Dz 6, 1-7 <- KLIKNIJ
Ten fragment pokazuje moment dojrzewania pierwszej wspólnoty. Kościół rośnie i właśnie wtedy pojawia się napięcie. Nie dotyczy ono nauki wiary. Dotyczy codziennej troski o ludzi słabszych. Łukasz mówi o hellenistach i hebrajczykach. Chodzi o dwa kręgi Żydów wewnątrz jednej wspólnoty. Helleniści to ludzie związani z greką i diasporą. Hebrajczycy to środowisko bardziej zakorzenione w języku semickim i lokalnym zwyczaju. Różnica kultury i języka zaczyna wpływać na życie wspólnoty. Poszkodowane okazują się wdowy hellenistów. To bardzo poważna sprawa. Wdowa w Biblii należy do tych, o których Bóg szczególnie się upomina.
Dwunastu zwołuje uczniów i mówi, że nie jest dobrze zaniedbywać słowo Boże dla obsługi stołów. Trzeba dobrze usłyszeć sens tych słów. Nie ma tu pogardy dla spraw materialnych. Przeciwnie. Ten sam rdzeń słowa „służyć” pojawia się przy stołach i przy głoszeniu słowa. Chodzi więc nie o wyższość jednego zadania nad drugim, lecz o mądry podział posług. Apostołowie mają trwać przy modlitwie i przy służbie słowa. Wspólnota ma zaś wybrać siedmiu mężów o dobrej opinii, pełnych Ducha i mądrości. Kryterium jest więc przede wszystkim duchowe.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Tekst nie nazywa tych siedmiu jeszcze „diakonami” w późniejszym, ścisłym sensie. Pokazuje jednak narodziny uporządkowanej posługi. Bardzo wymowny jest dobór imion. Wszystkie są greckie. To znaczy, że wspólnota odpowiada na skargę w sposób uczciwy i roztropny. Bierze pod uwagę wrażliwość grupy, która poczuła się pominięta. Wśród wybranych jest także Mikołaj, prozelita z Antiochii, a więc ktoś, kto wcześniej przyłączył się do Izraela, a teraz znajduje miejsce w Kościele. Apostołowie modlą się i nakładają na wybranych ręce. To gest przekazania zadania i błogosławieństwa. Finał jest znamienny: słowo Boże rozszerza się, liczba uczniów rośnie, a nawet wielu kapłanów przyjmuje wiarę. Kościół nie słabnie przez uporządkowanie posług. Przeciwnie. Właśnie dzięki temu rośnie.
J 6, 16-21 <- KLIKNIJ
Jan umieszcza tę scenę zaraz po rozmnożeniu chleba. Tłum chciał uczynić Jezusa królem, a On oddalił się sam na górę. Uczniowie schodzą nad jezioro, wsiadają do łodzi i ruszają ku Kafarnaum. Zapada ciemność. U Jana ciemność często oznacza coś więcej niż porę dnia. Niesie także lęk i niepewność. Do tego dochodzi silny wiatr i wzburzona woda. Jezioro Galilejskie rzeczywiście jest miejscem, gdzie gwałtowne podmuchy przychodzą szybko. Jan podaje nawet dystans. Uczniowie są już kilka kilometrów od brzegu.
Wtedy widzą Jezusa idącego po wodzie i zbliżającego się do łodzi. Reakcja jest natychmiastowa: strach. Jezus odpowiada słowami: „To Ja jestem, nie bójcie się”. Greckie wyrażenie oznacza zwykłe „to ja”, ale u Jana ma także głębsze brzmienie. Niesie echo epifanii. W tle stoi cała biblijna tradycja Boga, który panuje nad wodami chaosu. Psalmy i Księga Hioba mówią o Tym, który stąpa po falach morza. Jan pokazuje więc nie tylko cud nad naturą. Pokazuje objawienie godności Jezusa.
Uczniowie chcą zabrać Go do łodzi, a łódź od razu znajduje się przy brzegu. Jan opisuje to bardzo krótko. Nie zatrzymuje się na szczegółach technicznych. Najważniejsza jest obecność Jezusa. To ona przemienia sytuację. Ta scena nie jest sztuczką ani widowiskiem. Jest znakiem. Uczniowie nie otrzymują jeszcze wyjaśnienia wszystkiego. Otrzymują słowo i obecność: „Nie bójcie się”. To przygotowuje ich na dalszą mowę o chlebie życia. Po znaku sytości przychodzi znak obecności. Jezus nie daje tylko chleba. Sam staje się odpowiedzią na lęk.
