Reklama

Święci i błogosławieni

Moją polityką jest miłość

Z przełożoną generalną Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego – m. Franciszką Sagun w 150. rocznicę urodzin św. Urszuli Ledóchowskiej rozmawia ks. Ireneusz Skubiś

Niedziela Ogólnopolska 16/2015, str. 16-19

[ TEMATY ]

święta

św. Urszula Ledóchowska

Archiwum Sióstr Urszulanek SJK

KS. IRENEUSZ SKUBIŚ: – Jak najogólniej opisałaby Matka życie bł. Urszuli Ledóchowskiej?

M. FRANCISZKA SAGUN USJK: – Trudno zamknąć to dość długie życie w kilku zdaniach. Najkrócej można by powiedzieć tak: było to życie oddane poszukiwaniu Pana Boga i Jego woli we współczesnej jej rzeczywistości, w służbie Kościołowi i ludziom, na drodze konsekracji zakonnej. Jako kilkunastoletnia dziewczyna wybrała tę drogę, rozmiłowana w Osobie Jezusa Chrystusa, zafascynowana Jego przesłaniem i poszukująca sposobu głoszenia Jego miłości, szczególnie wśród najbardziej potrzebujących duchowo i materialnie. W jednym z jej pism skierowanych do sióstr jest taka parafraza słów św. Pawła: pragnąć, aby stać się wszystkim dla wszystkich i wszystkich do Chrystusa przyprowadzić. Nie tylko wytrwała do końca, ale „zaraziła” swym entuzjazmem i dynamizmem innych, tak że powstała wokół niej wspólnota osób pragnących żyć podobnie jak ona: w prostocie, w pogodzie ducha, służąc innym z pokorą i oddaniem. Ta wspólnota – Urszulanki Serca Jezusa Konającego – istnieje do dziś.

– Powołanie do zakonu Waszej matki założycielki było dość nietypowe – zaczynała jako siostra w innym zgromadzeniu zakonnym. jak doszło do tej ciekawej transformacji?

– Czy było to powołanie nietypowe? I tak, i nie. M. Urszula wstąpiła do autonomicznego klasztoru Sióstr Urszulanek w Krakowie (w tamtych czasach niemal wszystkie klasztory Urszulanek były autonomiczne, łączyła je osoba założycielki – św. Anieli Merici – i wspólny charyzmat), ponieważ chciała wyrazić swe powołanie także przez pracę wychowawczą i nauczycielską. Była szczęśliwa w klasztorze i bardzo ceniona jako wychowawczyni i nauczycielka. Zachowały się świadectwa jej uczennic z tamtych lat. Jako wybrana przez wspólnotę przełożona wraz z przełożonymi innych klasztorów urszulańskich podjęła działania zmierzające do dostosowania reguł klasztoru do zmieniających się czasów. Nie po to, aby było łatwiej i nowocześniej, ale aby lepiej służyć, przede wszystkim dzieciom i młodzieży. W tę troskę wpisują się zmiany w konstytucjach Urszulanek, a także powstanie pierwszego domu akademickiego dla studentek w Krakowie. Trzeba pamiętać, że dopuszczenie w tamtych czasach dziewcząt do studiów uniwersyteckich było rewolucją społeczno-obyczajową i prośba urszulanek, aby zająć się studentkami, wydawała się, delikatnie mówiąc, niestosowna. Dopiero samobójstwo jednej ze studentek przyczyniło się do zgody władz kościelnych na otwarcie internatu. Już wtedy Duch Święty zaczął w m. Urszuli swoje dzieło budzenia świętego niepokoju o to, czy w życiu jej i wspólnoty nie trzeba czegoś nowego i czegoś więcej, aby odpowiedzieć na znaki i wezwania zmieniających się czasów. Okoliczności pomogły w tym rozeznaniu.
W szkole urszulanek krakowskich uczyły się też dziewczęta z zaboru rosyjskiego. Wracając do domu, zabierały dyplomy, nieuznawane jednak przez rosyjskie władze, nie miały więc nadal żadnych uprawnień, np. do podjęcia pracy zawodowej. Dlatego w Matce zrodziła się myśl, aby przedostać się do Rosji i tam kontynuować pracę wychowawczą. Rewolucja 1905 r. zachwiała trochę caratem i przyniosła zmiany, które umożliwiły realizację także i tego małego projektu. Za zgodą władz zakonnych i kościelnych Matka wraz z drugą siostrą wyjechała do Petersburga w 1907 r. jako urszulanka klasztoru krakowskiego – oczywiście po świecku – i zdecydowała się na życie w ukryciu, bo życie zakonne było w Rosji zabronione. Na pewno nie myślała wtedy, żeby się odciąć od macierzystego klasztoru albo zrezygnować z życia zakonnego. Jechała na misje jako urszulanka. Powstał więc autonomiczny klasztor Urszulanek, który potem, po latach, po wielu doświadczeniach i tułaczkach (był to czas I wojny światowej) został przez Stolicę Apostolską przekształcony w czynne Zgromadzenie Urszulanek Najświętszego Serca Jezusa Konającego. Wyjazd do Rosji stał się etapem drogi, którą zaplanował dla m. Urszuli Pan Bóg, i z pewnością wówczas ona sama nie wiedziała, dokąd ją ta droga zaprowadzi. Po latach w „Historii Kongregacji” Matka napisze: „Bóg sam wszystko obmyślił, wszystko prowadził, wszystkim kierował. Ja w tej całej przemianie, przez którą pierwsze siostry przeszły, tj. Zakonu Urszulańskiego w Kongregację Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego, byłam tylko pionkiem na szachownicy, którym wyższa ręka kierowała, rządziła, przerzucając z miejsca na miejsce, z kraju do kraju, aż do spełnienia nie moich zamysłów – ja o tym nie myślałam nigdy – ale zamiarów Bożych”. Po prostu czas formacji „początkowej” w duchu urszulańskim kończył się. Musiała podjąć nowe zadania. Nie wystąpiła z klasztoru ani nie odeszła, uznając, że to już nie jej miejsce. Pozostała urszulanką wtedy i do końca życia, choć w inny sposób.

– Matka założycielka pochodziła ze znakomitej rodziny. Czy krewni św. Urszuli mieli swój udział w tworzeniu i rozwoju zgromadzenia sióstr urszulanek szarych?

– Matka urodziła się i wychowała w Austrii. Pochodziła z rodziny wielokulturowej, wielonarodowej i wielowyznaniowej. Jej rodzice byli ludźmi wierzącymi, silnie związanymi z Kościołem. Szczególnie matka, Józefina Salis-Zizers (Szwajcarka urodzona i wychowana w Austrii), dbała o wychowanie religijne dzieci; ojciec Antoni August Ledóchowski troszczył się może bardziej o ich wychowanie ogólne. To było wielkie bogactwo przekazywane dzieciom w rodzinie w sposób naturalny. Po prostu tym żyli i tym oddychali od dzieciństwa. A więc wielopłaszczyznowe dziedzictwo rodziny, mającej swój duży wkład w historię, kulturę i życie społeczne w wielu częściach Europy (Austria, Polska, Szwajcaria, Rosja, Morawy...), niewątpliwie miało swój udział w kształtowaniu osobowości dzieci w rodzinie Ledóchowskich. Widać to wyraźnie także i u m. Urszuli, w jej otwartości i gotowości do przyjęcia każdego, bez względu na narodowość, wyznanie, orientację polityczną, przy zachowaniu jednocześnie swojej tożsamości narodowej (można powiedzieć, że była Polką z wyboru) i patriotyzmie gorącym, ale otwartym, niewykluczającym innych. Tak też chciała widzieć swoją wspólnotę. Postacią oddziałującą na wyobraźnię i uczucia dzieci był też niewątpliwie arcybiskup poznański Mieczysław Ledóchowski (późniejszy kardynał i prefekt rzymskiej Kongregacji Rozkrzewiania Wiary) ze względu na prześladowania, jakich doznał w czasie Kulturkampfu. Historia jego życia umacniała w wierze i w miłości do prześladowanej i umęczonej Ojczyzny.

– Czy znajomość św. Urszuli z wieloma znakomitymi Polakami (m.in. z Henrykiem Sienkiewiczem) oraz jej działalność patriotyczna przyczyniły się do formacji idei zgromadzenia?

– Matka chyba nie znała osobiście Henryka Sienkiewicza. W latach I wojny światowej współpracowała z założonym m.in. przez niego w Szwajcarii Komitetem Generalnym Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce. Matka była w tym czasie w Skandynawii, w Sztokholmie, potem w Aalborgu w Danii. Współpraca Matki z Komitetem polegała na organizowaniu spotkań w różnych miejscach półwyspu skandynawskiego, aby szerzyć wiedzę o Polsce, o jej historii, wkładzie w kulturę europejską, o męczeńskich losach w ostatnich stuleciach. Starała się budzić w ten sposób zainteresowanie Polakami i współczucie oraz zdobywała środki materialne na pomoc ofiarom wojny. wszystko to czyniła w sposób kompetentny i inteligentny, w języku słuchaczy (nauczyła się szwedzkiego i duńskiego), z kobiecym żarem i uczuciem. Słuchało jej wielu ludzi znaczących w środowiskach skandynawskich i być może ta jej praca choć w maleńkim stopniu przyczyniła się do ich pozytywnej postawy wobec Polski wtedy, gdy po zakończeniu wojny dyskutowano nad wskrzeszeniem niepodległej Polski. W samym Sztokholmie jej „salon”, jak się wtedy mówiło, był miejscem spotkań ludzi różnych narodowości, ale też Polaków o różnych poglądach politycznych i religijnych. To wtedy jednemu ze swych gości na pytanie, jakiej ona sama jest orientacji politycznej, odpowiedziała: moją polityką jest miłość.
Czy te znajomości i działalność Matki miały wpływ na formację zgromadzenia? Nie wiem. Myślę, że to raczej Matka dawała tym ludziom, reprezentującym czasem skrajnie różne poglądy polityczne, przykład, że można się różnić, a jednocześnie szukać jedności w drodze do wspólnego celu i jednoczyć tam, gdzie jest to potrzebne.

– Jak Matka sądzi, czy tytuł zgromadzenia: Urszulanki Serca Jezusa Konającego miał uzasadnienie w pobożności św. Urszuli?

– Z materiałów archiwalnych odnalezionych przed laty w Watykanie wiemy, że pierwszy projekt konstytucji naszego zgromadzenia, złożony w Kongregacji Konsystorza w roku 1920, proponował, abyśmy były urszulankami od ubogich. Matka pragnęła więc już w nazwie wyeksponować jeden z najważniejszych elementów naszego charyzmatu, tj. służbę ubogim – pójście na peryferie, jak się dziś chętnie mówi. Niewątpliwie wypływało to z duchowości Matki, z jej wrażliwości religijnej i społecznej. Kongregacja nadała nam tytuł „od Najświętszego Serca Jezusa Konającego”. Matka, zawiadamiając siostry o tej propozycji watykańskiej kongregacji, pisała z Rzymu do sióstr w kwietniu 1920 r.: „Pewnie nie będziemy «Urszulankami biednych», ale «Urszulankami Serca Jezusowego» – to jeszcze piękniej. (...) modlę się ustawicznie za Was, razem z Wami udaję się na modlitwę. Wszystkie zabieram z sobą i proszę o jedną łaskę, w której wszystko jest zawarte, byśmy coraz więcej i więcej kochały Boskie Serce Jezusa”. Kult Serca Jezusowego w tamtych czasach był bardzo żywy w Kościele. Matka w swych listach i pismach kierowanych do sióstr od razu podjęła tę tajemnicę jako najwyższy wyraz miłości zbawczej Jezusa Chrystusa i potrzebę jej odbicia w konkretnym życiu i pracy sióstr, aby szerzyć królestwo Bożego Serca na ziemi. W żaden sposób nie kłóciło się to z pragnieniem, by siostry pracowały przede wszystkim na rzecz ubogich, więcej – dawało temu pragnieniu solidne podstawy teologiczne i biblijne.

– Jak wasza święta założycielka jest postrzegana przez siostry dzisiaj?

– Odpowiedź wydaje się prosta: jako matka, kierownik duchowy, mistrzyni, przełożona... Zawsze potrzebna Kościołowi i światu. Jan Paweł II w czasie wizyty w Domu Generalnym naszego zgromadzenia w Rzymie w 1986 r. powiedział do sióstr: „Pragnę życzyć wam, abyście niosły światu ten szczególny charyzmat waszego powołania, charyzmat waszej Założycielki, waszej wspólnoty zakonnej, waszej rodziny. Ten charyzmat: od Serca Jezusa Konającego jest tak bardzo głęboki, a jednocześnie tak bardzo ludzki, tak bardzo nowoczesny, tak bardzo ewangeliczny, prosty, tak bardzo otwarty na najróżniejsze sytuacje. Wiemy dobrze, dokąd poszła matka Urszula w Polsce w okresie międzywojennym, gdzie otwierała domy i domki, aby służyć Kościołowi, aby służyć ludziom. Ten charyzmat tak bardzo apostolski...”. To jest cały program na dziś dla każdej z nas. Pragniemy pozostać mu wierne. Sądzę, że dla każdej urszulanki nasza święta Matka pozostaje matką i przewodniczką w drodze, choć zdajemy sobie sprawę, jak często nie dorastamy do tych szczytów duchowych i apostolskich, które ona nam wskazała. Stawiamy sobie pytanie, czy ona – i w jakim stopniu – rozpoznaje w nas swoje córki duchowe i spadkobierczynie tego charyzmatu i tradycji. Trwający ponad 50 lat proces kanonizacyjny pomógł nam w zebraniu i przygotowaniu do publikacji spuścizny pisanej naszej Założycielki i świadectw o niej samej. Wydaje mi się, że choć osób bezpośrednio znających naszą świętą Matkę już prawie nie ma, mamy dużo źródeł i pomocy, aby ją coraz lepiej poznawać, i sądzę, że siostry o to się starają.

– Charyzmat Waszego zgromadzenia – wychowanie dzieci i młodzieży, służba potrzebującym i ewangelizacja świata – był przedmiotem wielkiej troski Waszej założycielki. jak się on wypełnia dziś?

– W zasadniczych zarysach kontynuujemy, w miarę możliwości, to, czym żyło nasze zgromadzenie w czasach Matki Założycielki. Oczywiście, w czasach jednak się zmieniających. Staramy się dostosować nasz charyzmat do potrzeb miejsca i wyzwań współczesności. Trzeba pamiętać, że zgromadzenie w momencie śmierci założycielki było obecne w Polsce (większość) oraz w niewielkich wspólnotach we Włoszech i we Francji. Dziś jesteśmy w 14 krajach: w Polsce, we Włoszech, Francji, w Finlandii, Niemczech, na Białorusi, Ukrainie, w Rosji, Kanadzie, Argentynie, Brazylii, Boliwii, w Tanzanii i na Filipinach. Już to pokazuje, w jak zróżnicowanych miejscach wspólnoty sióstr pracują i starają się wypełniać charyzmat zgromadzenia. Wszędzie tam, gdzie jesteśmy, staramy się pracować w duchu naszej świętej założycielki i żyć tak, by była ona duchowo, poprzez nasze wspólnoty, obecna...

– Siostry urszulanki wpisały się mocno w życie Kościoła katolickiego w Polsce. Jakie szczególne dzieła i ośrodki stanowią powód do dumy dla Waszego zgromadzenia?

– Na pierwszym miejscu postawiłabym zaangażowanie zgromadzenia w nauczanie i wychowanie dzieci i młodzieży, poprzez pracę katechetyczną, przygotowanie do sakramentów, prowadzenie Eucharystycznego Ruchu Młodych i innych grup duszpasterskich, a także prowadzenie trzech szkół i kilkunastu przedszkoli, które poza tym, że wychowują, umożliwiają objęcie troską duchową, a czasem i materialną, całych rodzin. Od wielu lat w domu macierzystym w Pniewach siostry organizują kilkudniowe formacyjne spotkania młodzieży urszulańskiej pod nazwą Forum Młodzieży i spotkania grupy teatralnej SEDNO. Na te spotkania przyjeżdżają młodzi, którzy w ciągu roku mają stały kontakt z naszymi siostrami. Ważnym miejscem troski duchowej zwłaszcza o dziewczęta i o ich przygotowanie do życia w rodzinie i w społeczeństwie są prowadzone przez nas domy dla studentek i internaty. Ponadto nasze siostry koordynują pracę administracyjną i duszpasterską w domach akademickich KUL – obejmują opieką setki studentek i studentów. Nie mniej ważnym miejscem troski o dzieci i młodzież są prowadzone domy dziecka i świetlice oraz Dom Pomocy Społecznej dla Dzieci w Sieradzu, w których może najtrudniej zobaczyć owoce, ale dzieci z tych placówek, jako najuboższe, mają szczególne miejsce w naszych sercach. Dużą radością jest dla nas także prowadzony przez nas Dom Samotnej Matki w Tarnowie – placówka diecezjalna, ale objęta opieką przez nasze siostry.
Pytał Ksiądz o powód do dumy dla zgromadzenia. Cieszymy się wszystkimi dziełami i pracami, które służą ludziom z naszych środowisk, ale naszym najnowszym projektem jest ten podjęty z bezdomnymi i ubogimi, którzy korzystają z naszej jadłodajni w Poznaniu. Już wcześniej organizowałyśmy dla nich pielgrzymki, dni skupienia, nabożeństwa, a z okazji Bożego Narodzenia 2014 r. nasi podopieczni pod kierownictwem i z pomocą sióstr przygotowali misterium pt. „Uliczne Betlejem”, które było mocnym, wzruszającym przeżyciem dla oglądających, ale przede wszystkim dla nich samych.

2015-04-14 12:43

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Uczona siostra

Niedziela Ogólnopolska 6/2020, str. VIII

[ TEMATY ]

patron

święta

św. Scholastyka

Adobe.Stock.pl

Św. Scholastyka z Nursji

Dlaczego? Ponieważ imię św. Scholastyki wywodzi się z łacińskiego słowa scholasticus, które oznacza osobę uczoną, studenta bądź nauczyciela. Ponadto Scholastyka była bliźniaczą siostrą św. Benedykta z Nursji, jednej z bardziej znanych kościelnych postaci.
Św. Scholastyka z Nursji ur. 2 marca 480 r. zm. 10 lutego 543 r.

Scholastyka żyła na przełomie V i VI stulecia w Italii, a konkretnie w Umbrii. Wzorując się na bracie Benedykcie, który założył pierwszy męski klasztor, uczyniła podobnie wobec kobiet. Tak powstały zakony benedyktynów i benedyktynek, a najbardziej znane związane z nimi miejsce to Monte Cassino.

Święta Scholastyka odbiera szczególną cześć we francuskim Le Mans i włoskim Subiaco. W sztuce przedstawiana jest z gołębiem, ponieważ św. Benedykt miał ujrzeć jej duszę zaraz po jej śmierci w postaci białej gołębicy, która unosiła się do nieba. W ikonografii zobaczymy ją w habicie benedyktyńskim, a jej wyróżnikami są: krzyż, księga czy pastorał ksieni.

Święta Scholastyka uchodziła za niezwykle skromną osobę. Można powiedzieć, że żyła w cieniu swego mądrego brata. Innymi słowy, medialna sława nie była jej do niczego potrzebna. Dlatego też może stanowić wzór cichego i pobożnego życia, zawsze w zgodzie z Bożą wolą.

CZYTAJ DALEJ

Szumowski: powoli będziemy poluzowywać restrykcje w gospodarce

2020-04-09 09:17

[ TEMATY ]

gospodarka

Szumowski

Kancelaria Sejmu

Minister zdrowia prof. Szumowski przekonał do poparcia specustaw ws. koronawirusa

Powoli będziemy poluzowywać restrykcje w gospodarce. Pracujemy, by to zrobić w sposób najbezpieczniejszy – zaznaczył w czwartek rano w rozmowie w Polskim Radiu minister zdrowia Łukasz Szumowski.

Dodał, że w czwartek pewne ograniczenia zostaną przedłużone, pojawią się też nowe, ale nie będą one „drastyczne”. Szczegółów jednak nie podał. Zaznaczył, że nowe zalecenia zostaną ogłoszone na konferencji prasowej.

Szumowski pytany był też o zapowiedziane przez premiera nowe zalecenia dla poszczególnych sektorów działalności gospodarczej, które mają być wprowadzane już po świętach, by stopniowo przywracać ich działalność, zachowując jednak pewne ograniczenia.

„Tutaj trzeba wziąć pod uwagę dwie funkcje. Jedna to zakażenia covid-19 i zagrożenia płynące z covid-19. Druga to zapaść gospodarki i mówiąc wprost zgony ludzi - z powodu braku wystarczających środków” – powiedział.

Dodał, że jeśli gospodarka się załamie, to zwiększy się śmiertelność ludzi. „Jesteśmy w dramatycznej sytuacji decyzji o stosunkowo powolnym, maksymalnie bezpiecznym, ale jednak uwalnianiu gospodarki, by ona funkcjonowała” – wyjaśnił.

Zauważył też, że medycyna z ekonomią to naczynia połączone. „Bez ekonomii medycyna nie funkcjonuje” – dodał. (PAP)

CZYTAJ DALEJ

Bóg miłosierdzia obecny w Eucharystii

2020-04-09 21:45

[ TEMATY ]

Częstochowa

bp Antoni Długosz

Wielki Czwartek

Bożena Sztajner/Niedziela

Wieczorna Msza Wieczerzy Pańskiej stawia człowieka wobec tajemnicy miłości i obecności Chrystusa wśród ludzi oraz podziękowania za ustanowienie sakramentów kapłaństwa i Eucharystii. Liturgii w Wielki Czwartek 9 kwietnia w bazylice archikatedralnej Świętej Rodziny w Częstochowie przewodniczył bp Antoni Długosz oraz wygłosił homilię.

Wierni łączyli się za pośrednictwem fal Radia Fiat. – Chcemy w tej Eucharystii podziękować za sakrament kapłaństwa, za to, że Chrystus jako Bóg miłosierdzia jest obecny w Eucharystii. Przeżyjmy to spotkanie jako zjednoczenie z Jezusem, który umacnia nas swoim słowem, a także daje nas samego siebie w Komunii św. – powiedział bp Antoni Długosz we wstępie Mszy Wieczerzy Pańskiej. W homilii wskazał na dwa dary – kapłaństwa i Eucharystii. – Do stołu nie siadają wrogowie, ale przyjaciele. Dlatego Pan Jezus najważniejsze wydarzenia związane z Niego misją zbawczą łączył z posiłkiem. Dziś dziękujemy Jezusowi za to, że nas zgromadzi na Eucharystii. Jezus staje się naszym pokarmem. Gdyby przyjmujemy Pana Jezusa w Komunii św., przeżywamy niebo. Przez Eucharystię jesteśmy zjednoczeni z Bogiem miłością – podkreślił bp Długosz. I zachęcił wiernych, by cenili sobie zjednoczenie z Jezusem Eucharystycznym. Przypomniał, że nie byłoby Eucharystii, gdyby nie było kapłaństwa. Kaznodzieja podał też konkretne, praktycznie rady, jak przetrwać ten trudny czas. W tym kontekście mówił: – Dziś, kiedy oczekujemy po poranek ustąpienia pandemii tragicznej, która powołuje wielu do wieczności, dziękujmy za to, że nie jesteśmy sami. Chociaż przeżywamy pewne ograniczenia, to w rodzinach koncentrujmy uwagę na stole, aby całą rodziną przeżywać zjednoczenie z Jezusem, aby każda rodzina była domowym Kościołem, sanktuarium rodziny. I tak właśnie starajmy się wiele rozmawiać na tematy religijne. Niech to będzie autentyczna katecheza w czasie posiłku, aby dzieci nacieszyły się rodzicami, a rodzice uświadomili sobie, że są kapłanami domowego Kościoła. Dlatego starajmy się błogosławić dzieci, pouczać je, a w szczególny sposób być świadkami czynów Chrystusa, a moc czerpać będziemy od Jezusa, który staje się naszym pokarmem.

Zgodnie z zaleceniem nie odbywał się obrzęd obmycia nóg dwunastu mężczyznom, czyli tzw. Mandatum. Nie odbyło się również przenoszenie Najświętszego Sakramentu do kaplicy adoracji, zwanej ciemnicą na pamiątkę uwięzienia Jezusa po Ostatniej Wieczerzy. Najświętszy Sakrament pozostał w tabernakulum, a uczestnicy, zwracając w stronę kaplicy Najświętszego Sakrament, odśpiewali hymn św. Tomasza „Sław języku tajemnicę”.

W tym roku adoracja miała miejsce we wspólnocie domowego Kościoła. W swoich domach całe rodziny mogły wpatrywać się w poranione z miłości do człowieka Oblicze Jezusa i dziękować Mu za niewysłowioną miłość.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję