Reklama

Kościół

Siostra Tymoteusza z Broniszewic: Przywracamy niepełnosprawnym chłopakom godność

Siostra Tymoteusza Agnieszka Gil, dominikanka, w zakonie jest od dwudziestu lat. Od dziecka pragnęła zostać zakonnicą. Chciała być jak Święty Franciszek z Asyżu: budować kościoły, pomagać ubogim i otaczać się zwierzętami. Fascynacja nie była przypadkowa – jej wujek był kapelanem sióstr franciszkanek. Agnieszka była dzieckiem temperamentnym, nadpobudliwym. Dla świętego spokoju siostry włączały jej bajki o Świętym Franciszku.

2026-01-23 21:25

[ TEMATY ]

Broniszewice

Mat.prasowy

Siostra Tymoteusza Agnieszka Gil

Siostra Tymoteusza Agnieszka Gil

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

– Znałam je na pamięć – mówi siostra Tymoteusza. – Uwielbiałam historie burzliwego życia Franciszka z Asyżu. Któregoś dnia wróciłam do domu i oznajmiłam mamie, że nie będę miała męża i zostanę zakonnicą.

Życie toczyło się dalej. Agnieszka jako nastolatka zaczęła poznawać, czym jest miłość do chłopaka.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

– Byłam normalną dziewczyną – mówi pewna siebie zakonnica.

Miłość nie jest nienormalna. Choć historia kochliwej zakonnicy wciąż budzi u ludzi zdziwienie, podobnie jak widok zakonnicy czy mniszki w sklepie z bielizną.

– Jeden ksiądz kiedyś mi powiedział, że jak się kobieta nie zakocha przed wstąpieniem do zakonu, nie będzie dobrą zakonnicą. Zakochiwałam się kilka razy. Wierzę, że dzięki temu jestem dobrą zakonnicą – mówi siostra Tymoteusza.

– W zakonie ci wszystko minęło? – pytam niby retorycznie.

– Nie.

Reklama

Jest 25 kwietnia 2017 roku, Światowy Dzień Pingwina. Niewiele osób w Polsce zna siostrę Tymoteuszę Gil i siostrę Elizę Myk. Mało kto wie, gdzie są Broniszewice i że tam wspólnota ze Zgromadzenia Sióstr Świętego Dominika ma problem z zabytkowym pałacem, w którym znajduje się ośrodek pomocy dla chłopaków z niepełnosprawnością intelektualną. Te dwie młode zakonnice same też są schorowane. Otrzymują jednak od przełożonej generalnej zadanie, by dołączyć do innych sióstr z Broniszewic i znaleźć sposób na uratowanie tego miejsca. Tak po ludzku, widząc ten obiekt, można się było załamać. Godziny spędzone na rozmowach z urzędnikami, konserwatorem zabytków, hierarchami Kościoła. Sytuacja stawała się coraz gorsza.

– Od kiedy pamiętam, ludzie nazywali nas pingwinami – wspomina siostra Tymoteusza. To ze względu na biały habit i czarny welon.

– Wpadłyśmy na pomysł, żeby zrobić krótki film i niechcący zaistniałyśmy w sieci.

Siostry z „Bronek” dla żartu postanawiają uczcić Światowy Dzień Pingwina. Montują film, na którym siostra Róża i siostra Eliza naśladują chodzenie tego zwierzaka. Film wrzucają rano do mediów społecznościowych. Wieczorem wszystkie stacje telewizyjne pokazują go w serwisach informacyjnych. 26 kwietnia cała Polska mówi o Światowym Dniu Pingwina. Dziennikarze oblegają stary, zrujnowany zabytkowy pałac, w którym mieszkają chłopaki, i tak samo wyglądający dom zakonny. Rozpoczyna się wielka ogólnopolska akcja pomagania dominikankom z Broniszewic. Siostry zyskują poparcie dziennikarzy i ludzi kultury. Zaczynają się pojawiać w mediach – już nie tylko w serwisach, ale też w debatach, w reality show. Ratowanie zrujnowanych obiektów i przede wszystkim budowa nowego domu dla chłopaków stają się sprawą wielu osób dobrej woli: znanych i nieznanych, wierzących i niewierzących. Dominikanki z Broniszewic zaczynają być nazywane dobrą twarzą polskiego Kościoła.

Potrzebowały zebrać pięć milionów złotych, by wybudować obok pałacu nowy dom, przystosowany dla chłopaków z umiarkowanym i głębokim stopniem niepełnosprawności. Ostatecznie zebrały ponad dwadzieścia milionów złotych. Wybudowały dwa domy, odnowiły pałac, stworzyły mini zoo, kupiły najlepszy sprzęt rehabilitacyjny. Przywróciły niepełnosprawnym chłopakom godność.

Podziel się cytatem

Znamy się od kilku lat. Wpadanie do Broniszewic jest dla wielu ludzi świeckich czymś, co ratuje od zniechęcenia, dodaje motywacji, pomaga uwierzyć, że z najgorszych sytuacji można wyjść zwycięsko.

Reklama

Moja podróż do Broniszewic wiedzie wyboistą, wiejską drogą przez lasy i pola. Po drodze jest piękny zachód słońca – niebo ma kolor różowy. Już w ośrodku zachodzącym słońcem zachwyca się jedna z dominikanek, siostra Eliasza. Wychodzi ze mną do okna w dachu, by nacieszyć wzrok pięknym widokiem.

W odnowionym pałacu, na ostatnim piętrze, są pokoje dla gości i wolontariuszy. I duży stół otoczony kanapami, by posiedzieć razem, porozmawiać. Przy stole wszystkie miejsca są zajęte. Przyjechali wolontariusze. Od czasu burzy medialnej nie brakuje chętnych, którzy chcą się na chwilę zająć chłopakami, pomóc siostrom. Jest urzędniczka, przedszkolanka, wolontariusz, który wrócił z Boliwii, były seminarzysta, dwóch księży, inne siostry ze wspólnoty i berneński pies pasterski, czarno-biały. Tu ciągle coś jest czarno-białe. Nawet new balance’y, które nosi siostra Tymoteusza. Świat w naszej rozmowie też jest czarno-biały. Burzliwa dyskusja toczy się na temat tego, co jest dobre, a co złe w Kościele. Po godzinie rozmowy wydaje nam się, że już naprawiliśmy świat. I może nawet trochę tak jest, bo tam, gdzie ludzie dobrze ze sobą rozmawiają, jest szansa, że – jak się rozstaną – wniosą w swoje środowisko dobre przemyślenia.

Przeżyłam wiele spotkań w tym miejscu, wiele rozmów, ale nigdy nie były to rozmowy intymne, osobiste. Siostra Tymoteusza, za zgodą przełożonej generalnej, może opowiedzieć, jak żyją siostry dominikanki naprawdę, jaka była jej droga do zakonu i jaka jest teraz. Nie będzie rozmawiała publicznie. Idziemy do pokoju na poddaszu, który na wiele godzin stanie się miejscem naszych rozmów.

Reklama

Marzenia o byciu zakonnicą stale w niej były żywe. Choć wielu spraw nie rozumiała. Na przykład tego, dlaczego w kościele jest ważna cisza.

– Pewnego dnia mama zaczęła mi tłumaczyć – wspomina siostra Tymoteusza – że jak jest cisza, to muszę patrzeć w jednym kierunku, bo tam dokona się za chwilę

bardzo ważna rzecz. „Za chwilę zobaczysz Pana Jezusa”. Pomyślałam: „Co ta mama mi za głupoty opowiada?!”.

Spojrzała. Ksiądz trzymał w ręku opłatek, ale ona nikogo nie widziała.

– Zaczęłam się rozglądać po kościele. Gdzie jest ten Pan Jezus? Pytam mamę, czy już jest. Mama na to, że jest. Zgłupiałam. – Siostra Tymoteusza przez wiele lat nie mogła tego pojąć.

Słowa mamy zostały w niej na długo. Po kilku latach, jako dorastająca dziewczyna, zrozumiała część z tej mistyki wiary.

– Miałam piętnaście lat. Bez emocji uczestniczyłam w niedzielnej Eucharystii i nagle wydarzyło się coś niesamowitego, co trudno opisać. Poczułam totalną miłość i usłyszałam głos: „Ja jestem tutaj, obok ciebie”. Pierwszy raz na poważnie pomyślałam, że naprawdę chcę zostać zakonnicą.

Poczułam obecność, o której mówiła mi mama – wspomina siostra Tymoteusza i dodaje: – Miałam jeszcze wcześniej piękne doświadczenie w czasie nagłego pobytu w szpitalu. Przebywałam wtedy na oddziale po operacji wyrostka. To były czasy, kiedy rodzice nie mogli przebywać z dzieckiem w szpitalu.

Reklama

– Byłam w sali pooperacyjnej. Budzę się, a obok mnie siedzi siostra zakonna. Franciszkanka. Siedzi i delikatnie nawilża mi usta wacikiem, bo nie wolno mi było pić przez jakiś czas. Pytam: „Gdzie jest moja mama?”. Ona patrzy na mnie i mówi: „Mama tu przed chwilą była, ale spałaś, więc poszła ugotować obiad twoim braciom”. Pytam, czy wróci. Ona na to, że tak.

Agnieszka poprosiła, by potrzymała ją za rękę, żeby mogła spokojnie zasnąć. I żeby ją tak trzymała, dopóki nie wróci mama.

– Po latach pomyślałam, że w tym geście doświadczyłam tego, o czym inni opowiadają: Boga przez drugiego człowieka.

Kiedy skończyła ósmą klasę szkoły podstawowej, zgłosiła się do sióstr franciszkanek. Nie została przyjęta ze względu na młody wiek. Życie toczyło się dalej. Poszła do liceum. Poznała chłopaka.

– Jak miał na imię? – dopytuję.

– Nie powiem – odpowiada siostra Tymoteusza.

– Czy to przez niego zostałaś zakonnicą?

– Nie.

Byli przez jakiś czas parą. Ona myślała, że większe szczęście nie mogło jej spotkać. Chłopak był przystojny, szarmancki, opiekuńczy.

– Ale coś się we mnie działo. Czułam, że to nie jest moja droga – opowiada siostra Tymoteusza. Zerwali ze sobą. Agnieszka poznała kolejnego chłopaka.

Reklama

– Miał na imię Kuba. Kiedy już zdecydowałam się wstąpić do zakonu, zabrałam ze sobą jego zdjęcie. To ciekawe. Bo to był kolejny chłopak, co do którego wiedziałam, że nie chcę z nim być, i znowu zerwałam związek. Było to dla mnie trudne, niezrozumiałe, nie wiedziałam, co się wokół mnie dzieje. Już uświadomiłam sobie, że tęsknię za życiem w zakonie. Ale wstępując, myślałam o Kubie. Może zabrałam to zdjęcie, żeby pamiętać, jaki był przystojny? – zamyśla się siostra Tymoteusza.

Na początku formacji zakonnej znowu wróciła myślami do pierwszego chłopaka.

– Byliście tak normalnie parą, jak chłopak z dziewczyną? – dopytuję.

– Tak, ale przed zakonem – odpowiada siostra Tymoteusza. – Potem odwiedzał mnie w klasztorze. I to było ciekawe. Bo znowu miałam chęć ciągłego spotykania go, na szczęście przeszło mi po jakimś czasie. Powołanie było czymś silniejszym. Być może nie były to prawdziwe zakochania? – zamyśla się znowu siostra Tymoteusza.

Po chwili dodaje, że to wszystko było dobre:

– Nic złego, czego miałabym żałować, nie wydarzyło się.

On nie odpuścił tak od razu. Napisał list, że wszystko można cofnąć, że może ona wróci do stanu świeckiego. Nie odpisała.

– Jest szczęśliwy? – dopytuję, czując niedosyt opowieści.

– Myślę, że tak. Ale nie mamy już ze sobą kontaktu. Spotkałam się z nim kiedyś na chwilę, nie mogę powiedzieć, że był mi obojętny… Myślę, że nigdy nie będzie. Z dużym szacunkiem staram się o nim mówić i z wielkim sentymentem wracam do wspólnych chwil. One były po prostu dobre.

ZOBACZ KSIĄŻKĘ "Tajemnice szczęśliwych kobiet. Prawdziwe życie sióstr zakonnych".

Ocena: +2 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Bł. Wincenty Lewoniuk i 12 Towarzyszy Męczenników

CZYTAJ DALEJ

Biskupi w Ziemi Świętej: stańcie po stronie mieszkańców

2026-01-23 17:02

[ TEMATY ]

Ziemia Święta

biskupi

Vatican Media

Na zakończenie swojej dorocznej pielgrzymki do Ziemi Świętej, Koordynacja Biskupów ds. Ziemi Świętej wydała oświadczenie, wzywając do uznania godności ludzkiej oraz modlitwy, aby pokój zwyciężył nad przemocą.

„Mieszkańcy Ziemi Świętej wołają o naszą pomoc i modlitwy; pragną końca swojego cierpienia. Stańcie po ich stronie. Uznajcie ich wołanie o godność. Pomóżcie wspierać autentyczny dialog między wspólnotami” - czytamy w przesłaniu.
CZYTAJ DALEJ

W Egipcie odkryto kompleks klasztorny

2026-01-23 15:41

[ TEMATY ]

Egipt

klasztor

odkrycie

Adel_Onsi_Mohamed/pixabay.com

Na stanowisku wykopaliskowym Al-Deir w prowincji Sohag egipscy archeolodzy odkryli pozostałości dużego kompleksu klasztornego z czasów bizantyjskich. Według oficjalnych informacji, jest to największe znalezisko tego typu w regionie. Klasztor, zbudowany w całości z cegły mułowej, składał się z kilku prostokątnych budynków o wymiarach od 2,4 na 2,1 metra do 4,5 na 4,8 metra.

Budynki miały tynkowane ściany z wbudowanymi niszami, wewnątrz znajdowały się prostokątne sale, z których niektóre na wschodnich krańcach miały struktury apsydalne. Można je było prawdopodobnie zidentyfikować jako miejsca modlitwy i nabożeństw, poinformowała strona internetowa „La Brújula Verde”, powołując się na informacje z niemieckiej agencji katolickiej KNA, która zamieściła zdjęcia znalezisk. Do tych wspólnych pomieszczeń przylegały sklepione komnaty, prawdopodobnie wykorzystywane jako pojedyncze cele dla mnichów.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję