Reklama

Mówią świadkowie życia Papieża Polaka

2015-04-21 14:39

red.
Niedziela Ogólnopolska 17/2015, str. 16-17

W Bibliotece „Niedzieli” ukazała się książka pt. „Święty Jan Paweł II we wspomnieniach świadków”, na kartach której znajdziemy rozmowy ks. Ireneusza Skubisia z bezpośrednimi świadkami świętości Jana Pawła II. Niektórzy z nich odeszli już do Domu Ojca i wraz z umiłowanym Papieżem cieszą się obecnością Boga, inni są jeszcze między nami. Z perspektywy czytelnika najbardziej interesujące jest to, co wynieśli ze swego spotkania ze Świętym. Poniżej prezentujemy fragmenty niektórych wypowiedzi.

Niczego nie robił na pokaz

Abp Mieczysław Mokrzycki

Na samym początku dnia Ojciec Święty, leżąc krzyżem w swojej sypialni, odmawiał cząstkę Różańca św. Potem dużo czasu spędzał w swojej kaplicy na modlitwie. Wielokrotnie w ciągu dnia brał do ręki różaniec i modlił się. W każdy piątek (...) odprawiał Drogę Krzyżową. Wiele godzin spędzał przed Najświętszym Sakramentem. Wierzę, że siła i moc płynęły z jego modlitwy.

Chociaż był mistykiem, w jego codziennym życiu modlitewnym były także proste modlitwy, które odmawia każdy chrześcijanin. Papież zaczynał od pacierza katechizmowego: „Ojcze nasz”, „Zdrowaś Maryjo”, „Wierzę w Boga”, 10 przykazań Bożych, codziennie modlił się o dary Ducha Świętego i śpiewał Godzinki. W każdy czwartek odmawiał też Godzinę świętą. Swoje medytacje, rozmyślania przeplatał polskimi pieśniami eucharystycznymi, które nucił albo śpiewał. Odmawiał ze swojego modlitewnika wszystkie litanie. (...)

Reklama

Jan Paweł II był człowiekiem bardzo zdyscyplinowanym, każdy jego dzień miał swój program – tego się trzymał. Potem, już przy końcu życia, swoje zadania wykonywał wolniej, brakowało więc trochę czasu na niektóre sprawy i spotkania.

Zmienił świat

Arturo Mari

Ojciec Święty nie jest z nami fizycznie, ale z mojej strony nic się nie zmieniło, zawsze czuję Jana Pawła II w moim życiu, w myślach, za moimi plecami. Zawsze czuję go za sobą, słyszę jego głos: Arturo, Arturo... Dla mnie relacja z Janem Pawłem II była nie tylko relacją papieża z fotografem. Traktowałem Ojca Świętego jak ojca, a on zwracał się do mnie jak do syna. Swoją świętość Jan Paweł II zanosił do kaplicy. Kiedy widziało się jego twarz podczas modlitwy, czuło się niejako tę świętość, która była poza wszelką normą. Zawsze chciałem tylko dobrze wykonać moją pracę, by wobec świata dać świadectwo o Janie Pawle II. Chciałem także zaświadczyć o wielkiej pracy tego wielkiego człowieka, pokazać światu jego pokorę i miłość, jego rozmodlenie i wierność Bogu i Kościołowi, a także Maryi, której oddał się cały. Jan Paweł II Wielki zmienił świat. To także argument za tym, że był świętym człowiekiem.

Nie chodzi o kolejne trofeum

Joaquín Navarro-Valls

Miałem przekonanie o świętości Jana Pawła II, jeszcze zanim zacząłem z nim współpracę. Już od jego pierwszej homilii, rozpoczynającej pontyfikat, widziało się coś nowego w Kościele, w apostolskim przepowiadaniu. Później towarzyszyłem Ojcu Świętemu w podróżach, byłem w samolocie razem z ponad 70 innymi dziennikarzami. I zrozumiałem wówczas, że Jan Paweł II był człowiekiem, który się modlił. Widziałem to w pełnej głębi. Ojciec Święty dobrze rozumiał, że powszechny przekaz wartości ludzkich i chrześcijańskich, których papież jest niejako nosicielem, nie byłby możliwy bez dania pewnej sposobności dotarcia do nich mediom. Z drugiej strony te media były zafascynowane osobą Papieża. Były zafascynowane jego językiem, ale przede wszystkim treścią idei, które Ojciec Święty przekazywał. Kościół ogłosił tego człowieka świętym. Nie chodzi o kolejne trofeum w kolekcji Kościoła, o jakąś np. rzeźbę. Myślę, że porażką dla Kościoła byłoby, gdybyśmy kanonizację Jana Pawła II sprowadzili jedynie do jakiegoś świątecznego dnia, do wprowadzenia do Kościoła jakiejś rzeźby czy trofeum...

Szczególny pontyfikat

Abp Józef Michalik

Na każdego papieża patrzymy jako na człowieka wybranego przez Boga. Miałem świadomość, że jest to człowiek wyjątkowy, bliski Pana Boga. W pewnym momencie zaczęło się mówić o nadzwyczajnych łaskach, które dzięki jego modlitwie uzyskiwali ludzie, którzy polecali mu siebie, swoich bliskich. Rozwiązania przychodziły nadzwyczaj szybko. Sam też miałem takie doświadczenie: ktoś z najbliższej rodziny – młoda matka, dwoje dzieci – zachorował na zapalenie opon mózgowych z poważnymi komplikacjami i prosiłem Ojca Świętego o modlitwę. I sprawa rozwiązała się pozytywnie. Temu pontyfikatowi towarzyszył cichy głos, że Papież jest człowiekiem Bożym i jego modlitewna interwencja u Boga ma szczególną wartość. Oczywiście, nie robiono z tego reklamy, ale wyczuwało się wokół Ojca Świętego inną atmosferę – atmosferę świętości. Otrzymałem np. jeszcze za życia Jana Pawła II, po zamachu, pierwsze zakrwawione opatrunki z kliniki Gemellego. Panowało przekonanie, że trzeba je zachować, bo to jest człowiek niezwykły, święty...

Teolog ciała

Wanda Półtawska

Cała jego działalność służyła jednemu: chciał ratować świętość miłości mężczyzny i kobiety, świętość miłości i świętość małżeństwa. Służyły temu wszystkie jego poczynania, zarówno w teorii, jak i w praktyce, w działaniach duszpasterskich. Najpierw rozwinął temat miłości i odpowiedzialności, a w następnej analizie filozoficznej próbował odpowiedzieć na pytanie, kim są osoby, które kochają i mają kochać. Tak światło dzienne ujrzała „Osoba i czyn” – analiza struktury człowieka, który, jak mówił autor, jest „persona humana in fieri” – osobą ludzką w rozwoju. Potem pojawiła się „teologia ciała”, powstał maszynopis książki pt. „Mężczyzną i niewiastą stworzył ich”. Kardynał został w tym czasie wybrany na papieża. Jego nauczanie sprzed 50 lat jest jak najbardziej aktualne. Na ogół uważa się, że święty jest nadzwyczajny. A on mówił, że świętość ma być sposobem życia chrześcijanina. Po prostu: masz być święty, bo musisz wrócić do nieba, jesteś stworzony do nieba.

Myśliciel – mistyk – święty

S. prof. Zofia Zdybicka USJK

Dokonania Jana Pawła II są naprawdę epokowe. Wybitne osoby w Polsce, np. ks. Jacek Salij OP, poważny teolog, mówią, że to, czego dokonał Ojciec Święty, można porównać z dokonaniami albo św. Tomasza z Akwinu, albo św. Augustyna. Wojtyła to geniusz intelektualny, geniusz moralny i geniusz świętości... A przy tym był tak zwyczajnym człowiekiem. Miałam to szczęście, że nie tylko zdawałam u niego egzaminy (4), miałam z nim kontakt nie tylko na KUL-u, ale i potem, kiedy już był Ojcem Świętym. Nie wzbudzał lęku. Był człowiekiem tak prostym, zwyczajnym, pokornym... Nawet kard. Dziwisz w książce „U boku świętego”, zapytany o cechę jego świętości, powiedział: cichość. Ja nazwałabym to szerzej: pokora. Bo Jan Paweł II był naprawdę człowiekiem, nie miał nic z wyniosłości. Nigdy, w żadnej sytuacji. Poza tym odznaczał się heroiczną miłością bliźniego. Każdą sprawę i decyzję omawiał wcześniej z Panem Bogiem i dokonał rzeczy, które przerastają ludzkie siły. Te moce zbawcze, moce zjednoczenia mistycznego z Chrystusem, z Maryją dawały mu siły. W naszej kulturze często oddziela się Boga od człowieka, a on pokazał tu jedność i współpracę, pokazał człowieka otwartego na Boga, stworzonego do współpracy, do świętości. Pokazał związek wiary i moralności, prawdy i wolności.

Ja jestem Wojtyła

Bp Adam Dyczkowski

Kardynał Wojtyła przede wszystkim wyróżniał się znakomitą wiedzą, wspaniałą postawą, które zjednały mu wielką sympatię młodzieży i profesorów. Był wymagający, ale bardzo sprawiedliwie oceniał. Otóż na wszystkich polskich uczelniach w okresie komunizmu na wykładach obecność była obowiązkowa i było sprawdzanie listy – tylko na KUL-u nie było to wymagane. U ks. prof. Wojtyły zazwyczaj wszyscy zdawali w pierwszym terminie, bo do niego jakoś nie wypadało pójść nieprzygotowanym. Jeden ze studentów nie był na żadnym wykładzie i poszedł na egzamin w drugim terminie. Zajrzał do sali – nikogo nie było, usiadł więc w ławce pod salą i siedział. Za chwilę przyszedł kard. Wojtyła, ubrany tylko w czarną sutannę, bez żadnych insygniów. Też zaglądnął do sali – zobaczył, że jest pusta, i usiadł obok studenta. Kardynał pierwszy zorientował się, że to widocznie delikwent na egzamin. Żeby więc go nie speszyć, powiedział: – Co, egzamin? – Tak, egzamin, u Wojtyły. Jestem w strachu, bo na ogół jestem dosyć przygotowany, ale mam kilka takich kwestii, że jak mnie o to zahaczy, to może mnie oblać. Kardynał powiedział: – Tak się szczęśliwie składa, że też jestem etykiem, to może porozmawiamy. Zaczęli dyskusję i na koniec kardynał powiedział: – Proszę podać indeks. – A po co księdzu indeks? To Wojtyle trzeba dać do podpisu. – Ja jestem Wojtyła. Jak ten biedak zerwał się na równe nogi, zaczął się składać jak scyzoryk, ewidentnie okazało się, że przez cały rok nie był na żadnym wykładzie – dostał +4.

Modlitwa była znakiem

Kard. Stanisław Dziwisz

Jeszcze jako arcybiskup krakowski zjeżdżał z Kasprowego do Kuźnic, miał swoje miejsce, gdzie się zatrzymywał, żeby się modlić, odmówić brewiarz. W każdy czwartek była Godzina Święta. Jako kapłan, biskup – nigdy jej nie opuścił. Nam, klerykom, mówił nieraz: „W Ogrójcu Apostołowie spali, i trzeba to uzupełnić”. On uzupełniał. Przez całe życie, w każdy czwartek, także podczas wszystkich podróży, kiedy program był bardzo napięty, zawsze przeżywał Godzinę świętą. Najważniejszym więc znakiem, który świadczył o jego świętości, była modlitwa – zjednoczenie z Panem Bogiem. I nigdy nie robił tego na pokaz.

Ks. Ireneusz Skubiś, „Święty Jan Paweł II we wspomnieniach świadków”, Biblioteka „Niedzieli”. Wydawnictwa „Niedzieli” można zamawiać pod adresem: Redakcja Tygodnika Katolickiego „Niedziela”, ul. 3 Maja 12, 42-200 Częstochowa, www.ksiegarnia.niedziela.pl, (34) 365-19-17 lub (34) 369-43-00; kolportaz@niedziela.pl.

Promocja książki w pierwszą rocznicę kanonizacji Jana Pawła II

Warszawa, 27 kwietnia 2015, godz. 12

Promocja książki „Jan Paweł II we wspomnieniach świadków” autorstwa ks. inf. Ireneusza Skubisia odbędzie się w sali plenarnej Konferencji Episkopatu Polski w Warszawie w poniedziałek 27 kwietnia o godz. 12, czyli dokładnie w pierwszą rocznicę kanonizacji Papieża Polaka. Zapraszamy!

Tagi:
Jan Paweł II wspomnienia świadkowie wiary

Kelner Pana Boga

2019-11-19 12:18

Wanda Mokrzycka
Edycja wrocławska 47/2019, str. 5

Czego Krzysia w szeregach Liturgicznej Służby Ołtarza nauczono, Krzysztof wykonuje do dziś, niestrudzenie... Krzysztof Widawski służy przy ołtarzu od 36 lat

Radek Mokrzycki
Krzysztof Widawski

Piętnastego marca 1983 r. władze PRL oficjalnie zaprosiły Papieża do złożenia wizyty w ojczyźnie, a we wrocławskiej parafii św. Antoniego przy ul. Kasprowicza trwały próby przed przyjęciem 70 chłopców do grona ministrantów. – Pamiętam, to była sobota, uroczystość św. Józefa. Po półrocznym kursie zostałem ministrantem. Dziś śmiało mogę powiedzieć, że wraz z datami ślubu i narodzin moich dzieci był to najszczęśliwszy dzień mojego życia – opowiada Krzysztof.

W męskim gronie

Zaczęło się zwyczajnie. Po I Komunii św. służbę przy ołtarzu zaproponował Krzysiowi tata. Odmówił. Potrzeba było czasu i kolegi. – Jeździłem sobie na rowerze i spotkałem kumpla z klasy. Zapytałem go dokąd idzie, a on mi odpowiedział, że na zbiórkę ministrancką. Poszedłem z nim. I zostałem. Chłopców było 200! Prócz służby przy ołtarzu, łączyło ich latem boisko, zimą stół do ping-ponga. – Każdy marzył, żeby w rozgrywkach trafić na mnie, bo to był pewny awans! – śmieje się Krzysztof. – Po meczach chodziliśmy z zaprzyjaźnionym zakonnikiem na lody. To środowisko kształtowało nasze wartości, naszą męską tożsamość.

Służba nie drużba

A cóż począć, gdy chętnych dwa razy więcej, niż strojów? Wcześniej wstawać! Zdarzyło się, że aby służyć na Roratach, Krzyś czekał na mrozie od 4.43. Jednak wzorowa frekwencja upoważniała do chodzenia po kolędzie, a to była szansa na odwiedziny u koleżanek… Ministranckie życie to małe zwycięstwa i porażki. Nasz bohater dość szybko został lektorem, ale za tempem awansu nie nadążył głos. Kiedyś stwierdził, że zaśpiewa Alleluja. Po aklamacji Kościół zamarł. Wierni nie mogli dostroić się do kantora. Podszedł do niego kapłan i pouczył: „Jak się nie umie śpiewać, to się nie śpiewa”. Od tamtego zdarzenia minęły 33 lata i choć pan Krzysztof w Eucharystii stara się uczestniczyć każdego dnia, psalm ośmielił się zaśpiewać dopiero w tym roku.

– Będąc chłopcem uwielbiałem Adwent. My do Boga lgniemy duszą i zmysłami. Odpowiednie nastrojenie zmysłów podprowadza nas do ducha, a Roraty to nastrój i wysiłek zwieńczony nagrodą. Człowiek jest cudnie zmęczony po Pasterce i zasypia z radością, że Jezus przyszedł na świat i można świętować – mówi Krzysztof. – Teraz lubię bogate liturgicznie Triduum Paschalne. Intrygujący dźwięk kołatek, oczekiwanie na modlitwę o jedność Kościoła z Żydami (wtedy trzeba wyjść po krzyż) i przejmujący śpiew „Ludu mój, ludu” w czasie jego adoracji. Potem wielkosobotnie poranne czuwanie przy Bożym Grobie i wreszcie cudna Msza rezurekcyjna.

Jest jeszcze jedno nabożeństwo, za którym przepada – Transitus, czyli pamiątka przejścia św. Franciszka do wieczności. Urzeka go klimat tej modlitwy: ciemny kościół, mnisi ze świecami. Kilka lat temu Krzysztof spełnił swe marzenie, by przeżyć wspomnienie świętego w Porcjunkuli. Pojechał z przyjacielem i trochę się rozczarował, bo tamtejsze obchody są bardzo huczne. Jednak październikowe wyjazdy do Asyżu stały się męską tradycją.

Bliżej się nie da

Warto zaznaczyć, że w życiu Krzysztofa służba do Mszy św. nigdy nie konkurowała ze służbą rodzinie – jeśli do kościoła idzie z żoną, zawsze trwa przy niej w ławce (wyjątkiem jest Triduum Paschalne).

– Dlaczego od 36 lat służę? Jako geograf mam podejście przestrzenne: im bliżej, tym lepiej. Odnoszę wrażenie, że przy ołtarzu Pan Bóg lepiej słyszy mnie, a ja Jego. Radością dla mnie jest fakt, że od kilku lat służą także nasi synowie, a żona jest z nas wszystkich dumna. Ministrantura to niezasłużony i nieuświadomiony dar. Ministrantem jest się do końca.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież spełnił ostatnie życzenie argentyńskiego chłopca

2019-12-07 16:29

Krzysztof Bronk /vaticannews / Watykan (KAI)

Włoska prasa trafiła na ślad wzruszającej historii 11-letniego Argentyńczyka, który w 2013 r. zmarł na raka. Jego ostatnim życzeniem było zostać pochowanym w Watykanie, blisko Papieża Franciszka. W 2015 r. Papież zrealizował jego pragnienie. Urna z prochami małego Tomasito spoczęła na niemieckim cmentarzu, nieopodal Domu św. Marty.

vatican.news

Franciszek poznał chłopca jeszcze w Buenos Aires. Tomasito był bowiem krewnym sekretarki wikariusza generalnego tej diecezji. Odznaczał się wielką zażyłością z Jezusem. Swą postawą i pobożnością nawrócił rodziców, którzy za jego sprawą pobrali się w kościele – wspomina Papież w rozmowie z dziennikiem La Stampa. Chłopiec świadomie przygotowywał się na śmierć. Było to szczególne dziecko, bo całkowicie zanurzone w miłości Boga – dodaje Ojciec Święty.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek: niech Maryja uczy nas zawsze mówić Bogu „tak”

2019-12-08 12:23

st (KAI) / Watykan

Do wielkodusznego odpowiadania Bogu na Jego plany i propozycje na wzór Niepokalanej Maryi Dziewicy zachęcił Franciszek wiernych w swoim rozważaniu przed modlitwą „Anioł Pański” 8 grudnia na Placu św. Piotra w Watykanie.

Vatican Media

Papież zauważył, że uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny jest umieszczona w kontekście Adwentu, który jest okresem oczekiwania na wypełnienie się Bożych obietnic. Jednak w dzisiejszej uroczystości rozważamy już część tego, co z Bożych obietnic się wypełniło w życiu Maryi Panny. Zanim się zaczęła poruszać w łonie swej matki, była już tam obecna uświęcająca miłość Boga, chroniąc ją przed skażeniem złem, które jest wspólnym dziedzictwem rodziny ludzkiej.

Franciszek nawiązał do czytanego dziś fragmentu Ewangelii według św. Łukasza (Łk 1, 26-38), opisującego scenę zwiastowania. Podkreślił pełne zaufanie Maryi Bogu i całkowite oddanie się Jemu do dyspozycji. „Odpowiadając doskonale na plan Boga względem niej, Maryja staje się «cała piękna», «cała święta», bez najmniejszej oznaki samozadowolenia. Jest arcydziełem, ale pozostając pokorną, maluczką, ubogą. Odzwierciedla się w Niej piękno Boga, który cały jest miłością, łaską, darem siebie” – podkreślił Ojciec Święty.

Zauważył, że dyspozycyjność Maryi wobec Boga znajduje swój wyraz w Jej postawie dyskretnej służby i nawiedzeniu Elżbiety. „Również w naszych wspólnotach jesteśmy wezwani do podążania za przykładem Maryi, praktykując styl dyskrecji i ukrycia” – wskazał Franciszek. „Niech uroczystość naszej Matki pomoże nam uczynić z całego naszego życia «tak» dla Boga, «tak» składające się z adorowania Go i codziennych gestów miłości i służby” – powiedział Ojciec Święty przed odmówieniem modlitwy „Anioł Pański” i udzieleniem apostolskiego błogosławieństwa.

(Rozszerzymy)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem