Regularnie, przy różnych okazjach i rocznicach, przedstawiciele niemieckich władz – a więc reprezentanci państwa sprawców – mówią i piszą w sposób, który w istocie jest wyparciem się zbrodni, za które rzekomo przepraszają. Stało się tak również w tym roku, przy okazji rocznicy wyzwolenia niemieckiego obozu zagłady Auschwitz.
„27 stycznia 1945 r. został wyzwolony obóz Auschwitz-Birkenau, uwidaczniając skalę zbrodni nazistowskich. Pamięć jest naszym obowiązkiem. W Polsce, kraju szczególnie doświadczonym przez okrucieństwo niemieckiej okupacji, pamięć ta zajmuje szczególne miejsce. #WeRemember” – napisał ambasador Niemiec w Polsce Miguel Berger. To ten sam polityk, który dwa miesiące wcześniej polski raport o stratach poniesionych w wyniku agresji i okupacji niemieckiej z lat 1939–1945 określał na platformie X jako „raport” w cudzysłowie, a działania Arkadiusza Mularczyka nazywał „aktywizmem”. W tym samym wpisie zarzucał, że liczenie strat i dbanie o pamięć niemieckich zbrodni to „kreowanie podziałów” i że w ten sposób „pomaga się Putinowi”.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Kluczowy jest tu brak jednego słowa. Przymiotnika „niemieckie”. To nie przeoczenie ani niezręczność językowa. To konsekwentnie prowadzona polityka, niezależna od tego, kto akurat rządzi w Berlinie. Chłodna kalkulacja, której celem jest rozmycie sprawstwa, a w konsekwencji zachowanie każdego skradzionego Polakom dobra – bez zapłaty choćby jednego euro. „Nazizm” nie ma spadkobierców i nie płaci reparacji. Niemcy musieliby.
Słowo, które Niemców parzy, to właśnie „niemieckie”. Niemieckie zbrodnie. Niemiecka okupacja. Niemiecka odpowiedzialność. Zastępowanie go eufemizmami – „nazistowskie”, „hitlerowskie”, „reżimowe” – to strategia, nie przypadek. Tymczasem pamięć ofiar nie zna dyplomatycznych skrótów ani hashtagów. Auschwitz był niemieckim obozem, zbudowanym, zarządzanym i strzeżonym przez państwo niemieckie. Polska była ofiarą, nie „miejscem zdarzeń”. A rachunek do dziś nie został zapłacony.
Jako prawnuk człowieka zamordowanego w niemieckim obozie nie życzę sobie zakłamywania tej pamięci. Mam obowiązek mówić o tym głośniej im bardziej spadkobiercy sprawców próbują te zbrodnie tuszować. Nikt nie kreuje dziś większych „podziałów” niż państwo, które najpierw okradło Polskę, a dziś odmawia elementarnej sprawiedliwości swoim ofiarom.
Pamięć jest obowiązkiem – to prawda. Ale odpowiedzialność jest wyborem. I dopóki Niemcy nie zdecydują się wypowiedzieć do końca jednego, prostego słowa: niemieckie, dopóty ta historia nie będzie zamknięta.
