Historia z Wenezueli pokazuje to aż nadto wyraźnie. Amerykanie mówią wprost: albo porządek, albo presja, kijek lub marchewka. Następca Nicolasa Maduro, Delca Rodríguez dostała listę warunków: walka z narkobiznesem, usunięcie wpływów Iranu, Kuby i Hezbollahu, wolne wybory i oddanie władzy. W tle obietnice złagodzenia sankcji — ale też sugestia siłowego rozwiązania. Realpolitik w najczystszej postaci. Nie ma tu miejsca na złudzenia ani na moralizowanie. Są interesy i twarda gra.
Polityka wybiórczej pamięci
A w Polsce ci, którzy mają o sobie tak duże mniemanie, jeśli chodzi o rozumienie geopolityki, sami idą na skróty, napinając muskuły, a to zrównując operację USA z rosyjską agresją, a to oburzając się, że amerykańskie służby nie porwały dotąd Władimira Putina i Aleksandra Łukaszenkę. Tak jakoś się składa, że bardzo często to ci sami, którzy sami niegdyś zachwycali się nad tym samym Putinem albo żyrowali niemiecką politykę finansowania Kremla. Jeszcze nie tak dawno klaskali „resetowi”, dziś snują fantazje o porwaniu Putina. Wolty są tak widowiskowe, że aż człowiek przeciera oczy. Polityka ma krótką pamięć, ale my — obywatele — nie powinniśmy jej tracić.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Ta sama choroba — nieuczciwość — wraca jak bumerang na naszym podwórku. Adam Szłapka zestawia inflację z grudnia 2022 i grudnia 2025 i ogłasza triumf. Na papierze wygląda pięknie. Tyle że „szczegóły” robią różnicę. Inflacja zaczęła spadać wcześniej, a więc obecna władza de facto chwali się skutkami polityki poprzedników. Poza tym rzecznik rządu liczy na to, że zapomnimy o wpływie pandemii i wojny.
Takie sztuczki działają — dopóki ktoś je punkt po punkcie rozłoży, co zrobił niedawno Demagog. I właśnie dlatego warto o nich mówić. Bo gdy machniemy na to ręką, politycy uznają, że mogą przesuwać granice jeszcze dalej.
Politycy, którzy nie lubią pytań
Kolejny przykład: minister energii, Miłosz Motyka. Konferencja, rozmowy, kamera. A gdy pada normalne pytanie dziennikarza WPolsce24, Rafała Jarząbka — nagle „to nie miejsce na politykę”. Cóż… polityk, który nie chce polityki w pracy, brzmi jak ratownik, który nie lubi wody. A jeszcze później zamiast refleksji i przeprosin – oburzenie na… reportera.
Jeszcze ciekawiej robi się, gdy porównamy jego słowa sprzed i po nowym roku dotyczące cen energii. W listopadzie „ceny energii nie wzrosną”, teraz: „to zależy”. Ten sam człowiek, to samo studio — a piruety jak z musicalu. Ceny energii raz wyglądają tak, raz inaczej — zależnie od tego, co akurat bardziej pasuje. I trudno tu już mówić o gapiostwie. To raczej konsekwentny sposób uprawiania komunikacji: dziś powiem to, jutro coś odwrotnego — przecież ludzie zapomną.
Reklama
Na deser — minister Lubnauer i „ustawa kojcowa”. Psy cierpią zimą, bo prezydent zawetował - przekonuje. Tyle że… ustawa miała zacząć działać dopiero za rok, a poza tym co ona ma do pogody. Szczegół? Właśnie takie „szczegóły” odróżniają rzetelność od bajkopisarstwa. Jeśli ktoś zarządza edukacją, powinien wiedzieć, że odpowiedzialność zaczyna się od precyzji.
Wszystkie te historie — od Caracas po Warszawę — łączy jedna nić: próba sterowania emocjami, zamiast uczciwego tłumaczenia faktów. „My mamy rację — reszta to tło”. Tymczasem ludzie mają prawo wiedzieć, co jest grą, a co realną polityką. Polityk, który boi się pytań, manipuluje liczbami i przestawia argumenty jak meble — nie buduje zaufania. Buduje nieufność.
A prawda jest prosta: władza to nie scena stand-upowa. Tu nie chodzi o to, by sprytnie wypaść przynajmniej nie powinno. Chodzi o to, by brać odpowiedzialność za każde słowo. I jeśli coś zostało powiedziane nie tak — mieć odwagę to przyznać, zamiast kręcić kolejną opowieść. Bo można zrobić błąd. Każdemu się zdarza. Ale brnięcie w udawaną narrację prędzej czy później kończy się zderzeniem z rzeczywistością. A ta — jak wiemy — bywa brutalna.
