Dla wielu z nich to nie tylko fizyczne wyzwanie, ale przede wszystkim modlitewna droga nawrócenia. Do Wrocławia, jak co roku, przyjechała autokarem duża grupa mieszkańców Twardogóry, do której dołączyli wrocławianie. Wyruszyli do sanktuarium razem z proboszczem ks. Tomaszem Hawrylewiczem, salezjaninem.
– Idę w EDK już po raz siódmy. Można powiedzieć, że jestem tutaj weteranem. Jesteśmy ludźmi wierzącymi a ta Ekstremalna Droga Krzyżowa dodatkowo nas wzmacnia i daje siłę do działania. Mamy trudne czasy, dlatego też niesiemy ze sobą ważne intencje. Każdy z nas ma rodzinę, za którą się modli. Modlimy się też o pokój na świecie, zwłaszcza na Ukrainie i w krajach arabskich. Mamy więc o co walczyć, bo ta droga to będzie walka. Ale mam dużą satysfakcję, że mogę w tej drodze uczestniczyć. Czy jest trudno? Gdy idzie się któryś raz z kolei, to człowiek wie, co go czeka. Jest trudno, ale najtrudniejsza jest pierwsza droga, bo wtedy odczuwa duże zmęczenie. Później człowiek jest już odporny na ten ból – mówi Robert z Twardogóry i dodaje: – Przyjechaliśmy do Wrocławia autokarem, ponad 40 osób, jest z nami ks. proboszcz Tomasz Hawrylewicz, który też w tej drodze uczestniczy. On był inicjatorem tej trasy do Twardogóry. Jesteśmy więc zaopiekowani. W ubiegłym roku było nas 80 osób z Twardogóry, po dołączeniu ludzi z Wrocławia zrobiła się grupa 150 osób.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Jacek z Twardogóry uczestniczy w EDK po raz czwarty. – Swój trud chcę ofiarować w pewnej intencji. Jest ciężko, bo to Ekstremalna Droga Krzyżowa, ale tak ma być. Co mnie zmobilizowało do tej drogi? Za pierwszym razem była to ciekawość, czy człowiek jest w stanie tak się poświęcić, żeby tę trasę w miarę przejść. A później to również chęć spotkania z tymi samymi ludźmi – mówi Jacek.
– Dlaczego idę? Ta trasa, tak samo jak modlitwa i wiara, jest trudna. To jest duży wysiłek, ale też sposób wzmocnienia się przez niego. To prawda, że kiedy się idzie, każdy krok wiele kosztuje, szczególnie pod koniec drogi. A później nogi będą boleć przez kilka dni. Co jednak ciekawe – to nie jest tylko trud fizyczny, ale też trud związany ze świadomością, w czym się uczestniczy. Jestem na EDK po raz czwarty lub piąty. Do tej pory chodziłem z synem, ale w tym roku postanowił, że będzie mi tylko kibicował. Ma obecnie 17 lat, ale mam nadzieję, że może za jakiś czas, gdy dorośnie, dojrzeje, stwierdzi, że tego typu praktyka w czymś pomaga i coś daje. Na razie twierdzi, że głowa nie wytrzymuje mu tego typu wysiłku – dzieli się Dominik z Twardogóry.
– Po co wyruszam w tę drogę? To pytanie dotyczy każdego z nas, którzy bierzemy udział w tym wydarzeniu. Ale można je także odnieść szerzej do wszelkich form wyrzeczeń na drodze naszego nawrócenia, szczególnie w czasie Wielkiego Postu – mówił w homilii ks. Mikołaj Wyczałek, salezjanin.
Nawiązał do liturgii słowa, która wzywa „Wróć do Pana”. – Wróć do tej prawdy, że Bóg jest Bogiem Jedynym, że On ma być w centrum. Jednym z elementów nawrócenia jest właśnie to, żeby odrzucić bożków, pojawiających się w naszym życiu; bożków, w których pokładamy nadzieję i wierzymy, że dadzą nam szczęście bardziej niż Bóg. Nawrócenie polega na tym, by przywrócić Bogu właściwe Jemu miejsce w moim życiu – mówił salezjanin i zachęcał do takiego naginania swojej woli, by nasze myślenie było zgodne z tym, czego chce Pan Bóg.
– Niech ta Ekstremalna Droga Krzyżowa będzie nie tylko próbą sprawdzenia siebie, czy dam radę, czy mam siłę, ale świadomym podjęciem trudu, który jest obrazem nawrócenia i powrotu do Pana – mówił kapłan i życzył: – Jeśli odpowiedzią na pytanie, co mi przyświeca, po co podejmuję ten trud, jest to, żeby wrócić do Boga, to niech każdy krok tej nocy będzie modlitwą, byś mógł powiedzieć u celu, że nie tylko przeszedłeś drogę, ale przede wszystkim, że wróciłeś do Pana. Niech Maryja Wspomożycielka wspomaga was w tym trudzie, niech was prowadzi i umacnia.
