Radość, która ma kolor
W trzecią niedzielę Adwentu radość ma swój wyraźny znak – kolor różowy. To – obok Niedzieli Laetare w Wielkim Poście – jedyne momenty w roku liturgicznym, gdy kapłani mogą założyć ornaty właśnie w tym odcieniu. – Różowy to blednący fiolet. Jak niebo o świcie – jeszcze nie pełnia światła, ale już jego zapowiedź, jeszcze nie dzień, ale już nie noc – mówi ks. dr Ryszard Kilanowicz.
Choć, jak żartuje, sam „nie przepada za różowym”, uważa, że każda parafia powinna mieć choć jeden taki ornat. – To konkretny znak. Czytelny, teologiczny i piękny. W liturgii nic nie jest przypadkowe – także barwy. One mają nas prowadzić – wyjaśnia liturgista.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Różowy nie rozprasza, lecz przypomina, że radość należy do Adwentu tak samo jak refleksja i wyciszenie.
Gaudete jako przystanek na adwentowej drodze
Adwentowi często przypisuje się jedynie znaczenie przygotowań do Bożego Narodzenia. Tymczasem, jak wskazuje ks. dr Kilanowicz, ma on głębszy wymiar. – Adwent ma dwie odsłony. Tę coroczną, przed świętami i tę eschatologiczną, kiedy wspominamy o ostatecznym przyjściu Chrystusa. Obie prowadzą człowieka do dobra i uporządkowania serca – tłumaczy.
W tej perspektywie Niedziela Gaudete staje się krótkim oddechem. – To przedsmak radości. Moment, który sygnalizuje, że jesteśmy już blisko. Połowa Adwentu za nami – wskazuje liturgista.
Dźwięk radości
Reklama
Liturgia trzeciej niedzieli Adwentu wybrzmiewa szczególną radością. – Zapłonie trzecia świeca adwentowa, zwykle różowa. Sam tekst Mszy Świętej mówi o radości. Kolekta prowadzi nas do przygotowania serca na radosne przeżycie tajemnicy odkupienia – wyjaśnia ks. dr Ryszard Kilanowicz.
Zwraca uwagę, że w czytaniu z Księgi Izajasza, które wybrzmiewa przy tej okazji, także pojawia się obraz przemiany. – To słowo o radości z przyjścia Pana. O rzeczywistości, która może zostać diametralnie odmieniona. Przestrzenie martwe i bez życia, dotknięte słabością, mogą ożyć i nabrać sił. Zaproszenie Boga w te obszary naszego życia sprawia, że to, co obumarło, staje się mocną stroną człowieka – podkreśla liturgista.
Dopełnia to Ewangelia. – W perykopie św. Mateusza doświadczenie Jana Chrzciciela potwierdza proroctwa, które wypełniają się w osobie Jezusa. Naszym zadaniem jest przyjąć tę prawdę. Boże objawienie nie tylko słyszymy – mamy nim żyć i je głosić – dodaje.
Róż, który staje się znakiem
Zmiana koloru ornatu natychmiast przyciąga uwagę wiernych. Jedni reagują ciekawością, inni zdziwieniem, jeszcze inni pytają o symbolikę. Zdaniem ks. dr. Ryszarda Kilanowicza to naturalne. – Różowy ma nie tyle zaskakiwać, co przypominać o radości wpisanej w ten dzień – mówi.
Znaczenie ma również dobór odcienia. – Kolor powinien współgrać z przestrzenią świątyni. Liturgia jest harmonią, a barwy są jej integralną częścią – zaznacza.
Jak przeżyć tę niedzielę?
Reklama
Duchowe przeżycie Niedzieli Gaudete rozpoczyna się od wewnętrznego uporządkowania. – Trudno o radość, jeśli ciąży grzech albo niewyjaśniona sytuacja z drugim człowiekiem – przypomina liturgista, zachęcając, by wcześniej skorzystać z sakramentu pokuty.
Drugim krokiem jest otwarcie oczu na codzienne dobro. – Zbyt często nie dostrzegamy małych rzeczy, które mogą być pierwszą iskrą światła. Niedziela Gaudete uczy wdzięczności za małe dobro, które potrafi podtrzymywać człowieka nawet wtedy, gdy wiele mu ciąży – mówi.
Właśnie te drobne gesty, jak podkreśla ks. dr Ryszard Kilanowicz, wpisują się w sens Adwentu, który ma być refleksją nad własnym życiem – czasem usposabiania się do dobra przez wyzwania i postanowienia, które podejmujemy. W takim świetle radość Gaudete staje się prawdziwa, bo rodzi się z obecności Boga. Liturgista przypomina, że „wszelkie niedogodności, trudności, słabości, tęsknoty i braki tylko w Bogu mogą zostać zaspokojone, bo wszystkie nasze próby bez Boga to protezy, które nie dają pełni szczęścia”.
