Jak pisze w swoim portfolio, maluje człowieka, który poznaje siebie w relacji do Boga, drugiego człowieka i który jest częścią świata przyrody. Inspiracje czerpie z Pisma Świętego, biografii świętych, a także z podróży.
Kocham malarstwo
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Albumy sztuki przeglądała już jako dziecko. Zachwycały ją prace C. Moneta, A. Renoira. – Już wtedy czułam, że malarstwo to coś, co jest we mnie. Zaczęłam jednak studiować politologię, myśląc o pracy z tym związanej. Po studiach wyjechałam do Anglii i tam skupiłam się na poznawaniu języka. Pracowałam dorywczo, ale chciałam się też spełniać artystycznie – opowiada o swojej drodze do odkrycia talentu malarskiego. W Anglii zrobiła roczny kurs teatralny w Collegu i zaczęła grać. – Dostawałam role i występowałam na deskach teatrów. Byłam zapraszana na castingi głównie do ról imigrantek, ale pracowałam też poza teatrem – opowiada p. Agnieszka. Po powrocie do Polski rozpoczęła pracę w instytucji kulturalnej, promującej kulturę polską zagranicą.

Reklama
– Bardzo lubiłam tę pracę, ale cały czas wracało do mnie malarstwo, poszłam więc na kurs malowania. Przełomem był wyjazd na Okinawę. Odwiedziłam tam muzeum, a później zaczęłam przeglądać albumy. Gdy zobaczyłam te wszystkie prace, dotarło do mnie, co naprawdę chcę robić. Po jakimś czasie złożyłam dokumenty na ASP w Krakowie na studia podyplomowe. Dwa lata studiów uświadomiły mi, że kocham malarstwo – opowiada.Prace, które tworzyła, początkowo zamieszczała na instagramie i w mediach społecznościowych, później rozpoczęła prezentacje w galeriach.
– Uważam, że ten talent to wielka łaska. Kilka wystaw z ostatniego czasu to wystawy o tematyce duchowej. Inspirację czerpię z wnętrza, z tego, co się dzieje na płaszczyźnie ducha. Często gdy zaczynam pracę, nie planuję tego, co maluję. Oddaję się temu, co wewnętrzne. Czasem jest tak, że zostaje we mnie tekst Pisma Świętego i on pracuje. A to, co potem maluję jest tego efektem – dzieli się p. Agnieszka.
Z piwnicy do salonu
Po przyjeździe do Wrocławia związała się z Domem Edyty Stein. Stało się to dzięki uprzejmości p. Marii Kromp-Zaleskiej, dyrektor domu. – Gdy studiowałam na ASP, zapytałam p. Marię, czy mogłabym gdzieś w przestrzeniach domu malować obrazy większych formatów. P. Maria udostępniła mi wówczas piwnicę, w której znajdował się duży stół. I tam malowałam w czasie weekendów. To był bardzo ważny dla mnie czas, nie tylko pod względem artystycznym, ale i duchowym – opowiada malarka.
Reklama
Po paru latach przeniosła się z piwnicy do salonu, zaproszona przez panią dyrektor do zaprezentowania prac. – Pani Maria dała mi przestrzeń i powiedziała, że mogę zaprezentować, co chcę. Z jednej strony to pięknie, że jest możliwość wyboru, ale dość długo zastanawiałam się, z jakim tematem podejść do tego niezwykłego miejsca. W końcu powstała wystawa inspirowana postacią Edyty Stein. Wystawa nosiła tytuł „Narodzić się na nowo” i podejmowała wątek narodzin z Ducha Świętego – opowiada p. Agnieszka.
Ekspozycja obejmowała trzy wątki. Pierwszym z nich było spotkanie Nikodema z Panem Jezusem. Drugi wątek związany był z Edytą Stein, która zadała kiedyś pytanie, czy to możliwe, żeby narodzić się na nowo w wieku dojrzałym. Trzeci wątek dotyczył osobistego doświadczenia nawrócenia i relacji z Chrystusem. – To bardzo intymna przestrzeń, w której pokazałam taki zarys mojego postrzegania Pana Jezusa jako człowieka i tego, co przeszedł. Ta relacja z Jezusem wybrzmiała, choć bardziej chciałam oddać głos postaci biblijnej i Edycie Stein – opowiada autorka wystawy.
Prowadzi do Jezusa
Ciekawym doświadczeniem dla artystki jest praca nad portretem Edyty Stein. – Edyta jest często w moich myślach. Od lat próbuję stworzyć jej portret, ale nie mogę tego zrobić. Maluję szybko, gestem. Ale gdy zaczynam malować Edytę, kończę na Panu Jezusie lub na krzyżu. Ona prowadzi do Niego. Może jednak przyjdzie taki moment, że zgodzi się, żebym ją namalowała? – uśmiecha się p. Agnieszka.
Częstym tematem jej prac jest wątek apokaliptyczny. Artystka dotyka tematów walki duchowej, ale i nadziei. – Apokalipsa jest księgą nadziei i staram się w moich pracach tę nadzieję nieść. My, ludzie wierzący wiemy, kto jest Dawcą nadziei – mówi.
Reklama
Wśród jej prac jest m.in. obraz zatytułowany „Nadzieja”. – Znajdujące się na nim zdjęcie Maryi z dzieciątkiem Jezus przysłała mi z wakacji dr Anna Siemieniec z Domu Edyty Stein. Jest to fotografia grafiki, która namalowana została gdzieś na ścianie, bodajże we Włoszech. Poprosiłam Annę o możliwość wykorzystania tego zdjęcia w swojej pracy. Grafika przedstawia Maryję z Jezusem, który trzyma w ręku farbę z napisem „hope”. Ta nadzieja jest właśnie w Panu Jezusie i w tym, że kroczymy do nieba. Praca jest kolażem, łączącym malarstwo i fragmenty fotografii. Na obrazie jest też okno, które odczytujemy jako niebo. Pojawia się także element drabiny – symbol Maryi, przez którą my, grzesznicy możemy się wspinać do nieba – tłumaczy symbolikę obrazu p. Agnieszka.
Nikodem i Miłosierny
Wśród prac uwagę zwraca obraz przedstawiający spotkanie Nikodema z Jezusem. – Ten obraz jest bardzo symboliczny. Nikodem jest na nim usytuowany w bramie, a kiedyś wszystkie drogi zaczynały się właśnie w bramach. Na obrazie nie widać Pana Jezusa, ale jest światło, które Go symbolizuje. Brama zaś stała się drogą do Pana Jezusa – mówi malarka i podkreśla, że ważne jest również, by obraz dawał odbiorcy przestrzeń do własnej interpretacji. – Czasem odbiorca może znaleźć w nim o wiele więcej niż autor chciał przedstawić. Zdarza mi się, że rozmawiam z ludźmi, którzy zupełnie inaczej postrzegają moją pracę niż ja. I to jest bardzo cenne. Dla mnie najważniejsze jest, by te prace poruszały duchowo – podkreśla artystka.
Wśród ulubionych obrazów znajduje się kolaż – Spojrzenie Jezusa Miłosiernego. – Z dużą wrażliwością podeszłam do tego tematu. Miałam dylemat, gdy go malowałam, nawet konsultowałam to z kapłanami. To jest wzrok z obrazu Pana Jezusa Miłosiernego. Ten wzrok wodzi za odbiorcą, ale są różne interpretacje samego mojego obrazu. Słyszałam takie, że Pan Jezus patrzy przez dziurkę od klucza, że człowiek ma zamknięte drzwi serca a Pan Jezus obserwuje, ale się nie narzuca. Dla mnie to spojrzenie Jezusa, które jest kojące i uzdrawiające – podkreśla Agnieszka Paluch.
