Reklama

Polityka

Zacieranie historii

O polityce historycznej III RP z prof. Wiesławem Janem Wysockim rozmawia Wiesława Lewandowska

Niedziela Ogólnopolska 29/2015, str. 36-37

[ TEMATY ]

polityka

historia

Grzegorz Boguszewski

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Komentatorzy tłumaczący zaskakujący wynik tegorocznych wyborów prezydenckich często podkreślali, że był on możliwy tylko dzięki temu, iż do głosu w Polsce właśnie dochodzi pokolenie wyrosłe w III RP, zupełnie niepamiętające najważniejszych zdarzeń z naszej najnowszej historii. Cieszono się, że nieobciążeni historią młodzi ludzie wreszcie wypierają z polityki kłócących się od 25 lat bohaterów „Solidarności”. Naprawdę można się z tego tylko cieszyć, Panie Profesorze?

PROF. WIESŁAW JAN WYSOCKI: – Miałbym w tej kwestii jednak pewne wątpliwości. W tych komentarzach o nadciągającej młodej zmianie, niestety, pobrzmiewa stare myślenie – narzucane nam przez minionych 25 lat, a moim zdaniem, bardzo dla polskiej wolności niekorzystne – wywodzące się wprost z ustaleń Okrągłego Stołu i porozumień w Magdalence. Mimo że byliśmy bardzo dumni z zakończenia rewolucji solidarnościowej bez rozlewu krwi, w istocie doszło wówczas przecież do zmowy przeciwko narodowi, której konsekwencje dostrzegamy dziś w wielu sferach naszej rzeczywistości.

– W tym np. to, że duża część młodego pokolenia nie zna i nie chce znać historii własnego kraju, że nie wie, co to patriotyzm?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

– Tak. Tamten pakt zawarty między komunistycznymi liberałami a częścią opozycji, tzw. demokratyczną opozycją (bardzo związaną ze środowiskiem partii komunistycznej), zaczął się realizować nie tylko w polskiej gospodarce, polityce ekonomicznej i społecznej, ale przede wszystkim w sferze społecznej świadomości. Na wszelkie próby podważania tego układu pojawiały się zawsze określenia szydzące z tych, którzy ośmielali się myśleć inaczej; to propagandysta PRL w III RP Jerzy Urban upowszechniał określenie „panświnizmu narodowego”. Wmawiano nam, że „wszyscy są umoczeni”, dlatego nie warto grzebać w historii.

– A jeśli grzebać, to bardzo wybiórczo?

– To manipulowanie historią przez układ okrągłostołowy ujawniło się zwłaszcza w związku z zaproponowaną przez rząd PiS lustracją. Opór postkomunistycznych środowisk przeciwko uporządkowaniu zaszłości historycznych był tu tak duży, że dopuszczały one – a nawet prowokowały – jedynie głębszą lustrację Kościoła. Inne znaczące środowiska pozostały nietknięte, a w ich obronie stanęła cała machina propagandowa. Można powiedzieć, że w III RP następowało zacieranie polskiej historii, odsuwanie jej w niebyt.

– To znaczy, że polityka historyczna jako „wielowymiarowa roztropna troska o kultywowanie pamięci narodowej”, jak ją definiował Jan Paweł II, została po prostu odrzucona przez III RP?

Reklama

– Niestety, tak. Można powiedzieć, że i sama historia Polski została skazana na lekceważenie, i to we wszystkich możliwych wymiarach! Zupełnie zapomniano np. o tym, że istnieje wielka polska emigracja, że to ona przechowywała pamięć historyczną i tradycje narodowe. Po I wojnie światowej, w II RP, mówiono o emigracji, że jest to czwarta dzielnica Polski, a w III RP zapomniano nawet o tych Polakach, którzy zostali na Wschodzie, gdy Polska musiała od nich odejść. I chyba tylko papież Jan Paweł II przypominał o zasługach Polonii dla zachowania dziedzictwa narodowego. Bo to właśnie emigracja była prawdziwą Polską...

– Polityka historyczna III RP to jednak nie tylko same zaniechania i lekceważenie, ale także szansa na odkłamywanie zafałszowanej przez PRL historii. Dlaczego nie było to ani oczywiste, ani łatwe?

– Dlatego, że rządzący w większości ignorowali ten problem i podobnie jak w czasach PRL tylko nielicznym zależało na odkłamaniu historii. Muszę tu przyznać, że jako antykomunistyczna opozycja mieliśmy świadomość, jak bardzo komuniści zafałszowali historię Polski, jednak ogrom szkód ukazał się dopiero wtedy, gdy uzyskaliśmy dostęp do tzw. źródeł. Peerelowska propaganda stosowała naprawdę prymitywne metody: fałszowano fakty, wykreślano niewygodne słowa. Niestety, uważam, że w III RP mamy ciąg dalszy fałszowania, zaciemniania historii, tyle że w sposób bardziej wyrafinowany. Ilustracją tej nowej metody jest np. niedawna niezgoda senatu Uniwersytetu Warszawskiego na umieszczenie z inicjatywy studentów tablicy informującej o tym, że od 1935 r. decyzją wszystkich wydziałów uniwersytet ten nosił imię Józefa Piłsudskiego.

– Naprawdę nie można nic dobrego powiedzieć o polityce historycznej minionego ćwierćwiecza? Powstały przecież nowe pomniki, wiele starych zburzono...

Reklama

– Wiele dobrego można powiedzieć tylko o ludziach, którzy byli dostatecznie uparci, by iść pod prąd oczekiwań dominujących elit politycznych. To dzięki nim otworzyły się badania na Wschód, zapoczątkowane przez Ośrodek „Karta”, a mimo ogromnego oporu tychże okrągłostołowych elit powstał Instytut Pamięci Narodowej.

– Po wielkich trudach stworzono Muzeum Powstania Warszawskiego.

– Gdyby nie determinacja śp. Lecha Kaczyńskiego, ówczesnego prezydenta Warszawy, to muzeum nie powstałoby w ogóle! Potem pojawiła się polityczna zazdrość, posypały się pomysły na różne muzea, ale już na realizację zabrakło woli politycznej, pozostała tylko kłamliwa propaganda.

– Powstało jednak wspaniałe Muzeum Historii Żydów Polskich...

– Na tym przykładzie widać, jak bardzo wciąż jesteśmy uzależnieni od rozmaitych wpływów zewnętrznych.

– Uzależniona jest od nich nawet polityka historyczna Polski?

– Niewątpliwie dostosowujemy pragmatycznie swoją postawę historyczną do oczekiwań zewnętrznych, do życzeń wpływowych środowisk oraz państw.

– To takie nasze historyczne fatum?

– Można było odesłać je do historii w 1989 r. Niestety, właśnie wtedy doszło do zmowy ludzi, którzy mając na uwadze tylko interesy własnych środowisk, nie chcieli myśleć o państwie. Trzeba dziś przyznać, że ten program degradacji państwa polskiego, realizowany dość metodycznie przez 25 lat, powiódł się. O ile w II Rzeczypospolitej mieliśmy wychowanie propaństwowe, o tyle w III RP postawiono świadomie na wychowanie antypaństwowe, wszczepiano pogardę dla tradycji narodowych, dla historii...

Reklama

– Czy Pan Profesor uważa, że szkody w świadomości społecznej są tak duże, iż trudno je już naprawić?

– Mam nadzieję, że jednak kiedyś się uda!

– W tym celu trzeba by chyba przebudować gruntownie wiele ważnych i wpływowych instytucji, zmienić wiele programów.

– A to nie będzie łatwe. W gronie akademickim zastanawiamy się dziś, jak mogło dojść do ręcznego sterowania uczelniami wyższymi, dlaczego zanikły autonomia uniwersytecka i zwyczaje akademickie. Podobne procesy degradacyjne zachodzą w każdej dziedzinie polskiego życia społecznego. Aby myśleć o naprawie, trzeba by jasno określić, w którym momencie jako społeczeństwo daliśmy się ubezwłasnowolnić i otumanić, i to do tego stopnia, że przestaliśmy samodzielnie myśleć.

– O który moment chodzi?

Reklama

– Moim zdaniem, najbardziej niszczące świadomość społeczną procesy wdrożono w pierwszej kadencji rządów PO-PSL. Wcześniej, poczynając od lat 90. ubiegłego wieku, nie było tak zwanej socjotechniki, a jedynie chaotyczne załatwianie rozmaitych spraw. Śmiem twierdzić, że zorganizowane działanie na świadomość jest podstawą programu PO. I jak na ironię, właśnie w czasie, gdy ster władzy trzymali historycy (prezydent, premier, marszałek Senatu), historia była totalnie niszczona. Mieliśmy strajk nauczycieli w obronie historii w szkole, na różnych szczeblach dochodzi do demontażu świadomości historycznej, od edukacji akademickiej po przedszkole. Moim zdaniem, rząd PO-PSL podjął metodyczne działania niszczące, twierdzę nawet, że była to akcja świadomie antypolska, prowadząca do ruiny edukację szkolną i akademicką.

– Celem było zbliżenie Polski do nowoczesnego świata. Czy nie dlatego właśnie starano się zniszczyć konserwatywną politykę historyczną?

– Zapewne. A w istocie zaproponowano odwrócenie się od stabilnych wartości, swoiste ruchome piaski. Niektórzy wręcz podejrzewają, że Donald Tusk przyjął wzory niemieckie i zaczął do nich dostosowywać polską rzeczywistość, a przede wszystkim sferę świadomości społecznej, zwłaszcza historycznej. Propaganda przekonywała, że historia Polski jest kulą u nogi świetlanej paneuropejskiej wizji przyszłości.

– W ostatnich latach często przekonywano nas, że polityka historyczna jest w ogóle niepotrzebna. I rzeczywiście jej nie było?

– Wszystkie liczące się kraje bardzo pieczołowicie dbają o swą politykę historyczną, o budowanie postaw patriotycznych. Tymczasem polski rząd po prostu zlekceważył tę ważną sprawę, a nawet dopuszczał tu pewien chaos, w którym to, co dobre dla kraju, stawiano na równi z tym, co złe. Powstało nie tylko zamieszanie w głowach Polaków, ale także niekorzystny obraz Polski na świecie.

– Chodzi zwłaszcza o uporczywe używanie określenia „polskie obozy koncentracyjne”?

Reklama

– Tak. Tu zdecydowanie zabrakło polskiej polityki historycznej, która wyrażałaby polską rację stanu, broniła polskich obywateli przed kłamliwymi, niesprawiedliwymi zarzutami. Bardzo wyraźna polityka historyczna objawiła się natomiast, gdy chodziło o kwestię Jedwabnego; wtedy zaczęto wręcz akcentować tylko to, że jesteśmy narodem obarczonym winą. Tezę tę lansowano bez względu na fakty i tło historyczne, w sposób propagandowo tendencyjny. Dzięki takiej „polskiej polityce historycznej” świat już niemal został przekonany, że to Niemcy i Żydzi są ofiarami II wojny światowej, Polacy zaś – sprawcami. Skandalem jest to, że polski rząd nie bronił Polski, a przecież mógł sięgnąć nawet po instrumenty prawne, aby raz na zawsze zakończyć to okrutne nieporozumienie.

– Tymczasem jesteśmy coraz bardziej bezradni?

– Niestety, tak. Już nawet w Niemczech używa się pojęcia „polskie obozy koncentracyjne”, a niemiecka młodzież jest przekonana, że Polacy byli zbrodniarzami. Jakże jednak może być inaczej, skoro polski prezydent na każdym kroku podkreślał, że jesteśmy narodem, który musi rozliczyć się z własną przeszłością...

– Prezydent Bronisław Komorowski zaproponował też tzw. nowoczesny, czyli radosny, patriotyzm i zarzucał prawicowo-konserwatywnej polityce historycznej przesadne epatowanie przegranymi powstaniami, na próżno przelaną krwią, co jakoby niepotrzebnie przygnębia Polaków.

Reklama

– A prezydent Lech Kaczyński przeciwnie, zawsze starał się zaprzeczać temu, że historia Polski to bezsensowne martyrologium i bezużyteczna danina krwi. Przekonywał – gdy opowiadał cudzoziemcom o naszej historii – że trzeba podkreślać rolę Polski w kształtowaniu historii Europy, gdyż to my uratowaliśmy Zachód przed najazdem Tatarów i Turków, przed bolszewikami, a Wschód przed Krzyżakami. To wreszcie my pierwsi powiedzieliśmy „nie” Hitlerowi. Dobra polska polityka historyczna właśnie to powinna światu przypominać. Nie jesteśmy cierpiętnikami, domagamy się tylko docenienia naszego miejsca w Europie. A jednocześnie nie musimy się przecież wstydzić naszych desperackich zrywów wolnościowych, które były w każdym pokoleniu...

– Na szczęście, także w „nieskażonym solidarnościową bohaterszczyzną” dzisiejszym młodym pokoleniu są ludzie samodzielnie myślący, desperacko zbuntowani wobec oficjalnej indoktrynacji, chętnie i z dumą odwołujący się do historii Polski. Muzeum Powstania Warszawskiego to przecież dzieło młodych.

– W nich cała nasza nadzieja. Oni nie tylko mówią o historii, ale też bardzo energicznie pracują na rzecz przywrócenia pamięci. To w dużej mierze dzięki nim mamy dziś święto Żołnierzy Wyklętych – Niezłomnych. Istnieje już ponad 100 zorganizowanych środowisk, kilka tysięcy młodych uczestniczy w obchodach w samej tylko Warszawie; tworzy się już ogólnopolski komitet organizacyjny. Młodzież jest naprawdę naszą szansą, a z dobrym przywództwem może góry przenosić.

* * *

Prof. dr hab. Wiesław Jan Wysocki
Historyk, nauczyciel akademicki (UKSW), prezes Instytutu Józefa Piłsudskiego, autor m.in. prac o marsz. Edwardzie Śmigłym-Rydzu, gen. Emilu Fieldorfie, rtm. Witoldzie Pileckim, ks. mjr. Ignacym Skorupce, kard. Stefanie Wyszyńskim i św. Janie Pawle Wielkim oraz duszpasterstwie wojskowym.

2015-07-14 13:37

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Zdradzeni przez sojuszników

Po 72 latach od zbrodni w Katyniu dokonanej przez Rosjan na polskich oficerach Stany Zjednoczone zdecydowały się opublikować dokumenty na ten temat, znajdujące się w archiwach służb wywiadowczych. Jak dotąd kilka tysięcy stron opublikowano po raz pierwszy w Internecie na portalu amerykańskich Archiwów Narodowych. Publikacja ta jest wynikiem inicjatywy demokratycznych polityków o polskich korzeniach: kongresmenki Marcy Kaptur z Ohio i byłego kongresmena Paula Kanjorskiego z Pensylwanii, a także owocem prac konferencji na temat Katynia w Bibliotece Kongresu w 2010 r., zorganizowanej przez Fundację Kościuszkowską. Odtajnione dokumenty katyńskie nie dotyczą faktów związanych z zagładą polskich jeńców, ale ukazują ogromne zakłamanie, jakie towarzyszyło tej zbrodni, a głównie obłudę naszych sojuszników, szczególnie USA i Anglii. Niestety, mimo wiedzy tych rządów o popełnionym przez Sowietów w 1940 r. ludobójstwie na Polakach prezydent USA Franklin Delano Roosevelt na konferencji w Teheranie wyraził zgodę na oddanie ZSRR prawie połowy terytorium Polski i włączenie naszego kraju w orbitę wpływów sowieckich. Co więcej, z dokumentów wynika, że rządy USA aż do rozpadu ZSRR w 1991 r. wzbraniały się przed oficjalnym uznaniem sowieckiej odpowiedzialności za Katyń. Jeszcze w 1992 r. jeden z działaczy Polonii amerykańskiej otrzymał na temat Katynia odpowiedź z Departamentu Stanu, że aż do przyznania w kwietniu 1990 r. przez rząd ZSRR, iż to Stalin odpowiada za Katyń, władze amerykańskie „nie miały wystarczających informacji” na ten temat. Amerykański urzędnik najwyższego szczebla napisał to, wiedząc, że np. powołana w 1951 r. przez Kongres USA specjalna komisja pod przewodnictwem Raya Johna Maddena udowodniła, iż zbrodni dokonali Rosjanie. Niestety, raport kongresmena Maddena nie przebił się do opinii publicznej na Zachodzie. Ponadto w połowie 1953 r. ówczesny sekretarz stanu John Foster Dulles nie zgodził się z postulatem Kongresu, aby sprawę Katynia i winy ZSRR skierować do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze. Z ujawnionych obecnie dokumentów wynika, że w niewyjaśnionych okolicznościach zaginęły relacje kilku amerykańskich i brytyjskich jeńców wojennych, zabranych przez Niemców do Katynia, po odkryciu tam masowych grobów polskich oficerów wiosną 1943 r. Ich raporty do swoich władz stwierdzały bezapelacyjnie, że sprawcami zbrodni są Sowieci. Bodaj już z tego widać, jak alianci tłumili u siebie wszystko o ludobójstwie w Katyniu, mając w tym własny interes. Niestety, w polityce wielkich tego świata najczęściej interesy narodowe przeważają nad prawdą i moralnością. Oczywiście, w żaden sposób nie usprawiedliwia to polityków. Nasuwa się pytanie: Dlaczego akurat teraz tak propagandowo nagłośniono temat Katynia w USA? Z pewnością w kampanii wyborczej prezydenta Baracka Obamy można to uznać za ukłon w stronę Polaków w USA. Oby jednak chodziło w tym o coś więcej. Najwyższy czas, aby Stany Zjednoczone włączyły się w polskie starania o ujawnienie niedostępnych dotąd poloników katyńskich w archiwach innych państw, w szczególności Rosji i Wielkiej Brytanii. Od początku bowiem wiadomo, że najważniejsze informacje o zbrodni katyńskiej znajdują się nie w USA, lecz w Rosji. Od lat domagamy się od Rosji wskazania miejsc pochówku większości ofiar z więzień (znamy te z obozów), czekamy na teczki osobowe jeńców wojennych, nie mamy tzw. listy białoruskiej, czyli imiennego wykazu wszystkich pomordowanych oficerów. Czy Rosjanie kiedykolwiek odtajnią te dokumenty, skoro przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu zbrodnię katyńską nazywają jedynie incydentem wojennym? W każdym szkolnym podręczniku historii po 1989 r. znajdziemy słowa, że Polska została w czasie II wojny światowej najpierw opuszczona, a następnie zdradzona przez sojuszników. Jednak to, o czym się pisze, nie zostało jak dotąd jednoznacznie ocenione. Brak tej oceny podważa w dużym stopniu wiarygodność współczesnych sojuszy, w których Polska uczestniczy. Kto nam dzisiaj zagwarantuje, że w sytuacji zagrożenia naszej niepodległości sprzymierzeńcy nie wybiorą drogi Roosevelta? Przez dziesiątki lat rządy USA, Anglii czy Francji znały prawdę o Katyniu, ale obawiając się pogorszenia stosunków z ZSRR, nie zadawano komunistycznym władzom nawet pytań na ten temat. Teraz, jak sądzę, rządy USA czy państw Unii Europejskiej dużo więcej niż my wiedzą o Smoleńsku, ale wolą zadowolić się przekłamanymi raportami MAK-u czy komisji Jerzego Millera. A przecież w katastrofie TU-154 M zginął prezydent państwa UE, zginęli najwyżsi rangą generałowie będący członkami NATO! Dlaczego ze strony tych „sojuszniczych” państw i organizacji nie ma choćby gestu głębszego zainteresowania? Aż lękam się napisać tych samych słów o obecnych sojusznikach, które umieściłem w tytule.
CZYTAJ DALEJ

Kard. Grzegorz Ryś mianował nowego rzecznika prasowego archidiecezji krakowskiej

2026-01-21 14:43

[ TEMATY ]

archidiecezja krakowska

Episkopat News

Ks. Piotr Studnicki

Ks. Piotr Studnicki

Metropolita krakowski, kard. Grzegorz Ryś mianował rzecznikiem prasowym Archidiecezji Krakowskiej ks. dr. Piotra Studnickiego.

Ks. dr Piotr Studnicki urodził się w 1981 roku w Makowie Podhalańskim. Święcenia kapłańskie przyjął w Katedrze na Wawelu w roku 2006 z rąk kard. Stanisława Dziwisza.
CZYTAJ DALEJ

Zaproszenie na Diecezjalne Nabożeństwo Ekumeniczne w Rakowie

2026-01-21 11:46

Diecezja Sandomierska

W sobotę 24 stycznia 2026 r. w Rakowie (pow. kielecki) odbędzie się Diecezjalne Nabożeństwo Ekumeniczne, uroczyste powołanie Centrum Ekumenicznego Diecezji Sandomierskiej „Via Concordia” oraz panel naukowy poświęcony międzywyznaniowej historii Rakowa i jego dziedzictwu kulturowemu. Wydarzenie wpisuje się w regionalne obchody Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan i stanowi jedno z najważniejszych ekumenicznych wydarzeń na początku 2026 roku.

Centralnym punktem programu będzie diecezjalne nabożeństwo ekumeniczne w Sanktuarium Matki Bożej Cudownej Przemiany w Rakowie (kościół parafialny pw. Świętej Trójcy), które rozpocznie się o godz. 13:00. Modlitwie przewodniczyć będzie Bp Krzysztof Nitkiewicz, biskup sandomierski, wraz z przedstawicielami różnych wspólnot chrześcijańskich obecnych na Ziemi Świętokrzyskiej. W ekumenicznej czyli międzywyznaniowej wspólnej modlitwie wezmą udział duchowni: Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego, Kościoła Polskokatolickiego, Kościoła Ewangelicko-Metodystycznego oraz w roli gospodarzy – Kościoła Rzymskokatolickiego. Liturgii towarzyszyć będzie akompaniament gry organowej Dariusza Zasadowskiego oraz zespołu FLORIPARI wykonującego muzykę dawną na historycznych instrumentach. Kształt ekumenicznego spotkania wokół Rakowskiego ołtarza podkreśla wspólnotowy i ponad wyznaniowy charakter modlitwy, której teksty w tym roku są oparte o rozważania biblijne zaczerpnięte z Listu św. Pawła do Efezjan (Ef 4,1–13). Materiały do ekumenicznych spotkań na całym świecie na tegoroczny Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan zostały przygotowane przez wiernych Ormiańskiego Kościoła Apostolskiego wraz z wiernymi z Ormiańskich Kościołów Katolickiego i Ewangelickiego.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję