Reklama

Nieustannie uczę się pokory

2014-09-30 15:12

Z ks. prał. Stefanem Wysockim rozmawia ks. Ireneusz Skubiś
Niedziela Ogólnopolska 40/2014, str. 24-25

Archiwum prywatne
Ks. prał. Stefan Wysocki przed plebanią, 1985 r.

O wychowaniu i pracy w harcerstwie, o kapłaństwie i wdzięczności parafian z ks. prał. Stefanem Wysockim rozmawia ks. Ireneusz Skubiś

KS. IRENEUSZ SKUBIŚ: – Należy Ksiądz Prałat do pokolenia ludzi, którzy podejmowali wielkie dzieła w trudnych czasach. Do takich dzieł należy harcerstwo. Czym ono jest dla Księdza Prałata?

KS. PRAŁ. STEFAN WYSOCKI: – Przyrzeczenie harcerskie złożyłem już jako niespełna 10-latek. Słowa roty Przyrzeczenia: „Mam szczerą wolę całym życiem pełnić służbę Bogu i Polsce, nieść chętną pomoc bliźnim...” oraz Prawo Harcerskie pozostały w moim sercu, odbiły się na moim życiu i są do dziś wskazówkami, jak żyć. Zostałem ukształtowany w harcerstwie. To znakomita szkoła wychowania, odpowiedzialności, dyscypliny i zaradności. Z jej doświadczeń korzystałem później w wychowywaniu innych. Szybko przekonałem się, że praca zespołowa jest bardziej owocna, a jej efekty radują wszystkich biorących w niej udział. Starałem się więc w pracy aktywizować innych.

– Jak Ksiądz Prałat postrzega ludzi, którzy tworzyli Szare Szeregi? Jak wspomina np. Stanisława Broniewskiego „Orszę”?

– Na szczęście nie wszyscy polegli lub zostali przez Niemców wymordowani, jak choćby dobrze nam znani z historii: Florian Marciniak – pierwszy naczelnik Szarych Szeregów czy uwiecznieni przez Aleksandra Kamińskiego w „Kamieniach na szaniec” „Rudy”, „Alek”, „Zośka” – chłopcy z Akcji pod Arsenałem, bohaterskie dziewczęta z powstania, chłopcy z „Zośki”, „Parasola”, „Wigier”, „Miotły” i wielu innych oddziałów. Niektórych spośród tych, którzy przeżyli wojnę i powojenne komunistyczne prześladowania, od ponad 25 lat odprowadzam na wieczną wartę. Mam wówczas okazję bliżej poznać, jak twarda szkoła życia młodzieńczego wykształciła piękne charaktery. Ostatnio ukazała się książka będąca zbiorem gawęd o wychowaniu autorstwa druha Stanisława Broniewskiego „Orszy” – „Młodość przeżywa się raz!”. Tę książkę polecałbym wszystkim wychowawcom, nie tylko harcerskim. Odważyłbym się porównać druha „Orszę” z Aleksandrem Kamińskim, który już jako profesor, zapytany, jak by krótko określił siebie, odpowiedział: Jestem wychowawcą. Mój ostatni dowódca „Antek z Woli” – Jan Kopałka także był dla mnie wzorem wychowawcy. Pilnował, czy i jak się uczymy. Z jego zapisanego na bibułce i zachowanego cudem do dziś rozkazu pochodzą słowa: „W Szarych Szeregach nie ma miejsca dla nieuków!”. Z kasy organizacji podziemnej opłacał nauczycieli dla grupy szaroszeregowców.

– Jak Ksiądz Prałat łączył swoje zaangażowanie harcerskie z powołaniem kapłańskim?

– Zaangażowanie i wychowanie harcerskie pomagały mi w pracy z młodzieżą. Zwroty: „druh”, „druhna” w relacjach wychowawczych zastępowały różne, zbyt poufałe formy, pozwalały uniknąć klepania po ramieniu i mówienia po imieniu. Zwrot: „druhu” zbliża, ale jednocześnie zachowuje dystans. Pomaga w naśladowaniu i braniu wzorców ze starszego druha czy druhny. Pozwala na traktowanie jak partnera nawet o wiele młodszego wychowanka.
Zespoły tematyczne, zadaniowe, koncepcyjne miały swoich „liderów”, jak dziś powiedzielibyśmy, odpowiedzialnych za zbiorową pracę. Takie same metody i formy pracy z powodzeniem wprowadzałem w swej pracy duszpasterskiej. Instruktor pomaga wychowankowi w podejmowaniu właściwych decyzji, daje przykład, zachęca do działania. Duszpasterz pełni podobną funkcję, kierując rozwojem duchowym podopiecznych. Starałem się zatem być i jednym, i drugim.

– Jakie trzeba widzieć związki między harcerstwem a pracą z młodzieżą?

– Harcerstwo to istota pracy z młodzieżą. Metoda harcerska od stu lat kształtuje charaktery. Pedagogika i harcerstwo znakomicie się uzupełniają i wzbogacają, bo mają te same cele społeczne.

– Ksiądz Prałat pracował przez wiele lat z młodzieżą. Co było najważniejsze w tej pracy?

– Sięgnę do „Małego Księcia” – tworzenie więzów. Nawiązywanie więzów przyjacielskich odbywało się w realizacji wspólnych zadań. Obserwuję małżeństwa i trwałe przyjaźnie i porównuję je do gwiazd, których w ciągu dnia nie widać, a wiadomo, że są. Młodzież we wspólnych zajęciach poznawała się, i to był element istotny. By się z kimś zaprzyjaźnić, polubić kogoś, pokochać – trzeba tego kogoś poznać.

– Czy dzisiejsza praca duszpasterzy z młodzieżą jest łatwiejsza, czy trudniejsza niż kiedyś? Jaka była i jest młodzież?

– To dla mnie trudne pytanie ze względu na dużą różnicę wieku, jaka dzieli mnie ze współczesną młodzieżą. Oddziaływanie wychowawcze, przykład – możliwe są i najpełniej się realizują między rówieśnikami lub przy różnicy jednego pokolenia. Dziś, obserwując młodych, myślę, że za mało angażują się społecznie. Zbyt wiele czasu spędzają przy komputerach, a to ogromnie utrudnia organizację życia wspólnotowego.

– Czy warto poświęcać życie dla młodych?

– „Homo est animal sociale”. Człowiek z natury swojej jest stworzeniem społecznym. Jeżeli jako kapłan mam służyć Jezusowi w drugim człowieku i jako harcerz w każdym widzieć bliźniego, to nie wolno mi wykluczyć młodzieży. Każdy wiek ma swoje potrzeby, a szczególnie młodzież. Praca z młodzieżą zawsze wyzwalała potrzebę szukania „nowych nieodkrytych dróg, by bardziej wnikać w tajniki stworzenia, by dusza się rozprzestrzeniała i większym stawał się Bóg” (por. Adam Asnyk, „Do młodych”).

– Co jest najważniejsze w życiu kapłana? Jak widział Ksiądz Prałat swoją posługę kapłańską jako proboszcz w Wesołej?

– Nie widzę różnicy w tym, co najważniejsze w życiu kapłana i w życiu człowieka świeckiego. Zawsze jest człowiek i służba, jaką sobie nawzajem świadczymy. W posłudze jest różnica zależna od profesji posługującego. Nie będziemy wymagali od kowala drewnianych mebli. Po latach widzę dużo błędów, których można było uniknąć, ale na brak przyjaciół nie mogę narzekać.

– Czy Ksiądz Prałat spotkał się z ludzką wdzięcznością?

– Wstydzę się mówić, ale ilość płynącej od ludzi wdzięczności aż wprawia w zakłopotanie i cisną się na usta słowa: „Non nobis, Domine, non nobis, sed Nomini Tuo da gloriam” („Nie nas, Panie, nie nas, lecz Imieniu Twemu niech będzie chwała”). Dziękuję Opatrzności Bożej za liczny krąg wdzięcznych przyjaciół, którzy pamiętają moje decyzje, których ja nawet nie zauważałem.

– Czym kierował się Ksiądz Prałat, budując dom rekolekcyjny w Wesołej?

– Kard. Stefan Wyszyński często wypytywał księży o doświadczenia z pracy z młodzieżą. Trafiło to na mnie w latach 60., w czasie mojej pracy z młodzieżą akademicką. Kiedy sam sprowokował, pytając, jakie braki mi najbardziej dokuczają, wyrzuciłem z siebie: „Brak miejsca na prowadzenie formacji poprzez rekolekcje. Laski są bardzo małe, domy zakonne dzielą młodych na grupy żeńskie i męskie, a ja mam młodzież koedukacyjną. Zakony żeńskie boją się zadeptania podłogi, w zakonach męskich brak łazienek”. Po tym wyładowaniu się usłyszałem: „Stefan! Moim pragnieniem jest, by Warszawa była okolona domami rekolekcyjnymi”. Myślałem już wówczas o Magdalence, niestety, nie miałem poparcia. Kiedy ks. prał. Stefan Piotrowski skierował mnie do Wesołej, możliwość się otworzyła i na drodze chytrej dyplomacji z władzami PRL-u powstał dom rekolekcyjny na bazie sal katechetycznych i mieszkań dla pracowników i księży.

– A także świątynia, w której znajdują się wspaniałe freski prof. Jerzego Nowosielskiego. Czy ten wystrój daje Księdzu Prałatowi satysfakcję? Co mówią na ten temat ludzie?

– W Wesołej zastałem świątynię wybudowaną przed 1939 r. w stylu kościoła neoromańskiego. Niestety, z bryły romańskiej niewiele zostało. Łuk absydy zabudowano płaską ścianą z ceramiką przedstawiającą Dobrego Pasterza. Powstał chór muzyczny. Dobudowano trójpoziomową zakrystię i wolno stojącą dzwonnicę. Wszystko to nie miało nic wspólnego z koncepcją darczyńcy Emanuela Bułhaka, który dał w prezencie – jak mówił – kaplicę neoromańską. Po zasięgnięciu konsultacji miałem do wyboru dwoje wykonawców. Byli to Hanka Szczypińska i prof. Jerzy Nowosielski. Kiedy profesor wyraził zgodę, powiedziałem: „Zaczynamy zaraz!”. Odpowiedział: „Może nie zaraz, ale na jesieni będę wolny”. Tak się zaczęła przygoda z prof. Nowosielskim.
Po zakończeniu polichromii parafianie krótko podsumowali: „My się tutaj możemy modlić!”. Było to uznanie sakralności miejsca. „De gustibus non est disputandum”, co nie przeszkadza powiedzieć, że wśród profesjonalistów pokutuje opinia, iż największymi dewastatorami są, niestety, księża zwani inwestorami.

– Czy może Ksiądz Prałat powiedzieć, że jest człowiekiem szczęśliwym, kapłanem spełnionym?

– Miałem ostatnio kapłańskie doświadczenia zwane szkołą pokory. Odprawiałem Msze św. dziękczynne w Łowiczu, gdzie przed 60 laty odbyłem prymicję, i w Wesołej, gdzie przebywam od ponad 40 lat. Okazane mi gesty życzliwości przekroczyły wszelkie moje wyobrażenia. Tego się nie spodziewałem, a na pewno nigdy nie oczekiwałem. Nieustannie uczę się pokory i stałej służby drugiemu człowiekowi, zagłębiając się w myśli św. Pawła, zapisanej w Liście do Kolosan: „Sługą stałem się według zleconego mi wobec was Bożego włodarstwa...” (por. Kol 1, 25).

Zmarł o. Łucjan Królikowski OFM Conv, który uratował 150 sierot

2019-10-12 19:32

Dr Małgorzata Brykczyńska

W piątek rano 11 pażdziernika 2019, w Enfield, CT (USA) zmarł o. Łucjan Królikowski OFM Conf, autor książki Skradzione Dziecinstwo i Pamiętnik Sybiraka i Tułacza. Odznaczony najwyższymi orderami Polski, (ostatnio z okazji 100 rocznicy urodzin Prezydent RP przyznał mu order Orła Białego), Harcmistrz, i wielki franciszkanin, który przed miesiącem obchodził 100 urodziny w Chicopee, MA. Na uroczystość zjechali się ludzie z całego świata, włącznie z sierotami z Tengeru których uratował, ich rodzinami i inni “Afrykańczycy”.

Marie Romanagno

Ks Łucjan był seniorem franciszkanów (najstarszy żyjący franciszkanin) i ostatni który jeszcze odbył nowicjat u Św Maksymiliana Kolbe. Ojciec Łucjan zmarł w powszechnej opinii świętości. Wielki człowiek, polak, kapłan.

Łucjan Królikowski urodził się 7 września 1919 r. Do zakonu franciszkanów wstąpił w Niepokalanowie. W 1939 r. udał się na studia do Lwowa, ale już rok później został aresztowany przez NKWD i wywieziony na Syberię. Wolność przyniósł mu układ Sikorski-Majski z 1941 r., który gwarantował „amnestię” dla Polaków. Ojciec Łucjan z trudem przedostał się do Buzułuku, gdzie stacjonował sztab Armii Andersa. Wraz z nią przemierzył Kazachstan, Uzbekistan i Kirgizję. Później ukończył szkołę podchorążych i dotarł do Persji i Iraku.

Nadal jednak chciał być zakonnikiem, nie żołnierzem. Wiosną 1943 r. dotarł do Bejrutu, gdzie rozpoczął studia teologiczne. Ukończył je i otrzymał święcenia kapłańskie. W czerwcu 1947 r. wypłynął do Afryki Równikowej, gdzie podjął pracę wśród polskich dzieci w Tengerze (przebywały tam dzieci z matkami oraz sieroty, które NKWD wywiozło na Sybir – te, które ocalały, zostały uratowane przez Armię Andersa). Po okropieństwach Syberii małym tułaczom osiedle położone niedaleko równika wydawało się rajem.

Szczęście nie trwało jednak długo. Kiedy w 1949 r. Międzynarodowa Organizacja Uchodźców postanowiła zlikwidować polskie obozy w Afryce, a dzieci odesłać do komunistycznej Polski, o. Łucjan zdecydował, by wraz z nimi wyemigrować do Kanady. Na początku czerwca 1949 r. prawie 150 polskich sierot wyruszyło z Afryki.

W Kanadzie o. Łucjan był prawnym opiekunem dzieci, zajmował się także ich edukacją i wychowaniem. Tymczasem w Polsce komuniści wpadli w szał. Do próby odzyskania sierot chciano wykorzystać nawet ONZ. Na próżno – dzieci o. Łucjana były już wolne.

Można zadać sobie pytanie: Skąd ta chęć bezinteresownej pomocy? Sam o. Łucjan udzielał najlepszej odpowiedzi: „Życie człowieka jest grą, sztuką, realizacją Boskiego utworu, który nosi tytuł: miłość. Ona jest tak wpleciona w życie, że stanowi pobudkę ludzkich myśli, słów, czynów i działań. Miłość, która nie skrzywdzi biednego, bezbronnego jak dziecko, nie zerwie kwiatka, by go za chwilę podeptać, ani nie zgładzi psa czy kota”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Świeccy franciszkanie świętowali jubileusz

2019-10-13 23:44

Maciej Orman

Naśladują św. Franciszka, żyjąc jego duchowością. Nie noszą habitów, ale służą Bogu i ludziom przez pracę i modlitwę. Jubileusz 40-lecia świętował 13 października Franciszkański Zakon Świeckich (FZŚ) działający przy parafii pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Częstochowie

Maciej Orman

Z tej okazji Mszy św. w intencji braci i sióstr należących do zakonu, zwanym też III Zakonem Franciszkańskim, przewodniczył o. Gabriel Kudzia OFM.

– Pokój i dobro – powitał wszystkich na początku Eucharystii franciszkańskim pozdrowieniem proboszcz parafii ks. Janusz Wojtyla. – Pragniemy zanieść wdzięczną modlitwę do Boga za to, że duch franciszkański ogarnia naszą lisiniecką ziemię przez posługę świeckich, którzy modlą się, pracują i dają świadectwo życia według reguł św. Franciszka, który chciał być w świecie żywą Ewangelią – powiedział ks. Wojtyla.

W kazaniu o. Gabriel Kudzia podkreślił, że należący do FZŚ zafascynowali się sposobem życia św. Franciszka z Asyżu, który jest wzorem wolności, pokoju, zgody i pojednania między ludźmi. – Ta fascynacja jego świętością sprawiła, że wstąpili do wspólnoty, aby realizować pragnienie dążenia do doskonałości chrześcijańskiej. Doszli do wniosku, że nie wystarcza im coniedzielny udział we Mszy św., odmawianie pacierza i zachowywanie przykazań. Zrozumieli, że Bóg jest taki wielki i wspaniały, że ciągle trzeba Go szukać i głębiej poznawać. Szukali kogoś, kto im w tym pomoże. I znaleźli św. Franciszka, który jest nauczycielem doskonałości, bo sam upodobnił się do Chrystusa na tyle, że nazwano go drugim Chrystusem – powiedział o. Kudzia.

– Jeśli czujesz, że dotychczasowe życie religijne nie zadowala cię, to znak, że Bóg puka do twojego serca, abyś wszedł na drogę doskonałości przez wstąpienie do FZŚ – kontynuował kaznodzieja.

– Dziękujemy, że Bóg dał nam w osobie św. Franciszka z Asyżu wzór radosnej świętości. Prośmy, by pociągnął nas za sobą, byśmy odważnie szli drogą chrześcijańskiej doskonałości i osiągnęli wieczne zbawienie – zakończył o. Kudzia.

Podczas Mszy św. śpiewał chór Cantate Deo pod dyr. Włodzimierza Krawczyńskiego.

Na zakończenie Mszy św. wierni mogli ucałować relikwie św. Franciszka i bł. Anieli Salawy, która patronuje akcji „Makulatura na misje”. W ostatni piątek i sobotę miesiąca FZŚ zbiera makulaturę na parkingu przy kościele Świętych Apostołów Piotra i Pawła. Dochód z jej sprzedaży jest przeznaczany na budowę studni głębinowych w Afryce. W tej chwili powstaje już siódma.

FZŚ przy parafii pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Częstochowie liczy 17 osób. Jego przełożoną jest Stefania Kreczko, która należy do wspólnoty od 26 lat. – Wstąpiłam do niej za zachętą br. Wacława Rukszy, ówczesnego przełożonego, ale przede wszystkim dlatego, że św. Franciszek jest patronem prawdziwych ekologów, którzy nie tylko szanują inne stworzenia, ale na pierwszym miejscu życie ludzkie, od poczęcia do naturalnej śmierci. Poza tym moja śp. mama też należała do zakonu – przyznała w rozmowie z „Niedzielą” Stefania Kreczko i dodała: – Nie jest nas dużo, ale chodzi o serce, o to, by duch franciszkański przenosił góry. Św. Franciszek był przecież biedaczyną, a czynił cuda.

Asystentem regionu częstochowskiego FZŚ jest o. Natan Kansy OFM, posługujący w parafii pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Częstochowie. – We wspólnocie każdy nawzajem ubogaca siebie. Wspólnota daje poczucie odpowiedzialności i tego, że jesteśmy potrzebni. Przynależność do niej jest wielką radością – powiedział „Niedzieli” o. Kansy.

Podczas niedzielnej uroczystości 5 osób świętowało jubileusz 40-lecia przynależności do FZŚ. Jedną z nich był Antoni Narolski, mistrz do spraw formacji, jedyny mężczyzna we wspólnocie i jeden z jej inicjatorów. – Bardzo zżyłem się ze św. Franciszkiem, a z tego wynikają konkretne obowiązki, np. modlitwa brewiarzowa. Nie można być tylko „z afiszu”. Trzeba zauważać drugiego człowieka, również najbiedniejszego – przyznał w rozmowie z „Niedzielą”. Antoni Narolski był trzykrotnie przełożonym wspólnoty przy parafii na Lisińcu. Pełnił także funkcję zastępcy i skarbnika.

Świeccy franciszkanie spotykają się w parafii pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w II niedzielę miesiąca o godz. 7.00 podczas Mszy św., a następnie na spotkaniu formacyjnym. Wspólnota czeka na nowych kandydatów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem