekali na nas już na progu wioski. Przeprowadzili nas sypiąc kwiaty i klaszcząc. Nigdy nie przeżyłam czegoś podobnego” – mówi o uroczystościach Sara Suchowiak.

„Gdy pierwszy raz myślałam o misjach medycznych, marzyłam, że będzie to właśnie na Madagaskarze. Udało się. Kraj przepiękny, ubogi, jednak nadrabia to malowniczymi krajobrazami, pracowitymi i życzliwymi ludźmi oraz atmosferą, w której pomimo wielu braków czujemy się świetnie” – relacjonuje swoje wrażenia wolontariuszka Redemptoris Missio.

Budowa kościoła i szkoły na Madagaskarze jest wotum wdzięczności archidiecezji poznańskiej za jubileusz 1050-lecia biskupstwa w Poznaniu. Misja w Befasy jest jednym z miejsc, które archidiecezja poznańska objęła swym patronatem. Archidiecezja wspiera też m.in. misje w Kibeho w Rwandzie, w Puerto Libertad w Argentynie i w Managua na Kubie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem