Reklama

Kościół nad Odrą i Bałtykiem

Lapidarium w Mierzęcinie

Niedziela szczecińsko-kamieńska 45/2014, str. 7

[ TEMATY ]

pamięć

Archiwum Urzędu Miejskiego w Wolinie

Pamięć o przeszłości jest istotną cechą szacunku dla dziedzictwa narodowego. Dotyka ona przede wszystkim zachowania wszystkich ważnych przekazów historycznych oraz trwałych materialnych pamiątek świadczących o życiu, kulturze i wyznawanej religii przez naszych przodków. Niezwykle istotną formą tej trwałej memoryzacji wiekowej jest troska o liczne cmentarze i znajdujące się na ich terenie groby dawnych mieszkańców Pomorza Zachodniego. Pięknym podkreśleniem dowartościowania tej pamięci była niedawna uroczystość, która odbyła się w Mierzęcinie – w miejscowości filialnej parafii pw. św. Mikołaja w Wolinie.

Dzięki wrażliwości serca mieszkańców Mierzęcina, Troszyna i Troszynka z sołtysem Januszem Politajewem, który był inicjatorem całego przedsięwzięcia, oraz władzami samorządowymi Wolina, a także parafii wolińskiej doprowadzono do stworzenia lapidarium – miejsca pamięci przodków obu narodów – polskiego i niemieckiego. Bodźcem ku inspiracji stworzenia tego jakże ważnego miejsca były liczne odwiedziny poprzednich mieszkańców tych miejscowości, którzy poszukiwali swoich członków rodzin. Szczególnym zaś dowodem na powstanie lapidarium było odnalezienie przez dr. H. Dietera Wallschlagera z Berlina nagrobka swojego dziadka.

Reklama

Uroczystość w Mierzęcinie zgromadziła wielu zacnych gości m.in. radnego Sejmiku Województwa Zachodniopomorskiego Z. Dziewgucia, burmistrza Wolina E. Jasiewicza, burmistrza Usedom J. Storrera oraz ze strony kościelnej ks. prał. Jana Ubermana, ks. kan. Leszka Koniecznego, pastora ze Szczecina Sławomira Sikorę oraz pastora H. Ulricha Schafera z Usedom – przedstawicieli Kościoła ewangelicko-augsburskiego. Wszyscy zgromadzili się wpierw na nabożeństwie Słowa Bożego w kościele pw. Niepokalanego Poczęcia NMP, gdzie refleksję homiletyczną podjął pastor Sławomir Sikora – proboszcz parafii ewangelicko-augsburskiej Świętej Trójcy w Szczecinie, akcentując pojęcie „domu” w jego różnorodnych ujęciach związanych z ludzką egzystencją. Przemówił także ks. dziekan Leszek Konieczny oraz wspomniany już dr H. D. Wallschlager. Po nabożeństwie uczestnicy uroczystości przeszli na miejscowy cmentarz, gdzie dokonano odsłonięcia obelisku na miejscu utworzenia lapidarium, a ks. prał. Jan Uberman po krótkiej medytacji poświęcił tablicę z umieszczoną inskrypcją: „Ku pamięci zmarłych mieszkańców Mierzęcina i Troszyna obu narodów”.

Mierzęcińska inicjatywa wpisuję się na trwałe w fundamentalne treści dotyczące rozwijania wzajemnego szacunku pomiędzy naszymi narodami oraz przyczynia się do budowania coraz lepszych podstaw do dalszego dialogu ekumenicznego. Warto więc wykorzystać ten piękny przykład do naśladowania także w wielu innych naszych miejscowościach.

2014-11-06 07:51

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Zdali egzamin z patriotyzmu

Niedziela legnicka 49/2019, str. VI

[ TEMATY ]

pamięć

kresy

rok 1918

Obrona Lwowa

Bolesławiec

Ks. Waldemar Wesołowski

Mszy św. przewodniczył kustosz bazyliki ks. Andrzej Jarosiewicz

W piątek 22 listopada w bolesławieckiej bazylice Maryjnej została odprawiona Msza św. w 101. rocznicę bohaterskiej obrony Lwowa w 1918 r., zamówiona przez Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich

Na Dolnym Śląsku, a także w Bolesławcu, żyje wielu mieszkańców dawnych Kresów Wschodnich, w tym także mieszkańców Lwowa i okolic. Z wielkim sentymentem powracają do czasów młodości, przekazując pamięć i tradycje młodemu pokoleniu. Taką misję pełni m.in. Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich. – Jednym ze znaków tej pamięci jest Msza św., która od wielu lat jest zamawiana w intencji Orląt Lwowskich – bohaterskich młodych obrońców Lwowa z 1918 r. – mówi Barbara Smoleńska, prezes bolesławieckiego oddziału Towarzystwa. W bolesławieckiej bazylice znajdziemy również tablicę pamiątkową ufundowaną 29 lat temu, a poświęconą Orlętom. Widnieje na niej napis: „Umarli, abyśmy żyli wolni”.

Na Mszy św. zgromadzili się Kresowiacy, Lwowiacy wraz z pocztem sztandarowym. Obecni byli także harcerze i zespół folklorystyczny, którzy przypomniał najpiękniejsze pieśni lwowskie. Mszy św. przewodniczył proboszcz ks. Andrzej Jarosiewicz, który podkreślił, że w dziejach Rzeczypospolitej trudno o przykład większego męstwa i poświęcenia niż obrona Lwowa w okresie 1918-1919. Do walki z żołnierzami ukraińskimi z Armii Halickiej, którzy usiłowali przejąć miasto zamieszkałe w większości przez Polaków, aby wcielić je do proklamowanej po zakończeniu I wojny światowej Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej, wystąpili mieszkańcy Lwowa, w większości dzieci, młodzież i studenci, nazwani później Orlętami.

– Nikt nie kazał im walczyć, to był potężny zryw serc. Broń musieli sukcesywnie zdobywać na wrogach. Odwagę Orląt Lwowskich wspomagał spryt i świetna znajomość terenu. Do walki stanęło niewielu zawodowych oficerów oraz 1374 uczniów szkół powszechnych i średnich oraz studentów. Najmłodszy z nich miał zaledwie 9 lat, 13-letni Antoś Petrykiewicz, poległy od zadanych mu ran, został najmłodszym kawalerem Orderu Virtuti Militari. Śmiercionośna kula dopadła 14-letniego harcerza Jurka Bitschana. Nieraz ginęły całe rodzeństwa, jak Tadeusz (21 lat), Jan (18) i Helena (15) Grabscy – przypomniał w homilii ks. Andrzej. Na pomoc walczącemu miastu przyszło wojsko polskie, które odparło armię ukraińską. Lwów wrócił w polskie ręce.

Ks. Andrzej zwrócił uwagę, że niezwykła odwaga oraz wola walki o wolność miasta tych młodych ludzi wypływała z wiary, ofiarnej nadziei i miłości. – Ucząc się tego od Jezusa, byli gotowi w chwili próby ofiarować swoje własne życie w obronie wolności Lwowa i Ojczyzny – powiedział. Na zakończenie zaznaczył, że pamięć o młodych bohaterach jest bardzo ważna w dzisiejszych czasach. – Polska cierpi na deficyt patriotycznej postawy, musi się zmagać z uproszczeniami, kiedy wszystko, co patriotyczne nazywa się nowym faszyzmem; wszystko, co religijne nazywa się fanatyzmem; wszystko, co ukazuje świat wartości, na których można budować, nazywa się staroświeckim. Oni – młodzi obrońcy Lwowa zdali egzamin z miłości do Ojczyzny i z patriotyzmu. Uczmy się zatem od Orląt Lwowskich właściwej postawy patriotyzmu, tak ważnej w dzisiejszych czasach – zakończył ks. Andrzej.

CZYTAJ DALEJ

O. Adam Szustak podbił Brzeg

2020-02-24 14:42

[ TEMATY ]

o. Adam Szustak

Agnieszka Bugała

- Na modlitwie zajmuj się tylko Bogiem, tak jak Eliasz, Mojżesz i przede wszystkim Jezus, wtedy będziesz płonąć, świecić, nieustannie przemieniać się, a twoje życie będzie pełne szczęścia – mówił o. Adam Szustak OP.

Trzy lata temu ks. Marcin Czerepak, proboszcz parafii p.w. Miłosierdzia Bożego w Brzegu zaprosił sławnego dominikanina do wygłoszenia rekolekcji. Przez trzy dni o. Adam przyciągnął tłumy i podbił Brzeg. Od 21 do 23 lutego odprawił dziewięć Mszy św. i na każdej wygłosił homilię, każdego wieczoru stawał też na schodach prezbiterium z konferencją. Kościół przeżywał oblężenie, również na parkingach w całej okolicy. – Jeśli Bóg znajdzie serce, które chce wsłuchać się w Jego Serce, to w życiu takiego człowieka dzieją się cuda – mówił o. Szustak. - Wspaniałe rekolekcje, warto było te trzy lata poczekać – mówili wychodzący z kościoła.

Zobacz zdjęcia: O. Adam Szustak OP w Brzegu

Tematy rekolekcyjnych rozważań przenikały się, ale ich wspólnym mianownikiem była historia proroka Eliasza i konieczność budowania osobistej relacji z Bogiem. Ojciec dużo miejsca poświęcił kondycji naszej relacji z Bogiem, traktowaniu Go jak maszynki do spełniania naszych życzeń i zachęcał do trwania przy Bogu sercem przy sercu. W ostatniej konferencji skupił się na obecności proroka Eliasza w czasie Przemienienia Pana Jezusa na Górze Tabor i postawił ważne pytanie: Dlaczego Jezus potrzebował wtedy Eliasza i Mojżesza? Co wspólnego mieli ci dwaj, że akurat ich towarzystwo było ważne?

Rozpoczął od fragmentu z Ewangelii Łukasza (Łk, 9, 28-36), gdy Pan Jezus zabrał trzech uczniów na górę Tabor i w ich obecności przemienił się.

– Piotr się przestraszył, zaczął jakieś bzdury gadać o tym, że będzie stawiał namioty dla gości, którzy nie żyją już parę tysięcy lat, jakby to było to, czego aktualnie potrzebują. Byli przerażeni, nie rozumieli co się dzieje – mówił o. Szustak. Ale może tak się działo wcześniej? Może za każdym razem, gdy Jezus szedł się modlić, przemieniał się w jasność, tylko że uczniowie, jak zwykle, spali i nie widzieli?

W tej scenie ważna jest obecność Eliasza i Mojżesza. Dlaczego akurat tych dwóch z Nim rozmawiało? Bo ci goście – mówił dominikanin – doskonale znają ten sposób bycia z Bogiem. - Im też się wszystko przemieniało, łącznie z twarzą, gdy z Nim przebywali. Jest taka scena, gdy Żydzi idą z Egiptu do Ziemi Obiecanej przez pustynię, 40 lat. Pamiętacie, że mieli namiot, a w tym namiocie trzymali Arkę Przymierza? I jak szli przez pustynię, to Mojżesz codziennie wchodził do tego namiotu. Codziennie tam się modlił, rozmawiał z Bogiem twarzą w twarz. Tak, jak się mówi z przyjacielem. A pamiętacie co się wydarzyło, gdy wychodził z tego namiotu? – pytał.

- Księga Wyjścia mówi, że gdy Mojżesz wychodził z namiotu, to mu tak jaśniała twarz, że musiał chustkę na głowę zakładać, bo Żydzi nie mogli znieść blasku jego twarzy. Tak mu świeciła przez cały dzień, a wieczorem bladła. Zasypiał, budził się rano, już wtedy było wszystko w porządku. Mógł wtedy normalnie chodzić z odsłoniętą twarzą. Szedł do tego namiotu, tam się „naładował” przez kilka godzin i znowu jak wychodził – lampa strasznie świeciła i musiał chustkę zakładać. Zobaczcie, Mojżesz zna takie samo doświadczenie, jakie Pan Jezus! Pan Jezus, kiedy się modlił, to cały jaśniał. Mojżesz, kiedy chodził się modlić, to mu twarz jaśniała. A Eliasz? Żeby zobaczyć Eliasza jaśniejącego, musimy trochę zawrócić w czasie i przejść z nim kawałek jego drogi życia, wtedy wszystko się wyjaśni – mówił o. Szustak.

Przypomniał zwycięstwo Eliasza nad prorokami Baala, list wysłany przez Izebel, w którym ta, w ramach zemsty, obiecuje mu śmierć.

- Znacie dobrze życiorys Eliasza, czy nie? Ktoś dobrze czyta Pismo Święte? Kojarzy o co tam chodzi, czy nie za bardzo? Dobra, widzę wasze oczy – mów człowieku o co chodzi! – zagadywał słuchaczy.

- Kochani, jedna z najważniejszych scen w życiu Eliasza, to jest taki moment, kiedy Eliasz dokonuje największego swojego zwycięstwa na Górze Karmel. Nie wiem czy to pamiętacie? Eliasz żyje w tzw. Królestwie Północnym. Izrael był podzielony na dwa królestwa. W Królestwie Północnym wszyscy odeszli od wiary w Boga Jahwe. Jest tam królowa Izabel, która rządzi w tym kraju, nie wierzy w ogóle w Boga i wszyscy ludzie idą za nią w tą niewiarę. I Eliasz robi „zawody”, jest jednym z nielicznych, którzy jeszcze wierzą w Boga i mówi tak: „Zróbmy zawody!”. Mówi tak: spotkajmy się na górze – ja i prorocy tego waszego boga, w którego sobie wierzycie i zrobimy zawody. Postawimy dwa ołtarze, położymy na nim ofiary i będziemy się modlić. Będziemy się modlić, żeby ogień spadł z nieba i żeby pochłoną ofiary. Kogo Bóg wysłucha, to ten Bóg prawdziwy. Jeżeli wasz bóg was wysłucha, to ja przejmuję waszą wiarę. Całkiem uczciwy zakład, prawda? Sprawdźmy – mówi Eliasz. Genialna scena! Spotykają się na górze Karmel, postawili dwa ołtarze. Był Eliasz, było 400 proroków.

Prorocy zaczęli się modlić, modlili się trzy czwarte dnia – od rana do popołudnia. Krzyczeli, modlili się, wołali o boga. I, oczywiście, nic się nie stało! Piękna scena – Eliasz na nich patrzy i mówi: „Może śpi? Albo gdzieś poszedł? Głośniej wołajcie!”. W końcu Eliasz, znudzony, mówi: To teraz popatrzcie. Podszedł do swojego ołtarza, kazał wykopać fosę dookoła i wszystko zalać wodą. A potem stanął, podniósł rękę, zdążył powiedzieć „Bądź błogosławiony Boże Abrahama, Izraela i Jakuba”… i jak nie uderzy z nieba!!!

Napisane jest, że spadł taki ogień z nieba, że pochłonął ofiarę, ołtarz i skałę! Znaczy skała się roztopiła od tego ognia, tak mówi Księga Królewska. Widzieliście taki ogień, który kamienie pali? Eliasz sam się trochę wystraszył, że ma taką moc. Księga Królewska mówi, że wpadł w taki szał, co jest trochę niezrozumiałe, że wymordował tych 400 proroków Baala.

- Eliasz schodzi z góry Karmel, jako największy prorok w historii Izraela, na którego jedno słowo ogień spada z nieba. Wtedy dostaje liścik od królowej Izebel. W tym liściku jest napisane bardzo prosto – tylko kobiety potrafią takie listy pisać. Jest napisane – „Chociaż Ty jesteś Eliasz, to ja jestem Izebel”. Zwięźle – „poczekaj, poczekaj!” Napisane jest, że tak się tego wystraszył Eliasz, że tego samego dnia poszedł na pustynię Beer- Szeby, położył się na tej pustyni z poprosił Boga, żeby go zabił – mówił o. Szustak.

Dominikanin wskazał, że biografia Eliasza jest pierwszą, udokumentowaną w historii osobowością depresyjną. Prorok leży w depresji pod krzewem janowca i mówi: „Ja tu Boże będę leżał, aż po prostu umrę tutaj i już nie wstanę”. Wtedy Bóg posyła anioła, który najpierw go kopie, a potem stawia przed nim dzban wody i chleb. Każe mu wypić i ruszać.

- Co robi Eliasz? Mówi księga prorocka – wypił tę wodę, zjadł bochen chleba i zrobił to, co zrobiłby każdy z nas – położył się z powrotem. Jest to genialna scena. Co mówi Biblia? Anioł trącił go po raz drugi, czyli kopnął go jeszcze raz, postawił mu drugi dzban, dał drugi bochen chleba i mówi – „Wypij to, zjedz to, wstawaj i idziemy”. Eliasz zjadł to, wypił, zorientował się, że z tym aniołem nie wygra i wyruszyli. Jest napisane, że szedł mocą tego pokarmu czterdzieści dni i czterdzieści nocy, aż doszedł do bożej góry Horeb. Znalazł tam, w Bożej górze Horeb, jaskinię. I co zrobił? I się położył! Kochani. To jest jeden z najpiękniejszych obrazów zmagania człowieka, każdy z nas to zna - mówił kaznodzieja.

Opowiedział też o Bogu, który przychodzi do jaskini, wysłuchuje Eliasza i proponuje mu…spotkanie, twarzą w twarz, ale poza jaskinią. - Bóg był sprytny i genialny, chciał przede wszystkim wyciągnąć Eliasza z jaskini, ciemności, w której się znalazł – mówił o. Szustak. Eliasz nasłuchuje przechodzącego Boga, ale Ten nie idzie ani przez wichury, ani przez ogień, ani przez trzęsienie ziemi. – Rozległ się głos ciszy niedotykalnej i to w nim przyszedł Bóg, a Eliasz go rozpoznał. I wtedy urodził się prorok jak ogień, ze słowem płonącym jak pochodnia. Cały się zapalił. Tak płonął do końca życia, a przekazy mówią, że nie umarł, ale ognisty rydwan porwał go do nieba – mówił o. Adam i wyjaśnił dlaczego na Górze Tabor z Jezusem spotkali się właśnie Eliasz i Mojżesz (o którym tez Żydzi mówią, że nie umarł).

- Św. Grzegorz z Nyssy, Ojciec Kościoła, napisał bardzo odważny komentarz, w którym wyjaśnia obecność Mojżesza i Eliasza na Taborze. On pisze, że Bóg Ojciec posyła proroków, którzy przeszli przez śmierć, ale nie umarli, na spotkanie z Jezusem, aby opowiedzieli Mu o tym, jak to zrobić, bo przecież Bóg jedyne na czym się nie zna, to umieranie…On jest samym Życiem – cytował o. Adam. I zachęcał, aby podjąć trud stawania przed Bogiem dla Niego samego, wtedy będziemy jaśnieć i przemieniać swoje oblicz i wnętrze Jego światłem.

Wskazał, że historia Eliasza i Mojżesza, a przede wszystkim Jezusa, pokazuje, że najważniejsza w życiu człowieka jest relacja z Bogiem. Przebywanie z Nim dla Niego samego, stawanie z Nim twarzą w twarz.

- Kiedy przychodzisz do kościoła, albo idziesz na adorację, albo klękasz rano do pacierza, najczęściej zasypujesz Boga długą listą twoich spraw. Powinien ci załatwić to, albo to, no i jeszcze tamto, a jak Mu już wszystko zgłosisz, to…wychodzisz i uważasz, że się pomodliłeś. To jest bardzo złe! To jak małżeństwo, w którym mąż kazałby zajmować się tylko sobą…To jakbyś mówił Bogu: Boże, oto jestem, zajmijmy się mną – bo mnie boli, nie wychodzi, brakuje, itd. To nie jest modlitwa, to jest urząd. W modlitwie chodzi o relację przyjaźni, o przebywanie, o słuchanie Boga – mówił o. Adam i radził, by zaczynać modlitwę od słów: dzień dobry, Panie Jezu, co dziś u Ciebie? Mógłbym coś dla Ciebie zrobić dzisiaj?

- Na modlitwie zajmuj się tylko Bogiem, tak jak Eliasz, Mojżesz i przede wszystkim Jezus, wtedy będziesz płonąć, świecić, nieustannie przemieniać się, a twoje życie będzie pełne szczęścia. Chciałbym, aby to właśnie był owoc naszych rekolekcji – życzył uczestnikom o. Adam Szustak na zakończenie ostatniej konferencji rekolekcyjnej w Brzegu.

CZYTAJ DALEJ

Papież do kapłanów: nie bójmy się rozczarowań, mogą nam pomóc

2020-02-27 17:24

[ TEMATY ]

Watykan

grzech

kapłani

papież Franciszek

Vatican Media

„Kapłani nie mają być wszechmocni. Są ludźmi grzesznymi, którym przebaczono i jako tacy zostali posłani. Pozwólmy, aby także «rozczarowania» wskazały nam drogę do większego uwielbienia Ojca i pomogły w nowym doświadczeniu siły miłosiernego namaszczenia”.

To słowa papieża, które w jego imieniu na spotkaniu z duchowieństwem diecezji rzymskiej przeczytał kard. Angelo De Donatis, wikariusz Wiecznego Miasta. Z powodu przeziębienia Franciszek nie pojechał do bazyliki św. Jana na Lateranie, aby wziąć udział w nabożeństwie pokutnym.

W napisanym przemówieniu papież podkreślił, że zawarte w nim myśli są owocem wielu rozmów z seminarzystami oraz kapłanami różnych diecezji włoskich. Przyznał także, że większość kapłanów, których zna, jest zadowolona ze swojego życia i uważają przeżywane rozczarowania jako część normalnego życia, bez dramatyzowania. Rozczarowaniom, których doświadczają kapłani, Franciszek bowiem poświęcił swe przemówienie.

Jedną z przyczyn rozczarowań są problemy w wierze. Kapłani są w tym podobni do uczniów z Emaus. Zawiedziona nadzieja staje się przyczyną rozczarowania. Papież podkreślił, że chrześcijańska nadzieja to nie przekonanie, że rzeczy pójdą lepiej, ale że wszystko to, co dzieje się w życiu znajduje swój sens w świetle Paschy. Stąd tak naprawdę przyczyną tego rozczarowania jest zachwiana relacja z Bogiem. Trzeba powrócić do takiej nadziei, która zna swoje ograniczenia i uczy, że nie wszystko zaczyna się i kończy na mnie samym. Wtedy rodzi się zaufanie, bo prawdziwa nadzieja budowana jest na przymierzu, które Bóg zawarł z człowiekiem. Wtedy też „rozczarowania – które nie są winą – są akceptowane. Mogą być wielką okazją – podkreślił papież. – Mogą być także uzdrawiające, ponieważ budzą wewnętrzny alarm: uważaj, zamieniłeś zabezpieczenia z przymierzem, stając się «nierozumny i gnuśnego serca». Jest ból, który może nas zaprowadzić do Boga. Przyjmijmy go, nie denerwujmy się sami na siebie. To może być dobry zwrot”.

Innym powodem kapłańskiego rozczarowania mogą być problemy z biskupem. Franciszek zaznaczył, że także biskupi są ludźmi i mogą się mylić, a każdy z nich ma swoje ograniczenia i braki. Problem jednak rodzi się wtedy, gdy przełożony nie akceptuje inaczej myślących i nie prosi ich o radę w rozwiązywaniu problemów. Potrzeba więc roztropności, rozeznania i otwarcia na wszystkich.

Papież wskazał, że rozczarowanie mogą też powodować problemy w kapłańskiej wspólnocie. Przestrzegł przed zamykaniem się w sobie i izolowaniem się od wspólnoty. Jest prawdą, że kapłan musi doświadczać samotności, w niej bowiem znajduje czas dla Boga. Ale kiedy skupia się tylko na sobie, wtedy grozi mu, że swoje problemy będzie uważał za największe i nie do rozwiązania, bo nikt nie potrafi go zrozumieć. „To jedna z ulubionych myśli ojca kłamstwa” – wskazał Franciszek.

Na zakończenie przemówienia papież zachęcił obecnych kapłanów do modlitwy prośby, aby Pan dał im łaskę rozpoznania tego wszystkiego, co powoduje w nich rozgoryczenie i w ten sposób pomógł w przemianie, aby być osobami pojednanymi i jednającymi, pokojowymi, które niosą pokój, pełnymi nadziei, które rozsiewają nadzieję.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję