Reklama

Sercańskich wspomnień czar…

2015-09-24 12:02

Izabela Fac
Edycja rzeszowska 39/2015, str. 4-5

Archiwum IF
Ekipa na górskich szlakach - s. Sebastiana, Agnieszka, autorka tekstu, m. Damaris

Przed wakacjami s. Serafia Pajerska – nasza radiowa sercanka – zapytała mnie, czy z okazji beatyfikacji matki Klary Ludwiki Szczęsnej – współzałożycielki Zgromadzenia Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego, czyli Sióstr Sercanek – nie można by zrobić jakiejś audycji o niej... Ale czemu tylko jedną? – zapytałam. I tak powstał pomysł cyklu radiowych spotkań z matką Klarą, jej życiem i działalnością na tle czasów, w których przyszło jej żyć. Dla mnie to było jednak coś więcej. Wspomnienia

Moje pierwsze zetknięcie się z siostrami sercankami to newsroom Katolickiego Radia Via, kiedy wiele lat temu z pewnym przerażeniem w oczach miałam uczyć się obsługiwać program do przygotowywania dźwięków do audycji. Wtedy właśnie siedząca obok siostra zakonna uśmiechnęła się do mnie i tak się zaczęło. Stała się recenzentką pierwszych radiowych kroków z niezapomnianym „gdzie tak pędzisz”, kiedy usiłowała nieco zwolnić szybkość wypowiadanych przeze mnie słów w eterze.

S. Sebastiana Choroś nie tylko swoim spokojem i ciepłem „osłodziła” pierwsze radiowe chwile, ale również stała się inicjatorką swoistych sercańsko-tatrzańskich rekolekcji, na które przez kilka lat w mniejszym lub większym gronie jeździłyśmy z nią oraz ówczesną przełożoną prowincjalną m. Damaris Kolebuk – z rozpędu czasem nazywaną Matką Demeter, bo rzadkość jej imienia powodowała czasem „zaćmienie umysłu”. To był niemal rytuał – ustalanie daty, wreszcie wyjazd i wyczekiwany powrót do Domu Zgromadzenia w Zakopanem. Znajoma uliczka, figura, budynek, potem szybko na piętro i już było się w przytulnej kaplicy. Te wyjazdy to też niezapomniane wspólne posiłki, słowa tamtejszej siostry przełożonej: „Macie zjeść wszystko, bo będzie padać” – a i tak czasem padało i kilogramów przybywało też, domowa atmosfera, rozmowy z tamtejszymi siostrami, z gośćmi... Rekolekcje w górach, rekolekcje w słońcu, w deszczu i widokiem na górskie pasma. Po całorocznym zabieganiu to wszystko było wytchnieniem dla duszy. Codzienna Msza św., wieczorne spotkania na konferencjach i rozważaniach czytań Pisma Świętego pozwalały szukać sensu wielu wydarzeń, rzeczy, słów... Każdy dzwonek telefonu denerwował, drażnił hałas Krupówek, przez które „przelatywałyśmy” z zawrotną szybkością, byle szybciej znaleźć się daleko od ich zgiełku.

Reklama

I oczywiście góry, góry, góry… Z podziwem patrzyłyśmy na siostry, jak z rozwianymi habitami szybciej od nas potrafiły wspiąć się na górskie zbocza, albo w jednym momencie zatopić się w modlitwie nad Morskim Okiem. I za każdym pobytem planowane zdobycie Grzesia – nie wiadomo dlaczego szczególnie ulubionego przez nas tatrzańskiego szczytu – nigdy nie zostało zrealizowane, jakby czekało, że kiedyś jeszcze raz wspólnie staniemy na tatrzańskich szlakach... Te wyjazdy są nie tylko dla mnie niezapomniane, zatrzymane w pamięci, wspomnieniach i fotografiach.

Radiowe i górskie spotkania spowodowały, że duchowość sercańska i działalność Zgromadzenia nie są dla mnie tylko informacją z portalu internetowego, ale mają konkretny wymiar, treść i znaczenie, twarze spotkanych ludzi. Od czasu do czasu zaglądam na ulicę ks. Józefa Sondeja w Rzeszowie do Domu Prowincji pw. św. Józefa, gdzie siostry sprawują pieczę nad Domem Samotnej Matki, znajdującym się tam Oknem Życia oraz kameralną bursą dla studentek. Podrzucam zawsze parę rzeczy uśmiechniętej s. Dominice, która przekazuje je potem potrzebującym, wdrapuję się krętymi schodkami na piętro, by porozmawiać z s. Serafią, „ogrzeję się” w atmosferze Domu i przyglądam się, jak siostry służą kobietom i dziewczętom potrzebującym moralnej i materialnej pomocy, a także włączają się w potrzeby Kościoła. Tak jak chciał założyciel św. Józef Sebastian Pelczar i m. Klara Ludwika Szczęsna.

Tagi:
zakon siostry

Ewangelia moją pasją

2019-06-04 13:09

Ks. Waldemar Wesołowski
Edycja legnicka 23/2019, str. 3

3 maja br., podczas VIII Zwyczajnej Kapituły Generalnej Zgromadzenia Sióstr św. Marii Magdaleny od Pokuty, dokonano wyboru nowych władz zgromadzenia. Przełożoną generalną została s. Wiesława Kopij. We władzach zarządu znalazły się również: wikaria generalna s. Iwona Hałamuszka, radne generalne – s. Olga Soroka, s. Malwina Raźniak oraz s. Zofia Smagur. Z nową Matką Generalną rozmawia ks. Waldemar Wesołowski

Ks. Waldemar Wesołowski
Matka Generalna Sióstr Magdalenek s. Wiesława Kopij CSMM

KS. WALDEMAR WESOŁOWSKI: – Jakie zadania stoją przed Matką Generalną?

S. WIESŁAWA KOPIJ: – Bóg tak sprawił, że to właśnie ja zostałam wybrana do tego zadania. Podstawowym zadaniem przełożonej generalnej jest koordynowanie misji, jaką mamy w Kościele. Chodzi tu m.in. o sprawy personalne, towarzyszenie wszystkim siostrom w ich życiu, w problemach, jakie się pojawiają, jeśli zechcą te problemy zawierzyć, aby wspólnie próbować je rozwiązać. Matka Generalna jest także odpowiedzialna za obsadzanie różnych stanowisk i funkcji, wyznaczanie i koordynowanie prac, które podejmujemy w naszych placówkach. Zdaję sobie sprawę z tego, że zaczynając pełnić tę funkcję, jestem przede wszystkim odpowiedzialna przed Panem Bogiem i przed Nim będę odpowiadać za to, jak realizować będę ten urząd, ale także, jak każdy człowiek, mam swoje słabości, dlatego potrzebuję ogromnego wsparcia ze strony nieba i sióstr.

– Wybór Matki Generalnej dokonuje się przy asystencji Ducha Świętego, ale można powiedzieć, że jest to wybór demokratyczny, to wspólna decyzja Sióstr Magdalenek.

– Z pewnością wybór jest owocem zaufania do danej siostry, na którą oddaje się głos. Na kolejne lata w jej ręce składa się los zgromadzenia. Myślę, że to wypływa zwłaszcza z zaufania Panu Bogu.

– Jak w tej chwili wygląda życie i posługa sióstr w Polsce i za granicą?

– Zgromadzenie sięga czasów średniowiecza. Był to zakon klauzurowy. Od 1995 r. jesteśmy zgromadzeniem kontemplacyjno-czynnym. Tak zdecydowała Stolica Apostolska. Naszym charyzmatem jest wynagradzanie Sercu Pana Jezusa za grzechy świata, zwłaszcza kobiet. Podejmujemy zatem zadania, przez które realizujemy nasz charyzmat. Jednym z nich jest ognisko wychowawcze, w którym pomagamy dziewczętom zagubionym w życiu. To próba pokazania dziewczętom, że można żyć inaczej, że życie w porządku łaski daje człowiekowi prawdziwe szczęście. Ponadto posługujemy także w domu księży emerytów we Wrocławiu, w Kurii Biskupiej w Legnicy oraz w seminarium duchownym. Mamy też siostry katechetki, które pracują w szkołach, zakrystianki pracujące w parafiach. W sumie w Polsce mamy 6 placówek, oraz 3 w Niemczech.

– Jedną z trosk Matki Generalnej jest także troska o nowe powołania?

– Tak, my też doświadczamy kryzysu powołań, których nie ma wiele. Dlatego na naszej kapitule została podjęta inicjatywa głębszej modlitwy, prośby, wołania do Pana Boga o nowe, święte powołania do zgromadzenia. Wspólnie podjęłyśmy także postanowienie, by w tej intencji, w ciągu 9 miesięcy przez 9 dni, podjąć post ścisły o chlebie i wodzie. Ponadto od czerwca podejmujemy coroczną modlitwę przed obrazem Matki Bożej Jasnogórskiej podczas nocnego czuwania. Pierwsze z nich odbędzie się 30 czerwca br. na Jasnej Górze. Do tej modlitwy zapraszamy wszystkie osoby, które są związane z nami: zarówno z duszpasterstwa kobiet, dziewczęta z naszego ogniska oraz te, które przyjeżdżają do nas na dni skupienia. Nie ograniczamy się tylko do tych inicjatyw, gdyż każdego dnia, w naszych modlitwach prosimy Boga o wzbudzenie nowych powołań i odwagę odpowiedzenia na głos Boga.

– Na początku tej nowej drogi, nowych zadań, czego Siostrze najbardziej potrzeba?

– Najważniejsza jest modlitwa. Muszę powiedzieć, że z różnych stron Polski otrzymuję informacje, że jest odprawiana gdzieś Msza św. w intencji zgromadzenia, że ktoś się za nas modli. To jest ważne, by między nami były miłość i pokój, byśmy mogły realizować nasz charyzmat i o taką pomoc proszę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jak reżyseruje się „marsze równości”

2019-08-13 12:55

Rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 33/2019, str. 38-39

W Polsce marsze środowisk LGBT nazywane są „marszami równości”. Na całym świecie te same parady znane są jako „Gay Prides”, co wskazuje na ich zasadniczy cel – ukazanie dumy z bycia homoseksualistami.
W Polsce próbuje się przedstawić „marsze równości” jako spontaniczne inicjatywy ludzi, którzy twierdzą, że są dyskryminowani i walczą o należne im prawa. Ale, oczywiście, tak nie jest. Na całym świecie wszystkie „Gay Prides” mają podobną scenografię i tę samą „reżyserię”, co wskazuje na to, że służą one tym samym celom wyznaczonym przez ideologów LGBT.
O próbę przeanalizowania tego zjawiska poprosiłem prof. Tommasa Scandroglia – dawnego wykładowcę Uniwersytetu Europejskiego w Rzymie.

vitaumanainternazionale.org
Prof. Tommaso Scandroglio

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Badał Pan Profesor zjawisko parad homoseksualnych, zwanych „Gay Pride”. Co je charakteryzuje?

PROF. TOMMASO SCANDROGLIO: – Wszystkie „Gay Prides”, parady dumy gejowskiej, mają pewne wspólne cechy, które starałem się przeanalizować. Przede wszystkim cechuje je duch protestu. Parady te mają w sobie coś z ducha demonstracji 1968 r. (rewolucja studencka), które w roszczeniach dla pewnych grup społecznych (robotników, studentów, kobiet) nie proponowały postaw obronnych, ochrony danej kategorii, ale uciekały się do atakowania tych, których przedstawiano jako wrogów: pracodawców/kapitalistów przeciwstawiano robotnikom, nauczycieli/rodziców – uczniom, mężczyzn/rodziny/dzieci – kobietom. W analogiczny sposób w „Gay Prides” maszeruje się nie na rzecz osób homoseksualnych, ale zawsze przeciwko komuś. Przede wszystkim przeciwko Kościołowi, przeciwko tym, którzy twierdzą, że akty homoseksuale są nieuporządkowane, przeciwko partiom prawicowym, przeciwko ludziom o tradycyjnych poglądach itd. Krótko mówiąc – charakterystyczną cechą tych parad jest duch antagonistyczny, który zaprzecza hasłom o niedyskryminacji, integracji, otwartości na to, co różne, wykrzykiwanym podczas tych samych manifestacji. Innymi słowy – środowiska homoseksualne domagają się dialogu, otwarcia, bycia przyjaznymi, ale same przyjmują całkowicie odwrotną postawę: postawę wrogości, wojowniczości, niezdolność do dialogu.

– Dlaczego znaczna część uczestników tych parad manifestuje półnaga?

– To prawda, że „Gay Prides” to parada półnagich ciał (kostium kąpielowy jest najbardziej popularny), a to z kilku ważnych powodów. Pierwszy – to prowokacja. Zgodnie z agresywnym, wojowniczym duchem, o którym wspomniałem, konieczne jest sprowokowanie „wroga”, zmuszenie go do niekontrolowanej reakcji, by następnie oskarżać go o bigoterię, niewrażliwość i homofobię. Drugi powód – to krytyka. Nagość jest wykorzystywana jako obraza stereotypów, normalności, naturalności relacji. Kryje się za tym rewolucyjne przesłanie: obalić porządek ustanowiony przez Boga, który chciał, by mężczyzna czuł pociąg do kobiety i vice versa, a w szczególności obalić znaczenie czystości i wstydliwości, postrzeganych już nie jako cnoty, ale tabu, które trzeba przełamać, wrogie indywidualnej wolności i pełnemu wyrażaniu siebie. Trzeci powód to transgresja. Półnagie ciało osoby homoseksualnej jest wyrazem pragnienia przekroczenia wszystkich ograniczeń w sferze seksualnej. Pierwszym takim ograniczeniem jest, oczywiście, heteroseksualizm – rozpusta jest rozumiana jako wyzwalająca siła własnych popędów. Czwarty powód to przeciwstawienie „fizyczności” „wewnętrzności” – nagość świadczy o tym, że związek homoseksualny często koncentruje się na erosie, a wymiar afektywny (który jest również chaotyczny, ponieważ pochodzi z orientacji homoseksualnej, która jest nieuporządkowana, jak naucza katechizm), to aspekt drugorzędny. To właśnie fizyczność jest często źródłem stosunków homoseksualnych. Innym powodem jest narcyzm ich uczestników, dla których parada może być sceną do popisu w nadziei, że zostaną zauważeni i docenieni.

– Parady te organizowane są wszędzie i na szeroką skalę, nawet w krajach i miejscach, w których osób o skłonnościach homoseksualnych jest bardzo mało – tak jakby ktoś chciał „narzucić” społeczeństwu temat homoseksualizmu, aby przyzwyczajać ludzi do tego zjawiska...

– To prawda, ponieważ jednym z celów tych parad jest przyczynienie się do uznania zjawiska homoseksualizmu i transseksualizmu za normalne w świadomości zbiorowej, do pozbawienia zwykłych ludzi wrodzonego impulsu krytycznego. Rozpowszechnienie parad na całym świecie sprawiło, że stały się one zjawiskiem obyczajowym, już nawet nie tak nieprzyzwoitym, co w oczywisty sposób pomogło w podejmowaniu wielu innych działań mających na celu „normalizację” homoseksualizmu. Historycznie „Gay Prides” były pierwszą publiczną inicjatywą, która miała na celu akceptację homoseksualizmu w społeczeństwie.

– W Polsce, podobnie jak w innych krajach, „marszom równości” towarzyszą bluźniercze gesty. Dlaczego tak się dzieje?

– Jednym z ich wyróżników jest bluźnierczy charakter i bezczeszczenie Kościoła oraz ducha religijnego. Wspomniałem wcześniej o antagonistycznym wymiarze parad, a pierwszym wrogiem, którego należy zniszczyć, jest Kościół. Dlatego jest w nich tak wiele wulgarności, obelg i bluźnierczych przedstawień przeciwko Bogu, Matce Bożej i świętym. W tych gestach pełnych przemocy nie chodzi tylko o zamiar bezczeszczenia, modny od 1968 r. aż do chwili obecnej, ale jest to przejaw prawdziwej nienawiści do „sacrum”, tak jakby Kościół i święci byli wyrzutem sumienia dla sumienia tych ludzi.

– W większości krajów istnieją prawa uznające bluźnierstwo i oczernianie religii za przestępstwa, które podlegają karze. Dlaczego nikt nie karze homoseksualistów, którzy dopuszczają się takich przestępstw, podczas gdy ludzie przeciwni „marszom równości” są piętnowani lub wprost prześladowani?

– Z jednej strony – ludzie, którzy ośmielają się krytykować bluźniercze gesty i słowa uczestników „Gay Prides”, uważani są za homofobicznych, nieliberalnych, dyskryminujących, średniowiecznych, ponieważ rzekomo cenzurują wolność wypowiedzi. A z drugiej – ludzie, którzy obrażają uczucia religijne całego ludu, korzystają tylko z prawa do wolności słowa! Tak więc są dwie miary oceny: jeśli gej obraża Madonnę, to ta obraza jest wyrazem wolności słowa, a jeśli wierzący krytykuje homoseksualistę, który obraża Maryję, to zasługuje na pójście do więzienia za zniesławienie. Jest to skutek masowej kampanii kulturowej, która zmieniła zbiorowe postrzeganie zjawiska homoseksualizmu i sprawiła, że zwykli ludzie wierzą – z jednej strony – że działacze gejowscy są zawsze ofiarami, które należy bronić, a z drugiej – że katolik jest zawsze „katem” i dlatego zasługuje na pozbawienie wolności słowa, by nie mógł dyskryminować. Ta nierówność traktowania, a raczej otwarta dyskryminacja ludzi wierzących, wywiera w konsekwencji wpływ również na sędziów, którzy w tych sprawach przychylają się do dominujących, mainstreamowych opinii.

– Na stronie homoseksualistów „Gayly Planet” można przeczytać: „Nawet jeśli parady są przezabawne, a ty tańczysz aż do wyczerpania, pozostają demonstracjami politycznymi, by walczyć o równość i prawa społeczności LGBTQ”. Czy „Gay Prides” są formą walki politycznej?

– Według ideologów „tęczowych parad”, prawdziwy gej musi być aktywny politycznie. Homoseksualizm nie może pozostać w sferze prywatnej, ale musi stać się instancją polityczną, musi mieć wymiar publiczny, a zatem musi zostać przekształcony w walkę o swobody obywatelskie, prawa, finansowanie publiczne itp.

– Jeśli za paradami LGBT kryje się konkretna ideologia, to każdy ma prawo je krytykować, tak jak istnieje prawo do krytyki każdej partii czy ideologii...

– Krytyka, kontestacja, dezaprobata zawsze były bronią ruchu LGBT.

– Światowe lobby LGBT od dawna chce zmusić Kościół do zmiany nauki o zachowaniach homoseksualnych. Jakich metod używa, aby to osiągnąć?

– Wśród wielu strategii możemy wskazać trzy. Pierwsza to szantaż. W Kościele, jak przyznał sam Papież, działają lobby homoseksualne i są one bardzo wpływowe. Szantaż jest narzędziem do załatwiania wielu spraw. Jeśli jakiś biskup, rektor seminarium, przewodniczący jakiegoś papieskiego organizmu ma „plamy na życiorysie”, to stają się one walutą wymiany: gejowskie lobby obiecuje, że nie ujawni nic z tego, co wie o życiu biskupa, rektora czy księdza, w zamian za bycie przyjaznym gejom – „gay friendly”. Druga strategia: to przekonanie ludzi, że większość księży jest homoseksualistami. Jest to strategia promowana również przez socjologa i działacza gejowskiego Frédérica Martela w książce „Sodoma”. Twierdzi on, że skoro homoseksualizm jest tak rozpowszechniony w Kościele, to należy go „znormalizować”, uznać za naturalny wariant orientacji seksualnej. I trzecia strategia, również obecna w tekście Martela: ukazywanie homofobów (to neologizm zrodzony z teorii płci, który ma oznaczać ludzi źle nastawionych do homoseksualizmu) jako utajonych homoseksualistów. Tak więc ci, którzy krytykują homoseksualizm, są homoseksualistami, nawet jeśli o tym nie wiedzą. To sztuczka polegająca na tym, że z jednej strony zmusza się kogoś do milczenia, aby uniknąć podejrzeń o homoseksualizm, a z drugiej, na poziomie medialnym, ukazuje się środowsko konserwatywne jako garstkę bigoteryjnych hipokrytów.

* * *

Polska jest na półmetku zaplanowanej na ten rok kampanii środowisk LGBT+.

Od kwietnia do października br. w 23 polskich miastach organizowane są parady i tzw. marsze równości. Pierwsze miały już miejsce, a w sierpniu „marsze równości” przejdą ulicami: Płocka, Gorzowa Wielkopolskiego, Katowic, Szczecina, Torunia, Kalisza, Wrocławia i Lublina.

W ubiegłym roku odbyło się w Polsce 14 tęczowych parad, a w bieżącym jest ich o 40 proc. więcej. Charakterystyczne jest, że organizowane są one nie tylko w dużych aglomeracjach, ale coraz częściej w małych, odległych od centrum, ośrodkach, gdzie społeczność LGBT jest znikoma i nigdy przedtem publicznie się nie prezentowała.

(KAI)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Grzegorz Kaszak: Cóż złego zrobiła wam Maryja? Za co Ją tak straszliwie obrażacie? To nas bardzo boli

2019-08-25 21:16

Magda Nowak

W wigilię uroczystości Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej, 25 sierpnia głównymi ulicami miasta przechodzi procesja maryjna na Jasną Górę z udziałem duchowieństwa, mieszkańców Częstochowy i pielgrzymów z terenu archidiecezji. Tradycyjnie procesję poprzedzają nieszpory odprawiane w archikatedrze.

Bożena Sztajner/Niedziela

– Poprzez macierzyńską obecność Maryi Kościół nabiera szczególnej pewności, że żyje życiem Chrystusa Zbawiciela, że żyje tajemnicą odkupienia i uzyskuje także tę jakby doświadczalną pewność, że jest po prostu domem każdego człowieka – mówił podczas nieszporów abp Wacław Depo, metropolita częstochowski. Wskazał również na Maryję jako na znak nadziei, Ona jest Tą, która zachęca by mieć odwagę uwierzyć na nowo Bogu i śmiało spojrzeć w oczy Chrystusa. – Pragniemy w tej właśnie modlitwie i w naszej procesji, która jest zawsze rodzajem świadectwa, podziękować Bogu za dar Matki.

Zobacz zdjęcia: Procesja z Obrazem Matki Bożej z Archikatedry Częstochowskiej na Jasną Górę

Pragniemy prosić Go, aby postawił Maryję na naszej drodze jako światło, które pomaga nam, abyśmy my stali się światłem dla tych, którzy jeszcze trwają w ciemnościach grzechu – podsumował.

W procesji pod przewodnictwem metropolity częstochowskiego abpa Wacława Depo, uczestniczyli kapłani: z biskupem seniorem Antonim Długoszem, biskupem pomocniczym Andrzejem Przybylskim, kapitułą Bazyliki Archikatedralnej; osoby życia konsekrowanego, duża rzesza wiernych, członkowie ruchów i bractw archidiecezji, klerycy Wyższego Seminarium Duchownego w Częstochowie oraz pielgrzymi.

Uwieńczeniem modlitwy była Msza św. celebrowana na jasnogórskim Szczycie, będąca jednocześnie ostatnią nowennową Eucharystią przed jutrzejszą uroczystością. Kazanie do zebranych wygłosił bp diecezji sosnowieckiej Grzegorz Kaszak. Słowa rozważania skupił na trwających w Polsce aktach profanacji wizerunku Matki Bożej. – W trosce o szacunek dla naszej Królowej i o dobrobyt naszej ukochanej ojczyzny nie możemy milczeć, tylko na różne sposoby musimy wyrazić swój sprzeciw przeciwko tym skandalicznym zachowaniom oraz podejmować czyny pokutne, by zadośćuczynić Panu Bogu za bluźnierstwa wobec Maryi i Jego osoby – mówił.

– Pytamy autorów i uczestników ataków na Przenajświętszą Panią: Cóż złego zrobiła wam Maryja? Za co Ją tak straszliwie obrażacie? To nas bardzo boli. Maryja jest Matką Boga i naszą Matką, którą bardzo szanujemy i kochamy. Tymi haniebnymi czynami obrażacie także nasze uczucia religijne. Dlatego nie ma i nigdy nie będzie naszego przyzwolenia na takie niedopuszczalne zachowanie – zaznaczył abp Grzegorz Kaszak.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem