Reklama

Duchowość

Pokuta

Pogłębiając temat sakramentu spowiedzi, zatrzymujemy się dziś nad zagadnieniem pokuty. Opowie o niej ks. Piotr Mikołaj Marks, inicjator Dzieła Pokutnego i spowiednik w sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach

Niedziela małopolska 11/2015, str. 4-5

[ TEMATY ]

pokuta

Agnieszka Konik-Korn

AGNIESZKA KONIK-KORN: – Spowiedź inaczej nazywana jest sakramentem pokuty i pojednania. Słowo pokuta kojarzy nam się jednak negatywnie, z karą za jakieś przewinienie...

KS. PIOTR MIKOŁAJ MARKS: – Słowo pokuta w wielu osobach wywołuje lęk, że „dostaną za swoje grzechy”. Jeśli ktoś tak odbiera znaczenie pokuty, powinien zmienić swoje myślenie. Sakrament pokuty i pojednania to sakrament, w którym każdy człowiek grzeszny pragnie od nowa nawiązać dialog z Bogiem. To jest istota tego sakramentu. Pokuta zaś wynika ze świadomości, że jako dojrzały człowiek chcę wynagrodzić Panu Jezusowi za moje grzechy. To wynagrodzenie powinno płynąć z serca, to nie tylko „litanijka” czy „modlitewka”. Pokuta ma dużo większy wymiar. To pewien sposób postrzegania Pana Boga w moim życiu. Im ta świadomość Jego obecności jest większa, tym i we mnie bardziej dojrzewa pragnienie pewnej postawy, która wiąże się z zadośćuczynieniem. Wiem, co źle zrobiłem i chcę przeprosić. Robię to, podejmując różne formy pokuty – post, wyrzeczenia, umartwienia i modlitwy.

– Bywa, że osoby, które rzadko się spowiadają, oczekują, że dostaną za pokutę jakieś zadanie nie do wykonania...

– Taki strach trzeba również sprostować. Ktoś, kto przychodzi do spowiedzi i ma więcej na sumieniu, może bać się, co go czeka. Ale to nie jest tak, że spowiednik decyduje o pokucie w oparciu o ciężar grzechów. Kapłan musi rozpoznać możliwości penitenta. Zadana pokuta nieraz będzie dopiero czymś, co wdroży tę osobę w modlitwę. W oparciu o zadaną pokutę, penitent może zacząć angażować się w dzieła miłosierdzia. Generalnie chodzi o to, by każda spowiedź sprawiała, że rzeczywiście będę po niej odmieniony. Nie tylko, że otrzymam rozgrzeszenie, ale rzeczywiście zacznę zmieniać swoje życie. Zacznę robić to, czego dotąd nie robiłem albo nie miałem ochoty robić. Tu zaczyna się kształtowanie postaw życiowych.

– Czy zdarza się tak, że osoby po otrzymaniu pokuty proszą o dodatkową? Uznają, że litania czy Koronka to za mało?

– Tak, niektórzy mówią, że np. i tak codziennie odmawiają Koronkę, więc dla nich nie jest to pokuta, proszą o inną. Pokuta to jednak forma, której trzeba się podporządkować. W takiej sytuacji nie zmieniam zadanej pokuty, ale dopytuję, w jakich intencjach dany penitent się modli. Zazwyczaj te modlitwy dotyczą osobistych spraw, rodziny, pracy, własnego zdrowia. Dlatego podpowiadam wtedy, by tę samą Koronkę, którą dana osoba odmawia codziennie w swoich intencjach, ofiarowała za innych, nieznanych nawet ludzi, np. za konających. Żeby trochę wyjść z tego „swojego podwórka” i zatroszczyć się o tych, którzy się wcale nie modlą lub sami nie mogą już sobie pomóc. W większości penitenci to rozumieją. A jak usłyszą taką propozycję, to czasem mówią, że odtąd będą odmawiać dwie Koronki (śmiech). Uczymy się czynić dzieła miłosierdzia drobnymi kroczkami. Pokuta może być zalążkiem takich działań.

– Łatwo można jednak dostrzec, że odmówienie modlitwy nie zrekompensuje wielu grzechów uczynionych przeciw drugiemu człowiekowi – kradzieży, złego słowa czy innych win. Jak sobie poradzić z takim zagadnieniem?

– Do konfesjonału penitenci przychodzą z różnymi sprawami. Czasami są to drobiazgi, a czasem bardzo poważne sprawy. Oczywiście, nie każdy grzech da się naprawić. Chodzi jednak o to, by odmienić sposób dotychczasowego postępowania i postanowić sobie, że już do niego nie wrócimy. Uczynione przez nas zło zwyciężać dobrem. Zrobić coś dobrego i proporcjonalnego do wyrządzonej krzywdy, nawet względem innej osoby niż ta, wobec której się zawiniło. Nie zawsze musi to być natychmiast. Nieraz człowiek, którego chcielibyśmy przeprosić, umiera. Nie mamy mu jak zadośćuczynić. Możemy wtedy jednak podjąć jakieś działania względem kogoś w podobnej sytuacji. Albo modlić się intensywniej za zmarłych. Ale jeśli wiemy, że mamy możliwość naprawić wyrządzone zło, to musimy to zrobić.

– Czy pokuta może nas nauczyć otwierać swoje serce na innych ludzi, ich bolączki i potrzeby?

– Oczywiście! Nieraz właśnie tak zaczyna się nasza przemiana – po szczerej spowiedzi zaczynam podejmować działania, których dotąd nie podejmowałem. To może być modlitwa za innych, jałmużna czy post w czyjejś intencji albo odwiedzenie chorych. Jeśli wejdziemy już na tę drogę miłosierdzia, nasze życie na pewno zacznie się zmieniać. Właśnie tak zrodziło się Dzieło Pokutne. Różne osoby przychodziły do konfesjonału i pytały, jak poprzez pokutę zbliżyć się do Boga. Zaczęły świadomie podejmować wyrzeczenia w jednym, wybranym dniu tygodnia i ofiarowywać je w intencji konających – jako wynagrodzenie Panu Jezusowi za ich grzechy. Dziś funkcjonuje już ponad 90 grup, tzw. szóstek, które od poniedziałku do soboty w wybranych przez siebie dniach tygodnia podejmują pokutę w intencji konających. To dzieło miłosierdzia względem nieznanych sobie, umierających osób wyszło już poza granice Polski i Europy (więcej informacji o Dziele Pokutnym można znaleźć na stronie: apostolatratunkukonajacym.pl – przyp. red.).

– Jakie formy przybiera pokuta za konających?

– Wszystko zależy od serca i możliwości – nie można sobie zaszkodzić, przecież to by się nie podobało Panu Jezusowi! Podejmując nawet drobne umartwienia, próbujemy odmienić siebie. Część osób rezygnuje ze słodyczy, z kawy czy telewizji, inni poszczą w tych dniach o chlebie i wodzie. Na co dzień to bardzo trudne, by pamiętać o wynagradzaniu Panu Bogu za grzechy nasze i innych. Wchodząc w Dzieło Pokutne poprzez modlitwę, pokutę i Eucharystię, omadlamy konających, ale każdy może podjąć pokutę w innych intencjach. Dobrze by było, byśmy nie myśleli tylko o swoich własnych sprawach, ale podejmowali pokutę i za tych, którzy jej nie czynią, a może nawet walczą z Kościołem. Ważne jest to, że im bliżej trzymamy się Boga, tym mniej mamy własnych ambicji – przecież i w podejmowaniu pokuty grozi nam faryzeizm i pycha. Nieraz trzeba ochłonąć, by uczestniczyć w dziełach pokutnych, będąc pozbawionym egocentryzmu, pokazywania – nawet przed samym sobą – czego to ja nie robię dla innych.

– Niektórzy mówią, że lubią się spowiadać. Ale są i tacy, którzy podchodzą do konfesjonału tylko okazjonalnie – z powodu chrztu, ślubu, pogrzebu...

– Pokuta powinna być podejmowana ze szczerym żalem, a nie dla formalności. Człowiek musi być świadomy, kim jest, z czym przychodzi. Niektórzy przychodzą do spowiedzi tak jak „z pistoletu” – wyrzucają z siebie grzechy, popełniane od lat, i odchodzą, nie zmieniając swojego życia. Traktują spowiedź jak obowiązek czy rutynę, bo „tak wypada”. Nie zastanawiają się nad tym głębiej. A tu nie chodzi o formalność, ale o relację. O to, czy naprawdę chcę być blisko Pana Boga. Takie podejście nie przynosi owoców. Każda spowiedź ma nas w jakiś sposób zmienić. Jeśli za spowiedzią nie idzie przemiana, chociażby niewielka i nie zawsze widoczna na zewnątrz, to znaczy, że mamy problem. Będziemy coraz bardziej znawcami prawa, kazuistyki, tak jak faryzeusze, ale za tym nie będą szły uczynki miłosierdzia. Trzeba pytać, czy od ostatniej spowiedzi próbowałem coś zmienić w swoim życiu? Niektórym osobom przy takiej pracy nad sobą potrzebne będzie wsparcie stałego spowiednika czy kierownika duchowego.

– Część osób przychodzi do spowiedzi, bo „ksiądz fajnie gada”. Inni odchodzą bez satysfakcji, bo spowiednik się spieszył i nie czują się wysłuchani...

– Przychodząc do spowiedzi, powinniśmy zapomnieć o obecności kapłana. Idę do spowiedzi, by przeprosić za moje zło Chrystusa, a nie księdza. Ludzie czasem szukają w spowiedzi czegoś innego. Świat jest dziś bardzo trudny, nieraz gubimy się w nim i szukamy pomocy, porady. Nie każdy pójdzie do psychiatry czy psychologa. Niektórzy szukają pocieszenia, porady, wsparcia także w konfesjonale. Ale sakrament nie jest kozetką. Kiedy w taki sposób podchodzi się do spowiedzi, nieraz trzeba zapytać, czy jeszcze żałuję za moje grzechy? Czy czasem nie skupiam się zbytnio na sobie i swoich sprawach? Sakrament musi zmierzać do wyznania grzechów – tylko w ten sposób może on pomóc człowiekowi. Psychologia czy terapia to ludzkie rozwiązania. Ale nie może być tak, że konfesjonał będzie służył do „załatwiania” naszych spraw, żebyśmy się lepiej poczuli. Oczywiście, nie mam nic przeciwko wspieraniu tych, którzy przychodzą do konfesjonału z problemem – trzeba ich wesprzeć, pocieszyć, porozmawiać. Ale to nie może być nagminne. Nieraz trzeba taką osobę sprowadzić na ziemię – pamiętaj, po co tu przyszedłeś.

– Zdarza się, że ludzie przychodzą do konfesjonału i mówią, że Boga nie słyszą, że On ich nie wysłuchuje, choć modlą się w pewnych intencjach przez wiele lat. Dlaczego tak się dzieje?

– My często porównujemy prędkości swoje do Bożych. Chcemy, by Pan Bóg działał tak, jak my to zaplanujemy. Programujemy temperaturę powietrza w domu, czas przygotowania obiadu w mikrofalówce. O wszystkim decydujemy sami. Z rozpędu chcemy też zaprogramować Pana Boga do naszych potrzeb. Ale tu trzeba popatrzeć z innej perspektywy, z inną logiką. Naszą ostateczną, a jednocześnie podstawową perspektywą, powinno być zbawienie duszy. Nieraz przychodzą matki alkoholików, które skarżą się, że Pan Bóg ich nie wysłuchuje. Modlą się latami, a nic się nie zmienia. Nam musi zależeć przede wszystkim na zbawieniu duszy osób, za które się modlimy, by taki alkoholik został zbawiony, nawet w ostatniej chwili życia. Trzeba zmienić optykę naszego czasu na ziemi. My możemy umrzeć i nie będziemy widzieć owoców naszej modlitwy. Nie musimy być świadkami spektakularnego nawrócenia, ale musimy ufać, że Pan Bóg słyszy naszą modlitwę, i że ona nie zostanie bez efektów. To często jest krzyż, który – przeżywany w zaufaniu Panu Bogu – jest nieraz wielkim błogosławieństwem. Bóg ma swoją prędkość, człowiek swoją. Bóg może działać jak pendolino, ale nie pojedzie szybko po wąskich i krętych torach ludzkich dusz. Musi dostosowywać prędkość do naszych możliwości. Paradoksalnie więc – wszechmogący Bóg jest przez nas ograniczony.

2015-03-12 11:54

Ocena: 0 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Od 25 lat chodzi z krzyżem po Polsce i Europie, wcześniej był rolnikiem

2020-08-07 11:48

[ TEMATY ]

pielgrzymka

krzyż

pokuta

Pielgrzymka 2020

facebook.com/NowinyGliwickie

Pan Mieczysław pochodzi spod Elbląga, ma prawie 70 lat i od 25 lat chodzi z krzyżem po Polsce jak i całej Europie. Najdalej był w Paryżu. Jak sam o sobie mówi: Nawróciłem się. Chcę ludziom przybliżyć Jezusa, chcę im przekazać, żeby strzegli się grzechu, że człowiek, który przesiąknie grzechem jest stracony, ale może się zawsze od niego uwolnić – czytamy w Dzienniku Elbląskim.

Pielgrzym, który wcześniej był rolnikiem chodzi ubrany w pokutną szatę, na barkach niesie drewniany krzyż, a na plecach niewielkich rozmiarów plecak, w którym jak mówi nosi ze sobą swój nocleg. Ma śpiwór, bieliznę, folię przeciwdeszczową. Dużą uwagę przywiązuje do pism ewangelizacyjnych, którymi może pomagać innym.

 — Jezus daje mi znaki. Czasem w drodze dzieją się cuda, to daje mi wiarę w sens tej pielgrzymki — mówi p. Mieczysław w Dzienniku Elbląskim.

Spotyka przyjaciół krzyża, ale są też i jego wrogowie, którzy krzyczą „do tartaku idziesz z tym drzewem?” — I takich trzeba wysłuchać — podsumowuje z uśmiechem pan Mieczysław.

Pan Mieczysław swoje pielgrzymowanie finansuje z własnej emerytury, czasem dostaje od ludzi także drobne datki i wsparcie.

- Moje ciało jest niczym, a ja tylko imieniem - bez Boga nie byłoby mnie, to niesamowite, jak wypełnia moje ciało i pozwala mu żyć – mówi pokutnik.

— Nawróciłem się. Chcę ludziom przybliżyć Jezusa, chcę im przekazać, żeby strzegli się grzechu, że człowiek, który przesiąknie grzechem jest stracony, ale może się zawsze od niego uwolnić.

— Piłem, żyłem w grzechu. Było źle. Wtedy przyszedł do mnie Pan Jezus i zrozumiałem, że tak dalej być nie może. Bóg mnie uzdrowił i poczułem się zobowiązany, by głosić ludziom Jego imię — czytamy w Dzienniku Elbląskim.

Przeczytaj także: 27-latek idzie z krzyżem przez Polskę. Modli się o nawrócenie narodu

- Pana Mieczysława z krzyżem i różańcem w ręku, ubranego niczym ksiądz Robak, zauważyłem na ulicy 31 Stycznia. Szedł od skrzyżowania w stronę starostwa. Zanim zawróciłem i zostawiłem samochód na parkingu zdążył wejść do sklepu spożywczego. Jednak wiedziałem, gdzie jest. Pod sklepem zostawił oparty o ścianę duży drewniany krzyż. – Dzień dobry – powiedziałem, gdy wyszedł z drobnymi zakupami spożywczymi – czytamy na portalu chojnice.com opis jednego ze spotykających go ludzi.

Dokąd zmierza? Kogo spotyka? – Nie wiem dokąd idę, o tym czasami decyduje ułamek chwili, jakaś rozmowa – mówi pan Mieczysław. Uważa, że w życiu nie ma nic bez sensu, że wszystko dzieje się po coś. Ludzie, których niby przypadkiem spotyka i którym pomaga, są mu przeznaczeni. Chociażby jeden z rozmówców, który pomylił wagony i zamiast do 12 przyszedł do 15. I już został, bo wciągnął się w rozmowę z panem Mieczysławem i poczuł ulgę, gdy wydusił z siebie swoje problemy.

Pan Mieczysław w miejscowościach które odwiedza szuka kościołów w których może się pomodlić. Nie narzuca się przechodniom, nie wciska nic na siłę. Czeka aż ktoś sam podejdzie, zacznie rozmowę. Dzieli się swoim świadectwem wiary, przekazuje to, co ma najcenniejsze.

 – Wiele razy poczułem, że to co robię ma sens, bo ludzie nawracali się, wracali do Kościoła po wielu latach rozłąki z Bogiem – wyznaje p. Mieczysław.

Pan Mieczysław spotkał się w ostatnich dniach z Michałem, który w te wakacje przemierza Polskę z 3m. krzyżem na plecach.

facebook.com/PanstwoBoze

Przeczytaj także: 27-latek idący z krzyżem przez całą Polskę dotarł na Giewont!
CZYTAJ DALEJ

Kiedy obowiązuje post?

Niedziela płocka 9/2003

Bożena Sztajner

Moi rodzice opowiadali mi, że kiedyś w okresie Wielkiego Postu wypalano nawet garnki, żeby nie została w nich ani odrobina tłuszczu. Dziś praktyka postu w Kościele jakby złagodniała. Przykazanie kościelne mówi o czasach pokuty, ale pozostaje problem, jak rozumieć te "czasy pokuty". Czy 19 marca, w czasie Wielkiego Postu, można zawrzeć sakrament małżeństwa z weselem? Czy w piątek można iść na dyskotekę? Czy w Adwencie można się bawić? Czy post nadal obowiązuje w Kościele?

Czwarte przykazanie kościelne, które dotyczy tych spraw, brzmi: "Zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w okresach pokuty powstrzymywać się od udziału w zabawach". Wydaje się, że najważniejszym wyrażeniem w tak sformułowanym przykazaniu jest słowo "pokuta". Katechizm Kościoła Katolickiego precyzuje, że chodzi tutaj o pokutę wewnętrzną, która polega na nawróceniu serca, przemianie postaw, radykalnej zmianie całego życia na lepsze. To jest podstawowa, prawdziwa wartość pokuty, jej sedno. Takiej pokuty oczekuje od chrześcijanina Pan Bóg i Kościół. Chrześcijanie są zobowiązani do jej praktykowania cały czas. Ponieważ jednak różnie z tym bywa w ciągu kolejnych dni i miesięcy, Kościół ustanowił dni i okresy pokuty, gdy koniecznie należy praktykować czyny pokutne, które wspomagają nawrócenie serca.
Jakie są te czyny pokutne? Wykładnia do omawianego przykazania podana przez Sekretarza Generalnego Episkopatu Polski wylicza: "modlitwa, uczynki pobożności i miłości, umartwienie przez wierniejsze pełnienie obowiązków, wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych i post". Czas zaś pokuty, określony przez czwarte przykazanie, to poszczególne piątki całego roku i Wielki Post. We wszystkie piątki całego roku oraz w Środę Popielcową i Wigilię Bożego Narodzenia (o ile nie przypada wtedy IV niedziela Adwentu), obowiązuje chrześcijanina powstrzymanie się od spożywania pokarmów mięsnych, gdy ukończył on 14 rok życia. Zaleca się jednak, aby także młodsze osoby wprowadzać do tej praktyki, nie czekając aż osiągną one 14 lat. Warto jeszcze dodać, że według Konstytucji Apostolskiej Paenitemini zakaz spożywania pokarmów mięsnych nie oznacza zakazu spożywania nabiału i jaj oraz przyprawiania potraw tłuszczami zwierzęcymi.
Prymas Polski (to także ważne) udzielił dyspensy od obowiązku powstrzymania się od potraw mięsnych w piątki wszystkim, którzy stołują się w zakładach zbiorowego żywienia, gdzie nie są przestrzegane przepisy postne, a także takim osobom, które nie mają możności wyboru potraw, a muszą spożywać to, co jest dostępne do spożycia. Dyspensa ta nie dotyczy jednak Wielkiego Piątku, Środy Popielcowej i Wigilii Bożego Narodzenia. Zatem w te trzy dni obowiązuje w każdych okolicznościach powstrzymanie się od spożywania potraw przyrządzonych z mięsa.
Po wyjaśnieniu wymagań IV przykazania kościelnego w odniesieniu do wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych, zwróćmy uwagę na "nakazane posty" w tym przykazaniu. Post może być jakościowy i ilościowy. Ten pierwszy dotyczy niespożywania określonych pokarmów, np. mięsa. Ilościowy zaś polega, według wyżej wspomnianej Konstytucji Apostolskiej, na spożyciu jednego posiłku dziennie do syta i dopuszcza możliwość przyjęcia "trochę pokarmu rano i wieczorem". Taki post obowiązuje wszystkich wiernych między 18 a 60 rokiem życia w Środę Popielcową i w Wielki Piątek. Należy tutaj powtórzyć wcześniej napisane słowa, że ci, którzy nie mają 18 lat, właściwie od dzieciństwa powinni być wychowywani do spełniania tej praktyki. Błędem byłoby stawianie tego wymagania dopiero od wieku pełnoletności. Racje wydają się oczywiste i nie ma potrzeby ich przywoływania w tym miejscu.
Gdy chrześcijanin podlega uzasadnionej niemożności zachowania wstrzemięźliwości w piątek, powinien podjąć inne formy pokuty (niektóre z nich zostały przytoczone wcześniej). Natomiast post ilościowy i jakościowy w dwa dni w roku: Wielki Piątek i Środę Popielcową, powinien być koniecznie zachowywany. Winien rozumieć to każdy chrześcijanin, nawet ten, który słabo praktykuje wiarę. Dyspensa Księdza Prymasa, o której wspomniałem wcześniej, nie dotyczy zachowania postu w te dwa dni roku. Ci zaś, którzy z niej korzystają, powinni pomodlić się w intencji Ojca Świętego, złożyć ofiarę do skarbonki z napisem "jałmużna postna", lub częściej spełniać uczynki miłosierdzia.
Jeszcze kilka słów o zabawach. Powstrzymywanie się od udziału w nich obowiązuje we wszystkie piątki roku i przez cały Wielki Post, łącznie z dniem św. Józefa (19 marca) - jeśli wtedy trwa jeszcze Wielki Post. Adwent nie został zaliczony do czasów pokuty, dobrze jednak byłoby w tym czasie powstrzymać się od udziału w zabawach, zachowując starą i dobrą polską tradycję - Adwent trwa bardzo krótko, a karnawał jest tak blisko. W Adwencie zaś - co staje się coraz powszechniejszą praktyką - jest wiele spotkań opłatkowych, które mają inny charakter. Warto je upowszechniać i pozostawać w radosnym, pełnym nadziei oczekiwaniu na przyjście Zbawiciela w tajemnicy Bożego Narodzenia.

Od marca 2014 r. obowiązuje nowa wersja IV przykazania kościelnego

Przeczytaj także: Nowa wersja IV przykazania kościelnego - powstrzymanie się od zabaw tylko w Wielkim Poście
CZYTAJ DALEJ

Wniebowzięcie czy Zaśnięcie NMP? [FELIETON: Między Wschodem a Zachodem #2]

2020-08-15 00:53

www.pasat-charter.pl

Cerkiew pw. Zwiastowania NMP wyspy Tinos

Dziś odbędą się uroczystości związane ze świętem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. I tak jak nam to Święto „od zawsze” kojarzy się z pielgrzymkami na Jasną Górę i świętowaniem kolejnej rocznicy Cudu nad Wisłą, to dzisiaj opiszę, jak to wielkie święto maryjne jest obchodzone w Grecji, w której większość mieszkańców jest wyznania prawosławnego = ortodoksyjnego (nie mylić z kościołem grekokatolickim, który dawniej był nazywany unickim). Niestety, mało kto wie, że i Grecy wiążą swoją najnowszą historię i odzyskanie Niepodległości po 400 (sic!) latach otomańskiej niewoli ze wsparciem z Nieba. Rocznica ich powstania narodowego z 1821 r., które przyniosło im upragnioną niepodległość, jest co roku obchodzona 25 marca, w święto Zwiastowania NMP. Co roku zaś 15 sierpnia cała Grecja kieruje swoją uwagę na uroczystości na wyspie Tinos, którą śmiało możemy nazwać grecką Częstochową.

Poniżej opisuje najbardziej charakterystyczne ciekawostki z obchodów tego Święta. Zanim zacznę, pragnę zaznaczyć, że mój artykuł polega na przedstawieniu m.in. podejścia do kwestii tego maryjnego święta. Kwestie eschatologiczne oraz doktrynalne należy zostawić teologom, którzy mają o wiele większą wiedzę ode mnie.

Zacznę od nazwy święta, ponieważ ona nieco różni się od naszej. W Cerkwi Prawosławnej mówimy bowiem o Zaśnięciu NMP. Nasi wschodni bracia w wierze są zdania, że Maryja nie tyle umarła, lecz zasnęła, potem zmartwychwstała i została zabrana do nieba. Czyli mniej więcej powtórzyła dzieło swojego Syna, a naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa. Jak możemy też przeczytać na stronie prawoslawie.pl: Matka Boża nie zwyciężyła śmierci własnymi siłami, została zbudzona ze Swego Zaśnięcia przez Chrystusa. Bogurodzica stanowi prawzór zmartwychwstania całego stworzenia. Dalej jest napisane: o zaśnięciu Bogurodzicy Chrystus przybył w chwale otoczony aniołami i Świętymi, by przyjąć Jej duszę. Było to niejako zapowiedzią Jego drugiego Przyjścia na świat – paruzji. Natomiast u nas, zgodnie z konstytucją apostolską Munificentissimus Deus Ojca Świętego Piusa XII wynika, że Bogurodzica zasnęła i została zabrana wraz z ciałem i duszą do nieba. Jednakże w tym dokumencie papieskim nie jest wprost napisane, czy Maryja umarła jako człowiek, czy też zasnęła i została zabrana do wiecznej chwały jako “żywa”. Myślę, że prawdę poznamy dopiero na końcu świata.

Chciałbym teraz przybliżyć Wam jedno miejsce w Grecji, które w sposób szczególny przeżywa uroczystość Wniebowzięcia/Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny. Jest nią wyspa Tinos położona na morzu Egejskim w archipelagu Cyklady. Osobiście ją nazywam grecką Częstochową. Dlaczego? Na wyspach cykladzkich mieszkają głównie Grecy wyznania rzymskokatolickiego (jest to wynikiem długiej okupacji Cyklad przez katolicką Wenecję). 15 sierpnia w Grecji jest nazywane Δεκαπενταύγουστος czyli piętnasty sierpnia. Druga nazwa to wspomniane Κοίμηση της Θεωτόκου czyli Zaśnięcie Bogurodzicy. Co ciekawego jest na tej wyspie? Jest to cerkiew i znajdująca się tam ikona Matki Bożej. Legenda mówi, że świątynia została założona po tym, jak jednej z sióstr mieszkających w klasztorze przyśniła się Maryja i wskazała jej miejsce, gdzie jest ukryta ikona. Po jej odnalezieniu, uznano ten sen za objawienie, dlatego świątynia została zbudowana pod wezwaniem Παναγίας Ευάγγελιστριας (wym. Panajias Ewangelistrias) co tłumacząc na język polski znaczy Zwiastowania NMP.

Kolejna legenda głosi, że za pośrednictwem tej ikony miały miejsca liczne cuda. Jeden z nich mówi o załodze statku z ΧΧ. wieku, prawdopodobnie jego początku. Miejscem docelowym statku miała być Hiszpania, jednak, kiedy załoga przebywała niedaleko Tinos, pogoda zaczęła im nie sprzyjać. Mocne wichry, w dodatku statek był ciągle zalewany. Jakby tego brakowało, okazało się, że w statku jest duża dziura. Zrozpaczeni marynarze zanieśli błagania do Matki Bożej o ratunek i wtedy stała się rzecz niesłychana. Wichry ustały, a duża ryba zaklinowała się w dziurze, uniemożliwiając tym samym dalszy wlew wody. Statek spokojnie dotarł do portu. W ramach dziękczynienia obdarowali świątyni mały srebrny stateczek, który widnieje przy wejściu do niej.

Innym znanym cudem jest zatopienie greckiego krążownika „Elli” przez Włochów 15 sierpnia 1940 roku (Włosi jako pierwsi z państw Osi zaatakowali Grecję, za oficjalną datę wybuchu wojny włosko-greckiej uznaje się 28 października 1940 roku). Na pokładzie krążownika oraz na nadbrzeżu było wielu pątników, ale nikt nie ucierpiał!! Ten fakt uznano za kolejny cud i miał on dodać otuchy Grekom w nadchodzącej wojnie, że czuwa nad nimi Matka Boża.

Ponadto, każdego roku odbywa się procesja ikony z portu do cerkwi. Niestety, w tym roku z racji wiadomych, nie dojdzie ona do skutku. Jednakże podczas całej tej procesji, wierni często wyjdą naprzeciw tej ikonie, uklękną i chcą by obraz Maryi przeszedł nad nimi. Wierzą bowiem, że poprzez to uniżenie uproszą od Bogurodzicy wiele łask dla siebie i dla swojej rodziny. Zdarzają się i tacy, którzy całą trasę pokonają na kolanach. To, moim zdaniem, jest przykład pokory i uznania niższości wobec mocy Bożej. A jak głosi jedna z znanych katolickich pieśni: Przed obliczem Pana uniżmy się / Pan sam wywyższy nas.

To tylko kilka z przykładów cudów, które mają miejsce za wstawiennictwem Matki Bożej z Tinos. Oczywiście, do każdego “cudu” należy podchodzić ostrożnie, szczególnie że w historii było już wiele kontrowersyjnych “uzdrowień”, niemniej jednak jest zdania, że na pewno część z tych niewyjaśnionych okoliczności z Tinos jest autentyczna. Pamiętajmy, że chrześcijaństwo opiera się nie tylko na ratio, czyli rozumie, ale również na fides, czyli wierze. Zatem nie bądźmy jak niektórzy, którzy chcieliby mieć wszystko udokumentowane na nagraniu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję