Reklama

Historia

Chrystus w Powstaniu

Powstańcy w warszawskich kościołach szukali duchowej otuchy, schronienia oraz pomocy medycznej. Niemcy nieśli zniszczenie i śmierć. Ich ofiarą był także Jezus Ukrzyżowany

Tragiczny los Warszawy w Powstaniu spotkał także jej świątynie. Na 64 istniejące kościoły w stolicy, ocalało tylko dziewięć. „Z pięćdziesięciu pięciu na lewym brzegu Wisły całych [kościołów] pozostało pięć, a na prawym z dziewięciu, cztery” – pisał w sprawozdaniu z 1946 r. architekt Stanisław Marzyński, znany z powojennej odbudowy kościołów.

Reszta świątyń uległa całkowitemu albo bardzo dużemu zniszczeniu. Najbardziej ucierpiały kościoły na Starym Mieście, którego zabudowa została zniszczona w 90 proc.

Walka między nawami

Wchodząc do barokowego kościoła św. Marcina przy ul. Piwnej zobaczymy nowoczesne, powojenne wnętrze. Nic dziwnego, bo dzisiejszy wystrój świątyni powstał na przełomie lat 50. i 60. XX wieku. Oryginalna jest tylko jedna boczna ściana. Po prawej stronie ławek wzrok przykuwa figura Chrystusa, a właściwie jej nogi i niewielki fragment korpusu. Reszta to tylko jej obrys wykonany ze stalowych elementów. – Ten Chrystus wisiał dokładnie w tym samym miejscu, co teraz. Po Powstaniu z kościoła został tylko fragment jednej ściany z obłupanym Panem Jezusem – tłumaczy Diana Baranowska z Lokalnej Organizacji Turystycznej „Skarbiec Mazowiecki”, która przygotowała trasy turystyczne po staromiejskich świątyniach.

Reklama

Kościół św. Marcina został zniszczony prawie w 100 proc. Tuż przed nim była jedna z ważniejszych fortyfikacji powstańczych, obrońcy tej barykady przelewali krew za każdy kamień bruku z ul. Piwnej. – Podczas zaciekłych walk 14 sierpnia Stefan Sikorski ps. „Stefanek” rzucił się na samobieżną minę Goliat z siekierą. Obezwładnił maszynę odcinając kable zdalnego sterowania. A ładunek wybuchowy z czołgu-miny powstańcy przerobili później na granaty –mówi Baranowska.

Kilkadziesiąt metrów dalej w stronę Wisły toczył się zaciekły bój o archikatedrę warszawską pw. św. Jana Chrzciciela. – Proszę sobie wyobrazić, że tu, gdzie teraz odprawiane są najważniejsze uroczystości religijne, kiedyś było pole walki. Z prawej nawy atakowali Niemcy, a w lewej bronili się Polacy – pokazuje Magdalena Wajda, która oprowadza wycieczki szlakiem „Warszawskie dzieci pójdziemy w bój...”.

Wojska powstańcze walczyły w katedrze niemal o każdy metr posadzki, aż Niemcy zdołali wprowadzić czołg naładowany materiałami wybuchowymi, których eksplozja zniszczyła dużą część budowli. Ogromu zniszczeń dopełniły później podpalenia i specjalnie zdetonowane ładunki wybuchowe.

Reklama

Na powstańczym szlaku

Staromiejskie kościoły płonęły co chwila. Samoloty luftwaffe na przemian zrzucały bomby i rozpylały benzynę, aby Stare Miasto stało się jedną żywą pochodnią.

Podczas jednego z pożarów do archikatedry wszedł kapelan AK ks. Wacław Karłowicz. Od razu rzucił się na cudowną figurę Jezusa Ukrzyżowanego z kaplicy Baryczków. – Pomagałyśmy księdzu we dwie z „Teresą”. Figura jest bowiem duża i ciężka. Wspólnie wynieśliśmy Jezusa na zewnątrz kościoła przez zakrystię. Okazało się, że ulica Jezuicka była pod ciągłym ostrzałem – wspomina po latach Barbara Gancarczyk-Piotrowska, sanitariuszka AK ps. „Pająk” z batalionu „Wigry”. Dzięki odwadze i zaangażowaniu uratowany został Chrystus, przed którym modlił się m.in. Jan III Sobieski i Romuald Traugutt.

W bramie przy Jezuickiej 1 ksiądz odłącza od korpusu figury rozkrzyżowane ręce, aby później przez kanały i piwnice sąsiadujących ze sobą kamieniczek przejść na drugą stronę Starówki. – Podziemia były zatłoczone ludźmi i bardzo ciemne. Szłam pierwsza niosąc przed sobą ręce figury i mówiłam, by zrobiono miejsce dla księdza i kolegi powstańca z korpusem figury– relacjonuje sanitariuszka. – Pamiętam widok, jak ludzie na wieść, że niesiemy Cudownego Pana Jezusa z katedry rozstępują się, klękają, głośno modlą, niektórzy płaczą.

W pierwszych dniach sierpnia Jezus z katedry „przeszedł szlak bojowy” w podziemiach Starego Miasta, a później między walczącymi na barykadach. Cudowna figura została ukryta pod płaszczem w podziemiach kościoła św. Jacka, gdzie zorganizowano szpital powstańczy. Kilka dni później ks. Henryk Cybulski spowiadał w tym miejscu ciężko rannych, leżących na posadzce. – Doszedł do jednego i mówi: „Wyspowiadaj się”. Nic. Więc znów mówi: „No, wyspowiadaj się, jestem księdzem”. Nic. Dotyka go – zimny i zesztywniały. Odkrywa prześcieradło, a tu Pan Jezus! – mówił kilka lat temu „Niedzieli” śp. ks. Karłowicz.

Bóg cierpiał razem z nimi

Po ludzku powiedzieć można, że Chrystus z archikatedry miał więcej szczęścia, niż ten z kościoła przy Piwnej. Z kościoła sióstr sakramentek na Nowym Mieście także ostała się jedynie twarz ukrzyżowanej figury. Najświętsze skarby stolicy podzieliły losy mieszkańców miasta.

Gdy bombardowania ucichły, ludzie spontanicznie utworzyli procesję, w której wśród ruin Starówki nieśli figurę Jezusa. Wielu cierpiących miało poczucie, że Bóg dzieli ich los i razem z nimi przemierza staromiejską drogę krzyżową.

Kościół św. Jacka wraz z częścią klasztoru, gdzie był szpital powstańczy, zawalił się pod silnym bombardowaniem i ostrzałem. Szacuje się, że w jego murach straciło życie ok. 1000 osób. Podobną tragedia dotknęła także mury klasztoru i kościoła sióstr sakramentek przy Nowym Mieście. To właśnie w sierpniu 1944 r. mniszki pierwszy i ostatni raz w historii otworzyły swoją klauzulę dla powstańców i ludności cywilnej. W czasie nabożeństwa 31 sierpnia, gdy siostry modliły się, a lekarze udzielali pomocy rannym, budynki zostały ostrzelane i zbombardowane. W sumie zginęło ok. 1000 osób, w tym 35 mniszek i 4 księży.

Tam, gdzie rannym w szpitalach udało się przeżyć bombardowania, Niemcy własnoręcznie zgotowali okrutny los. Na potęgę mordowali rannych i podpalali szpitale, w których ranni płonęli żywcem. Masakrę powstańczych szpitali rozpoczęto 2 września 1944 r., a jej ofiarą padło blisko 1000 rannych jeńców oraz kilka tysięcy osób cywilnych. Szacuje się, że zginąć mogło nawet 7000 ludzi.

Śledząc tragedię Polaków podczas pacyfikacji Powstania Warszawskiego, nie sposób pominąć zasadniczego pytania: Gdzie był Bóg w tym czasie?

W odpowiedzi na to trudne pytanie, może pomóc historia najsłynniejszej warszawskiej figury Chrystusa dźwigającego Krzyż z Krakowskiego Przedmieścia. Jezus sprzed Bazyliki Świętego Krzyża upadł wraz z klęską Powstania Warszawskiego. Leżał na ulicy z ręką uniesioną w górę, wskazując sentencję na postumencie „Sursum Corda” (W górę serca!).

Niewiele brakowało, aby Chrystus podzielił los tysięcy Polaków, których wywieziono w głąb Niemiec. Figurę zamierzano wywieźć i przetopić. Tak jednak się nie stało, bo Jezusa odnaleziono w jednym z przydrożnych rowów. Kilka miesięcy później wrócił na Krakowskie Przedmieście.

„Nie sposób zrozumieć tego miasta, Warszawy, która w roku 1944 zdecydowała się na nierówną walkę z najeźdźcą, na walkę, w której została opuszczona przez sprzymierzone potęgi, na walkę, w której legła pod własnymi gruzami, jeśli się nie pamięta, że pod tymi samymi gruzami legł również Chrystus-Zbawiciel ze swoim krzyżem sprzed kościoła na Krakowskim Przedmieściu” – to słowa św. Jana Pawła II, które wypowiedział podczas swojej pierwszej pielgrzymki do Polski. One są najlepszą odpowiedzią na pytanie o rolę Pana Boga podczas gehenny Powstania Warszawskiego.

2014-07-23 14:57

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Muzeum Powstania Warszawskiego: Msza św. w 106. urodziny płk. Kazimierza Klimczaka

[ TEMATY ]

historia

Powstanie Warszawskie

youtube.com

Obchody 106. urodzin płk. Kazimierza Klimczaka, ps. „Szron”, żołnierza II Rzeczpospolitej i Powstańca Warszawskiego odbyły się dziś w Muzeum Powstania Warszawskiego. Biskup polowy Józef Guzdek odprawił w kaplicy muzeum Mszę św. w intencji jubilata, podczas której uhonorował go Medalem „W Służbie Bogu i Ojczyźnie”.

Do kaplicy muzeum licznie przybyli przedstawiciele rodziny, przyjaciele, Powstańcy Warszawscy i kombatanci.

Jak podkreślił bp Guzdek „każdy etap naszego ziemskiego życia: dzieciństwo, młodość, wiek dojrzały i starość mają wielką wartość, jeśli nadamy im właściwy sens”. – Jeśli czasu ofiarowanego przez Boga nie zmarnujemy, ale wypełnimy je służbą Bogu, drugiemu człowiekowi i Ojczyźnie – powiedział bp Guzdek.

Mówiąc o wierności Bogu, biskup polowy przypomniał, że płk Klimczak nie przyjął szabli honorowej z wygrawerowaną dewizą „Honor, Ojczyzna”, postanowił ją oddać ponieważ, jak się wyraził, „nie była bliska jego sercu”. Wyjaśnił, że przyjął dopiero szablę, na której wyryta została dewiza „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Biskup przypomniał też szlak bojowy pułkownika, udział w wojnie obronnej 1939 r., konspiracji i Powstaniu Warszawskim. Podkreślił, że Kazimierz Klimczak „trzeci wymiar służby realizował w życiu małżeńskim i rodzinnym”.

– Szanowny Panie Pułkowniku. Dziś razem z Tobą dziękujemy za dar długiego i pięknego życia. Dziękujemy za to, że na każdym etapie nadawałeś sens swojemu życiu. Także dziś Twoje życie ma sens. Jako najstarszy z żyjących powstańców warszawskich jesteś strażnikiem narodowej pamięci – powiedział.

W czasie Mszy św. bp Guzdek uhonorował płk. Klimczaka medalem „W Służbie Bogu i Ojczyźnie”. Po zakończonej Eucharystii zebrani udali się na okolicznościowe spotkanie w Bibliotece Muzeum Powstania Warszawskiego.

Kazimierz Klimczak urodził się 15 lutego 1914 r. w Ciepłowie koło Sompolna. Ukończył Szkołę Podoficerską Piechoty dla Małoletnich nr 1 w Koninie. Od 1936 r. służył w Wojsku Polskim, w 67. Pułku Piechoty w Brodnicy. Brał udział w walkach Armii „Pomorze" w kampanii wrześniowej, m.in. w bitwie nad Bzurą, gdzie został ciężko ranny.

Jako inwalida wojenny nawiązał kontakt ze Związkiem Walki Zbrojnej i rozpoczął służbę w konspiracji. Podczas Powstania Warszawskiego walczył w stopniu sierżanta na Woli i na Ochocie w szeregach Obwodu Ochota Armii Krajowej. W 2017 r. został awansowany do stopnia pułkownika Wojska Polskiego.

CZYTAJ DALEJ

Ponad 100 tys. osób codziennie modli się różańcem on-line na „TeoBańkologii”

2020-04-06 09:07

[ TEMATY ]

różaniec

youtube.com

Statystyki wieczornych modlitw różańcowych na facebookowym profilu i kanale YouTube „TeoBańkologia” wskazują, że wierni coraz mocniej angażują się w nabożeństwa on-line. W rocznicę śmierci św. Jana Pawła II różaniec z ks. Teodorem Sawielewiczem z Oleśnicy zgromadził blisko 200 tys. osób.

Duchowny, który działa na portalach społecznościowych, m.in. prowadząc na profilu facebookowym „TeoBańkologia” modlitwy on-line czy zamieszczając grafiki z codziennym błogosławieństwem kapłańskim, ocenia, że to widoczny znak czasu. - Ludzie, którym pandemia ograniczyła realną możliwość pójścia do kościoła, zaczynają szukać innych przestrzeni rozwoju duchowego. Taką amboną staje się Internet, w którym wierni zyskują mocne poczucie wspólnoty - podkreśla ks. Sawielewicz.

Kapłan od kilku tygodni prowadzi na facebookowym i youtubowym profilu „TeoBańkologia” różaniec w intencji ustania trwającej epidemii koronawirusa, czy to formie odmawianej, czy to śpiewanej. Codziennie dołącza do niego około 2-3 tysiące nowych osób, które włączają się w modlitwę podczas trwania transmisji.

- Kolejne tysiące oglądają re-transmisję. Swoisty rekord padł w ostatni czwartek, kiedy w rocznicę śmierci papieża Polaka na „TeoBańkologii”, jak i innych kanałach YouTube, do których wysyłany jest sygnał transmisji modlitwy, czyli „Serce z nieba”, „Ku Bogu” i „EWTN Polska” zebrało się blisko 200 tys. osób! To wyraźnie pokazuje, że w sytuacji kryzysu modlitwa rodzinna prowadzona on-line zaczyna odgrywać bardzo istotną rolę - opisuje kapłan.

Potwierdzają to także uczestnicy modlitw. - Praktycznie codziennie odmawiamy on-line z różaniec i przeżywamy to bardzo mocno. Czuję, że to zbliża do siebie jeszcze bardziej całą rodzinę. Słowa księdza jakby dotyczyły bezpośrednio życia mojego i moich bliskich - brzmi jedno ze świadectw nadesłanych do ks. Sawielewicza.

Ks. Sawielewicz zaprasza serdecznie do wspólnej modlitwy na youtube oraz facebook. Zazwyczaj na „TeoBańkologii” odmawiany jest różaniec, ale w środę zebrani proszą o łaski za przyczyną św. Rity, a w piątki odprawiają Drogę Krzyżową.

Kapłan z Oleśnicy w diecezji wrocławskiej prowadzi także akcję „Zalewamy Facebooka błogosławieństwem!” na fanpejdżuZobacz. Przygotował dla księży specjalne grafiki, które mogą oni udostępniać na profilach, które prowadzą w mediach społecznościowych. Duchowny prowadzi również Internetowe Rekolekcje Nieparafialne pod wymownym tytułem „Pozbądź się wirusa…”.

CZYTAJ DALEJ

Abp Kupny: Czy my, kapłani, dajemy ludziom Jezusa?

2020-04-09 13:07

A. Bugała/ screen z tarnsmisji kanału katedry wrocławskiej

Msza Krzyżma we wrocławskiej katedrze pod przewodnictwem metropolity wrocławskiego abp. Józefa Kupnego.

Msza Krzyżma świętego, nazywana również mszą olejów to uroczysta Eucharystia sprawowana w Wielki Czwartek przed południem. W czasie tej Mszy świętej biskup błogosławi oleje chorych i katechumenów oraz poświęca krzyżmo. Liturgia odprawiana jest przez biskupa, zazwyczaj w katedrze, gdzie gromadzą się kapłani z całej diecezji, aby sprawować liturgię razem ze swoim ordynariuszem.

- Kapłani wezwani będą dziś do publicznego odnowienia przyrzeczeń złożonych w dniu święceń – zaznaczył we wstępie do liturgii diakon.

W tym roku abp Józef Kupny sprawował Mszę Krzyżma w pustej katedrze, a kapłani byli zaproszeni do udziału przez transmisję internetową kanału YouTube wrocławskiej katedry i radiową Radia Rodzina. W koncelebrze w katedrze wzięło udział czterech kapłanów: ks. Paweł Cembrowicz, ks. Bartosz Trojanowski, ks. Rafał Kowalski i ks. Michał Mraczek.

Modlitwę rozpoczął ks. Cembrowicz, proboszcz katedry. Podkreślił istotę Mszy Krzyżma, ale też odniósł się do symptomatycznej sytuacji, gdy liturgia sprawowana jest w pustej katedrze.

- Przeżywany przez nas dramat pobudza nas do tego, aby brać na serio to, co jest poważne, by nie zagubić się w rzeczach błahych. Do ponownego odkrycia, że życie do niczego nie służy, jeśli nie służymy – ponieważ życie jest mierzone miłością. Przeżywając Mszę Krzyżma prośmy naszego Pana i Mistrza Jezusa Chrystusa, abyśmy nie zapomnieli, że jesteśmy na świecie, by miłować. Abyśmy nigdy nie zwątpili w tę miłość objawioną w Jezusie, w wieczerniku, na Golgocie i w pustym grobie – mówił ks. Cembrowicz.

Nawiązał do przygotowanej na dziś dla wszystkich księży archidiecezji „Reguły życia prezbiterów archidiecezji wrocławskiej”.

https://wroclaw.niedziela.pl/artykul/51467/Regula-zycia-kaplanow


- Dziękuję Księdzu Arcybiskupowi, naszemu pasterzowi, za „Regułę”, która będzie pomocą w przeżywaniu naszej kapłańskiej codzienności i przyczyni się do pogłębienia więzi z Chrystusem – mówił.

- Nigdy nie przypuszczałem, że kiedykolwiek będę sprawował Mszę Krzyżma w pustym kościele – mówił w homilii abp Józef Kupny. - Patrzę na tę katedrę i mam w pamięci nasze poprzednie Eucharystie w czasie których odnawialiśmy nasze przyrzeczenia kapłańskie, wypełnialiśmy tę świątynię niemal do ostatniego miejsca – dziś nie jest to możliwe. I po raz kolejny przekonujemy się, że nie wszystko jesteśmy w stanie zrealizować z tego, co sobie wcześniej zaplanowaliśmy, sami doświadczamy tego, że musimy poszukiwać innych form świętowania, innych form wyrażania naszej wiary i innych sposobów budowania wspólnoty – podkreślał pasterz.

Wskazał też, że treść i istota Wielkiego Czwartku pozostają niezmienne.

- Chcemy po raz kolejny przeżyć chwilę, w której powiedzieliśmy Jezusowi swoje „tak”. Chcemy myślami wrócić do momentu, w którym biskup nałożył na nas ręce. Zawsze robiliśmy to razem. Nawet podczas święceń kapłańskich swoje „chce” wypowiedzieliśmy wspólnie z innymi braćmi. Dziś łączymy się wprawdzie duchowo, lecz tak naprawdę każdy z was musi sam, indywidualnie, odpowiedzieć Panu Bogu na te pytania, które każdego roku On sam stawia wam za pośrednictwem biskupa. One określają kim jesteśmy i jakie zadania mamy do wypełnienia w tym świecie – mówił abp Kupny.

Zwrócił też uwagę, że co roku w czasie Mszy Krzyżma Kościół czyta fragment Apokalipsy św. Jana Apostoła. Jest to zapis pierwszych słów, które Jezus, przez tego Ewangelistę, kieruje do siedmiu kościołów.

- Dziś nabierają one szczególnego znaczenia, a choć sytuacja w jakiej się znaleźliśmy, choć jest radykalnie różna od tej, którą przeżywał św. Jan, pisząc te słowa, może pomóc nam zrozumieć tę obecną naszą misję – mówił w homilii.

- Apostoł pisze swój tekst pośród prześladowań, cierpienia, niepewności jutra i braku możliwości składania Bogu ofiary. Jan jest na wygnaniu, a jednak to nie wygnanie i nie cierpienia stanowi główny temat jego listu, który kieruje do kościołów. Owszem, ma on świadomość, że sytuacje kryzysowe mogą przesłonić Boga, że w takich chwilach człowiek pyta: Gdzie jesteś i dlaczego milczysz? Tymczasem z listów płynie zupełnie inne przesłanie. O prześladowaniach mówi mało, ale pokazuje, że prześladowanie odsłoniło problemy, które są w Kościele. To może być trudne do przyjęcia, być może wolelibyśmy, żeby św. Jan, pisząc do wspólnot doświadczających kłopotów i cierpienia raczej je umacniał, pocieszał, czy znalazł słowo wspierające. Tymczasem nie znajdujemy tutaj nic z banalnego mówienia: Jakoś to będzie, czy musimy to przetrwać. On zauważa, że pewne wydarzenia ujawniły pewne słabości Kościoła, które w innej sytuacji nie zostałyby odkryte. Główny problem – na który Jan zwraca uwagę – to to, ze tamte wspólnoty przestały być znakiem obecności Jezusa. Przez swoje grzechy zasłoniły Boga zamiast Go objawiać. Dlatego pierwsze pytanie, które stawia nam dziś Słowo Boże brzmi: Czy w tej trudnej sytuacji, w jakiej znalazły się nasze wspólnoty, dajemy ludziom Jezusa. W tej materii jesteśmy dłużnikami wszystkich i nikt nas z tego obowiązku nie zwolni i my siebie także nie zwolnimy z tego obowiązku. Po to przyjęliśmy święcenia kapłańskie, by dawać ludziom Jezusa. Każdy ma prawo domagać się od nas tego, byśmy pokazali mu Jezusa w obecnym świecie – mówił do kapłanów abp Józef.

W rozważaniu przywołał też cztery pytania, które padają w czasie odnowienia przyrzeczeń kapłańskich. Podkreślił, że w świecie objętym epidemią obecny jest Bóg i Jego mają głosić kapłani, Jego ukazywać.

- Źle, jeśli Go sobą zasłaniamy. Dlatego jedno z pytań, które dziś usłyszymy podczas przyrzeczeń kapłańskich brzmi: Czy chcesz pilnie i mądrze spełniać posługę Słowa głosząc Ewangelię i wykładając pełnie katolickiej wiary? Posługę Słowa spełniamy tylko wtedy, kiedy głosimy Ewangelię, a nie własne teorie, a tym bardziej coś, co nie znajduje oparcia w Piśmie świętym. I może się wydawać, że możliwości dawania Jezusa zostały nam ograniczone, bo w kościele nie powinno być więcej, niż pięć osób, bo nie wolno organizować rekolekcji, spotkań grup parafialnych. Być może dlatego szczególnie dziś przemawia do nas św. Jan słowami Apokalipsy – bo to, co pisze, nie jest jedynie teorią, ale mową świadka. Na wyspie Patmos, na którą został zesłany był odcięty od świątyni i dlatego jest tak przekonujący, kiedy uświadamia nam, że możliwość złożenia Bogu ofiary nie zależy od miejsca, w jakim się znaleźliśmy i od okoliczności. Wszystko, czego potrzebujemy, mamy w sobie. Co więcej – Apostoł przekonuje, że gdy jesteśmy zjednoczeni z Jezusem Chrystusem mamy w sobie moc, której nas nikt nie jest w stanie pozbawić – żadne cierpienie, żadne prześladowania. Nic i nikt. Gdy jesteśmy zjednoczeni z Jezusem nigdy nie jesteśmy przegranymi, stąd kolejne pytanie, które dziś usłyszycie: Czy chcesz coraz ściślej jednoczyć się z Chrystusem Najwyższym Kapłanem i razem z Nim samego siebie poświęcić Bogu za zbawienie ludzi? – pytał kapłanów abp Kupny.

Nawiązując wciąż do osoby św. Jana, który składa w ofierze Bogu siebie samego i swoje życie, przypomniał, że być kapłanem Jezusa Chrystusa to ofiarować Bogu i ludziom, do których jest się posłanym, ofiarować siebie samego.

- To nie ludzie mają nam się ofiarować, ale my im – bo na tym polega bycie kapłanami Jezusa Chrystusa. Innej drogi nie ma - mówił pasterz.

- W przeszłości opisując życie człowieka posługiwano się opisem dwóch dróg. Na tej podstawie zrodziło się wiele starożytnych katechez, a obraz ten pojawił się jeszcze przed narodzeniem chrześcijaństwa. Uświadamiano ludziom, że często stają niejako na rozdrożu i muszą wybierać – iść w jedną, albo w drugą stronę, od tego wyboru zależało ich życie, lub śmierć, błogosławieństwo, czy przekleństwo. Tym obrazem posłużył się też Mojżesz, ale wtedy nie chodziło o wybór drogi w sensie fizycznym, bo cały naród osiągnął właśnie cel swojej długoletniej podróży – dotarli do kraju, który Bóg im dał – a jednak Mojżesz przestrzegał ich, że często będą stawali na rozdrożu, wszystko będzie zależało od nich, a właściwie od tego, czy będą zjednoczeni z Jahwe, czy będą Go słuchać, czy nie będą służyć obcym bogom. Mówił im wtedy: Jeśli się odwrócisz, jeśli nie będziesz słuchał, jeśli będziesz się kłaniał obcym bogom, oświadczam wam – na pewno zginiecie.

- To bardzo mocne słowa - mówił biskup. - One pokazują, że samo miejsce, w którym człowiek się znalazł jeszcze nie zapewni mu zbawienia. Okoliczności, w których żyje nie decydują o błogosławieństwie, lub przekleństwie, ale wybory, których człowiek dokonuje. Same święcenia kapłańskie nie zapewniają nam automatycznie zbawienia. Do zbawienia idziemy wtedy, gdy jesteśmy zjednoczeni z Jezusem, słuchamy Go i kłaniamy się tylko Jemu, nie bożkom, bożkom współczesnym. Od tego zależy nasze życie i nasza śmierć. Dlatego trzecie pytanie, które za chwilę padnie brzmi: Czy chcesz naśladować przykład Jezusa Dobrego Pasterza i nie szukając własnej korzyści troszczyć się o zbawienie ludzi? Własna korzyść może być bożkiem, który zniweczy wszystko. I nie musimy myśleć tutaj jedynie o rzeczach materialnych. Szukanie własnych korzyści to coś, co często paraliżuje nasze życie duszpasterskie i duchowe. Tą korzyścią może być własny pomysł na kapłaństwo, wygoda, komfort, pozycja, kariera – tego wszystkiego nie da się pogodzić z naśladowaniem Chrystusa, nie da się kłaniać Bogu i bożkom. To Jezus ma dla nas być pierwszym i ostatnim – jak pisze św. Jan. Pierwszym nie tylko w tym sensie, że w naszym życiu wszystko od Niego się zaczyna, ale także pierwszym w znaczeniu fundamentu, zasady, pewnego wzoru, do którego wracamy i który chcemy realizować. Ostatnim – to znaczy tym, do którego będzie należał ostatni głos w naszej osobistej historii i historii całego świata. To właśnie w sytuacji prześladowania i zła było w ustach św. Jana Dobrą Nowiną. Tę Nowinę mamy dziś głosić ludziom, że zło nie mam prawa trwać wiecznie, ale żeby w tym głoszeniu być przekonującym, Jezus musi mieć pierwszy i ostateczny głos w naszym życiu, w naszych wyborach, których codziennie dokonujemy – napominał metropolita.

Zakończył rozważanie czwartym pytaniem, które pojawia się podczas odnowienia przyrzeczeń kapłańskich: Czy chcesz pobożnie i z wiarą odprawiać misteria Chrystusa na chwałę Boga i uświęcenia ludu chrześcijańskiego, zgodnie z tradycją Kościoła?

- Wydawać by się mogło, że te słowa powinny paść na początku, przecież na tym polega nasza posługa. Tymczasem stawiamy je na końcu i nie jest to przypadek, bo zanim zaczniemy wypełniać zadania wynikające z przyjętych święceń, musimy najpierw stać się tym, kim Jezus chce nas mieć, zanim będziemy pełnić funkcje kapłańskie, musimy stać się kapłanami zjednoczonymi z Jezusem. W przeciwnym wypadku nie da się na to pytanie odpowiedzieć "chcę", bo bez tego utożsamienia się z Jezusem, bycia jedno z Nim, można co najwyżej ładnie sprawować czynności liturgiczne, ale nie będzie to odprawianie misteriów zbawienia, pozostanie jedynie jakiś religijny teatr, ale nie liturgia sprawowana na chwałę Boga – co najwyżej na swoją chwałę. W tym pytaniu kryje się też wezwanie do ogromnej pokory – czy w spełnianiu posługi chcemy pamiętać o tradycji Kościoła, tzn., że nie wszystko w parafii, czy we wspólnocie Kościoła rozpoczyna się od nas, nie my jesteśmy punktem odniesienia. Tradycja Kościoła każe nam widzieć siebie jako ogniwo w pewnym łańcuchu, domaga się uznania i przyjęcia, wpisuje się w nią także nasze posłuszeństwo przepisom liturgicznym i pokorne przyznanie, że to nie my tworzymy liturgię w naszych wspólnotach, że liturgia nie jest naszym dziełem. Jesteśmy szafarzami świętych tajemnic, a nie ich właścicielami. Misteria, które sprawujemy, są misteriami Chrystusa, a nie naszymi prywatnymi. Jeśli teraz, drodzy Bracia, jesteśmy gotowi odnowić przyrzeczenia złożone w dniu święceń, to pozostaje nam modlić się i prosić Boga, aby dziś spełniły się te słowa, które za chwilę wypowiemy – zakończył homilię abp Kupny i rozpoczął się obrzęd odnowienia przyrzeczeń kapłańskich.

W dalszej części liturgii Mszy świętej - zgodnie ze zwyczajem – abp pobłogosławił oleje. Błogosławieństwo oleju chorych odbyło się przed zakończeniem Modlitwy eucharystycznej, zaś błogosławieństwo oleju katechumenów i poświęcenia krzyżma po Komunii.

Wspólną modlitwę zakończyły życzenia, które arcybiskupowi, w imieniu wszystkich kapłanów, złożył ks. Paweł Cembrowicz. Abp Kupny podkreślił w końcowej mowie, że w czasie błogosławieństwa powierzy Bogu i pobłogosławi wszystkim kapłanom.

- Dla mnie to dodatkowo dzień ważny, bo ja przyjmowałem święcenia kapłańskie właśnie w Wielki Czwartek – mówił na zakończenie Mszy Krzyżma abp Józef Kupny.

CZYTAJ DALEJ
E-wydanie
Czytaj Niedzielę z domu

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję