O tej jedności mówi już sama „gramatyka” liturgii. Wszystko zaczyna się znakiem krzyża na początku Mszy Wieczerzy Pańskiej w Wielki Czwartek – a końcowe błogosławieństwo słyszymy dopiero u kresu Wigilii Paschalnej. Czwartek wieczorem pozostaje jakby „niedomknięty”: nie ma rozesłania, jest tylko procesja z Najświętszym Sakramentem do tzw. ciemnicy, a milczący kościół zamienia się w ogród Getsemani.
Reklama
Liturgia Wielkiego Piątku nie zaczyna się od zwyczajnego „W imię Ojca…”, lecz od przejmującej prostracji – kapłan leży krzyżem przed ołtarzem, jakby sam wchodził w głąb męki. I znów: celebracja bez końcowego błogosławieństwa, z procesyjnym odniesieniem Najświętszego Sakramentu do Grobu Pańskiego, przy którym rozpoczyna się czuwanie. W ten nieprzerwany nurt wpisuje się Wigilia Paschalna: zaczyna ją poświęcenie ognia przed kościołem i zapalenie paschału, który kapłan wnosi do ciemnego kościoła i od którego wierni zapalają swe świece. Triduum to więc jedna długa modlitwa Kościoła, bez pauz i „przerw na wyjście”, jedno nieustanne świętowanie Paschy. Poszczególne celebracje różnią się nastrojem i symboliką, ale wszystkie dotykają tego samego misterium Chrystusa ukrzyżowanego, pogrzebanego i zmartwychwstałego. Jak podkreśla ks. Jóżef Naumowicz, widać to doskonale w najstarszym opisie tych dni, jaki zawdzięczamy pątniczce Egerii, która około 383 roku przeżyła Wielkanoc w Jerozolimie.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
- Tam Triduum było jak trzydniowa pielgrzymka w jednym mieście: od świtu do nocy – modlitwy, długie czytania w miejscach upamiętniających Ostatnią Wieczerzę i etapy Męki, procesje z biskupem na czele, które zawsze ostatecznie zmierzały do Anastasis, do miejsca Grobu i Zmartwychwstania Jezusa – wyjaśnia znany patrolog.
Przypomina, że były także czuwania nocne. Nie tylko w Wigilię Paschalną.
- W Wielki Czwartek bowiem o północy wierni z biskupem gromadzili się na Górze Oliwnej, aby czuwać do rana nad tajemnicą pojmania Chrystusa. Gdy w Getsemani czytano Ewangelię o aresztowaniu Jezusa, lud wybuchał tak wielkim płaczem, że – jak notuje Egeria – „ich lamenty można usłyszeć być może aż do miasta”. To nie była tylko rekonstrukcja wydarzeń, ale realne współuczestniczenie: serce wierzących odpowiadało na słowo Boże łzami, modlitwą i milczeniem.
Ks. prof. Naumowicz tłumaczy, że wierni jerozolimscy mieli też przywilej, które działają na wyobraźnię do dziś:
- W Wielki Piątek adorowali relikwie Krzyża Świętego, tego, na którym umarł Jezus, odnalezione zaledwie pół wieku wcześniej na miejscu ukrzyżowania. Podchodzili pojedynczo, w wielkim skupieniu. Kłaniali się, dotykali drewna czołem, zatrzymywali wzrok na krzyżu, a na końcu całowali relikwię. Wszystko bez pośpiechu, jakby czas na chwilę przestawał istnieć.
Triduum Paschalne domaga się więc od nas zmiany patrzenia: nie są to „trzy osobne nabożeństwa, na które może uda się wpaść”, ale jedna konsekwentna droga, którą warto przejść od początku do końca. To szkoła wiary, która uczy, że w chrześcijaństwie nie da się oddzielić Krzyża od Zmartwychwstania, bólu od nadziei, nocy od poranka. To jedno misterium miłości Boga, który wchodzi w noc ludzkiego cierpienia po to, by wprowadzić nas w jasność poranka życia.
