Reklama

Księże Ryszardzie, dziękujemy

2015-04-28 15:53

Krzysztof Kunert
Edycja wrocławska 18/2015, str. 4-5

Krzysztof Kunert
Kościół na Ślęży w 2012 r.i obecnie

Tytułowe zdjęcie pokazuje jasno, za co warto dziś podziękować proboszczowi z Sulistrowic, ks. Ryszardowi Staszakowi – duszpasterzowi, który w 2012 r. przejął i rozpoczął odbudowę świątyni na szczycie Ślęży.

Świątyni, dodajmy, zniszczonej, zdewastowanej i pozostawionej samej sobie. Kolejne trzy lata był to okres zmagań, trudów i często niełatwych doświadczeń – z brakiem środków, biurokracją i czasem, bo budynek groził zawaleniem. W tym okresie kolejny raz ujawnił się nie tylko zmysł organizacyjny ponad 70-letniego kapłana, ale także niezwykła umiejętność gromadzenia wokół siebie życzliwych ludzi, których pomoc okazała się dla ocalenia kościoła nieoceniona.

Dzięki wspólnym staraniom metropolity wrocławskiego, abp. Józefa Kupnego oraz jego poprzednika abp. Mariana Gołębiewskiego, władz samorządowych w Sobótce z burmistrzem Stanisławem Dobrowolskim na czele, leśników, miłośników Ziemi Ślężańskiej oraz życzliwych ludzi i parafian, wykonano prace, które przywróciły sakralny, historyczny i turystyczny walor tego miejsca.

Tylko w 2015 r. obok pomniejszych prac zamontowana została szklana płyta, przez którą można podziwiać historyczne podziemia oraz ułożono granitową posadzkę wewnątrz kościoła. Jak dodaje duszpasterz, ze zdewastowanych przez archeologów płyt udało się także ocalić i odrestaurować ok. 20%. Ponadto kościół został odgrzybiony i pomalowano jego wnętrze.

Reklama

1 maja uwieńczeniem dotychczasowych prac będzie powtórna konsekracja i poświęcenie kościoła. Jego centralnym punktem – o godz. 14.00 – będzie uroczysta Msza św. sprawowana pod przewodnictwem abp. Józefa Kupnego z udziałem bp. Ignacego Deca i bp. Józefa Pazdura.

Później rozpocznie się kolejny etap odbudowy. Potrzeba bowiem m. in. osuszyć, odsolić oraz odgrzybić mury kościoła; wyremontować i uzupełnić ubytki w murze na zewnątrz oraz zabezpieczyć elewację zewnętrzną; wykonać izolację; zainstalować rury spustowe, rynny, odnowić krużganki oraz zabezpieczyć obiekt przed wilgocią, a także doprowadzić ogrzewanie z zakrystii do kościoła.

Zaś w przyszłości ks. Staszak planuje zbudowanie przy kościele na szczycie góry Ślężańskiego Ośrodka Kultury i Sztuki Chrześcijańskiej wraz z muzeum, w którym znajdowałyby się artefakty dotyczące historii kościoła oraz Masywu Ślężańskiego z czasów starosłowiańskich oraz chrześcijańskich. – Naszym celem jest, aby świątynia, w której się znajdujemy, nadal pełniła swoją rolę ewangelizacyjną i turystyczno-duszpasterską – mówi kapłan. – Chcemy, aby Ślęża była górą chrześcijańską trzech kultur, a w przyszłości kościół na „Śląskim Olimpie” był celem pielgrzymek jak dawniej, jako góry maryjnej, gdzie wierni mogliby modlić się o tak potrzebny dziś pokój na świecie.

Tagi:
Ślęża

W górę serca – według Słowa

2018-10-03 08:07

Anna Majowicz
Edycja wrocławska 40/2018, str. II

To hasło towarzyszyło Spotkaniu Młodych na Ślęży z okazji liturgicznego wspomnienia św. Stanisława Kostki, patrona ludzi młodych

Anna Majowicz
Spotkanie rozpoczęła procesja z obrazem Matki Bożej Adorującej

Co roku młodzi z całej archidiecezji spotykają się, by wspólnie cieszyć się wiarą. Trzecie spotkanie młodzieży zgromadziło na najwyższym szczycie archidiecezji wrocławskiej blisko tysiąc osób. Tradycyjnie wydarzeniu towarzyszyła Eucharystia oraz adoracja Najświętszego Sakramentu. W programie znalazły się także wspólna integracja, koncerty, świadectwa oraz tańce uwielbienia.

Młodzież w procesji z obrazem Marki Bożej Adorującej wyruszyła z przełęczy Tąpadła. Podczas procesji odmówiono modlitwę różańcową. Na szczycie góry pielgrzymów przywitał pasterz wrocławskiego Kościoła, abp Józef Kupny. Podkreślił, że celem spotkania jest wpatrywanie się w postać św. Stanisława Kostki, który może nas wiele nauczyć. – Przede wszystkim potrafi nas zainspirować, byśmy byli wierni naszej wierze. Musimy sobie uświadomić, że św. Stanisław Kostka nie miał w życiu łatwo. W czasie, w którym żył, konflikt między katolicyzmem a protestantyzmem był dosyć ostry. Wiemy, że niejednokrotnie wyśmiewano go, gdy się modlił. Ale pomimo młodego wieku był mocny w wierze, nie bał się dawać świadectwa swojej wiary – mówił Metropolita Wrocławski, zachęcając młodzież, by swoje życie budowała na Chrystusie: – Zachęcam was do tego, byście swoje życie budowali na chrześcijańskich wartościach, na mocnym fundamencie. Wspierajcie się w wyznawaniu wiary, w postawie pobożności.

Przy okazji Metropolita poświęcił w kościele Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny dwie figury: Matki Bożej przy Krzyżu i św. Jana oraz ambonę i 7 stacji drogi krzyżowej, które dla świątyni wykonał rzeźbiarz z Dzierżoniowa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Piotrowski prosi o pomoc dla rodzin strażaków poszkodowanych w akcji ratowniczej

2019-09-16 13:29

dziar / Kielce (KAI)

Poważny uraz i śmierć - to smutny skutek udziału strażaków w akcji gaszenia pożaru w Radlinie, w związku z czym biskup kielecki Jan Piotrowski wystosował komunikat do wiernych, w którym prosi o wsparcie rodzin strażaków.

©Mike Mareen – stock.adobe.com

Gromadzeniem środków finansowych zajmuje się Związek Ochotniczych Straży Pożarnych RP Województwa Świętokrzyskiego, na konto którego można kierować wpłaty z dopiskiem „Pomoc”. Numer konta znajduje się na stronie internetowej diecezji kieleckiej.

Zdarzenie, które miało miejsce kilka miesięcy temu, w nocy z 10 na 11 maja br., biskup kielecki przypomina w komunikacie. Podczas gaszenia pożaru budynku gospodarczego w Radlinie (gmina Górno), w wyniku wybuchu butli z acetylenem ranni zostali dwaj strażacy ochotnicy.

„Pan Grzegorz Wdowiak z Leszczyn doznał poważnego urazu nogi, nie może pracować, a ma na utrzymaniu żonę i czworo dzieci. Pan Zdzisław Synowiec z Woli Jachowej zmarł 22 maja. Pozostawił żonę i dwoje dzieci” – przypomina bp Piotrowski. I apeluje: „Zwracam się do strażaków naszej diecezji, jak i do wszystkich ludzi dobrej woli, o pomoc dla rodzin obu strażaków. (…). Jestem przekonany, że w duchu chrześcijańskiej solidarności wspomożemy rodziny poszkodowanego i zmarłego strażaka”.

Komunikat jest odczytywany w kościołach diecezji kieleckiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Miłość w prawdzie

2019-09-17 05:11

Ewa i Tomasz Kamińscy

Ewa Kamińska

Było chłodno i padał deszcz, kiedy 3 listopada 1990 r. dotarła do Ostrówek na Wołyniu pierwsza polska pielgrzymka, by uczcić 1050 Polaków zamordowanych tam i w Woli Ostrowieckiej przez ukraińskich nacjonalistów 30 sierpnia 1943 r. Wzięło w niej udział 50 osób. Kilka ostatnich kilometrów pokonano pieszo, idąc polną drogą wzdłuż pól, na których nie zachowały się żadne ślady zabudowań. Pielgrzymi nieśli na ramionach brzozowy krzyż. Na czele szedł w sutannie ks. Marian Chmielowski. Byli to w większości ocaleni z zagłady oraz członkowie rodzin pomordowanych. Wtedy też nawiązano pierwsze kontakty z miejscową ludnością. Jak mówi Leon Popek z IPN w Lublinie, wtedy najmłodszy uczestnik pielgrzymki, długie rozmowy Polaków i Ukraińców, szczere aż do bólu, były początkiem budowania dobrych, przyjacielskich stosunków z sąsiadami po obu stronach Bugu. – Potem było wzajemne odwiedzanie, goszczenie, wspominanie. Cały czas była życzliwość i pomoc, bez której niczego nie można byłoby zrobić – wspomina.

Polski cmentarz

Przez lata wolontariusze z Polski z pomocą mieszkańców uporządkowali cmentarz parafialny. Podczas wiosennych i letnich obozów udało się odnaleźć i godnie pochować 673 osoby. Od 2003 r. cmentarz jest systematycznie sprzątany. Odnowione zostały nagrobki i postawione nowe, także rzeźby i pomniki. Figura Matki Bożej na cmentarzu nazywana jest Maryją pojednania polsko-ukraińskiego. Władze ukraińskie wykonały nowe ogrodzenie, zbudowały drogę. Jest pomnik upamiętniający ofiary. W miejscach zbrodni postawiono metalowe krzyże. Prace porządkowe konieczne są co roku, inaczej wszystko by zarosło. Wolontariusze poświęcają na to swój czas i pieniądze. Teraz w większości są to ludzie, którzy wcale nie mają korzeni wołyńskich. Czynią to z potrzeby serca. Na cmentarz przyjeżdżają też rodziny ukraińskie. Mówią, że słyszeli o pięknym polskim cmentarzu. Modlą się, zadają pytania. Zapraszają na poczęstunek, który sami przywożą. Jest coraz więcej pielgrzymek z Polski. Wiele osób przyjeżdża na krótko, ale też pomaga.

Jubileuszowa pielgrzymka

W tym roku, 31 sierpnia, odbyła się XXX pielgrzymka do Ostrówek. Jej głównym organizatorem był, jak zawsze, dr Leon Popek z lubelskiego IPN. Przybyło kilkaset osób – w tym księża z Polski, przedstawiciele władz polskich i ukraińskich, członkowie stowarzyszeń i organizacji. Było też czterech chłopców w wieku od 7 do 13 lat razem ze swoimi ojcami. Przyjechała również grupa motocyklistów z Krasnegostawu i Chełma Niedźwiedzie Wschodu z biało-czerwonymi chorągiewkami na motorach. Nie zabrakło serdecznie witanej Ołeksandry Wasiejko, zwanej Babcią Szurą, której cała rodzina była zaangażowana w ratowanie Polaków na Wołyniu w 1943 r. Babcia od lat pomaga Polakom i dba o miejsca pochówku naszych rodaków zamordowanych podczas rzezi wołyńskiej. W tym roku, 19 czerwca, za swoje zaangażowanie znalazła się w gronie odznaczonych po raz pierwszy przez Prezydenta RP Andrzeja Dudę Medalem Virtus et Fraternitas, polskim odpowiednikiem medalu Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.

Wśród pielgrzymów byli potomkowie rodziny Szwedów z Ostrówek, rodzeństwo Elżbieta i Wiesław, którzy wraz z innymi członkami rodziny od ponad 20 lat przybywają, by pomodlić się przy grobie dziadków: Wincentyny i Michała. W 1943 r. siostra ich ojca, szesnastoletnia wówczas Jadwiga, wzięła za ręce swoje dwie młodsze siostry i pieszo doszła do terenów obecnej Polski. Po drodze mijała pomordowanych. Wśród nich znalazła żywe niemowlę, które wzięła na ręce i zabrała ze sobą. Szczęśliwie dotarli do bliskich za Bugiem. Z ich rodziny uratowało się również dwoje dzieci w wieku pięciu i sześciu lat. Wiedziały tylko, że mają iść w stronę Bugu i tak zrobiły.

Eucharystia

Najważniejszym punktem pielgrzymki była Msza św. na cmentarzu w Ostrówkach celebrowana przez sześciu kapłanów pod przewodnictwem bp. Witalija Skomarowskiego, ordynariusza łuckiego. Intencja Eucharystii objęła zmarłych, pomordowanych oraz tych, którzy przez 29 lat pielgrzymowali, a których już ich zabrakło. Ks. Marcin Jankiewicz w homilii odniósł się do hasła pielgrzymki: „Miłość w prawdzie”. – Mimo wysiłków wielu ludzi, ciągle mamy nie zaleczone rany polsko-ukraińskie. Może więc trzeba pielgrzymować tutaj na to święte miejsce, żeby się wypełniło słowo Boga, który naucza: „Abyście się wzajemnie miłowali” – powiedział. Podkreślił znaczenie niedawnego stanowiska przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski i Zwierzchnika Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego na temat woli dalszego dialogu i pragnienia głębszego pojednania. Zacytowano w nim słowa kardynała Lubomyra Huzara, który w 2001 r. podczas wizyty Jana Pawła II na Ukrainę przywołał zło, jakie niektórzy członkowie Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego wyrządzali bliźnim z własnego i innych narodów: „Pragnę za nich wszystkich prosić o przebaczenie Boga, Stwórcę i Ojca nas wszystkich, oraz tych, których my, synowie i córki tego Kościoła, w jakikolwiek sposób skrzywdziliśmy. Aby nie ciążyła na nas straszliwa przeszłość i nie zatruwała naszego życia, chętnie przebaczamy tym, którzy w jakikolwiek sposób skrzywdzili nas”.

Ks. Marcin powiedział, że wszyscy musimy stanąć w prawdzie. Dlatego przywołał przykłady zachowania Polaków, którzy podczas akcji przeciwko członkom UPA zamordowali w wioskach niewinne, cywilne osoby, w tym kobiety i dzieci. – Dlatego przebaczamy, ale i prosimy o przebaczenie. […] Dlatego przyjeżdżamy tu co roku i chcemy usłyszeć, że Chrystus nas nie odrzuca, ale przytula do swojego serca i uczy nas miłości – powiedział.

– Najważniejsze, że jesteśmy, aby się modlić o wieczne zbawienie dla poległych i zabitych, i o pojednanie żywych. Ufamy, że Bóg Wszechmogący wypełni to jeszcze w naszym życiu – powiedział bp Witalij Skomorowski. Na zakończenie wszyscy odmówili modlitwę św. Jana Pawła II o pojednanie.

Łączy nas miłość

Po Mszy św. kilka osób zabrało głos. Polacy i Ukraińcy podkreślali znaczenie współpracy w dziele pojednania między narodami. – Trzeba zachować pamięć o ofiarach i zbrodniach, aby skutecznie hamować drzemiącą w ludzkiej naturze pokusę ulegania demonowi nienawiści – powiedział Mateusz Matkowski, attache konsularny RP w Łucku. Marcin Krzysztofik, dyrektor oddziału lubelskiego IPN zauważył, że wielu Polakom udało się przeżyć dzięki pomocy współbraci Ukraińców, którzy ostrzegali o możliwych atakach lub udzielali schronienia. – Ten prosty odruch w tamtych czasach był znakiem ludzkiej postawy, za którą wielu Ukraińców straciło życie – powiedział. Ks. prof. dr hab. Józef Marecki z Kolegium IPN, podkreślił, że nie byłoby obecnych Ostrówek, gdyby nie wysiłek wielu osób z Leonem Popkiem, na czele. Dodał, że w tej wielkiej, pozornie bezimiennej grupie, są kapłani i biskupi, lokalne władze, sąsiedzi Ukraińcy, polskie rodziny i wolontariusze, którzy od 30 lat przybywają, by pamiętać, że tam, gdzie są polskie mogiły, jest cząstka polskiej ziemi i polskie serca. – Jest wiele rzeczy, które nas dzielą […], ale jest jeszcze coś więcej, co nas łączy, co oznacza nasze mogiły – krzyż. […] Łączy nas miłość do wspólnej ziemi, łączy chrześcijaństwo – podkreślił z naciskiem.

Co dalej?

Leon Popek, dziękował wszystkim za udział w uroczystościach i za wieloletnią pracę na Wołyniu. Dziękował też współorganizatorom, zwłaszcza Towarzystwu Przyjaciół Krzemieńca i Ziemi Wołyńsko-Podolskiej i Katolickiemu Stowarzyszeniu „Civitas Christiana”, które przygotowały folderki, pamiątkowe medaliki i pocztówki z nieistniejącym kościołem w Ostrówkach, a także ks. prof. Bernardowi Kołodziejowi z Poznania za obrazki z Jezusem i różańce. - Dzieją się małe cuda – zauważył. – Kto bowiem 30 lat temu mógł przewidzieć, że cmentarz będzie oczyszczony, że będzie szosa? […] Nie martwmy się więc, co będzie za rok, dwa. Bóg da siły i ludzi – powiedział. Dziękował też władzom w Lubomlu. Podkreślił wręcz wzorcowe relacje z tutejszą gminą Rivne i jej wójtem Wołodymyrem Kryżukiem. – Tak powinno być – powiedział. – Pojednanie powinno właśnie iść od dołu.

Uroczystości zakończyło złożenie kwiatów i zapalenie zniczy. Niektórzy pielgrzymi udali się jeszcze do Woli Ostrowieckiej czy na miejsce, gdzie stał kościół. W powrotnej drodze nawiedzono cmentarz w Rymaczach, gdzie pochowanych jest ok. 150 żołnierzy 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK, którzy w 1944 r. polegli w bitwie z Niemcami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem