Bamenda jest stolicą anglojęzycznego Kamerunu. Od lat trwają tam walki między rządem a separatystami dążącymi do niepodległości anglojęzycznej części kraju. Przyniosło to tysiące ofiar i wywołało największy kryzysy humanitarny w regionie - 1,5 miliona osób potrzebuje pilnego wsparcia.
Wizyty papieża w tym miejscu jeszcze kilka miesięcy temu wydawała się niemożliwa, a jednak stał się cud
- wskazuje miejscowy ordynariusz. I dodaje: „Do tego pięknego i przeklętego regionu papież przyniesie przesłanie pokoju, wpisujące się w kontekst, który z trudem pozostawia wojnę za sobą. Nie jest to łatwe, ale zrobiliśmy ogromne postępy”.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Wizyta papieża prawdziwym błogosławieństwem
Abp Nkéa Fuanya wskazuje, że wizyta papieża Leona jest prawdziwym błogosławieństwem.
Jest to zwieńczenie - mówi - długiej pracy, którą wykonaliśmy i którą nadal wykonujemy, umocnienie wysiłku, który jeszcze się nie zakończył.
Region nie jest w pełni ustabilizowany. Jednak w związku z wizytą papieża grupy separatystyczne w anglojęzycznych regionach kraju ogłosiły trzydniowe zawieszenie broni. Jego celem jest zapewnienie bezpiecznego przejazdu ludności cywilnej, pielgrzymom i delegacjom oficjalnym na spotkania z Leonem XIV.
Krwawiąca rana kolonializmu
Reklama
Wojna w Bamendzie, to jedno z wielu dziedzictw kolonialnych, które pozostawiły rany, które krwawią do dziś. Regiony północno-zachodnie i południowo-zachodnie zostały bowiem najpierw skolonizowane przez Niemcy, a po I wojnie światowej znalazły się pod mandatem brytyjskim, podczas gdy reszta kraju była kontrolowana przez Francję. Po uzyskaniu niepodległości i próbie utworzenia federacji Kamerun stał się w 1972 r. jednym państwem. Duża mniejszość anglojęzyczna pozostała jednak zmarginalizowana. Co więcej: mieszkańcy tego górzystego regionu, bogatego żyzne ziemie i dumnego ze swojej różnorodności, zawsze źle znosili ingerencję władz centralnych oraz próby narzucenia nowej formy kolonializmu przez rząd w Jaunde. Wraz z niezadowoleniem i opozycją demokratyczną rozwinęły się również ruchy protestacyjne, które w 2016 r. doprowadziły najpierw do masowych demonstracji brutalnie stłumionych w krwi, a następnie wywołały prawdziwy konflikt z grupami separatystycznymi, które w 2017 r. ogłosiły Republikę Ambazonii.
1,5 miliona osób potrzebuje pomocy humanitarnej
Konflikt, który nie został jeszcze całkowicie rozwiązany, spowodował tysiące ofiar śmiertelnych, zniszczenie setek wsi i masową ucieczkę ludności. Obecnie około 500 tysięcy osób pozostaje wewnętrznie przesiedlonych, a 1,5 miliona potrzebuje pilnej pomocy humanitarnej. Ponad milion osób schroniło się w sąsiedniej Nigerii. Zniszczono budynki i infrastrukturę, szkoły pozostawały zamknięte przez pięć lat, a co najmniej 700 tysięcy dzieci zostało zmuszonych do porzucenia nauki. „Lotnisko w Bamendzie zostanie w końcu ponownie otwarte na wizytę papieża po ośmiu latach” - zauważa arcybiskup.
Uprowadzenie kardynała
W listopadzie 2020 r. ogromne poruszenie i konsternację wywołało porwanie na drodze między Bamendą a Kumbo kard. Christiana Tumiego, wówczas dziewięćdziesięcioletniego emerytowanego arcybiskupa Duali i jednej z najwybitniejszych i najbardziej szanowanych postaci w kraju, niestrudzonego mediatora między rządem a separatystami. Porwanie trwało 24 godziny, ale stanowiło swego rodzaju punkt zwrotny, który odebrał separatystom mandat miejscowej ludności.
Religie na rzecz pokoju
W ostatnich latach - wyjaśnia abp Nkéa Fuanya - wraz z grupą przywódców religijnych, zarówno chrześcijańskich, jak i muzułmańskich, próbowaliśmy zaprowadzić pokój i pojednanie. Nie było to łatwe, ponieważ separatyści postrzegają nas jako osoby działające w imieniu rządu, podczas gdy rząd uważa, że jesteśmy po stronie separatystów. Obecnie sytuacja polityczna jest spokojniejsza, jednak nadal występuje wiele aktów bandytyzmu, a grupy przestępcze porywają ludzi w celu uzyskania okupu. Miasto Bamenda jest aktualnie dość spokojne, ale na przedmieściach i obszarach wiejskich nadal występują problemy.
Abp Nkéa Fuanya podkreśla, że na drodze budowania pokoju wciąż jest wiele przeszkód do pokonania, a prawdziwe pojednanie wymaga bardzo dużo czasu.
Łatwo jest - mówi - głosić przebaczenie, ale kiedy stoisz przed osobą, która spaliła twój dom, zabiła członka twojej rodziny lub zgwałciła twoją córkę, nie jest łatwo to wprowadzić w życie. To wielkie wyzwanie dla Kościoła, który nigdy nie zaprzestał pracy na rzecz pomocy osobom dotkniętym traumą oraz promowania prawdziwego, a nie powierzchownego pojednania.
Sytuacja byłych separatystów
Problem pojawia się również po stronie tych, którzy porzucili walkę zbrojną i obecnie nieuchronnie napotykają ogromne trudności w ponownej integracji ze społeczeństwem.
Niektórzy opuścili grupy rebeliantów - potwierdza arcybiskup - ale nie mogą powrócić do swoich społeczności. Zastanawiamy się, jak pomóc im rozpocząć nowe życie i ostatecznie zrezygnować z dochodowej walki zbrojnej.
Reklama
Ordynariusz Bamendy podkreśla, że jest wiele tematów i wiele trudności, które zostaną omówione z papieżem Leonem XIV. Cała ludność zachodniego Kamerunu oczekuje go z wielką nadzieją w sercu:
Dla nas jego wizyta jest, jak odwiedziny Boga, który przychodzi z pomocą swojemu ludowi….
Pasterz wśród cierpiących owiec
Arcybiskup Bamendy podkreśla, że niektórzy woleliby, żeby wizyta Leona XIV w tym zapalnym regionie Kamerunu odbyła się w bezpieczniejszych warunkach.
Papież przybywa w odpowiednim momencie, jak pasterz, który troszczy się o swoje cierpiące owce. Przybywa, aby nakarmić głodnych i napoić spragnionych. Wykonuje swoją pracę dobrego pasterza
- mówi arcybiskup.
