W kościele św. Marii Magdaleny przy jednym ołtarzu stanęli biskupi i kapłani, by nie tylko sprawować żałobną Eucharystię, ale i okazać braterskie wsparcie synowi przeżywającemu stratę matki. Liturgii przewodniczył bp Marek Mendyk, a homilię wygłosił bp senior Ignacy Dec. Obecność bp. Piotra Wawrzynka z Legnicy i bp Rudolfa Pierskały z Opola oraz blisko stu kapłanów była wymownym znakiem jedności Kościoła – wspólnoty, która w godzinie bólu staje razem.
Życie należy do Boga
Reklama
W wygłoszonej homilii bp Ignacy Dec zatrzymał się najpierw nad samą tajemnicą chrześcijańskiego pożegnania. - Wśród ziemskich pożegnań jest jednak takie, które nazywa się pożegnaniem ostatnim. Taki obrzęd ostatniego pożegnania znajduje się w obrzędzie katolickiego pogrzebu - powiedział. Podkreślił, że tego dnia Kościół żegna liturgicznie do wieczności wyjątkową osobę. - To mama naszego księdza biskupa Adama, śp. Wacława - zaznaczył, dodając z głębokim wzruszeniem, że pożegnanie każdej mamy, po jej ziemskiej śmierci, bywa trudne. - Szczególnie trudne jest pożegnanie mamy biskupa, księdza czy siostry zakonnej. Dla nas bowiem, którzy nie zakładamy własnej rodziny, mama jest najbliższą osobą, która nas kocha i która się za nas modli - wyjaśnił, dodając, gdzie szukać w takich momentach ukojenia. - Nasz duchowy pokój i ukojenie znajdujemy wtedy w słowie Pana Boga, dlatego też to słowo Boże jest dla nas najważniejszą częścią pogrzebu.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
„Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie” – przypomniał słowa św. Pawła pierwszy biskup świdnicki, koncentrując uwagę zebranych ku perspektywie wiary i podkreślając, że życie człowieka od początku do końca należy do Boga. - To On nas powołał do istnienia przez naszych rodziców i wybiera godzinę przejścia do wieczności - przekonywał. Przywołując słowa Jezusa z krzyża „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego”, wskazał, że chrześcijańska śmierć jest aktem zawierzenia. A poranek zmartwychwstania pozostaje odpowiedzią Boga na dramat ludzkiego odchodzenia: życie nie kończy się w grobie.

Droga przez cierpienie
Reklama
W homilii wybrzmiała także wdzięczna pamięć o ziemskiej drodze śp. Wacławy Bałabuch, która była historią cichej siły, hartowanej w trudzie i biedzie, a zarazem przenikniętej prostą, głęboką wiarą. Urodzona 12 lutego 1937 r. w Berejowie na Lubelszczyźnie, w wielodzietnej rodzinie, bardzo wcześnie doświadczyła dramatu wojny i powojennej niepewności. Po powrocie z Kresów rodzina zamieszkała w Wólce Siemieńskiej. Wspominała po latach, jak jako kilkuletnia dziewczynka, mając zaledwie około sześciu lat, chodziła prosić o chleb, by pomóc najbliższym przetrwać czas głodu. Jeszcze przed dziesiątym rokiem życia pasła krowy u zamożniejszych gospodarzy. Te doświadczenia nie odebrały jej pogody ducha, lecz nauczyły pokory, pracowitości i wdzięczności za każdy dar.
Mając 14 lat, za zgodą rodziców wyjechała na Dolny Śląsk, do Nowej Rudy, gdzie zamieszkała w internacie i zdobywała zawód. Przez blisko 17 lat pracowała w Zakładach Przemysłu Bawełnianego „Piast” w Głuszycy (oddział w Ścinawce Średniej), sumiennie pełniąc obowiązki w dziale kontroli jakości. Tam poznała swojego męża Michała, z którym 28 października 1958 r. zawarła sakramentalne małżeństwo. Wspólnie stworzyli dom oparty na wierze, modlitwie i wzajemnym szacunku. Wychowali dwoje dzieci – Annę i Adama – dbając o ich wykształcenie i religijne fundamenty życia. Z dumą i wzruszeniem przeżywała kapłaństwo oraz biskupstwo syna. Cieszyła się wnuczkami i prawnuczętami, których obdarzała czułością. Do końca należała do wspólnoty Żywego Różańca, wiele czasu poświęcając modlitwie za bliskich. Ostatnie lata, naznaczone cierpieniem, przeżyła w domu św. Ojca Pio w Świdnicy. Odeszła 6 lutego, w pierwszy piątek miesiąca, jakby w rytmie życia, które od dzieciństwa aż po kres było zawierzone Bogu.
Słowa wdzięczności i nadziei
Reklama
Na zakończenie Eucharystii wybrzmiały poruszające słowa kondolencji i wdzięczności. Jako pierwszy przemówił ks. prał. Andrzej Tracz z Legnicy, który zwracając się do bp. Adama i jego siostry Anny, zapewnił o modlitwie i nazwał zmarłą „naszą mamą”, przypominając czasy seminaryjne końca lat 70. i początku 80., gdy czterech kleryków ze Ścinawki Średniej doświadczało jej duchowego wsparcia. – Zawsze się za nas modliła – przypomniał, wskazując, że jej cierpienie było wielką ofiarą przyjętą przez Chrystusa.
W imieniu kolegów kursowych głos zabrał ks. kan. Bogdan Żygadło z Jeleniej Góry, przywołując słowa o najdroższym imieniu „matka” i wyrażając wiarę, że w pierwszy piątek miesiąca położyła głowę na piersi Jezusa, a dziś wstawia się za bliskimi u tronu Boga.
Kapłanów rodzinnego dekanatu Nowa Ruda-Słupiec reprezentował ks. kan. Jan Kustasz z Radkowa, zapewniając o modlitewnej pamięci i dziękując za dobro, które wniosła w życie syna i całej wspólnoty.
Niezwykle wzruszające świadectwo złożyła pielęgniarka Monika Partyka z hospicjum św. Ojca Pio w Świdnicy, mówiąc o cierpliwości pani Wacławy w znoszeniu codziennego, silnego bólu, o cichości i godności, która uczyła personel, że nawet gdy ciało słabnie, duch może pozostać silny.
Reklama
Szczególnie poruszające były słowa dyrektora hospicjum św. Ojca Pio w Świdnicy, ks. prał. Jana Gargasewicza, który dziękował za świadectwo wiary śp. Wacławy i jej zmarłego wcześniej męża. – Oni nie byli tylko pacjentami. Myśmy się nimi opiekowali, ale oni opiekowali się też nami, swoją modlitwą i pięknym świadectwem wiary – przypomniał. Podkreślił również duchową więź, jaka zrodziła się w tym miejscu cierpienia. - Oddać syna Kościołowi na służbę zawsze wymagało poświęcenia i modlitwy. Za ten dar, za syna biskupa Adama, dziś dziękujemy - podsumował. Ks. prał. Gargasewicz wzruszająco wspominał także codzienną obecność biskupa wśród chorych. - Kiedy nie miał wizytacji, każdego dnia był z nami na Koronce do Bożego Miłosierdzia. To świadectwo wiary jest nauką dla nas wszystkich - przekonywał. Te słowa stały się nie tylko podziękowaniem, ale i żywym świadectwem, że modlitwa i miłość śp. Wacławy przynosiły owoc aż po ostatnie dni jej życia.

W imieniu parafii i księdza proboszcza kondolencje przekazał także ks. kan. Paweł Kilimnik, zapowiadając dalszą modlitwę w zamówionych Mszach świętych.
Na końcu głos zabrał bp Adam, dziękując wszystkim za obecność i wsparcie. Cytując św. Teresę: „Ja nie umieram, ale wstępuję w życie”, wyraził ufność, że mama została przyjęta do nowego życia w Bogu. Z wdzięcznością wymienił biskupów, kapłanów, siostry zakonne, pracowników kurii i seminariów, personel hospicjum z ks. prał. Janem Gargasewiczem, rodzinę, przyjaciół i parafian ze Ścinawki Średniej, Długołęki oraz wszystkich, którzy okazali pomoc i modlitwę. Słowa te stały się pięknym domknięciem liturgii, świadectwem jedności Kościoła wokół rodziny, która oddała Bogu żonę, matkę i kobietę głębokiej wiary.
Następnie procesja żałobna wyruszyła na pobliski cmentarz parafialny, gdzie ciało Wacławy spoczęło obok jej męża Michała.
