Wystąpił on na spotkaniu charytatywnym, zorganizowanym w niedzielę w stolicy stanu - Dżos, przez Fundację Plateau Unite. Do opisanych wydarzeń doszło we wrześniu ubiegłego roku.
Gyang opisał, jak bandyci Fulani - tak określił napastników - zaatakowali mieszkańców wioski, zabili ponad 10 osób i zmusili wszystkich do opuszczenia ziemi ich przodków.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
W rozmowie z PAP Gyang skarżył się, że obecnie jego ludzie, którzy przeżyli atak, są rozproszeni po obozach dla przesiedleńców, gdzie niektórzy muszą żebrać, aby wyżywić swoje dzieci.
- Przez kilka lata żyliśmy z tymi ludźmi w jednej wiosce, niektórzy z nich nauczyli się nawet naszego języka, jednak wszystko runęło, gdy nagle, bez ostrzeżenia zaatakowali nas i przejęli naszą ziemię, a nasz kościół zamienili na meczet - powiedział przywódca ludu wysiedlonego przez pasterzy, odnosząc się do wydarzeń z września zeszłego roku.
Ale przemoc wciąż nie opuszcza Nigerii. W sobotę, w przeddzień wystąpienia Gyanga w Dżos, uzbrojeni napastnicy zabili trzy osoby i uprowadzili co najmniej dziewięć osób, w tym księdza katolickiego, Nathaniela Asuwaye z parafii Świętej Trójcy w dystrykcie Utonkon w północnym stanie Kaduna.
Reklama
W reakcji na te ataki amerykański kongresmen Riley Moore napisał na swojej oficjalnej stronie w weekend, że nigeryjskie władze muszą wziąć odpowiedzialność za powstrzymanie tego, co określił mianem ludobójstwa na chrześcijanach.
„Ludobójstwo chrześcijan musi się skończyć, a odpowiedzialność za obronę swoich obywateli – wszystkich obywateli – i położenie kresu tym brutalnym prześladowaniom spoczywa w całości na barkach rządu Nigerii" - podkreślił Moore.
Z Dżos Tadeusz Brzozowski (PAP)
