Reklama

Kiedy życie staje się modlitwą

2015-09-01 14:03

Z o. Juliuszem Wiewiórą rozmawia Anna Wyszyńska
Niedziela Ogólnopolska 36/2015, str. 22-23

Archiwum Karmelitów Bosych
Wmurowanie kamienia węgielnego przez abp. Stanisława Gądeckiego

Z o. Juliuszem Wiewiórą, karmelitą bosym, o zakonnym powołaniu, Roku św. Teresy od Jezusa, więzi św. Jana Pawła II z Karmelem i „polarnym gołębniku” rozmawia Anna Wyszyńska

ANNA WYSZYŃSKA: – W Roku Życia Konsekrowanego warto zadać pytanie: Jak się zostaje karmelitą?

O. JULIUSZ WIEWIÓRA OCD: – Św. Teresa od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza powiedziała kiedyś: „Wszystko jest łaską”. Przez pryzmat jej słów patrzę na wszystkie wydarzenia w moim życiu oraz osoby, które spotykam. Mojej drogi życia poszukiwałem przez całe młodzieńcze lata, szczególnie po studiach, które ukończyłem na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Codziennie przechodziłem koło domu przy ul. Tynieckiej 10, gdzie mieszkał Karol Wojtyła, i prosiłem go – chociaż było to jeszcze za życia Papieża – aby pomógł mi tę ścieżkę wybrać. Kiedyś ktoś zapytał mnie, czy znam św. Jana od Krzyża. Nie znałem tej postaci i poczułem się wezwany do lektury jego dzieł. W księdze II „Drogi na Górę Karmel” w rozdziale XVII trafiłem na zdanie: „Dusza nie może przeszkodzić dobru, jakiego Bóg pragnie jej udzielić”. Wtedy poprosiłem: „Panie, jeżeli jest takie dobro, którego chcesz mi udzielić, daj mi, proszę, światło, abym mógł je podjąć”. Pragnąłem służyć Panu Bogu w Kościele, chociaż jeszcze wtedy nie myślałem o drodze kapłańskiej. Trwał czas poszukiwań, pytań, rozmów, modlitw. Potem trafiłem na indywidualne rekolekcje u sióstr karmelitanek bosych w Gdyni, gdzie poznałem s. Immakulatę Adamską. Po tych rekolekcjach moja decyzja dojrzała. Był to rok 1993.

– Zakon Karmelitów Bosych wywodzi się z Hiszpanii, z reformy przeprowadzonej przez św. Teresę od Jezusa – znaną też jako św. Teresa z Ávila – oraz św. Jana od Krzyża. Jak karmelici trafili do Polski?

– Było to w początkach XVII wieku. To wówczas, w swojej drodze na wschód do Persji (dziesiejszy Iran), bracia przybyli do Polski, zatrzymali się w Krakowie i tam założyli nasz pierwszy klasztor. Po kasatach w czasie zaborów pozostał tylko klasztor w Czernej k. Krakowa. Wraz z odzyskaniem niepodległości odrodziła się prowincja polska, a w roku 1993 nastąpił podział na dwie prowincje: krakowską i warszawską. Prowincja warszawska, do której należę, nosi wezwanie Trójcy Przenajświętszej. Nasze klasztory w Polsce są m.in.: w stolicy, we Wrocławiu, w Poznaniu, Łodzi, Gorzędzieju k. Tczewa, w Zamartem. Obecnie w Zwoli k. Zaniemyśla powstaje nowy klasztor wraz z domem rekolekcyjno-formacyjnym, który będzie nosił wezwanie św. Teresy od Jezusa.

– Czym zajmują się ojcowie i bracia karmelici?

– Wszystkim tym, do czego wzywa nas Kościół. Naszym pierwotnym, zasadniczym powołaniem jest modlitwa, relacja z Bogiem, czas spędzony na przyjacielskim obcowaniu z Tym, który nas kocha. Tak mówiła św. Teresa od Jezusa, nasza matka. Z tego wynikają wszystkie inne posługi: duszpasterstwo i prowadzenie parafii, działalność edukacyjna, rekolekcyjna i wydawnicza – realizowana m.in. przez nasze wydawnictwo „Flos Carmeli” w Poznaniu. Jest to także posługa siostrom karmelitankom bosym.

– Mamy obecnie Rok św. Teresy od Jezusa, reformatorki zakonu karmelitańskiego, której historia nadała przydomek: Wielka.

– Rok św. Teresy od Jezusa upamiętnia 500. rocznicę urodzin naszej świętej matki, która jest rzeczywiście osobą nieprzeciętną. Św. Jan Paweł II, który formował się w duchowości karmelitańskiej, swoją pracę doktorską poświęcił zagadnieniu wiary w dziełach św. Jana od Krzyża, ale równie bliska była mu św. Teresa. Gdy był w Hiszpanii w 1982 r., powiedział: „Ona wraz ze św. Janem od Krzyża była dla mnie mistrzynią, natchnieniem i przewodniczką po drogach życia duchowego. U niej znajdowałem zawsze zachętę do umocnienia i zachowania mojej wolności wewnętrznej dla Boga i dla sprawy godności człowieka”. To ważna autocharakterystyka Ojca Świętego, słowa wiele mówiące o jego drodze kapłańskiej, biskupiej, papieskiej, a przede wszystkim człowieczej. Jak pamiętamy, w młodości rozważał nawet możliwość wstąpienia do Karmelu, który zresztą pozostał bliski jego sercu. Utrzymywał m.in. korespondencyjny kontakt z polskimi siostrami karmelitankami w Norwegii, których klasztor mieści się już za kołem podbiegunowym, i z tej racji nazywał go w listach „polarnym gołębnikiem”.

– Św. Teresa – i jej dzieła – w ciągu wieków inspirowała wiele osób w poszukiwaniu Boga i „sprawy wolności wewnętrznej dla Boga i człowieka”, o której mówił Papież.

– Nam i siostrom karmelitankom św. Teresa pozostawiła także wskazówkę: „Żyj tak, jakby Karmel zaczynał się od ciebie”. To są fundamentalne słowa. Nie chodzi o to, by każdy z nas był narcystycznym egoistą, ale by zdawał sobie sprawę z odpowiedzialności za powołanie, którym Pan Bóg go obdarowuje, i za to, na jakiej bazie, na jakich podstawach nasi następcy będą mogli realizować swoją drogę życiową.

– Kiedy mówimy o budowie karmelitańskiego ośrodka rekolekcyjnego w Zwoli k. Zaniemyśla, przypominają się trud św. Teresy związany z fundacjami nowych klasztorów i obrazy z poświęconego jej serialu, jak starsza, schorowana zakonnica ledwie wsiada do wozu zaprzężonego w woły i przemierza bezdroża Hiszpanii. Owocem tych podróży było 17 klasztorów Sióstr Karmelitanek.

– Serial „Teresa od Jezusa” powstał z dokumentalną dbałością o szczegóły. Tak zapewne wyglądały XVI-wieczne realia. Tak się składa, że kamień węgielny pod budowę naszego klasztoru pochodzi z klasztoru św. Józefa w Ávila, tego samego, w którym św. Teresa rozpoczęła reformę zakonu. Jest to, ufamy, dzieło łaski Bożej i odpowiedzi na tę łaskę, natchnienie skierowane do konkretnych ludzi. Zamysł powstał w 2003 r., kiedy pewna pani, która odwiedziła nasz dom rekolekcyjny w Gorzędzieju k. Tczewa, odczuła wewnętrzne przynaglenie, aby nowoczesny, odpowiadający współczesnym wymogom dom rekolekcyjno-formacyjny mógł powstać blisko miejscowości, w której mieszka. To pragnienie i zamiar wsparcia go zaczęły się przed figurą św. Józefa. Inwestycję rozpoczęliśmy w 2011 r. Kamień węgielny został poświęcony przez bardzo życzliwego tej sprawie abp. Stanisława Gądeckiego – metropolitę poznańskiego – 24 sierpnia 2013 r. Budowa prowadzona jest z trudnościami, przez ostatni rok była wstrzymana. Obecnie jest gotowe ok. 70 proc. stanu surowego murów. Jest jednak wielkie pragnienie, abyśmy zamieszkali w tym miejscu jeszcze w tym roku. Na razie w małym budynku gospodarczym. Prace przy tym obiekcie rozpoczęły się 18 maja. Ufamy, że na jesieni będziemy mogli tam zamieszkać, prowadzić życie modlitwy i pracy, na miejscu doglądać budowy.

– Do jakich celów będzie przeznaczony ten ośrodek?

– Jednym z jego przeznaczeń jest służba rodzinom: organizowanie rekolekcji i towarzyszenie rodzinom, pomoc w rozwiązywaniu problemów. Dobrym doświadczeniem jest działająca przy naszym klasztorze w Poznaniu karmelitańska Wspólnota Rodzin im. Zelii i Ludwika Martin – rodziców św. Teresy od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza. Wspólnota ta pomaga rodzinom w odkrywaniu i przeżywaniu ich powołania. W budowaniu domu, w którym, jak mówił papież Benedykt XVI, „miłość jest chlebem powszednim, gdzie panuje przebaczenie, a prawda jest źródłem, z którego wypływa pokój serca”. Przestrzenie domu rekolekcyjnego będziemy chcieli szeroko otworzyć dla wszystkich, którzy szukają skupienia i ciszy. Mimo postępujących procesów laicyzacji obserwujemy w świecie potrzebę duchowości, która przejawia się jako nowy głód modlitwy. Pisał o tym Jan Paweł II w liście apostolskim „Novo millennio ineunte”. Jeszcze wcześniej dostrzegał to Prymas Tysiąclecia kard. Stefan Wyszyński – jego duchowym pragnieniem było, jak słyszałem, aby wokół wielkich miast powstał wieniec domów rekolekcyjnych i kontemplacyjnych, które byłyby duchowym zapleczem dla wielkich metropolii.

– Jak możemy wspierać to dzieło?

– Pierwsza rzecz, o którą prosimy, to modlitwa. Papież Benedykt XVI, jeszcze jako kardynał, przypominał, że to duch buduje, a nie pieniądze. To słowa, do których często wracam, bo są przypomnieniem, aby w naszych działaniach nie zabrakło ducha, aby to był duch Chrystusowy, by działanie było odpowiedzią na Jego zaproszenie i natchnienie. Wszystkich wspierających nas duchowo i materialnie otaczamy naszą modlitwą.

* * *

Więcej informacji o budowanym Domu Rekolekcyjno-Formacyjnym pw. św. Teresy od Jezusa – na stronie internetowej: www.zwola.karmelicibosi.pl. Wpłaty można przekazywać na konto: Warszawska Prowincja Karmelitów Bosych, ul. Racławicka 31, 02-601 Warszawa, PLN 49 1240 5918 1111 0000 4912 0910, z dopiskiem: „Klasztor w Zwoli”.

Reklama

Ks. prof. Krzysztof Pawlina: seminaryjna formacja księży nie wystarcza

2019-04-24 12:55

Dawid Gospodarek / Warszawa (KAI)

Życie pokazuje, że seminaryjna formacja księży nie wystarcza; "Dzisiaj mentalność młodzieży zmienia się tak szybko, że młody człowiek, który przyszedł do seminarium, po sześciu latach już młodych ludzi nie rozumie" - mówi w rozmowie z KAI ks. prof. Krzysztof Pawlina, rektor Papieskiego Wydziału Teologii w Warszawie.

Archiwum PWTW
Uczelnie dzisiaj bardzo często przekazują tylko informacje, nie interesują się formacją człowieka – mówi ks. prof. Krzysztof Pawlina

Ks. prof. Krzysztof Pawlina: Badania pokazują, że młodzi ludzie szukają duchowości, że jest w nich dostrzegalna tęsknota za Bogiem, a z drugiej strony jest ich coraz mniej w Kościele, jakby ten Kościół nie był dla nich miejscem spotkania z Bogiem. Dlatego uznałem, że warto przemyśleć, jak przygotować albo „przebudować” część duszpasterzy po to, żeby tę tęsknotę za Bogiem młodzi mogli zrealizować. Bo najwidoczniej coś z nami, duszpasterzami, jest nie tak, skoro nie potrafimy znaleźć wspólnego języka albo nie potrafimy być dobrymi świadkami, a może nie mamy właściwych narzędzi. To pokazuje konieczność dobrego przygotowania duszpasterzy do profesjonalnej pracy z młodzieżą, która stanowi przecież specyficzną, niejednorodną i ciągle zmieniającą się grupę.

KAI: Nieprzypadkowo zbiega się to chyba z niedawnymi Światowymi Dniami Młodzieży, synodem o młodych czy publikacją adhortacji „Christus vivit”…

- Tak, nasza Szkoła Duszpasterzy Młodzieży jest po prostu odpowiedzią Papieskiego Wydziału Teologicznego, a więc uczelni papieskiej, na głos i prośbę samego papieża. Adhortacja sama nie przełoży się na życie. Miałem jeszcze jedną motywację – w ubiegłym roku na rzymskiej Salezjanie [Uniwersytet Salezjański - przyp. KAI] uczestniczyłem w sympozjum na temat młodzieży. Około 600 uczestników, w większości ze szkół salezjańskich. Wygłosiłem tam referat, a podczas tego kilkudniowego pobytu przyszła mi do głowy myśl, że w Polsce nie ma ośrodka akademickiego zajmującego się duszpasterstwem młodzieży. Ta myśl dręczyła mnie, aż uznałem, że nasza uczelnia może to zrobić.

- A formacja seminaryjna nie wystarcza do bycia dobrym duszpasterzem, również młodzieży?

- Życie pokazuje, że nie wystarcza. Dzisiaj mentalność młodzieży zmienia się tak szybko, że młody człowiek, który przyszedł do seminarium, po sześciu latach już młodych ludzi nie rozumie. Nam się tylko wydaje, że ich rozumiemy i mamy jakieś propozycje, które odpowiadają na ich zapotrzebowania. Po drugie, uważam, że ogólne przygotowanie seminaryjne jest dziś niewystarczające do pracy z młodzieżą. Młodym trzeba zaproponować coś więcej niż tylko duszpasterstwo, jakie mamy dzisiaj w parafii. To, co kiedyś może pomagało ludziom zbliżyć się do Pana Boga, dla młodego pokolenia dziś bywa po prostu nudne. Jeśli się dzisiaj do młodego człowieka nie wyjdzie z takim narzędziem, które go dotyka, to Kościół może sobie opowiadać wiele rzeczy, ale to nie będzie dla młodych przystępne.

- Wielu z nas, duszpasterzy, ma takie przekonanie, że mamy Ewangelię, dobrą nowinę, i to jest niezmienny skarb w Kościele, który wystarczy tylko głosić. Jednak młode pokolenie ma inne podejście. Dla dzisiejszej młodzieży prawdziwe jest to, co użyteczne, co działa. Ewangelia w takim bezpośrednim dotknięciu tak szybko nie działa. I tu następuje rozejście się dwóch dróg – księży, którzy mówią: „nie przejmujmy się, róbmy swoje, kiedyś to zadziała” i pokolenia młodych ludzi, którzy mówią: „to nie działa, chyba nie jest prawdziwie, więc zostawmy to”. Nie wystarczy posiąść prawdę, trzeba jeszcze wiedzieć, co z nią zrobić. To jest zadaniem duszpasterzy w pracy z młodzieżą i to jest zadanie naszej Szkoły Duszpasterzy: co zrobić z Ewangelią, żeby to, co jest skarbem, skarbem się ujawniało?

- Myśli Ksiądz, że duszpasterze będą tu chętnie przychodzić? Skoro, jak Ksiądz zauważył, uważają, że dobrze sobie radzą?

- Jest wielu ludzi w Polsce, wielu księży, którym zależy na młodym pokoleniu. Są też ludzie, którzy ciągle się czegoś uczą. Większości chyba rzeczywiście wystarcza to, co wynieśli np. ze studiów. I szkoda. Bo dzisiaj świat tak się zmienia, że w każdej dyscyplinie ktoś, kto przestaje pracować, przestaje w ogóle czuć, co się dzieje w życiu. Dzisiaj, żeby czuć życie, trzeba się ciągle rozwijać, trzeba się uczyć. Nasza szkoła nie jest tylko dla pasjonatów, ale też jest głosem sumienia dla tych, co nic nie robią. Bo dzisiaj powinno nas zaboleć, że młodzi ludzie zostawiają Kościół i nie chcą słuchać duszpasterzy. Pomijam problemy moralne czy skandale, które się pojawiły ostatnio, to nie one decydują o ciekawości i skuteczności Ewangelii. One mówią czasem o naszej biedzie. Uważam natomiast, że jest wielu księży w Polsce, którzy szukają sposobu, jak skutecznie dotrzeć do młodych. Dla nich ta szkoła może być wielką pomocą.

- Co będzie w niej atrakcyjnego? Czego ci duszpasterze nie znajdą w podręcznikach?

- To nie jest szkoła z wykładami, to jest szkoła z warsztatami. Dlatego nie chcę przyjąć wielu ludzi. Zależy mi na dwóch małych grupach warsztatowych, gdzie chętni będą uczyć się relacji z ludźmi, będą mogli przepracować samego siebie, żeby nie być tylko jakimś liderem czy coachem, ale człowiekiem Boga. Dlatego oprócz warsztatów psychologicznych będzie także część modlitewna. Ona z kolei nie będzie polegała na uczeniu się jakichś formuł, a będzie wprowadzeniem w taką modlitwę, którą nasz absolwent może zaproponować młodym ludziom. I trzeci taki filar, na którym opiera się Szkoła Duszpasterzy, to po prostu „oprzyrządowanie” w języku przepowiadania. Język, który młodzież dzisiaj zna, pochodzi często ze świata wirtualnego, z mass mediów. Natomiast kazania, które my głosimy, wydają się im często jakby nie z tego świata. Stąd język i sposób przepowiadania są bardzo ważne. Również w kwestii spowiedzi młodych ludzi dzisiaj. Kolejna rzecz, która dotyczy życia duchowego: jak je w ogóle prowadzić? Jak towarzyszyć w tym młodemu człowiekowi? Duszpasterz w naszej szkole zdobędzie narzędzia do pracy z młodymi ludźmi, żeby móc im efektywnie i rozwojowo służyć.

- Co duszpasterze wyniosą z warsztatów psychologicznych?

- Będzie na nich poruszona kwestia budowania relacji, ale również odkrywania potrzeb młodego człowieka, odkrywania emocji i odpowiadania na nie. Nie zabraknie też problemów trudnych i delikatnych – młode pokolenie dzisiaj gubi sens życia, wielu młodych ludzi jest w depresji, rośnie liczba samobójstw. Dlaczego? Bo świat, w którym żyją, przestał być ciekawy i nie widzą szerszych horyzontów. Jak dostrzec takie niepokojące stany u młodych, jak im pomóc, gdzie skierować?

- Kim są prowadzący?

- Są wśród nich biskupi i księża, którzy już mają doświadczenie, prowadzą dobre duszpasterstwa młodzieży; są psychologowie; są osoby prowadzące np. dominikańską Szkołę Kaznodziejstwa z Łodzi, jest ekipa portalu Stacja7.pl, która również przygotowywać będzie do przepowiadania. Nie zabraknie okazji do wymiany doświadczeń z osobami, które osiągnęły już konkretne sukcesy, są profesjonalistami. Jeszcze raz zaznaczę – to nie będzie teoretyczna, a bardzo praktyczna szkoła.

- A czy w tej szkole też jest jakaś przestrzeń dla świeckich liderów wspólnot?

- Na razie nie. Rozpoczynam od księży, ale nie wykluczam, że na listy rezerwowe zapiszę siostry zakonne albo ludzi świeckich. Księża są priorytetem, bo oni dzisiaj potrzebują pomocy. Księża potrzebują pomocy, żeby młodzieży pomóc.

- Ksiądz od lat naukowo zajmuje się m.in. religijnością młodych.

- Badam kondycję religijną młodego pokolenia, ich cele życiowe. Mam pewne rozeznanie, kim młodzi ludzie są, piszę o młodych ludziach i do młodych ludzi. I pomyślałem, że w końcu warto coś dla nich zrobić w praktyce. Ta szkoła pośrednio jest właśnie dla młodych ludzi, formujemy księży dla nich. Oczywiście łatwiej byłoby mi napisać książkę niż stworzyć szkołę. Jest to produkt autorski zespołu z Papieskiego Wydziału Teologicznego w Warszawie. Zdobyta teoretyczna wiedza i doświadczenie stanowią pewną bazę dla tej szkoły, ale my tu nie chcemy księżom mówić, kim młodzież jest, tylko jak sprawić, by Jezus był ich przewodnikiem życia, żeby młodzi ludzie załapali sens. To jest o tyle ważne, że środowisko wiary może być takim środowiskiem zastępczym, gdy młodzi ludzie nie mają żadnej bezpiecznej i rozwojowej przestrzeni dla siebie.
Chciałbym, żeby młodzi zobaczyli, że są księża, którzy prowadzą ich nie tylko na poziomie horyzontalnym, ale prowadzą ich głębiej, bo oni tego potrzebują. Młodzi księża też muszą sobie powiedzieć, że jeśli chcą swoje kapłaństwo ofiarować, to trzeba się zdecydować na stracenie swojego czasu. Bo dzisiaj młodych ludzi najbardziej pociąga duszpasterz, który po prostu dla nich jest, towarzyszy im, siedzi i z nimi rozmawia, a oni wiedzą, że mogą do niego przyjść. Tak jak Chrystus w tabernakulum który jest obecny 24 godziny na dobę i każdy, kto chce, może do Niego przyjść. Takiego duszpasterza ja chciałbym mieć jako młody człowiek. Takiego księdza, do którego się idzie ze wszystkim: po radę, po towarzyszenie, żeby się czymś podzielić.
Myślę, że te wszystkie akcje ogólnopolskie, ogólnoparafialne, są ważne wtedy, kiedy istnieje więź osobista z Bogiem. I my się bardzo często nastawiamy na jakieś fajerwerki, gubiąc tę podstawową tkankę - budowanie relacji ludzko-boskich. I tutaj jest bardzo potrzebne inne spojrzenie, że dziś nie potrzeba happeningów - potrzeba człowieka dla człowieka. Księdza, duchownego dla człowieka, który się uczy życia. Dlatego dziś taka potrzeba zrozumienia, że efektywność dla duchowości nie opiera się na czymś zewnętrznym, ale na czymś wewnętrznym. I to wewnętrzne zrozumienie, co się powinno zrobić, jest dla tej szkoły zasadnicze.

- Tymczasem starsi, również księża i duszpasterze, często narzekają na młodych, wskazują jako odnośnik swoje czasy...

- Młodzi ludzie się gubią. Ale to nie znaczy, że oni są źli. Brakuje wskazań, kierunków. I jak teraz prowadzić duszpasterstwo, które nie jest narzucaniem, ale towarzyszeniem? Jak tworzyć spotkania, które są propozycją, a nie naganianiem ludzi do czegoś? Dziś też młodzi ludzie potrzebują wspólnot. I my jako duchowni musimy wiedzieć, że nie chodzi tylko o wspólnotę dla sympatycznego spędzania czasu i zagłuszania samotności, ale wspólnoty kościelnej, eklezjalnej – wspólnoty, która żyje dla Boga i żyje Bogiem. Budowanie wspólnoty na chwałę Boga jest czymś więcej niż zorganizowaniem gry w piłkę albo pogranie na gitarze. Jeśli któremuś z księży chodzi właśnie o takie pełne oddania życie kapłańskie, to ta szkoła jest propozycją, jak rozwinąć takie pragnienie w sobie, utrzymać je i realizować.

- Jest psychologia, jest kwestia języka, kaznodziejstwo. A jak z liturgią?

- Jednym z elementów tej szkoły są pewne formy modlitewne i liturgiczne. Widzimy, że są ośrodki, które są bardzo mocne liturgicznie, gdzie przyciąga ludzi modlitwa kontemplacyjna, modlitwa liturgiczna ze śpiewem, który wprowadza pewien klimat. I taką propozycję pokażemy. Ale jestem na tyle realistą, że nie da się tego w pełni zrobić w każdej parafii. Bo do tego trzeba mieć zaplecze, trzeba mieć ludzi. Chcę pokazać księżom, że taki sposób bycia Kościołem staje się miejscem, do którego ludzie przychodzą. Kościół buduje Kościół. Jest na pewno dziś problem kontemplacji, liturgii, która wprowadza w życie i kazań będących prawdziwym pokarmem dla ducha. Młodzi ludzie chętnie wchodzą w coś, czego świat nie daje, a świat nie daje ciszy, nie daje piękna liturgii i nie daje pięknego słowa. To są elementy, które wprowadzają w inną przestrzeń. I jeśli to się potrafi organizować, to ktoś, kto przychodzi do Kościoła, odnajduje się bliżej Boga, w innym świecie. I tego chcielibyśmy nauczyć.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Odpowiedź Naczelnego Rabina Polski na oświadczenie Kościoła ws. Pruchnika

2019-04-24 18:45

BP KEP / Warszawa (KAI)

Dziękujemy Konferencji Biskupiej za ich jasną, jednoznaczną oraz błyskawiczną odpowiedź na antysemickie pobicie oraz spalenie podobizny Żyda w miejscowości Pruchnik – napisał Michael Schudrich, Naczelny Rabin Polski, do Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski abp. Stanisława Gądeckiego oraz do Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka w odpowiedzi na oświadczenie bp. Rafała Markowskiego ws. Pruchnika.

pl.wikipedia.org
Michael Schudrich

Publikujemy pełną treść odpowiedzi:

Warszawa, 24 kwietnia 2019 r.

Dziękujemy Konferencji Biskupiej za ich jasną, jednoznaczną oraz błyskawiczną odpowiedź na antysemickie pobicie oraz spalenie podobizny Żyda w miejscowości Pruchnik.

Będziemy nadal ściśle współpracować z naszymi braćmi z Konferencji Biskupów w walce z nienawiścią, czy to na Sri Lance, czy w naszej ukochanej Polsce.

Michael Schudrich

Naczelny Rabin Polski

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem