Reklama

Pokuta

2015-03-12 11:54

Agnieszka Konik-Korn
Edycja małopolska 11/2015, str. 4-5

Agnieszka Konik-Korn

Pogłębiając temat sakramentu spowiedzi, zatrzymujemy się dziś nad zagadnieniem pokuty. Opowie o niej ks. Piotr Mikołaj Marks, inicjator Dzieła Pokutnego i spowiednik w sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach

AGNIESZKA KONIK-KORN: – Spowiedź inaczej nazywana jest sakramentem pokuty i pojednania. Słowo pokuta kojarzy nam się jednak negatywnie, z karą za jakieś przewinienie...

KS. PIOTR MIKOŁAJ MARKS: – Słowo pokuta w wielu osobach wywołuje lęk, że „dostaną za swoje grzechy”. Jeśli ktoś tak odbiera znaczenie pokuty, powinien zmienić swoje myślenie. Sakrament pokuty i pojednania to sakrament, w którym każdy człowiek grzeszny pragnie od nowa nawiązać dialog z Bogiem. To jest istota tego sakramentu. Pokuta zaś wynika ze świadomości, że jako dojrzały człowiek chcę wynagrodzić Panu Jezusowi za moje grzechy. To wynagrodzenie powinno płynąć z serca, to nie tylko „litanijka” czy „modlitewka”. Pokuta ma dużo większy wymiar. To pewien sposób postrzegania Pana Boga w moim życiu. Im ta świadomość Jego obecności jest większa, tym i we mnie bardziej dojrzewa pragnienie pewnej postawy, która wiąże się z zadośćuczynieniem. Wiem, co źle zrobiłem i chcę przeprosić. Robię to, podejmując różne formy pokuty – post, wyrzeczenia, umartwienia i modlitwy.

– Bywa, że osoby, które rzadko się spowiadają, oczekują, że dostaną za pokutę jakieś zadanie nie do wykonania...

– Taki strach trzeba również sprostować. Ktoś, kto przychodzi do spowiedzi i ma więcej na sumieniu, może bać się, co go czeka. Ale to nie jest tak, że spowiednik decyduje o pokucie w oparciu o ciężar grzechów. Kapłan musi rozpoznać możliwości penitenta. Zadana pokuta nieraz będzie dopiero czymś, co wdroży tę osobę w modlitwę. W oparciu o zadaną pokutę, penitent może zacząć angażować się w dzieła miłosierdzia. Generalnie chodzi o to, by każda spowiedź sprawiała, że rzeczywiście będę po niej odmieniony. Nie tylko, że otrzymam rozgrzeszenie, ale rzeczywiście zacznę zmieniać swoje życie. Zacznę robić to, czego dotąd nie robiłem albo nie miałem ochoty robić. Tu zaczyna się kształtowanie postaw życiowych.

– Czy zdarza się tak, że osoby po otrzymaniu pokuty proszą o dodatkową? Uznają, że litania czy Koronka to za mało?

– Tak, niektórzy mówią, że np. i tak codziennie odmawiają Koronkę, więc dla nich nie jest to pokuta, proszą o inną. Pokuta to jednak forma, której trzeba się podporządkować. W takiej sytuacji nie zmieniam zadanej pokuty, ale dopytuję, w jakich intencjach dany penitent się modli. Zazwyczaj te modlitwy dotyczą osobistych spraw, rodziny, pracy, własnego zdrowia. Dlatego podpowiadam wtedy, by tę samą Koronkę, którą dana osoba odmawia codziennie w swoich intencjach, ofiarowała za innych, nieznanych nawet ludzi, np. za konających. Żeby trochę wyjść z tego „swojego podwórka” i zatroszczyć się o tych, którzy się wcale nie modlą lub sami nie mogą już sobie pomóc. W większości penitenci to rozumieją. A jak usłyszą taką propozycję, to czasem mówią, że odtąd będą odmawiać dwie Koronki (śmiech). Uczymy się czynić dzieła miłosierdzia drobnymi kroczkami. Pokuta może być zalążkiem takich działań.

– Łatwo można jednak dostrzec, że odmówienie modlitwy nie zrekompensuje wielu grzechów uczynionych przeciw drugiemu człowiekowi – kradzieży, złego słowa czy innych win. Jak sobie poradzić z takim zagadnieniem?

– Do konfesjonału penitenci przychodzą z różnymi sprawami. Czasami są to drobiazgi, a czasem bardzo poważne sprawy. Oczywiście, nie każdy grzech da się naprawić. Chodzi jednak o to, by odmienić sposób dotychczasowego postępowania i postanowić sobie, że już do niego nie wrócimy. Uczynione przez nas zło zwyciężać dobrem. Zrobić coś dobrego i proporcjonalnego do wyrządzonej krzywdy, nawet względem innej osoby niż ta, wobec której się zawiniło. Nie zawsze musi to być natychmiast. Nieraz człowiek, którego chcielibyśmy przeprosić, umiera. Nie mamy mu jak zadośćuczynić. Możemy wtedy jednak podjąć jakieś działania względem kogoś w podobnej sytuacji. Albo modlić się intensywniej za zmarłych. Ale jeśli wiemy, że mamy możliwość naprawić wyrządzone zło, to musimy to zrobić.

– Czy pokuta może nas nauczyć otwierać swoje serce na innych ludzi, ich bolączki i potrzeby?

– Oczywiście! Nieraz właśnie tak zaczyna się nasza przemiana – po szczerej spowiedzi zaczynam podejmować działania, których dotąd nie podejmowałem. To może być modlitwa za innych, jałmużna czy post w czyjejś intencji albo odwiedzenie chorych. Jeśli wejdziemy już na tę drogę miłosierdzia, nasze życie na pewno zacznie się zmieniać. Właśnie tak zrodziło się Dzieło Pokutne. Różne osoby przychodziły do konfesjonału i pytały, jak poprzez pokutę zbliżyć się do Boga. Zaczęły świadomie podejmować wyrzeczenia w jednym, wybranym dniu tygodnia i ofiarowywać je w intencji konających – jako wynagrodzenie Panu Jezusowi za ich grzechy. Dziś funkcjonuje już ponad 90 grup, tzw. szóstek, które od poniedziałku do soboty w wybranych przez siebie dniach tygodnia podejmują pokutę w intencji konających. To dzieło miłosierdzia względem nieznanych sobie, umierających osób wyszło już poza granice Polski i Europy (więcej informacji o Dziele Pokutnym można znaleźć na stronie: apostolatratunkukonajacym.pl – przyp. red.).

– Jakie formy przybiera pokuta za konających?

– Wszystko zależy od serca i możliwości – nie można sobie zaszkodzić, przecież to by się nie podobało Panu Jezusowi! Podejmując nawet drobne umartwienia, próbujemy odmienić siebie. Część osób rezygnuje ze słodyczy, z kawy czy telewizji, inni poszczą w tych dniach o chlebie i wodzie. Na co dzień to bardzo trudne, by pamiętać o wynagradzaniu Panu Bogu za grzechy nasze i innych. Wchodząc w Dzieło Pokutne poprzez modlitwę, pokutę i Eucharystię, omadlamy konających, ale każdy może podjąć pokutę w innych intencjach. Dobrze by było, byśmy nie myśleli tylko o swoich własnych sprawach, ale podejmowali pokutę i za tych, którzy jej nie czynią, a może nawet walczą z Kościołem. Ważne jest to, że im bliżej trzymamy się Boga, tym mniej mamy własnych ambicji – przecież i w podejmowaniu pokuty grozi nam faryzeizm i pycha. Nieraz trzeba ochłonąć, by uczestniczyć w dziełach pokutnych, będąc pozbawionym egocentryzmu, pokazywania – nawet przed samym sobą – czego to ja nie robię dla innych.

– Niektórzy mówią, że lubią się spowiadać. Ale są i tacy, którzy podchodzą do konfesjonału tylko okazjonalnie – z powodu chrztu, ślubu, pogrzebu...

– Pokuta powinna być podejmowana ze szczerym żalem, a nie dla formalności. Człowiek musi być świadomy, kim jest, z czym przychodzi. Niektórzy przychodzą do spowiedzi tak jak „z pistoletu” – wyrzucają z siebie grzechy, popełniane od lat, i odchodzą, nie zmieniając swojego życia. Traktują spowiedź jak obowiązek czy rutynę, bo „tak wypada”. Nie zastanawiają się nad tym głębiej. A tu nie chodzi o formalność, ale o relację. O to, czy naprawdę chcę być blisko Pana Boga. Takie podejście nie przynosi owoców. Każda spowiedź ma nas w jakiś sposób zmienić. Jeśli za spowiedzią nie idzie przemiana, chociażby niewielka i nie zawsze widoczna na zewnątrz, to znaczy, że mamy problem. Będziemy coraz bardziej znawcami prawa, kazuistyki, tak jak faryzeusze, ale za tym nie będą szły uczynki miłosierdzia. Trzeba pytać, czy od ostatniej spowiedzi próbowałem coś zmienić w swoim życiu? Niektórym osobom przy takiej pracy nad sobą potrzebne będzie wsparcie stałego spowiednika czy kierownika duchowego.

– Część osób przychodzi do spowiedzi, bo „ksiądz fajnie gada”. Inni odchodzą bez satysfakcji, bo spowiednik się spieszył i nie czują się wysłuchani...

– Przychodząc do spowiedzi, powinniśmy zapomnieć o obecności kapłana. Idę do spowiedzi, by przeprosić za moje zło Chrystusa, a nie księdza. Ludzie czasem szukają w spowiedzi czegoś innego. Świat jest dziś bardzo trudny, nieraz gubimy się w nim i szukamy pomocy, porady. Nie każdy pójdzie do psychiatry czy psychologa. Niektórzy szukają pocieszenia, porady, wsparcia także w konfesjonale. Ale sakrament nie jest kozetką. Kiedy w taki sposób podchodzi się do spowiedzi, nieraz trzeba zapytać, czy jeszcze żałuję za moje grzechy? Czy czasem nie skupiam się zbytnio na sobie i swoich sprawach? Sakrament musi zmierzać do wyznania grzechów – tylko w ten sposób może on pomóc człowiekowi. Psychologia czy terapia to ludzkie rozwiązania. Ale nie może być tak, że konfesjonał będzie służył do „załatwiania” naszych spraw, żebyśmy się lepiej poczuli. Oczywiście, nie mam nic przeciwko wspieraniu tych, którzy przychodzą do konfesjonału z problemem – trzeba ich wesprzeć, pocieszyć, porozmawiać. Ale to nie może być nagminne. Nieraz trzeba taką osobę sprowadzić na ziemię – pamiętaj, po co tu przyszedłeś.

– Zdarza się, że ludzie przychodzą do konfesjonału i mówią, że Boga nie słyszą, że On ich nie wysłuchuje, choć modlą się w pewnych intencjach przez wiele lat. Dlaczego tak się dzieje?

– My często porównujemy prędkości swoje do Bożych. Chcemy, by Pan Bóg działał tak, jak my to zaplanujemy. Programujemy temperaturę powietrza w domu, czas przygotowania obiadu w mikrofalówce. O wszystkim decydujemy sami. Z rozpędu chcemy też zaprogramować Pana Boga do naszych potrzeb. Ale tu trzeba popatrzeć z innej perspektywy, z inną logiką. Naszą ostateczną, a jednocześnie podstawową perspektywą, powinno być zbawienie duszy. Nieraz przychodzą matki alkoholików, które skarżą się, że Pan Bóg ich nie wysłuchuje. Modlą się latami, a nic się nie zmienia. Nam musi zależeć przede wszystkim na zbawieniu duszy osób, za które się modlimy, by taki alkoholik został zbawiony, nawet w ostatniej chwili życia. Trzeba zmienić optykę naszego czasu na ziemi. My możemy umrzeć i nie będziemy widzieć owoców naszej modlitwy. Nie musimy być świadkami spektakularnego nawrócenia, ale musimy ufać, że Pan Bóg słyszy naszą modlitwę, i że ona nie zostanie bez efektów. To często jest krzyż, który – przeżywany w zaufaniu Panu Bogu – jest nieraz wielkim błogosławieństwem. Bóg ma swoją prędkość, człowiek swoją. Bóg może działać jak pendolino, ale nie pojedzie szybko po wąskich i krętych torach ludzkich dusz. Musi dostosowywać prędkość do naszych możliwości. Paradoksalnie więc – wszechmogący Bóg jest przez nas ograniczony.

Tagi:
pokuta

Reklama

Pokuta. Pokuta. Pokuta

2019-07-24 11:33

Joanna Szałata, Wspólnota Rodzin „Domus Mariae”
Edycja szczecińsko-kamieńska 30/2019, str. 2-3

1 lipca w Gietrzwałdzie z inicjatywy Szczecińskiej Wspólnoty Rodzin „Domus Mariae” pod patronatem i przy błogosławieństwie abp. Andrzeja Dzięgi miało miejsce wyjątkowe wydarzenie – I Narodowy Dzień Pokuty za grzechy wobec Życia, Dzieci i Rodziny

Archiwum prywatne
Uczestnicy I Narodowego Dnia Pokuty za grzechy wobec Życia, Dzieci i Rodziny

POKUTA 2033 (takie jest ogólne hasło) jest 14-letnim przygotowaniem się Polaków do obchodów jubileuszu męki, śmierci, zmartwychwstania i wniebowstąpienia naszego Pana Jezusa Chrystusa, które będzie miało miejsce w 2033 r. Zatem za 14 lat będziemy obchodzili okrągłą rocznicę 2000 lat naszego odkupienia.

Biorąc pod uwagę tak okrutne grzechy, jakich się my – Polacy – dopuściliśmy w przeszłości, nie można się do tego jubileuszu przygotować inaczej, jak przez pokutę i nawrócenie. Przebłaganie i wynagrodzenie Bogu i Matce Najświętszej za nasze narodowe grzechy, za pychę, wszelkie niegodziwości, profanację i obrażanie Boga musi się wiązać ze zgiętymi kolanami i ofiarą, bowiem pokuta zawiera:

– uświadomienie sobie i nazwanie grzechu, zobaczenie ogromu wyrządzonego zła i wszystkich jego konsekwencji; – wzbudzenie w sobie prawdziwego, szczerego żalu za grzechy, za wyrządzoną krzywdę, skruchę i błaganie o przebaczenie;

– mocne postanowienie poprawy i podjęcie bardzo konkretnych kroków w pracy nad sobą, realną przemianę i zerwanie z grzechem;

– szczerą spowiedź;

– zadośćuczynienie, wynagrodzenie Bogu i bliźniemu za krzywdy, czyli rzeczywistą naprawę życia i prawdziwe nawrócenie;

I Narodowy Dzień Pokuty za grzechy wobec Życia, Dzieci i Rodziny koncentrował się wokół rozważań z pierwszej stacji Drogi Krzyżowej: wyrok. Całemu wydarzeniu przewodniczył filozof i teolog, ks. prof. Tadeusz Guz z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, który w czasie Drogi Krzyżowej, homilii oraz popołudniowej konferencji wygłosił bardzo głębokie i przejmujące rozważania.

Polacy – naród wybrany przez Boga, przez wieki wierny Chrystusowi i Ewangelii, zawsze oddany Kościołowi katolickiemu i przytulony do Maryi wychodził zwycięsko z każdej niewoli zewnętrznej i wewnętrznej. Często płacił bardzo wysoką cenę za swoje nieprawości i zdradę, ale na kolanach powracał do Ojca, wielokrotnie całując ślady własnej krwi.

Dzisiaj wydaje się przechodzić czas wyjątkowej próby. Stoi w obliczu tak diabolicznego ataku na życie, dzieci i rodzinę, jakiego świat chyba jeszcze nigdy nie doświadczał. Dlatego wyjątkowo potrzebna jest nam pilnie interwencja Boga Wszechmogącego, w Trójcy Świętej Jedynego, i pomoc Matki naszego Pana Jezusa Chrystusa.

Ewangelia i nasze doświadczenia dziejowe zapewniają nas, że sami z siebie nic uczynić nie możemy i jak mówił kard. August Hlond: „Jeśli przyjdzie zwycięstwo, to przyjdzie przez Maryję”. Dlatego to Gietrzwałd – miejsce jedynych, potwierdzonych przez Kościół objawień Maryi na polskiej ziemi i wydarzeń, które od 1877 r. przyniosły Polsce niepodległość, a milionom Polaków nawrócenie – stał się miejscem POKUTY 2033.

Ks. Łukasz Kadziński, opiekun i moderator Wspólnoty Rodzin „Domus Mariae”, rozpoczynając Drogę Krzyżową, podkreślił: – I my, jako grzesznicy, przychodzimy tutaj, aby czynić pokutę, i nic więcej. Nie akcje, nie jakieś eventy chrześcijańskie, wielkie wydarzenia. Przyszliśmy tu, aby czynić pokutę, aby zgiąć nasze kolana przed Panem, wiedząc, że tylko pokutą jesteśmy w stanie wybłagać Jego miłosierdzie i łaskę.

Ks. prof. Tadeusz Guz zauważył, że: „także dzisiaj wielu wrogów Boga objawionego w Panu Jezusie z Nazaretu – z wewnątrz i spoza Polski – chce uczynić z Polakami katolikami to samo, co tamten niemiecki zaborca. Ale najpierw sądzą oni, że trzeba nam zohydzić Pana Boga, Matkę Najświętszą, krzyż Pański, Kościół wraz z sakramentami świętymi, duchowieństwem konsekrowanym i sakramentalnymi małżeństwami – jako kolebkami polskich rodzin, parafii, gmin – oraz całym narodem i państwem”.

Rozpoczęte 1 lipca uroczystości przygotowujące Polaków do obchodów jubileuszu odkupienia, zanurzając każdego w przelanej na krzyżu Najświętszej Krwi naszego Pana i Boga, dają głęboką ufność i nadzieję na realne, rzeczywiste i prawdziwe nawrócenie naszego narodu. Tak nam dopomóż Bóg i Maryja zawsze Dziewica.

Na to wyjątkowo ważne wydarzenie Wspólnota Rodzin „Domus Mariae” zorganizowała pielgrzymkę autokarową, w której wzięła udział 50-osobowa grupa osób nie tylko ze Szczecina, ale i ze Świnoujścia, Dębna, Gryfina, Przybiernowa, Bielska-Białej, Wrocławia, a nawet z Bawarii.

Kilkudziesięciuosobowa grupa, która pozostała w tym dniu w Szczecinie, w łączności z pątnikami z Gietrzwałdu, przeżywała Mszę św. w NFRR, Nabożeństwo Pokutne oraz Drogę Krzyżową w kościele pw. św. Brata Alberta na Głębokim.

Konferencji można wysłuchać na www.pch24.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

O. Buttet: dlaczego katolicy nie wierzą w obecność Jezusa w Eucharystii?

2019-10-15 20:12

vaticannews.va / Watykan (KAI)

Kościół musi powrócić do Eucharystii. Gdyby to zrobił, gdyby adoracja Najświętszego Sakramentu rzeczywiście stała się, jak chciał Jan Paweł II, sercem i życiem Kościoła, to spełniłoby się proroctwo świętego papieża co do przyszłości Kościoła, nie byłoby rzeczy niemożliwych – uważa o. Nicolas Buttet, założyciel Wspólnoty Eucharistein – Eucharystia.

Weronika Grishel

Ten szwajcarski mnich właśnie dzięki spotkaniu z Eucharystią przeżył przed laty głębokie nawrócenie. Pod jego wpływem najpierw przez pięć lat żył jako pustelnik w małej grocie. Z czasem, kiedy zaczęło się wokół niego gromadzić grono młodych ludzi, założył wspólnotę, w której centrum znajduje się właśnie kult Najświętszego Sakramentu. Jej trzon stanowi 30 osób konsekrowanych.

Rozmawiając z Radiem Watykańskim, o. Buttet odniósł się szokujących danych, które dwa miesiące temu wstrząsnęły Kościołem w Stanach Zjednoczonych. Okazało się, że jedna trzecia tamtejszych katolików nie wierzy w realną obecność Jezusa w Najświętszym Sakramencie.

- Myślę, że to nie jest w pierwszym rzędzie kwestia niewiedzy, lecz doświadczenia. Można bardzo dobrze poznać w sposób spekulatywny teologię Eucharystii i wszystko, co na przykład napisał na ten temat Tomasz z Akwinu. Ale ostatecznie tylko święci mogą nas nauczyć, czym jest Eucharystia – mówi Radiu Watykańskiemu o. Buttet. – To dlatego na zakończenie encykliki „Ecclesia de Eucharistia”, Jan Paweł II zachęca, byśmy uczyli się od świętych, którzy pokazują nam, czym jest prawdziwa pobożność eucharystyczna. I tego dziś brakuje. Bo potrzeba „zasmakować” w Eucharystii. A zamiłowanie do Eucharystii zaszczepiają w nas, ci którzy nią naprawdę żyją. Kiedy widzimy Teresę z Kalkuty przed Najświętszym Sakramentem, kiedy widzimy, jak Jan Paweł II sprawuje Eucharystię, to nagle rozumiemy, że dzieje się coś ważnego, i sami zaczynamy tego pragnąć.

O. Buttet podkreśla, że nie należy się bać, że przesadzimy z kultem Najświętszego Sakramentu, że stanie się on na przykład ważniejszy niż lektura Pisma Świętego. Jak uczy Sobór Watykański II, Eucharystia jest rzeczywiście źródłem i szczytem.

- Choć Biblia jest przesłaniem Boga, Jego słowem, to jednak nie jest Bogiem. Eucharystia natomiast, to Bóg we własnej osobie. Czym innym jest słyszeć słowo, a czym innym jest spotkać osobę. Czym innym jest słuchać kogoś w radiu, a czym innym spotkać się z nim twarzą w twarz. Pewien młody podsunął mi kiedyś piękny obraz. Wyobraźcie sobie, mówił, dwoje narzeczonych, którzy rozmawiają ze sobą przez telefon. To oczywiście coś wspaniałego. Ich głos jest w stanie przekazać całą głębię uczucia, wzajemną czułość. Ale kiedy się spotykają, kiedy się obejmują, to jest to jeszcze coś innego. Tak też można zrozumieć różnicę między Słowem Bożym i Eucharystią. Eucharystia, to spotkanie dwóch ciał, dwóch serc, rzeczywiste, z Bogiem żywym - zaznaczył założyciel Wspólnoty Eucharistein.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Obywatelski projekt „Stop pedofilii” przeszedł pierwsze czytanie w Sejmie

2019-10-16 19:56

maj, lk / Warszawa (KAI)

Obywatelski projekt nowelizacji Kodeksu karnego przygotowany przez inicjatywę „Stop pedofilii” przeszedł pierwsze czytanie w Sejmie. W wyniku głosowania, które odbyło się dziś, 16 października, skierowany został do Komisji Nadzwyczajnej ds. zmiany w kodyfikacjach (NKK). Podpisy pod projektem złożyło ponad 265 tys. Polaków.

Kancelaria Sejmu/Łukasz Błasikiewicz

Pierwsze czytanie projektu Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej „Stop pedofilii” odbyło się we wtorek 15 października. W toku dyskusji złożono wniosek o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu. Wniosek ten odrzucony został podczas dzisiejszego głosowania. Za przyjęciem wniosku głosowało 150 posłów, przeciw – 243, 13 – wstrzymało się. W związku z tym Marszałek Sejmu Elżbieta Witek poinformowała o skierowaniu projektu do Komisji Nadzwyczajnej ds. zmiany w kodyfikacjach (NKK) w celu rozpatrzenia.

Projekt ustawy zakłada nowelizację art. 200b Kodeksu Karnego. Według proponowanych zmian, karze grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2 będzie podlegał ten, kto publicznie propaguje lub pochwala podejmowanie przez dzieci obcowania płciowego, a do lat 3 – jeśli dopuszcza się tego czynu za pomocą środków masowego komunikowania. Karze pozbawienia wolności do lat 3 będzie też podlegał ten, kto „propaguje lub pochwala podejmowanie przez małoletniego obcowania płciowego lub innej czynności seksualnej, działając w związku z zajmowaniem stanowiska, wykonywaniem zawodu lub działalności związanych z wychowaniem, edukacją, leczeniem małoletnich lub opieką nad nimi albo działając na terenie szkoły lub innego zakładu lub placówki oświatowo-wychowawczej lub opiekuńczej”.

Jak uzasadniali autorzy projektu, art. 200b k.k. we wcześniejszym brzmieniu penalizował jedynie publiczne propagowanie lub pochwalanie zachowań o charakterze pedofilskim. Ograniczał się więc wyłącznie do sytuacji, kiedy osoba dorosła współżyje z osobą małoletnią, całkowicie pomijając fakt, że coraz częściej propaguje oraz pochwala się sytuacje, kiedy to małoletni podejmują współżycie ze sobą. W konsekwencji, obowiązujący stan prawny nie nadąża za przemianami społecznymi, jakie można zaobserwować w dzisiejszych czasach. Skutkują one akceptacją, a w najlepszym razie obojętnością wobec zachowań, których skutki są dla małoletniego negatywne.

W trakcie pierwszego czytania w Sejmie przedstawiciel wnioskodawców Olgierd Pankiewicz przekonywał, że proponowana nowelizacja polega na "zakazie publicznego pochwalania i propagowania seksualnej aktywności osób małoletnich".

Zamiar utworzenia Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej „Stop pedofilii zgłoszony został w Sejmie 28 marca 2019 r. przez Fundację Pro – prawo do życia, w odpowiedzi na podpisanie przez prezydenta warszawy Rafała Trzaskowskiego tzw. „Deklaracji LGBT”.

19 kwietnia br. Marszałek Sejmu poinformował o zarejestrowaniu Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej „Stop pedofilii”, po czym w całym kraju ruszyła zbiórka podpisów pod projektem. Jak informowali organizatorzy akcji, uliczne zbiórki były wielokrotnie zakłócane przez działaczy LGBT.

Projekt ustawy poparło ponad 265 tys. Polaków. 17 lipca 2019 r. ich podpisy złożone zostały w Sejmie. W ramach akcji „Stop pedofilii” Fundacja wydała również m.in. bezpłatny poradnik dla rodziców i nauczycieli pt. "Jak powstrzymać pedofila?", w którym znalazły się informacje o skali systemowej deprawacji seksualnej dzieci w krajach Europy zachodniej i Ameryki oraz rady, w jaki sposób ustrzec dzieci przed zagrożeniem na terenie swojej szkoły lub przedszkola. Publikację można pobrać za darmo ze strony stoppedofilii.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem