PAP: Jak to się stało, że został ksiądz kapelanem więziennym?
Ks. Tomasz Sękowski: Jestem księdzem od 32 lat i kiedy byłem w seminarium, nigdy nie przypuszczałem, że będę pracował w więzieniu. Tak się jednak złożyło, że biskup skierował mnie do parafii w Tarnowskich Górach, gdzie zaraz obok kościoła mieści się areszt śledczy. Przejąłem wszystkie obowiązki poprzedniego wikarego, w tym obowiązek chodzenia do aresztu z posługą. To było w 1993 r. Przez sześć lat pracowałem w areszcie w Tarnowskich Górach, a w 1999 r. zostałem przeniesiony do Zabrza, gdzie były wtedy dwie jednostki: areszt śledczy i zakład karny. Teraz pracuję w zabrzańskim Oddziale Zewnętrznym Aresztu Śledczego w Bytomiu.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Screen/YT Twarze Zabrza
K.s Tomasz Sękowski
PAP: Nie bał się ksiądz tej pracy, tego, jak przyjmą księdza więźniowie i funkcjonariusze, jak się ksiądz w tym odnajdzie?
Reklama
Ks. T.S.: Na początku trochę się obawiałem, ale nie należę do ludzi strachliwych. Stwierdziłem, że skoro biskup mnie posyła, to widocznie Pan Bóg ma w tym swój plan. Tym bardziej że z roku na rok coraz wyraźniej dostrzegałem, że ci ludzie – zarówno więźniowie, jak i funkcjonariusze – bardzo potrzebują kontaktu z księdzem, z sakramentami i ze Słowem Bożym. W przekonaniu, że nie znalazłem się tu przypadkiem, utwierdziło mnie jeszcze odkrycie, że 26 marca, czyli w dniu moich urodzin, przypada liturgiczne wspomnienie św. Dyzmy, czyli Dobrego Łotra – przestępcy ukrzyżowanego wraz z Chrystusem, któremu Pan Jezus powiedział: „Dziś ze Mną będziesz w raju”. Św. Dyzma jest przecież patronem więźniów, skazańców, pokutujących grzeszników oraz kapelanów więziennych. A ponieważ w życiu człowieka wierzącego nie ma przypadków, potraktowałem to jako znak, że właśnie tu, w zakładzie karnym, jest moje miejsce.
PAP: Św. Dyzma jest nie tylko pierwszym świętym Kościoła katolickiego, ale właściwie jedyną osobą, którą kanonizował osobiście Jezus Chrystus. Jak ksiądz sądzi, dlaczego Pan Jezus wyróżnił w ten sposób nie kogoś z apostołów, tylko Dobrego Łotra – przestępcę skazanego na śmierć?
Ks. T.S.: Historia św. Dyzmy jest dowodem na to, że można zdobyć niebo rzutem na taśmę i na to, jak bardzo Pan Bóg jest miłosierny. Dla mnie to także opowieść o tym, że właśnie takie osoby, jak więźniowie, którzy idą do Pana Boga krętą i wyboistą ścieżką, są szczególnie bliskie sercu Pana Jezusa.
Praca w więzieniu uświadomiła mi, jak mocno sposób, w jaki zostaliśmy wychowani, rzutuje później na nasze przeżywanie wiary i nasz obraz Boga. Widzę, jak wielu osadzonych ma potężny problem z modlitwą „Ojcze nasz”. Wielu z nich słowo „ojciec” kompletnie nie kojarzy się z miłością, z dobrocią, z wybaczeniem. Kojarzy się raczej z oschłością, z porzuceniem, z brakiem, czasem także z przemocą i z nadużywaniem alkoholu. Zwyczajnie dlatego, że ich ojcowie tacy właśnie byli, z takich rodzin się wywodzą. Więc moją rolą jako kapelana więziennego, ale także rolą psychologa więziennego, jest przede wszystkim to, żeby trochę zmienić ich myślenie.
PAP: Udaje się to księdzu?
Reklama
Ks. T.S.: Czasem tak, czasem nie. Często te przekonania wyniesione z domu, przywiązanie do pewnego stylu życia, siedzą w człowieku bardzo głęboko i naprawdę ciężko to zmienić. Ale się nie poddaję. Jestem, czekam i cały czas mam nadzieję, że do tych osadzonych też jakoś Pan Bóg dotrze.
PAP: Jak wygląda praca kapelana w więzieniu?
Ks. T.S.: Wszystko zależy od tego, jaki to jest typ jednostki. W areszcie śledczym wygląda to w ten sposób, że kapelan ma kontakt z dwoma rodzajami osadzonych: po pierwsze z tymczasowo aresztowanymi, którzy są w areszcie śledczym ze względu na postanowienie sądu. Oni są bardzo mocno izolowani, więc tym bardziej potrzebują wsparcia i dobrego słowa. W aresztach śledczych są też osoby, które są już po wyroku i odbywają karę pozbawienia wolności. Oni potrzebują tego, co Pan Jezus w Ewangelii wg św. Mateusza opisał słowami: „byłem w więzieniu, a odwiedziliście Mnie”.
Teraz pracuję w zakładzie karnym typu półotwartego, gdzie panują łagodniejsze zasady. Więźniowie mogą chodzić po terenie zakładu, mogą sami przyjść do kaplicy właściwie przez cały dzień. Codziennie w kaplicy sprawuję mszę świętą i głoszę kazania. Raz w tygodniu spotykamy się przy stole i wtedy głoszę katechezy. Poza tym ja zwyczajnie jestem między nimi, chodzę po tych samych korytarzach, zagaduję. Oni doskonale wiedzą, że jestem księdzem i jeśli ktoś potrzebuje rozmowy czy spowiedzi, to jestem zawsze do dyspozycji.
Reklama
Jako kapelan więzienny jestem posłany nie tylko do osadzonych, ale także do funkcjonariuszy. Oni mają bardzo specyficzną, trudną pracę i nie zawsze mogą uzyskać wsparcie w swojej parafii, której proboszcz może zwyczajnie nie rozumieć tej specyfiki. Jako kapelan rozumiem ich zdecydowanie lepiej.
PAP: Z jakimi sprawami więźniowie zwracają się do księdza?
Ks. T.S.: Najczęściej rozmawiamy o życiu, o problemach dnia codziennego. Dla mnie nie ma różnicy, czy ktoś przychodzi na mszę do kaplicy, czy nie przychodzi. Z każdym rozmawiam tak samo. To są często ludzie, którzy wychowali się w rodzinach dysfunkcyjnych, ale jest w nich silna tęsknota za głębią, za spokojnym życiem i normalną rodziną. Przychodzą, żeby porozmawiać o problemach rodzinnych, o tym, że mieli takie, a nie inne wzorce i nie potrafią sobie z tym poradzić.
PAP: Zdarza się, że ktoś przychodzi na mszę św. czy katechezę z nudów, a później odkrywa w tym coś głębszego?
Ks. T.S.: Takie sytuacje zdarzają się raczej w zakładach typu zamkniętego, w których każde wyjście z celi jest dla osadzonego atrakcją. Wtedy faktycznie czasem ktoś przychodzi na katechezę po prostu po to, by z kimś pogadać czy napić się kawy. W jednostce, w której pracuję, jeżeli ktoś przychodzi na mszę czy do spowiedzi, to raczej dlatego, że chce coś zmienić, czegoś szuka w życiu.
PAP: Czy zdaniem księdza pobyt w więzieniu jest dla osadzonych szansą na zmianę życia na lepsze?
Reklama
Ks. T.S.: Wszystko zależy od konkretnego człowieka. Jeżeli ktoś chce się zmienić, to ma ku temu możliwości. W zakładach są różnego rodzaju programy resocjalizacyjne, jest biblioteka, jest praca. W ciągu tych 32 lat spotkałem wielu osadzonych, którzy w więzieniu przemyśleli swoje życie, zmienili sposób myślenia, sposób wartościowania i teraz prowadzą uczciwe życie. Z niektórymi utrzymuję kontakt i wspieram ich na wolności. Pamiętam jednego z osadzonych, który w więzieniu się nawrócił i jeszcze w trakcie odbywania kary składał świadectwo podczas rekolekcji, które głosiłem w jednej z parafii pod Gliwicami.
PAP: Czy zdarza się, że ktoś w więzieniu prosi księdza o spowiedź po raz pierwszy po wielu latach?
Ks. T.S.: Tak, zdarza się. Ze względu na tajemnicę spowiedzi nie mogę na ten temat za dużo mówić. Powiem więc tylko, że rekordzistą w spowiedzi był osadzony, który przystąpił do sakramentu pokuty po raz pierwszy od 46 lat. Pan Bóg działa na różne sposoby, także w zakładach karnych i kaplicach więziennych.
Rozmawiała Iwona Żurek (PAP)
