Odwiedziłam niedawno „Pustelnię św. Brata Alberta” w Tatrach – jedno z tych miejsc, gdzie cisza mówi więcej niż słowa, a widok na ostre granie i turnie budzi to, co Jan Paweł II nazywał mistyką gór. Już przy wejściu wita turystów skromna gablota z cytatami, które brzmią jak duchowa instrukcja wspinaczki: „Góry oczyszczają z egoizmu i samolubstwa, z zarozumialstwa i pychy. Góry stanowią wspaniały teren zdobywania wierności w szukaniu. Góry uczą szukania, uczą cierpliwości…”. A potem pada zdanie, które wydaje się kwintesencją całej tej drogi: „Gdy człowiek czuje się jak karzeł wobec ogromu gór i gdy, poznając samego siebie, swoje wnętrze, swoje możliwości, swoją niewystarczalność, zdobywa krok za krokiem jedną z najcenniejszych cech ludzkich – pokorę, która zdobyta w górach potem owocuje w dolinach. Właśnie wtedy, na pytanie: po co chodzisz po górach, jesteś zakłopotany i nie wiesz, co odpowiedzieć, to właśnie wtedy dajesz dowód, że szukasz NIEZNANEGO”.
Piotr Lorenc
Pustelnia Brata Alberta
W tym miejscu, wysoko nad Zakopanem, miał swoją chatkę Adam Chmielowski – wybitny malarz, który porzucił pędzel artysty dla pędzla miłosierdzia i stał się Bratem Albertem. Zachowała się jego cela: maleńki pokój dwa na dwa metry, proste łóżko, krzyż, obraz Matki Bożej i napis: „Powinno się być dobrym jak chleb”. W tej radykalnej prostocie rodziła się nie tylko sztuka, ale i świętość.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
W sąsiednim pomieszczeniu, którym opiekują się dziś siostry albertynki, wisi reprodukcja słynnego ”Ecce Homo” Chmielowskiego, a nad nim szyld: „Po co się niepokoić, wszak Bóg w nas, a my w Nim, a poza tym wszystko takie mało znaczące…”.
Wczytując się w treść tych słów, pomyślałam, że idealnie mogą one podsumować rok, który zostawiamy za sobą. Z pewnością przyniósł on trochę niepokoju – w wielkim świecie i może w tym małym, osobistym. Media codziennie przypominały, jak bardzo jesteśmy mali wobec potęgi wydarzeń, nad którymi nie mamy kontroli i które od nas nie zależą. Ale w sumie – wszystkie takie mało znaczące… Z takim przesłaniem Brata Alberta można też wejść w rok 2026.
Nowy Rok tradycyjnie witamy życzeniami zdrowia, szczęścia, pomyślności. Może teraz warto dodać coś jeszcze: cichą prośbę o pokój w sercu. O umiejętność oddzielania tego, co naprawdę ważne, od tego, co – jak mówił Brat Albert – „mało znaczące”. Bo kiedy, jak pielgrzym w górach, przestaniemy obsesyjnie mierzyć wysokość i zaczniemy uczyć się ciszy oraz wdzięczności, zrozumiemy, że Nowy Rok nie musi być koniecznie „lepszy” niż poprzedni. Wystarczy, że będzie pełniejszy dobrem, miłością, a więc także obecnością Boga. Jak wskazywał Brat Albert, wystarczy wrócić do fundamentu: do świadomości, że „Bóg w nas, a my w Nim”. A cała reszta – choć często wydaje się przytłaczająca – naprawdę jest „mało znacząca”.
Kiedy więc zabrzmią sylwestrowe fanfary, a niebo rozbłyśnie fajerwerkami zagłuszającymi ciszę, warto choć na chwilę zamknąć oczy i przenieść się myślą na Kalatówki. Do gór, które uczą szukania. Do świętego, który przypomina, że prawdziwe piękno rodzi się z dobroci. I do słów, które brzmią jak cichy szept Ewangelii: „Po co się niepokoić…”.
Szczęśliwego Nowego Roku – pełnego pokory, ciszy i zaufania.
