I nagle pojawia się minister. Nie po to, by przeprosić za zwłokę, nie po to, by wprost powiedzieć: „zawaliłem termin, za długo zwlekałem”, tylko po to, by dopiąć naprędce porozumienie i najlepiej domknąć też usta tym, którzy przypominają kolejność zdarzeń. Bo w tej historii najważniejsze nie jest to, że ludzie siedzieli pod ziemią, tylko to, że ktoś zadał niewygodne pytanie. Nie jestem sędzią — ale rozpoznaję mechanizm: winny ma być posłaniec, nie decyzja.
Telewizja rządowa w likwidacji dorzuca do tego swoją ulubioną przyprawę: odwrócenie ról. „My rozwiązujemy problemy, państwo je stwarzacie” — fraza jak z podręcznika władzy, która uwielbia brzmieć jak strażak, choć pachnie benzyną. I robi się z tego opowieść nie o strajku, rozmowach i odpowiedzialności, tylko o tym, że to dziennikarz telewizji WPolsce24 Rafał Jarząbek „przeszkadza w rozwiązywaniu”. Ten z mostem: most między faktami a przekazem dnia jest tu z papieru, a i tak każe się nam po nim przejść.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Najbardziej niewygodny wątek jest prosty: list podpisany dzień przed Wigilią, wezwanie do zawieszenia protestu do 6 stycznia, bo trwa „przerwa świąteczna”, a protest staje się w rządowej narracji „świątecznym szantażem”. Władza lubi pracę w trybie „pilne”, ale pod warunkiem, że pilne jest to, co jej wygodne. Górnik w szybie ma być rozsądny i cierpliwy, polityk w garniturze — obrażony i nietykalny.
Co wolno Niemcom...
Reklama
A gdy już mowa o wygodzie: Niemcy forsują Zielony Ład, a jednocześnie zwiększają produkcję energii z węgla. I tu dopiero wychodzi uśmiechnięta polska specjalność: moralność importowana i koszty lokalne. Ten z żołnierzem: zwykły człowiek ma zaciskać pasa w imię „transformacji”, a silniejszy gra według własnych zasad i jeszcze poucza resztę, jak ma żyć. „Wspólna strategia” brzmi pięknie, dopóki nie zobaczymy, komu wolno więcej. Mowa o ministrze Marcinie Kierwińskim, który jedno mówi, a co innego pokazuje rzeczywistość w jakiej przychodzi żyć i pracować funkcjonariuszom Straży Granicznej.
W tle leci kolejny serial: ataki na prezydenta, sygnał z góry, chórek niżej, kreatywność w służbie insynuacji. W tym samym czasie z mediów społecznościowych wycieka obraz warunków służby na granicy i tej drobnej codzienności, która mówi o państwie więcej niż sto wpisów na X: kwatery, koszty, czekanie na zwrot, „dokarmianie po cichu”. To są realne sprawy, jakie ujawniają „Służby w akcji”, nie PR-owe grafiki z pustym sercem jako partyjnym logo. A jednak łatwiej rzucić „pogłosem” niż pojechać, zobaczyć i wziąć odpowiedzialność.
Na koniec zostaje świąteczna pocztówka z Woronicza: „za PRL-u było gorzej”, więc dziś macie się uśmiechnąć. To jest polityka na najniższym biegu: nie poprawiamy, tylko znieczulamy. Nie tłumaczymy, tylko uspokajamy przekazem dnia. I tak Polska dostaje jednocześnie trzy komunikaty: górnik ma milczeć, dziennikarz ma nie pytać, a widz ma się cieszyć, że „kiedyś było gorzej”.
W tej układance najważniejsze jest jedno: państwo nie może mieć przerwy od odpowiedzialności. Zwłaszcza wtedy, gdy obywatel nie ma przerwy od życia.
