Reklama

Niedziela Wrocławska

Bóg jest Panem życia i śmierci

Siostry Boromeuszki od lat troszczą się o życie od poczęcia aż do naturalnej śmierci. Opiekują się wrocławskim Oknem Życia, w jednym z wyremontowanych budynków odzyskanego w 2002 r. szpitala przy ul. Rydygiera prowadzą Zakład Opiekuńczo-Leczniczy dla ludzi starszych. Fundacja Evangelium Vitae przez nie założona otworzyła Specjalistyczny Ośrodek Odpowiedzialnego Rodzicielstwa, Centrum Troski o Płodność, Poradnię Rodzinną czy „Bank niemowlaka”. Siostry współtworzą także hospicjum perinatalne, przyczyniły się do powstania grobowca i pomnika dzieci utraconych. Pragną, aby te wszystkie dzieła były żywym pomnikiem dla Jana Pawła II.
O godnym życiu i godnym umieraniu z s. Ewą Jędrzejak, prezes Fundacji Evangelium Vitae, rozmawia Magdalena Lewandowska

MAGDALENA LEWANDOWSKA: – Od lat Siostry służą życiu w myśl słów św. Jana Pawła II, że każde życie jest święte.

S. EWA JĘDRZEJAK: – Całe dzieło, którego podjęłyśmy się w odzyskanych po wielu latach ruinach poszpitalnych, służy życiu. Zaczęłyśmy od Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego św. Jerzego, w którym pochylamy się nad ludźmi starszymi, chorymi, w ostatnich momentach ich życia. Cały czas naszym marzeniem jest reaktywowanie szkoły pielęgniarskiej i szkoły położniczej, które miałyby przygotować kadry medyczne służące życiu. Chcemy także stworzyć szpital ginekologiczno-położniczy. A więc z jednej strony początek życia, z drugiej – jego kres. Wszystko to w duchu nauczania Jana Pawła II. Po drodze, nie szukając dodatkowych pomysłów, same znajdowały nas nowe inicjatywy – powstały m.in. Specjalistyczny Ośrodek Odpowiedzialnego Rodzicielstwa i Centrum Troski o Płodność, a w nim gabinet ginekologiczny, gdzie skutecznie leczą się pary niepłodne. W tym samym czasie powstała też Poradnia Rodzinna, dofinansowana z urzędu miasta. Dostałyśmy także propozycję od władz Wrocławia otwarcia Okna Życia i takie okno u nas od 6 lat działa. Do tej pory uratowało 9 dzieci. Z Okna Życia zrodziła się także inicjatywa „Banku niemowlaka”.

– Ostatnio znów głośno zrobiło się o Oknach Życia, po tym jak ONZ wezwała Polskę do ich likwidacji. Według urzędników, „naruszają prawo dziecka do tożsamości”.

– Nikt nie ma prawa wymóc na nas zaniechania obrony życia. Jest to nasz święty obowiązek, nie tylko chrześcijański, ale ludzki. Wydaje mi się, że tutaj nie ma tematu do dyskusji i na jakim stołku urzędnicy by nie siedzieli, nie mają prawa narzucić nam zaniechania obrony życia. Stawianie tych dwóch wartości obok siebie: znajomość własnej tożsamości i samo życie, to wielkie nieporozumienie. Po cóż mi znajomość własnej tożsamości, jeżeli ja nie żyję? A bardzo często Okna Życia są naprawdę ostatnią deską ratunku. W naszej 6-letniej praktyce nikogo do oddania dziecka do Okna Życia nie namawiałyśmy, wręcz przeciwnie. Zdarzają się telefony z pytaniem, jak oddać dziecko do Okna Życia. Za każdym razem staramy się zrobić wszystko, by taką kobietę przekonać do porodu szpitalnego, do zrzeczenia się praw rodzicielskich i oddania dziecka do adopcji.
Samo Okno Życia, nawet gdyby nigdy żadne dziecko do niego nie trafiło, jest potrzebne. To trochę tak, jak na statku potrzebne są koła i łódki ratunkowe. Nie po to, żeby ktoś miał się topić, ale na wypadek, gdyby ktoś faktycznie znalazł się w tej dramatycznej sytuacji. Taką funkcję mają Okna Życia: nie po to, by tam wkładać dzieci, ale po to, by kobieta, która sobie nie radzi, może zostaje sama, miała świadomość, że takie Okno Życia jest i jak nie znajdzie żadnej pomocy, to zawsze dziecko może oddać do Okna Życia. Świadomość, że to okno jest, pomoże przetrwać dziecku, którego matka nie usunie, pomoże przetrwać także kobiecie, która będzie miała alternatywę. A przez dziewięć miesięcy może się wydarzyć tak dużo, może okazać się, że matka ma możliwość wychowania, przyjęcia dziecka, że je kocha i już nie chce go oddawać. I Okno Życia będzie niepotrzebne. Ale jak to koło ratunkowe, ono musi być.

– Fundacja Evangelium Vitae oprócz troski o życie, troszczy się także o dobre i godne odchodzenie...

– Współtworzymy hospicjum perinatalne. Współpracując z położnymi z różnych szpitali, obracając się w środowisku początku życia, wiemy, że bardzo często niepomyślna diagnoza o tym, że dziecko urodzi się chore, obciążone poważnymi wadami, sprawia, że rodzice zostają z problemem sami, namawiani są na aborcję. Niejednokrotnie lekarze nie chcą zajmować się takimi trudnymi przypadkami i proponują terminację, czyli zakończenie ciąży już w tym momencie. Pomijając fakt, że czasem diagnoza może być chybiona, że nieraz po niepomyślnej diagnozie urodziło się zupełnie zdrowe dziecko, to jest przecież decyzja o zabiciu człowieka. Dlaczego ingerować w zakończenie życia dziecka, które dostało początek i dostanie kres od Pana Boga w momencie, kiedy On zamierzy? To nieprawda, że terminujemy ciążę z litości dla dziecka, żeby kiedyś nie cierpiało. Ono bardziej cierpi, kiedy jest niekochane, kiedy odmawia mu się prawa do życia, niż wtedy, kiedy pomaga mu się urodzić godnie i umrzeć godnie. W praktyce wrocławskiego hospicjum perinatalnego urodziło się już około 20 dzieci. Choć rzeczywiście są to ciężkie przypadki, dzieci umierają wkrótce po porodzie lub rodzą się martwe, to tak naprawdę pomoc przy godnym urodzeniu i śmierci często jest wzmocnieniem dla lekarzy, personelu medycznego, a dla rodziców niesie wiele pokoju. Mogą swoje dziecko przytulić, mogą się z nim pożegnać. Czekając na naturalny poród maleństwa, doświadczają, że Bóg jest Panem życia i śmierci i nawet w takich trudnych przypadkach jest Bogiem miłującym.

– Śmierć jest integralną częścią naszego człowieczeństwa, choć wydaje się, że współczesny świat o tym zapomina.

– I życie, i śmierć są wpisane w człowieka i nie da się jednego od drugiego oddzielić. Jedno i drugie trzeba umieć przyjąć. Każdy też zasługuje na godną śmierć, na każdym etapie: czy przed narodzeniem, jeśli jest poronienie, czy na etapie porodu dziecka obciążonego wadami letalnymi, czy w starości, u schyłku życia. Trzeba nam się na nowo nauczyć się godnego umierania. Bogu dzięki, że jako społeczeństwo coraz bardziej dojrzewamy do tego, by tej śmierci już nie tuszować, nie chować do kącika, jako wstydliwy moment ludzkiego życia. Fundacja Evangelium Vitae te trudne momenty odchodzenia także wspiera i stara się pomagać w dobrym i godnym umieraniu.

– 15 października, w Dzień Dziecka Utraconego, na wrocławskim cmentarzu Osobowickim abp Marian Gołębiewski poświęcił pomnik dzieci martwo urodzonych. Także Siostry przyczyniły się do powstania tego miejsca i do godnego pochówku dzieci poronionych.

– Często zdarza się, że ciąża kończy się samoistnym poronieniem na różnym etapie rozwoju dziecka. Niestety, do niedawna nie było możliwości pochowania dziecka poronionego. W tym momencie prawo zezwala rodzicom na każdym etapie ciąży, nawet od najwcześniejszych dni, tygodni, ciało swojego dziecka zabrać i pochować. Jednak wiedza o tym, świadomość praw rodziców w szpitalach jest często mizerna, a rodzic, którego spotkała trauma poronienia, nie dostaje żadnej informacji, co ma dalej robić. Chcieliśmy zadbać o pochówek dzieci, których rodzice ze szpitali wrocławskich nie odbierają – do tej pory ciała tych dzieci były utylizowane z odpadami medycznymi. Udało nam się razem z Urzędem Miasta, szczególnie z Wydziałem Zdrowia, zatroszczyć się o procedury, które podpisały wszystkie wrocławskie szpitale mające odziały ginekologiczno-położnicze i dzieci martwo urodzone, nieodebrane przez rodziców, godnie chować cztery razy do roku we wspólnym pochówku. Na cmentarzu Osobowickim wybudowany został grobowiec dla tych dzieci i piękny pomnik wykonany przez słowackiego artystę Martina Hudaèka. Pomnik, którego nie da się minąć obojętnie. Do tej pory pochowaliśmy tam już ponad 300 dzieci.

– Ważne jest jednak, by rodzice, jeśli mają taką możliwość, sami chowali swoje nienarodzone dzieci, choć jest to dla nich bardzo trudne.

– Choć małżeństwa, zwłaszcza kobiety, boją się, jak dadzą radę przeżyć pochówek własnego dziecka i często dlatego z niego rezygnują, okazuje się potem, że trudniej jest im przeżyć okres żałoby i wrócić do normalności. Dużo częściej zdarzają się wśród nich depresje i żałoby, które długo się nie kończą. Sam pochówek i samo zorganizowanie pogrzebu zamyka pewien etap w życiu i pomaga pójść dalej. Rodzice mają także miejsce, gdzie mogą przyjść, pomodlić się, wypłakać. Dla małżonków po stracie Fundacja Evangelium Vitae prowadzi grupę wsparcia. Jest to na pewno duże umocnienie i pomoc, rodzice szybciej potrafią się odnaleźć wspierani przez tych, którzy przez tę traumę już przeszli.

2015-10-29 12:12

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Noworodek w oknie życia w domu samotnej matki

[ TEMATY ]

okno życia

Pixabay.com

W oknie życia w domu samotnej matki w Legionowie (Mazowieckie), prowadzonego przez Siostry Urszulanki, jedna z sióstr znalazła noworodka - powiedziała w piątek PAP rzeczniczka legionowskiej policji podkom. Justyna Stopińska. Dodała, że dziewczynka w dobrym stanie trafiła do szpitala.

Jak przekazała rzeczniczka Komendy Powiatowej Policji w Legionowie, informację o zdarzeniu dyżurny otrzymał w czwartek po godzinie 23. "W domu samotnej matki prowadzonego przez Siostry Urszulanki, jedna z sióstr w oknie życia znalazła noworodka" - podała policjantka.

"Na miejsce skierowani zostali policjanci. Przyjechał też zespół pogotowia ratunkowego. Lekarz zbadał dziecko i zdecydował o przewiezieniu noworodka do jednego z warszawskich szpitali celem przeprowadzenia dalszych badań" - wskazała dodając, że znaleziony noworodek to dziewczynka.

Podkreśliła, że o całej sprawie został powiadomiony sąd rodzinny w Legionowie.(PAP)

Autor: Bartłomiej Figaj

bf/ mark/

CZYTAJ DALEJ

O Komunii Świętej na rękę słów kilka [FELIETON]

2020-08-09 08:00

Ks. Paweł Borowski

Dobry ksiądz znajdzie czas, by przynieść Jezusa w sakramentach

Będąc jakiś czas temu na Mszy Św. zauważyłem, że pewna osoba po przyjęciu Komunii na rękę, otrzepała swoje dłonie z okruszków, jakie na niej pozostały. Jak gdyby to był jakiś zwykły pokarm. A wydawałoby się, że przecież powinniśmy doskonale zdawać sobie sprawę, że nawet w najmniejszej drobince Najświętszego Sakramentu jest obecny Żywy Bóg! No właśnie – powinniśmy...

Powszechne zalecenie do przyjmowania Komunii Świętej na rękę w związku z epidemią ujawniło wielkie braki w świadomości katolików nt. Najświętszego Sakramentu. Podany przeze mnie przykład tylko obrazuje ten problem, czyli kryzys wiary w Rzeczywistą Obecność Chrystusa w Komunii Świętej. Żeby było jasne - nie dotyczy on oczywiście tylko tych, którzy przyjmują Najświętszy Sakrament na dłoń. Rzecz w tym, że sytuacja, w której Polacy bez uprzedniej katechezy mieli nagle zacząć przyjmować Komunię Świętą w zupełnie inny sposób niż zawsze, ujawniła te braki. Nie bez znaczenia jest także fakt, iż forma ta rodzi większe ryzyko dla czci Chrystusa Eucharystycznego, np. właśnie poprzez upadek partykuł konsekrowanej Hostii na ziemię.

Głoszenie rzeczywistej obecności Chrystusa w Komunii Świętej było jednym z priorytetów pontyfikatu papieża Benedykta XVI. Za słowami ojca świętego szedł również przykład – Benedykt XVI postanowił, że Komunia Święta podczas papieskich Mszy Świętych będzie udzielana wyłącznie na klęcząco i do ust. Jak tłumaczył potem mistrz papieskich ceremonii liturgicznych, ks. prałat Guido Marini (który pełni tę funkcję także u papieża Franciszka) – Benedykt XVI wybrał tę formę ze względu na to, że „jaśniej wyraża prawdę o realnej obecności Chrystusa w Sakramencie Ołtarza, pogłębia pobożność i poczucie świętości tajemnicy”.

To przypomnienie wydaje się dzisiaj brzmieć jeszcze bardziej. Episkopat Polski zalecił (podkreślmy to słowo), aby przyjmować Komunię Świętą na rękę ze względu na to, że jest to rzekomo forma bezpieczniejsza. Napisałem rzekomo, gdyż nie znalazłem badań, które by to jednoznacznie stwierdzały, a opinie specjalistów także nie są jednomyślne. Nie brak głosów takich jak austriackich lekarzy, którzy Komunię do ust uznają za najbardziej higieniczną formę. Podobne zdanie wyrażają także włoscy specjaliści, np. Filippo Boscia i Paolo Gulisano, a na naszym krajowym podwórku chociażby Andrzej Lewandowicz. Zatem wbrew powszechnie narzucanej narracji, kwestia ta nie jest jasno rozstrzygnięta.

Co do samej formy Komunii Świętej przyjmowanej na rękę – oczywiście jest to forma dopuszczona przez Kościół i nie jest ona sama z siebie profanacją, jak to również niektórzy mówią (chociaż niewątpliwie bardziej temu sprzyja). Jednak wypada wyjaśnić skrótowo kilka rzeczy. Po pierwsze, nie jest to ta sama forma, jaka była stosowana w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Słynna, wciąż przywoływana katecheza św. Cyryla Jerozolimskiego poza tym, że jest świadectwem wielkiej wiary i czci dla Jezusa Eucharystycznego, to ukazuje nieco inną formę. Wskazuje na to przyjmowanie konsekrowanej Hostii na prawą dłoń. Wielu teologów, np. o. prof. Jacek Salij wyciąga z tego wniosek, iż Komunii nie podawano sobie do ust lewą dłonią, która uważana była wówczas za niegodną, ale przenoszono Ją do ust bez używania palców. Jakże zatem inaczej niż współcześnie.

Druga sprawa to fakt, że Komunia na rękę weszła do Kościoła po Soborze Watykańskim II poprzez nieposłuszeństwo i rozpowszechniła się na tyle, że papież Paweł VI po początkowych oporach zalegalizował to nadużycie w trosce o jedność Kościoła. Do dzisiaj aby wprowadzić tę formę potrzebna jest prośba Episkopatu danego kraju (wbrew instrukcji Memoriale Domini o indult zaczęły się zwracać także Episkopaty tych krajów, gdzie Komunia na rękę nie była w ogóle zakorzeniona, np. Polska) i wyrażenie zgody przez Stolicę Apostolską. Forma ta jest zatem wyjątkiem (co prawda rozpowszechnionym prawie w całym Kościele), w przeciwieństwie do Komunii przyjmowanej do ust, która jest normą powszechną. I o ile Komunii do ust kapłan nigdy nie może odmówić, tak Komunii na rękę – może, jeżeli istnieje ryzyko profanacji. Nie można zatem powiedzieć, że obie formy są sobie pod tym względem równe.

Nie mam na celu (ani nie jestem w tej sprawie żadnym autorytetem) odmawiania komukolwiek prawa do przyjmowania Komunii Św. na rękę, ponieważ Kościół tę formę dopuścił, jest ona legalna i decyzję o stosowaniu takiej formy każdy powinien podjąć zgodnie ze swym sumieniem. Oczywiście sama forma nie zastąpi postawy ducha - to jasne. Jednak chciałbym, abyśmy uświadomili sobie, że to nie jest zwykły symbol, albo pusty, ceremonialny gest. Jeśli forma naszej modlitwy będzie ułomna, wówczas nieuchronnie ucierpi także i nasza wiara. Czy patrząc na kraje Zachodu można powiedzieć, że praktyka Komunii Świętej na rękę wydała dobre owoce? Czy umocniła wiarę w Realną Obecność Chrystusa w Eucharystii? Pozostawiam te pytania do osobistej refleksji.

CZYTAJ DALEJ

Ostatni dzień na Pieszej Pielgrzymce Wrocławskiej

2020-08-11 00:16

Michalina Stopka

40. Piesza Pielgrzymka Wrocławska na Jasną Górę dobiegła końca. Ostatniego dnia pątniczego szlaki w “Sztafetę Maryi” włączyła się grupa 6 - Brzeg, Brzeg Dolny, Wołów oraz grupa 7 - Strzelin, Kąty Wrocławskie, Wrocław - Nowy Dwór.

Pielgrzymi musieli wcześnie rano wyjechać ze swoich domów, aby na 6:30 stawić się w kościele pw. św. Michała Archanioła w Blachowni. Tam po otrzymaniu błogosławieństwa od ks. bpa Jacka Kicińskiego wyruszyli na pielgrzymkowy szlak.

Pierwszy etap prowadził do Częstochowy - Gnaszyna:

GALERIA ZDJĘĆ nr 1

Drugi etap z Częstochowy Gnaszyna do Częstochowy Kawodrza:

Trzeci etap prowadził na Jasną Górę:

GALERIA ZDJĘĆ nr 2

I pielgrzymi na Jasnej Górze:

GALERIA ZDJĘĆ nr 3

Pozdrowienia od "Orzecha".

Po Mszy św. w sali o. Kordeckiego odbyło się dziękczynienie za 40 lat pielgrzymowania z Wrocławia. Prowadził je o. Krzysztof Piskorz oraz zespół N.O.E,

GALERIA ZDJĘĆ 4

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję