Reklama

Nieustannie uczę się pokory

2014-09-30 15:12

Z ks. prał. Stefanem Wysockim rozmawia ks. Ireneusz Skubiś
Niedziela Ogólnopolska 40/2014, str. 24-25

Archiwum prywatne
Ks. prał. Stefan Wysocki przed plebanią, 1985 r.

O wychowaniu i pracy w harcerstwie, o kapłaństwie i wdzięczności parafian z ks. prał. Stefanem Wysockim rozmawia ks. Ireneusz Skubiś

KS. IRENEUSZ SKUBIŚ: – Należy Ksiądz Prałat do pokolenia ludzi, którzy podejmowali wielkie dzieła w trudnych czasach. Do takich dzieł należy harcerstwo. Czym ono jest dla Księdza Prałata?

KS. PRAŁ. STEFAN WYSOCKI: – Przyrzeczenie harcerskie złożyłem już jako niespełna 10-latek. Słowa roty Przyrzeczenia: „Mam szczerą wolę całym życiem pełnić służbę Bogu i Polsce, nieść chętną pomoc bliźnim...” oraz Prawo Harcerskie pozostały w moim sercu, odbiły się na moim życiu i są do dziś wskazówkami, jak żyć. Zostałem ukształtowany w harcerstwie. To znakomita szkoła wychowania, odpowiedzialności, dyscypliny i zaradności. Z jej doświadczeń korzystałem później w wychowywaniu innych. Szybko przekonałem się, że praca zespołowa jest bardziej owocna, a jej efekty radują wszystkich biorących w niej udział. Starałem się więc w pracy aktywizować innych.

– Jak Ksiądz Prałat postrzega ludzi, którzy tworzyli Szare Szeregi? Jak wspomina np. Stanisława Broniewskiego „Orszę”?

– Na szczęście nie wszyscy polegli lub zostali przez Niemców wymordowani, jak choćby dobrze nam znani z historii: Florian Marciniak – pierwszy naczelnik Szarych Szeregów czy uwiecznieni przez Aleksandra Kamińskiego w „Kamieniach na szaniec” „Rudy”, „Alek”, „Zośka” – chłopcy z Akcji pod Arsenałem, bohaterskie dziewczęta z powstania, chłopcy z „Zośki”, „Parasola”, „Wigier”, „Miotły” i wielu innych oddziałów. Niektórych spośród tych, którzy przeżyli wojnę i powojenne komunistyczne prześladowania, od ponad 25 lat odprowadzam na wieczną wartę. Mam wówczas okazję bliżej poznać, jak twarda szkoła życia młodzieńczego wykształciła piękne charaktery. Ostatnio ukazała się książka będąca zbiorem gawęd o wychowaniu autorstwa druha Stanisława Broniewskiego „Orszy” – „Młodość przeżywa się raz!”. Tę książkę polecałbym wszystkim wychowawcom, nie tylko harcerskim. Odważyłbym się porównać druha „Orszę” z Aleksandrem Kamińskim, który już jako profesor, zapytany, jak by krótko określił siebie, odpowiedział: Jestem wychowawcą. Mój ostatni dowódca „Antek z Woli” – Jan Kopałka także był dla mnie wzorem wychowawcy. Pilnował, czy i jak się uczymy. Z jego zapisanego na bibułce i zachowanego cudem do dziś rozkazu pochodzą słowa: „W Szarych Szeregach nie ma miejsca dla nieuków!”. Z kasy organizacji podziemnej opłacał nauczycieli dla grupy szaroszeregowców.

– Jak Ksiądz Prałat łączył swoje zaangażowanie harcerskie z powołaniem kapłańskim?

– Zaangażowanie i wychowanie harcerskie pomagały mi w pracy z młodzieżą. Zwroty: „druh”, „druhna” w relacjach wychowawczych zastępowały różne, zbyt poufałe formy, pozwalały uniknąć klepania po ramieniu i mówienia po imieniu. Zwrot: „druhu” zbliża, ale jednocześnie zachowuje dystans. Pomaga w naśladowaniu i braniu wzorców ze starszego druha czy druhny. Pozwala na traktowanie jak partnera nawet o wiele młodszego wychowanka.
Zespoły tematyczne, zadaniowe, koncepcyjne miały swoich „liderów”, jak dziś powiedzielibyśmy, odpowiedzialnych za zbiorową pracę. Takie same metody i formy pracy z powodzeniem wprowadzałem w swej pracy duszpasterskiej. Instruktor pomaga wychowankowi w podejmowaniu właściwych decyzji, daje przykład, zachęca do działania. Duszpasterz pełni podobną funkcję, kierując rozwojem duchowym podopiecznych. Starałem się zatem być i jednym, i drugim.

– Jakie trzeba widzieć związki między harcerstwem a pracą z młodzieżą?

– Harcerstwo to istota pracy z młodzieżą. Metoda harcerska od stu lat kształtuje charaktery. Pedagogika i harcerstwo znakomicie się uzupełniają i wzbogacają, bo mają te same cele społeczne.

– Ksiądz Prałat pracował przez wiele lat z młodzieżą. Co było najważniejsze w tej pracy?

– Sięgnę do „Małego Księcia” – tworzenie więzów. Nawiązywanie więzów przyjacielskich odbywało się w realizacji wspólnych zadań. Obserwuję małżeństwa i trwałe przyjaźnie i porównuję je do gwiazd, których w ciągu dnia nie widać, a wiadomo, że są. Młodzież we wspólnych zajęciach poznawała się, i to był element istotny. By się z kimś zaprzyjaźnić, polubić kogoś, pokochać – trzeba tego kogoś poznać.

– Czy dzisiejsza praca duszpasterzy z młodzieżą jest łatwiejsza, czy trudniejsza niż kiedyś? Jaka była i jest młodzież?

– To dla mnie trudne pytanie ze względu na dużą różnicę wieku, jaka dzieli mnie ze współczesną młodzieżą. Oddziaływanie wychowawcze, przykład – możliwe są i najpełniej się realizują między rówieśnikami lub przy różnicy jednego pokolenia. Dziś, obserwując młodych, myślę, że za mało angażują się społecznie. Zbyt wiele czasu spędzają przy komputerach, a to ogromnie utrudnia organizację życia wspólnotowego.

– Czy warto poświęcać życie dla młodych?

– „Homo est animal sociale”. Człowiek z natury swojej jest stworzeniem społecznym. Jeżeli jako kapłan mam służyć Jezusowi w drugim człowieku i jako harcerz w każdym widzieć bliźniego, to nie wolno mi wykluczyć młodzieży. Każdy wiek ma swoje potrzeby, a szczególnie młodzież. Praca z młodzieżą zawsze wyzwalała potrzebę szukania „nowych nieodkrytych dróg, by bardziej wnikać w tajniki stworzenia, by dusza się rozprzestrzeniała i większym stawał się Bóg” (por. Adam Asnyk, „Do młodych”).

– Co jest najważniejsze w życiu kapłana? Jak widział Ksiądz Prałat swoją posługę kapłańską jako proboszcz w Wesołej?

– Nie widzę różnicy w tym, co najważniejsze w życiu kapłana i w życiu człowieka świeckiego. Zawsze jest człowiek i służba, jaką sobie nawzajem świadczymy. W posłudze jest różnica zależna od profesji posługującego. Nie będziemy wymagali od kowala drewnianych mebli. Po latach widzę dużo błędów, których można było uniknąć, ale na brak przyjaciół nie mogę narzekać.

– Czy Ksiądz Prałat spotkał się z ludzką wdzięcznością?

– Wstydzę się mówić, ale ilość płynącej od ludzi wdzięczności aż wprawia w zakłopotanie i cisną się na usta słowa: „Non nobis, Domine, non nobis, sed Nomini Tuo da gloriam” („Nie nas, Panie, nie nas, lecz Imieniu Twemu niech będzie chwała”). Dziękuję Opatrzności Bożej za liczny krąg wdzięcznych przyjaciół, którzy pamiętają moje decyzje, których ja nawet nie zauważałem.

– Czym kierował się Ksiądz Prałat, budując dom rekolekcyjny w Wesołej?

– Kard. Stefan Wyszyński często wypytywał księży o doświadczenia z pracy z młodzieżą. Trafiło to na mnie w latach 60., w czasie mojej pracy z młodzieżą akademicką. Kiedy sam sprowokował, pytając, jakie braki mi najbardziej dokuczają, wyrzuciłem z siebie: „Brak miejsca na prowadzenie formacji poprzez rekolekcje. Laski są bardzo małe, domy zakonne dzielą młodych na grupy żeńskie i męskie, a ja mam młodzież koedukacyjną. Zakony żeńskie boją się zadeptania podłogi, w zakonach męskich brak łazienek”. Po tym wyładowaniu się usłyszałem: „Stefan! Moim pragnieniem jest, by Warszawa była okolona domami rekolekcyjnymi”. Myślałem już wówczas o Magdalence, niestety, nie miałem poparcia. Kiedy ks. prał. Stefan Piotrowski skierował mnie do Wesołej, możliwość się otworzyła i na drodze chytrej dyplomacji z władzami PRL-u powstał dom rekolekcyjny na bazie sal katechetycznych i mieszkań dla pracowników i księży.

– A także świątynia, w której znajdują się wspaniałe freski prof. Jerzego Nowosielskiego. Czy ten wystrój daje Księdzu Prałatowi satysfakcję? Co mówią na ten temat ludzie?

– W Wesołej zastałem świątynię wybudowaną przed 1939 r. w stylu kościoła neoromańskiego. Niestety, z bryły romańskiej niewiele zostało. Łuk absydy zabudowano płaską ścianą z ceramiką przedstawiającą Dobrego Pasterza. Powstał chór muzyczny. Dobudowano trójpoziomową zakrystię i wolno stojącą dzwonnicę. Wszystko to nie miało nic wspólnego z koncepcją darczyńcy Emanuela Bułhaka, który dał w prezencie – jak mówił – kaplicę neoromańską. Po zasięgnięciu konsultacji miałem do wyboru dwoje wykonawców. Byli to Hanka Szczypińska i prof. Jerzy Nowosielski. Kiedy profesor wyraził zgodę, powiedziałem: „Zaczynamy zaraz!”. Odpowiedział: „Może nie zaraz, ale na jesieni będę wolny”. Tak się zaczęła przygoda z prof. Nowosielskim.
Po zakończeniu polichromii parafianie krótko podsumowali: „My się tutaj możemy modlić!”. Było to uznanie sakralności miejsca. „De gustibus non est disputandum”, co nie przeszkadza powiedzieć, że wśród profesjonalistów pokutuje opinia, iż największymi dewastatorami są, niestety, księża zwani inwestorami.

– Czy może Ksiądz Prałat powiedzieć, że jest człowiekiem szczęśliwym, kapłanem spełnionym?

– Miałem ostatnio kapłańskie doświadczenia zwane szkołą pokory. Odprawiałem Msze św. dziękczynne w Łowiczu, gdzie przed 60 laty odbyłem prymicję, i w Wesołej, gdzie przebywam od ponad 40 lat. Okazane mi gesty życzliwości przekroczyły wszelkie moje wyobrażenia. Tego się nie spodziewałem, a na pewno nigdy nie oczekiwałem. Nieustannie uczę się pokory i stałej służby drugiemu człowiekowi, zagłębiając się w myśli św. Pawła, zapisanej w Liście do Kolosan: „Sługą stałem się według zleconego mi wobec was Bożego włodarstwa...” (por. Kol 1, 25).

Okryci szatą Maryi

2019-07-10 09:40

Julia A. Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 28/2019, str. 16-17

Brązowy szkaplerz to nie talizman, nie ma właściwości magicznych. Noszenie go nie zagwarantuje nam automatycznie zbawienia. Od wieków jest on natomiast symbolem pójścia za Chrystusem na wzór Maryi, najdoskonalszej uczennicy Pana

Grażyna Kołek

Historia szkaplerza świętego sięga XIII wieku, kiedy pewnemu bogobojnemu człowiekowi – Szymonowi Stockowi w Cambridge w Anglii ukazała się Matka Boża. Szymon był generałem Zakonu Karmelitańskiego i dostrzegając zagrażające zakonowi niebezpieczeństwa, modlił się gorliwie do Matki Bożej o pomoc. W nocy z 15 na 16 lipca 1251 r. ukazała mu się Najświętsza Panienka w otoczeniu aniołów. Szymon otrzymał od Maryi brązowy szkaplerz i usłyszał słowa: „Przyjmij, synu najmilszy, szkaplerz twego zakonu jako znak mego braterstwa, przywilej dla ciebie i wszystkich karmelitów. Kto w nim umrze, nie zazna ognia piekielnego. Oto znak zbawienia, ratunek w niebezpieczeństwach, przymierze pokoju i wiecznego zobowiązania”. Od tamtej chwili karmelici noszą szkaplerz jako znak szczególnej więzi z Maryją. W 1910 r. papież Pius X zezwolił na zastąpienie szkaplerza (dwa prostokątne skrawki wełnianego sukna z naszytymi wyobrażeniami Matki Bożej Szkaplerznej i Najświętszego Serca Pana Jezusa, połączone tasiemkami) medalikiem szkaplerznym.

Dwie obietnice i dwie łaski

Tradycja Karmelu wiąże ze szkaplerzem obietnice i łaski Maryi, które przekazała Ona generałowi zakonu i zapewniła je noszącym pobożnie szkaplerz karmelitański. Papież Jan XXII ogłosił te łaski światu chrześcijańskiemu bullą „Sabbatina” z 1322 r. i dzięki niemu szkaplerz stał się powszechny. W bulli jest mowa o tzw. przywileju sobotnim. Po pierwsze, Matka Boża obiecała, że „kto w nim (szkaplerzu – przyp. aut.) umrze, nie dozna ognia piekielnego”, a w drugiej obietnicy zapewniła o wybawieniu z czyśćca w pierwszą sobotę po śmierci. Rychłe wybawienie z czyśćca otrzymają ci, którzy nosząc szkaplerz, zachowają czystość według stanu i wierność modlitwie: „Ja Matka w pierwszą sobotę po ich śmierci miłościwie przyjdę po nich i ilu ich zastanę w czyśćcu, uwolnię i zaprowadzę na świętą Górę żywota wiecznego”. Obok tego Matka Boża obiecała wspierać noszących szkaplerz na drodze naśladowania Chrystusa, a w ostatniej godzinie życia pomóc w ostatecznej walce o wieczne zbawienie. Noszący szkaplerz święty ma również uczestnictwo w dobrach duchowych całego Zakonu Karmelitańskiego za życia i po śmierci (Mszach św., pokutach, modlitwie i ofiarach).

Szkaplerz to potężna tarcza

– Znam wiele osób okrytych szatą Maryi – szkaplerzem świętym i propozycję podzielenia się doświadczeniem opieki Matki Bożej z Góry Karmel skierowaną właśnie do mnie przyjęłam z zaskoczeniem. Jestem tylko cząstką Bractwa Szkaplerza Świętego w parafii pw. Świętych Pierwszych Męczenników Polski – mówi Irena Karpeta z Częstochowy. – Po zastanowieniu propozycję odebrałam jako znak Bożej ekonomii w moim życiu. Z perspektywy lat rozumiem, że całe moje życie i to, co przede mną – łącznie z wiecznością – jest realizacją Bożego planu dla mnie i obecności w nim Maryi. W realizację tego planu wpisuje się też przyjęcie szkaplerza świętego z rąk ówczesnego księdza wikariusza, a obecnie karmelity – o. Adama Hrabiego. To przez jego kapłańską posługę i przykład życia zostało we mnie zasiane ziarenko duchowości karmelitańskiej i pojawiło się pragnienie przyjęcia szkaplerza. Data też jest znacząca – mamusia i ja przyjęłyśmy szkaplerz w uroczystość Matki Bożej z Góry Karmel 16 lipca 2001 r. Otrzymałyśmy wtedy dar matczynej opieki Maryi i szczególnych łask obiecanych wszystkim okrytym Jej płaszczem, ale też dar, który stawia wymagania, by doskonalić się w Jej cnotach. Napisałam kiedyś: „Maryjo – Drabino Jakubowa/ Flos Carmeli/cnót boskich najpiękniejszy wzorze,/ kto Ciebie naśladuje/ Niebo osiągnąć może!”. Wstępując w 2002 r. do Bractwa Szkaplerznego, przyjęłam wszystkie wypływające z tego zobowiązania i zawierzyłam się całkowicie Matce Karmelu. Ona pomagała mi opiekować się chorą mamusią i jest obecna w moich własnych doświadczeniach zdrowotnych. Od Niej uczę się pokory, zaufania, posłuszeństwa, wdzięczności, radości wbrew wszelkim przeciwnościom i otwartości na drugiego człowieka. Przez te wszystkie lata, obleczona szczególnym znakiem bliskości Maryi, Jej zawierzam się na nowo każdego ranka i z Nią zanurzam się w sen. Dla mnie szkaplerz jest potężną tarczą i osłoną przed złym, ale i wielkim zobowiązaniem, by szata mojego życia była tkana na wzór życia Maryi.

Życiowy drogowskaz

– Odkąd tylko pamiętam, kochałem Matkę Bożą. Zachwycały mnie Jej matczyna miłość i opieka, którą zawsze odczuwałem – mówi Kazimierz Świeżak, animator Bractwa Szkaplerza Świętego w Prowincji Krakowskiej. – Dlatego kiedy w 2001 r. karmelita o. Dawid w przystępny sposób opowiedział nam, jakim darem Matka Boża obdarzyła swoje dzieci, nie wahałem się i od razu wiedziałem, że pragnę też przyjąć szkaplerz święty. Celem każdego katolika jest przecież osiągnięcie zbawienia, a Pan Bóg nigdy nie nakłada na nas ciężarów nie do uniesienia i nie żąda zbyt wiele. Przyjmując szkaplerz święty, zobowiązałem się do codziennego odmawiania modlitwy „Pod Twoją obronę”, noszenia szkaplerza świętego i pobożnego życia. Daje mi to nadzieję na szczególne miejsce w sercu Matki Bożej i wierzę, że moje życie jest pod Jej szczególnym spojrzeniem i że nie pozwoli mi Ona pogubić się w drodze do nieba. Widzę też, jak Matka Boża przez te wszystkie lata nieustannie pobudza mnie do przemiany życia. Staram się regularnie spowiadać w czasie pierwszych piątków miesiąca, a w 2017 r. obudziło się we mnie pragnienie, żeby zostać nadzwyczajnym szafarzem Komunii św. Wszystko, co dobre w moim życiu, zawdzięczam Bożej łasce, opiece Królowej szkaplerza świętego i, oczywiście mojej żonie.

Szkaplerz przyjąłem 16 lipca 2001 r. z rąk o. Dawida Ulmana, karmelity z Czernej. Do jego przyjęcia zachęciło mnie zapewnienie Matki Bożej o Jej szczególnej opiece, pomocy i obronie w niebezpieczeństwach duszy i ciała oraz o tym, że kto w nim umrze, nie dozna ognia piekielnego, a Matka Boża wybawi go z czyśćca w pierwszą sobotę po śmierci. Zachwyciło mnie to. Szkaplerz stał się dla mnie drogowskazem w życiu, ponieważ jego przyjęcie zobowiązuje również do naśladowania cnót Matki Bożej, starania się o świętość życia, codziennej modlitwy.Widzę, jak to ważne wydarzenie wpłynęło na całe moje życie i ciągle je zmienia.

* * *

Maryja stanowi klucz do zrozumienia Pana Boga i jako Matka dba o wszystkie swoje dzieci. Św. Jan Paweł II podczas audiencji ogólnej 25 lipca 1988 r. w Watykanie powiedział: „A może dzieci potrzebują jakiejś szczególnej szaty, czegoś więcej niż zwykłe odzienie? (...) I właśnie Ona, Dziewica Karmelu, Matka szkaplerza świętego, mówi nam o swej macierzyńskiej trosce, o swym zatroskaniu o nasze odzienie; o nasze odzienie w sensie duchowym, którego szkaplerz jest symbolem, o odzianiu nas łaską Bożą i o wspomaganiu nas, aby zawsze była białą ta szata, którą (...) otrzymaliśmy podczas chrztu świętego. Ta biała szata jest symbolem owej duchowej szaty, w którą została przyobleczona nasza dusza – szaty łaski uświęcającej. Współpracujcie z tą dobrą Matką, Matką szkaplerza świętego, która dba bardzo o wasze szaty, a szczególnie o tę szatę, którą jest łaska uświęcająca w duszach Jej dzieci”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czerna: rozpoczęły się uroczystości odpustowe w sanktuarium Matki Bożej Szkaplerznej

2019-07-16 18:00

md / Czerna (KAI)

Mszą św. pod przewodnictwem bp. Damiana Muskusa OFM rozpoczęły się w Czernej ogólnopolskie obchody uroczystości Matki Bożej Szkaplerznej. Na polskiej Górze Karmel potrwają one do niedzieli.

polskieszlaki.pl
Karmelitański klasztor w Czernej k. Krakowa

Święto Matki Bożej z Góry Karmel zgromadziło w klasztorze ojców karmelitów tysiące pielgrzymów. W wygłoszonej do nich homilii bp Muskus wymieniał trzy konsekwencje Jezusowego testamentu z krzyża: dojrzałość chrześcijańską, wspólnotę Kościoła i naśladowanie maryjnego stylu życia.

Zwracał uwagę na to, że w „Bożym akcie adopcji”, który dokonał się na Golgocie, nie zostaliśmy dziećmi Maryi tylko po to, by szukać u Niej ciepła i akceptującej macierzyńskiej miłości. - Radością każdej matki jest dojrzewanie jej dzieci, ich dorastanie i stopniowe podejmowanie kolejnych zadań, aż do osiągnięcia samodzielności i wejścia w dorosłe życie – wyjaśniał hierarcha. Jak podkreślał, aktem dojrzałej, mądrej miłości jest umiejętność ofiarowania wolności dorosłemu dziecku. - Taka jest miłość Maryi. Nie zniewala, nie chowa pod kloszem, ale uczy odpowiedzialnego życia i podejmowania wyborów w duchu miłości – mówił.

- Nasza Matka nie oczekuje od nas, że będziemy uciekać od świata w Jej ramiona. Nie oczekuje też tego, że w Jej obronie będziemy jak chłopcy bawić się w Jej wojowników. Największą radością Matki jest nasza ludzka i chrześcijańska dojrzałość, wyrażająca się w najprostszych rzeczach, w spójności życia i modlitwy, wiary i codzienności, w konsekwentnym i wytrwałym wypełnianiu zadań, do których zostaliśmy powołani – nauczał kaznodzieja. Podkreślał, że wyrazem miłości do Maryi nie jest „toczenie wojen z rzeczywistymi lub wyimaginowanymi wrogami”, ale bycie światłem przed ludźmi.

Drugą konsekwencją testamentu z krzyża jest wspólnota Kościoła, którego Matką jest Maryja. - Nie jesteśmy samotnymi wyspami, ale rodziną, która wciąż uczy się kochać i przyjmować miłość, troszczyć się o siebie wzajemnie, akceptować to, że każdy z nas jest inny i nikogo z tego powodu nie wykluczać – wyjaśniał bp Muskus. - Zbyt często o tym zapominamy, gdy toczymy swoje wojenki, gdy z taką łatwością przychodzi nam oceniać i potępiać zagubione owce i marnotrawnych synów. Zapominamy o tym, gdy angażujemy się w spory wewnątrz wspólnoty, krytykując tych, którzy swoją wiarę wyrażają inaczej niż my, wyrokując, kto jest ważniejszy w oczach Boga, nadając etykietki postępowych bądź konserwatywnych, wiernych bądź liberalnych, i okopując się w nieprzyjaznych obozach lepiej i gorzej wierzących – ubolewał. Apelował, by patrzeć oczami Maryi na inaczej myślących, bo Ona jest Matką wszystkich, również zagubionych czy żyjących na obrzeżach Kościoła.

Trzecią konsekwencją Jezusowego testamentu z krzyża jest zaproszenie do naśladowania Matki Bożej. – Jej droga nie była triumfalnym pochodem przez życie. Maryja nie afiszowała się tym, że została wybrana przez Boga na Matkę Jego Syna. Nie patrzyła z moralną wyższością ani na tłumy, które za Nim chodziły, ani na odrzucające Go elity. Nie wykorzystywała swojej pozycji do uzyskania jakichkolwiek przywilejów – zaznaczył biskup. Zwrócił uwagę na to, że była zwyczajną kobietą, która żyła w ukryciu, w cichym posłuszeństwie Bogu. - Maryjny styl bycia jest zupełnie inny od propozycji świata. Więcej, czasem nasze ludzkie sposoby okazywania Jej miłości i przywiązania stoją w sprzeczności z tym, w jaki sposób żyła i kochała Niewiasta z Nazaretu – zaznaczył hierarcha. Podkreślał, że najdoskonalszym sposobem oddania Jej czci i naśladowania tego maryjnego stylu jest pokora i miłość w codziennych relacjach z Bogiem i drugim człowiekiem.

Biskup mówił ponadto, że szkaplerz jest nie tylko przywilejem, ale i zadaniem. - Jest przyjęciem odpowiedzialności za Kościół, zwłaszcza w czasie kryzysu i zamętu. Jest wreszcie deklaracją wierności i wytrwania przy Matce – podsumował.

Uroczystości w Czernej potrwają do niedzieli, wypełniając sanktuarium pielgrzymami z całej Polski. Pani Ewa przyjechała z Zabrza. Szkaplerz przyjęła jako studentka. – Jestem już matką i babcią, i mogę zaświadczyć, że szata Maryi chroni moją rodzinę. Bez Niej nie przetrwalibyśmy kryzysów i nieszczęść – deklaruje. Pan Zdzisław przywędrował pieszo z Krakowa, jak co roku od dwudziestu lat. – Te dni w Czernej są najważniejsze w całym roku. Tu się duchowo odnawiam – mówi.

Lipcowe obchody święta Patronki Karmelu ściągają do Czernej członków Rodziny Szkaplerznej, która ciągle się powiększa. - Co roku wpisujemy do naszej księgi szkaplerznej ok. 4 tys. osób. Do tego doliczyć należałoby wszystkich przyjętych przy innych klasztorach karmelitańskich, podczas rekolekcji czy w parafiach pw. Matki Bożej Szkaplerznej, których jest w całej Polsce ponad 70 – wylicza moderator Bractw Szkaplerznych, o. Włodzimierz Tochmański OCD. Według jego szacunków, w sumie ponad pół miliona Polaków nosi szkaplerz.

Klasztor karmelitów bosych w Czernej został ufundowany w 1629 r. przez Agnieszkę z Tęczyńskich Firlejową. Klasztorny kościół św. Eliasza konsekrowano w 1644 roku. Aż do 1805 r. klasztor był pustelnią i wierni nie mieli do niego wstępu. Po wyłączeniu kościoła spod klauzury Czerna stała się miejscem kultu Matki Boskiej Szkaplerznej. Rozpoczęły się pielgrzymki do Matki Bożej, zwłaszcza spośród mieszkańców Małopolski i Śląska. Świadectwem licznych łask, jakich doznawali, były wota, z których wykonano ozdobną sukienkę i korony.

Z klasztorem w Czernej związany był św. Rafał Kalinowski, kanonizowany przez Jana Pawła II w 1991 roku. Tutaj również żył i służył wiernym o. Alfons Mazurek. Był przeorem i ekonomem klasztoru. Zginął rozstrzelany przez hitlerowców 28 sierpnia 1944 r. w Nawojowej Górze koło Krzeszowic. Beatyfikował go, w gronie 108 męczenników, papież Jan Paweł II 13 czerwca 1999 roku. W Czernej znajduje się nowicjat zakonny, prężnie działa Dom Pielgrzyma oraz Sekretariat Rodziny Szkaplerznej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem