Dlatego zresztą jest konsekwentnie przez tzw. demokratów – którzy tak naprawdę coraz bardziej od demokracji się oddalają – łamana. Dlaczego? Bo „uwiera” i blokuje im ideologiczny galop wbrew woli większości.
Są w państwie momenty, które nie wyglądają jak przełom. Nikt się nie zatrzymuje na ulicy, a obywatele zajęci są swoimi sprawami, pracą i codziennym życiem. Jest za to wyrok, kilka stron uzasadnienia i decyzja urzędnika, który musi się do niego zastosować. Wbrew tej najważniejszej z ustaw, czyli Konstytucji RP. I właśnie w takich momentach widać najwięcej — nie siłę prawa, ale jego kruchość.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego nakazujący wpisanie do polskiego rejestru małżeństwa jednopłciowego zawartego za granicą nie jest „techniczną decyzją administracyjną”. To coś znacznie poważniejszego: kolejny test granic państwa prawa. Bo problem nie dotyczy tego, czy ktoś jest za, czy przeciw małżeństwom jednopłciowym. Problem dotyczy tego, kto i jak w Polsce stanowi prawo.
Polska Konstytucja nie pozostawia w tej kwestii niedomówień. Artykuł 8 mówi wprost: Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej, a artykuł 18 precyzuje omawianą przeze mnie dziś kwestię: małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. To nie są ozdobniki. To fundament.
Podstawy
Reklama
Nie bez powodu ustrojodawca zdecydował się na tak jednoznaczne sformułowanie. Ochrona małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny nie jest ideologicznym dodatkiem, lecz świadomym wyborem, który ma zabezpieczać trwałość rodziny jako podstawowej wspólnoty społecznej. To w rodzinie kształtują się postawy, wychowywane są dzieci, budowana jest odpowiedzialność i więź międzypokoleniowa. Konstytucja nie narzuca tu wizji świata, ale chroni coś, co uznano za fundament ładu społecznego. Jeśli zaczynamy tę ochronę relatywizować lub obchodzić poprzez interpretacje, to w praktyce osłabiamy nie zapis prawny, lecz realne bezpieczeństwo i stabilność polskich rodzin.
Tymczasem NSA, powołując się na orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości UE, nakazuje w praktyce wprowadzenie do polskiego porządku prawnego instytucji, której ten porządek nie zna. I robi to nie zmianą Konstytucji, ani nawet ustawą przeprocedowaną przez Sejm, Senat i podpisaną przez prezydenta, ale wyrokiem.
To jest moment, w którym prawo zaczyna się wyginać, bo jeśli sąd może nakazać wpisanie aktu sprzecznego z Konstytucją, to znaczy, że Konstytucja przestaje być najwyższym prawem, a staje się jedną z wielu interpretacji. A jeśli tak — to kto naprawdę rządzi? Parlament? Naród? Czy może system politycznych i jednocześnie bezprawnych w istocie orzeczeń, które nie mają demokratycznego mandatu?
Metoda salami
Wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie K 3/21 już kilka lat temu jasno wskazał: prawo międzynarodowe i orzeczenia trybunałów nie stoją ponad Konstytucją. Mogą współistnieć, mogą wpływać, ale nie mogą jej zastępować. Inaczej de facto przestajemy być państwem suwerennym. Dlatego decyzja NSA nie jest „odważna”. Jest niebezpieczna. Bo tworzy precedens: jeśli dziś można obejść Konstytucję w imię jednego celu, jutro można to zrobić w imię dowolnego innego.
Reklama
Tak zresztą się dzieje i to w wyjątkowo niepokojący sposób. Bez zmiany ustawy. Bez debaty konstytucyjnej i bez mandatu społecznego, bo Polacy nie głosowali za zmianą definicji małżeństwa. Wybrali prezydenta, który miał być gwarantem zatrzymania takich zmian. A mimo to narzucona „zmiana” próbuje wejść tylnymi drzwiami.
To spór o wartości i zasady gry
W demokracji można zmienić wszystko — nawet Konstytucję. Ale trzeba to zrobić uczciwie: przez Zgromadzenie Narodowe i odpowiednią większość oraz odpowiednią procedurę i przede wszystkim: zgodę społeczną. Nie przez interpretację, wywiady telewizyjne z „autorytetami”, które mają zastąpić legislację.
„Wyrok zamiast ustawy” — to zawsze brzmi groźnie. Nawet jeśli dziś dotyczy sprawy, z którą ktoś się zgadza. Państwo prawa nie rozpada się spektakularnie. Ono się rozmywa. Wraz z demokracją, na którą przecież mimo różnic umówiliśmy się wszyscy. Dzieje się to krok po kroku. Wyrok po wyroku. I właśnie dlatego ta sprawa jest ważna. Nie tylko przez to, czego dotyczy, ale i przez to, co zmienia.
