Reklama

Niedziela Łódzka

Księża męczennicy z Dachau

Ks. Jan Grodkiewicz

W obozie koncentracyjnym w Dachau zginęło 114 księży diecezji łódzkiej. Żadna inna diecezja w Polsce nie poniosła tak dużych procentowo strat duchowieństwa. W 2015 r. roku minęła 70. rocznica wyzwolenia obozu

Niedziela łódzka 7/2016, str. 8

[ TEMATY ]

sylwetka

Archiwum Archidiecezjalne

Ks. Jan Grodkiewicz

Urodził się 26 czerwca 1895 r. w Choczewie koło Raciąża, powiat płoński. Rodzicami jego byli Konstanty i Bronisława z domu Wiśniewska. Został ochrzczony w swojej rodzinnej parafii Gralewo, w kościele św. Małgorzaty.

Szkołę ukończył w Płocku, a następnie Seminarium Duchowne we Włocławku. Święcenia kapłańskie przyjął 18 czerwca 1922 r. z rąk biskupa kujawsko-kaliskiego Stanisława Zdzitowieckiego.

Jako neoprezbiter został mianowany wikariuszem parafii pw. św. Stanisława w Rzgowie. Od 1 marca do 15 października 1923 r. pełnił funkcję wikariusza parafii Drużbice. W październiku tego roku został mianowany prefektem szkół w Bełchatowie i tę funkcję spełniał do momentu translokaty do Zelowa, tj. do 15 sierpnia 1925 r. Otóż w Zelowie toczyły się posunięcia związane z utworzeniem kościoła filialnego, a następnie parafii. Biskup Zdzitowiecki, na prośbę mieszkańców Zelowa, mianował rektorem kościoła ks. Bronisława Butkiewicza. Na początku września 1925 r. przybył do Zelowa ks. Jan Grodkiewicz w charakterze prefekta szkół powszechnych, który miał utorowaną drogę, ponieważ działał już komitet budowy świątyni założony przez ks. Butkiewicza, a gromadzenie dzieci i rodziców katolickich było imponujące. Kiedy 28 października 1925 r. Stolica Apostolska wydała bullę „Vixdum Poloniae unitas” nastąpiła reorganizacja diecezji polskich i Zelów znalazł się na terenie powołanej w 1920 r. diecezji łódzkiej.

Reklama

29 kwietnia 1925 r. mieszkańcy Zelowa skierowali do Biskupa Diecezjalnego w Łodzi prośbę o utworzenie parafii w Zelowie, liczącego wówczas 1600 katolików, którzy byli otoczeni 7 tys. innowierców (żydów i braci czeskich). Bp Wincenty Tymieniecki po rozpatrzeniu prośby wydał 9 sierpnia 1926 r. dekret erygujący nową parafię, a pierwszym proboszczem został ks. Jan Grodkiewicz. Myśląc o przyszłej parafii, ksiądz Jan wraz z komitetem zakupił plac pod cmentarz grzebalny. Dzięki działalności proboszcza i parafian w latach 1931-33 wybudowano świątynię dla katolików pw. Matki Bożej Częstochowskiej. Budowę kościoła wsparli liczni sponsorzy i ofiarodawcy; bp W. Tymieniecki też ofiarował 50 tys. cegieł. Kościół został poświęcony 4 listopada 1933 r. przez bp. Kazimierza Tomczaka. O prężnie działającej parafii świadczą założone grupy religijne: Koło Misyjne (1927), Stowarzyszenie Żywego Różańca (1929), Bractwo Różańcowe (1930). W 1928 r. powołano Stowarzyszenie Wieczystej Adoracji Najświętszego Sakramentu, a 3 lata później wprowadzono 40-godzinne nabożeństwo.

Po 9 latach posługi w Zelowie ks. Grodkiewicz został mianowany w 1934 r. proboszczem parafii w Parznie, która liczyła w tym czasie 7 tys. katolików oraz posiadała skarb w postaci krypty ze szczątkami sługi Bożej Wandy Malczewskiej. Dzięki książce ks. Grzegorza Augustynika, poświęconej tej postaci, przybywały do grobu Wandy coraz liczniejsze pielgrzymki, wierni składali świadectwa o doznanych łaskach. Ponadto na rozwój kultu Wandy miał wpływ poprzednik ks. Grodkiewicza – ks. Leon Łomiński, wielki szerzyciel kultu. Troska o kryptę i pielgrzymki absorbowały bardzo miejscowych proboszczów. Ks. Jan był tu proboszczem do momentu aresztowania przez władze okupacyjne. Niemcy zamienili kościół w Parznie na magazyn, a proboszcza aresztowano 6 października 1941 r.

Został osadzony najpierw w obozie przejściowym w Konstantynowie, a następnie 30 października 1941 r. wywieziony do obozu koncentracyjnego w Dachau. Ks. Grodkiewicz zginął 6 maja 1942 r. w komorze gazowej, oddając życie za wiarę i Ojczyznę.

Reklama

W kościele parafialnym w Zelowie 26 października 1976 r. w związku z obchodami istnienia parafii bp Józef Rozwadowski poświęcił tablicę upamiętniającą pierwszego proboszcza – budowniczego świątyni zelowskiej, więźnia Dachau.

* * *

Ks. Jan Grodkiewicz (1895 – 1942)
Pierwszy proboszcz parafii Zelów i budowniczy kościoła, proboszcz parafii Parzno.
Nr obozowy 28 314

2016-02-11 10:08

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Aby życia nie zmarnować

Niedziela kielecka 49/2019, str. IV

[ TEMATY ]

pomoc

sylwetka

Kielce

pomoc społeczna

TER

Teresa Brzeska nie umie żyć bez pomagania

Od lat słucha trudnych ludzkich historii, pomaga bezdomnym, samotnym matkom, ofiarom przemocy. Każdy człowiek zasługuje na miłość, szacunek i uwagę – mówi Teresa Brzeska, wiceprezes Kieleckiego Koła Towarzystwa św. Brata Alberta

Pracuje w nim z oddaniem jako wolontariuszka już trzydzieści pięć lat. Bez pomagania innym nie potrafi żyć. W wolnych chwilach odwiedza niewidomych oraz seniorów i organizuje im muzykoterapię.

Chęć pomagania i miłość od ludzi wyniosła z domu. – Moja mama bardzo lubiła nieść pomoc. Jeśli czegoś jej się dużo urodziło w polu, zanosiła do wielodzietnych rodzin. Wiedziała, że dzieci cierpią głód, że są problemy, alkohol, nie ma pieniędzy. Zanosiła wiadrami kapustę i ogórki. Widziałam to jako mała dziewczynka i podobało mi się to. Po latach, jako dorosła kobieta, spotkałam ks. prof. Jana Śledzianowskiego. Poinformował mnie, że chce w Kielcach utworzyć Koło Pomocy św. Brata Alberta. Zaproponował mi współpracę, która trwa od 1985 r. Początki wymagały od nas ogromnego zaangażowania. Założone przez nas Schronisko w Łukowej dla samotnych matek potrzebowało pilnie remontów, trzeba było również znaleźć pieniądze na utrzymanie kobiet, które się tutaj schroniły. Niektóre spodziewały się dziecka, inne przybywały już z dziećmi, uciekając przed przemocą. Jeździliśmy więc na kwesty do odległych parafii w naszej diecezji. Nie mieliśmy samochodów, trzeba było więc wstać po czwartej i jakoś dojechać – wspomina dziś Teresa Brzeska.

Ocalone życie

Czasem wraca do pierwszych spotkań z ubogimi. – Pewnego razu idąc na dyżur zauważyłam siedzącą na schodach przed biurem Koła Pomocy św. Brata Alberta uroczą dziewczynę. Opowiedziała mi swoją trudną historię. Rodzice się rozwiedli, mama wyjechała do Szwecji, ojciec poślubił inną kobietę. Została pod opieką starszego wuja, matka zapewniła ją, że będzie o nią dbała finansowo, aby mogła się uczyć, ale zastrzegła że nie może być absolutnie mowy o ciąży, o dziecku. Ona zakochała się, zaufała i zaszła w ciążę. Była dopiero w liceum. Zrozpaczona przybiegła tutaj po wsparcie, aby mogła wrócić do łask matki. Zaproponowałam jej pomoc. Rozpromieniła się i poczuła ulgę. Nie czuła się sama, razem z dzieckiem była bezpieczna. Sama nie była wtedy w stanie zapewnić mu należytej opieki, musiała ukończyć szkołę i zarabiać na swoje utrzymanie. Urodziła pięknego chłopca i oddała go do adopcji. Czasem wspominam tę młodą dziewczynę. Nie wiadomo jak skończyłaby się ta historia bez naszego wsparcia. Życie zostało ocalone – mówi.

Często dotyka ludzkich dramatów i płacze razem z ubogimi. – Do naszego biura przyszedł drobny, skulony mężczyzna lat ok. 70. Miał na imię Józef. Zapytał mnie, czy znajdzie się tutaj dla niego miejsce. Został bez dachu nad głową. Był samotny, mieszkał z siostrą, jej mężem i dziećmi w rodzinnym domu. Po śmierci rodziców namówiła go, aby zrzekł się spadku. Pewnego dnia oświadczyła, że to wszystko jest jej. – Wyszedłem więc – powiedział. Płakaliśmy oboje. Potem obiecałam mu, że znajdę dla niego u nas dom.

Wierna azylem dla samotnych matek

W Adwencie myśli o tych kobietach, które przewinęły się przez prowadzony przez Towarzystwo Dom Samotnej Matki w Wiernej (wcześniej w Łukowej) przez 30 lat istnienia placówki, o blisko trzystu dzieciach, które w tym miejscu znalazły schronienie, o tych które się tutaj urodziły. W Domu Samotnej Matki w Wiernej – w 2017 r. schronienie i opiekę otrzymało osiem kobiet i sześcioro dzieci, w 2018 – dziesięć kobiet i jedenaścioro dzieci. Ileż to przez te lata było opłatków, serdecznych spotkań... Wierna stałą się prawdziwym azylem dla samotnych matek. Dostrzegała, że tutaj czują się bezpieczne i spokojne. Siostry Pasterzanki dbają, aby było jak w domu, jak w rodzinie, ciepło serdecznie, przytulnie. Czasem kobiety zostają tutaj na kilka miesięcy, a czasem nawet na rok. Kiedy sytuacja tego wymaga i nie ma innej możliwości, matka po narodzinach może oddać dziecko do adopcji, gdzie czekają na niego nowi rodzice, którzy chcą otoczyć go miłością. – Kiedyś, będąc w jednej parafii opowiadałam mieszkańcom o pracy naszego Towarzystwa, mówiąc o takich właśnie przypadkach. W końcu kościoła stał mężczyzna z małym dzieckiem na ręku i dumnie prężył pierś. Okazało się potem, że chłopiec był adoptowany, a mama urodziła go będąc w naszym Domu w Wiernej – opowiada.

Jak plaster na ranę

– Kocham to robić. Zdarza mi się często płakać z tymi ludźmi, bo taką mam już empatię, ale potem mówię: „zaradzimy”, „jakoś będzie”. Ewangelia mówi „Nie ten kto mówi Panie, Panie dostąpi zbawienia”. Dlatego staramy się swoim konkretnym działaniem ukazywać realizm wiary chrześcijańskiej – tłumaczy. Myśląc o tych, którym pomaga, powtarza, że „widzi w nich potrzebującego Chrystusa”. Słucha ich bardzo trudnych, traumatycznych przeżyć, patrząc na ich okaleczone życie, naznaczone cierpieniem odrzuceniem, samotnością, co często jest tak wyraźnie wyrysowane na twarzach. Podkreśla, że pragną zrozumienia, wsparcia, współczucia i opieki. – Zdaję sobie sprawę, że całego świata nie uratujemy, ale jeśli choć jednemu człowiekowi pomożemy, to warto. Sprawia mi ogromną radość i satysfakcję, kiedy widzę na twarzy potrzebującego uśmiech, poczucie spokoju, gdy ustępuje z jego życia lęk przed przemocą i agresją, z którą musiał się zmagać, gdy może położyć głowę w bezpiecznym miejscu. Jesteśmy jak ten plaster na ranę. Przywracamy uśmiech, dajemy miłość.

Ze Schroniska dla Bezdomnych Mężczyzn w l. 2017-19 do chwili obecnej rocznie średnio korzystało od 70-90 osób, z Noclegowni – w 2017 r. – 64 osoby, 2018 r. – 67 osób , a w 2019 r. do września – 46 osób. Dawniej, po transformacji ustrojowej, w schronisku częściej szukali pomocy mężczyźni w sile wieku. Nie było tyle kontraktów, bezrobocie spychało ich w długi, nie byli w stanie opłacić mieszkania. Teraz więcej jest mężczyzn w okolicach 70 lat, emerytów z orzeczonymi eksmisjami. Oni tutaj znajdują schronienie. Biedni potrzebują miłości. Schronisko daje im poczucie przygarnięcia. Nikogo nie wykluczamy, ubóstwo nie odbiera godności człowiekowi. Św. Brat Albert mówił „każdemu należy się dach i strawa” – podkreśla Teresa. Towarzystwo prowadzi także dziesięć mieszkań chronionych, w których dom znalazło 16 osób.

Muzykoterapia z Teresą

Nawet będąc na emeryturze, nie zwalnia tempa. Obok licznych obowiązków znajduje czas na odwiedziny pensjonariuszy w jednym z DPS i prowadzi tutaj dwa razy w tygodniu muzykoterapię. Uczestniczą w nich niemal wszyscy pensjonariusze, którzy mogą przemieszczać się o własnych siłach, czy na wózkach. – Repertuar jest bardzo różnorodny – od pieśni maryjnych, które przeplatają naszą modlitwę różańcową. Jest litania, a potem przechodzimy do patriotycznych. Wtedy u niektórych kombatantów widzę taki zapał i radość – mówi. Czasem opowiadam ich o moich podróżach do różnych sanktuariów, przenosząc ich choć na chwilę oczyma wyobraźni w te miejsca. Staram się im przywieść z tych pielgrzymek jakieś pamiątki, obrazki np. św. Charbela z Libanu, Matki Bożej Pompejańskiej. A kiedy spotkanie się kończy, musi im obiecać, że wkrótce znów do nich przyjdzie.

Pozytywnie zajęta

– Kiedy tam jestem, nie mam wątpliwości że Pan Bóg dał tę starość, niedołężność, biedę, aby reszta się zbawiała. Człowiek może być kiedyś bliżej nieba. Obserwuję pracowników, jak się starają, troszczą o seniorów – leżących pokarmią, przebiorą. Jakaś dziewczynka przychodzi, zagra im na pianinie. Jesteśmy sobie nawzajem potrzebni. Odwiedza również regularnie niewidomych w ośrodku przy ul. Złotej w Kielcach. Przychodzi w odwiedziny, by im poczytać, porozmawiać, pośpiewać wspólnie.

Terasa mówi, że „chce przynieść do Pana Boga naręcza dobra”. Mimo, że jest na emeryturze, to jakby pracowała na dwóch etatach. Działa we wspólnocie Szkoła Maryi. W działaniu i modlitwie nie ma dla niej żadnych granic. Potrafi modlić się brewiarzem przez skype’a ze swoimi przyjaciółmi z różnych stron świata. Wyjeżdża na rekolekcje w Polsce i za granicą. – Jestem pozytywnie zajęta. Wiem co robić, aby życia nie zmarnować – mówi z uśmiechem.

CZYTAJ DALEJ

Jasna Góra: dziękczynienie za Jana Pawła II i modlitwa o cud uzdrowienia dla świata

2020-04-01 11:42

TV.Niedziela.pl

Dziękczynienie za Jana Pawła II, modlitwa, w dzień i w nocy, przez wstawiennictwo świętego o cud uzdrowienia dla świata i czekająca na pielgrzymów wystawa o jego życiu i papieskiej posłudze - te m.in. elementy złożą się na jasnogórskie obchody 15. rocznicy śmierci papieża z Polski.

Transmisja uroczystości na żywo na portalu niedziela.pl we czwartek 2 kwietnia od godz. 21:00:

Świadek życia św. Jana Pawła II, kard. Stanisław Dziwisz, w przypadające w tym roku także stulecie urodzin papieża z Polski podarował Jasnej Górze wystawę fotograficzną „Totus Tuus Maryjo!”. Została ona umieszczona już wcześniej na jasnogórskich wałach a jej inauguracja miała odbyć się 2 kwietnia i choć na razie ekspozycji nie można oglądać, to będzie ona czekać na pielgrzymów do października. Autorami ponad pięćdziesięciu zdjęć, przedstawionych na dużych planszach, są m.in. Arturo Marii, papieski fotograf, oraz Grzegorz Gałązka, fotograf akredytowany w Watykanie. Ekspozycja ukazuje wybrane fragmenty z życia Karola Wojtyły, od narodzin w Wadowicach 18 V 1920 r., aż po dzień jego odejścia do Domu Ojca. Są na niej zdjęcia m.in. młodego Karola na nartach, modlącego się papieża przed Najświętszym Sakramentem. Na zdjęciach zobaczyć można jego spotkanie z Matką Teresą z Kalkuty, zamach na placu św. Piotra, pocałunek polskiej ziemi, zawierzenie świata Bożemu Miłosierdziu, modlitwa przed grobem ks. Jerzego Popiełuszki, spotkanie z góralami, czy dzień jego pogrzebu.

Zdaniem Zbigniewa Gretki, prezesa Stowarzyszenia Autorów Polskich i kustosza papieskiej wystawy, jest ona „zadumaniem i wdzięcznością chrześcijan nad pokornym życiem Wielkiego Apostoła Miłosierdzia i Duchowego Przewodnika Wiernych - Patrona Polski i świata”.

Ekspozycja dotarła na Jasną Górę już wcześniej, celowo była zaplanowana na Wielki Post i ustawiona na Wałach, gdzie znajdują się stacje drogi krzyżowej, by przypomnieć o wielkim zawierzeniu św. Jana Pawła II Jasnogórskiej Matce i jego „Totus Tuus”.

Patronat nad wystawą objęli: kard. Stanisław Dziwisz, metropolita senior arch. krakowskiej oraz abp Wacław Depo, metropolita częstochowski. Mecenasem wystawy z okazji 100-lecia urodzin Ojca Świętego Jana Pawła II jest Tauron.

Ekspozycję oglądali już mieszkańcy Śląska, w tym górnicy na kopalniach, chorzy Świętokrzyskiego Centrum Onkologii w Kielcach, a także wierni wielu polskich diecezji (tarnowskiej, łódzkiej, radomskiej, włocławskiej, toruńskiej, łomżyńskiej, warszawskiej, szczecińsko-kamieńskiej, katowickiej, gliwickiej). Zwiedzający wpisywali się do Pamiątkowych Ksiąg dając świadectwo miłości i wdzięczności Jezusowi i Matce Najświętszej, Pani Jasnogórskiej, za dar życia umiłowanego Ojca Świętego Jana Pawła II, który całe swoje życie poświęcił Bogu w służbie człowiekowi na wszystkich kontynentach. Księgi z wpisami przekazane zostały do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych.

Jutro, w rocznicę śmierci Jana Pawła II na Jasnej Górze trwać będzie szczególna modlitwa dziękczynna za największego z pielgrzymów. Przez jego wstawiennictwo zanoszone będą też błagania o ustanie pandemii. W nocy odbędzie się czuwanie transmitowane online z Kaplicy Matki Bożej.

- W 15. rocznicę przejścia św. Jana Pawła II z życia do Życia połączmy się na wspólnej modlitwie, by mogły wybrzmieć słowa jasnogórskiego apelu: „jestem, pamiętam, czuwam” i słowa papieskiego zawierzenia Królowej Polski. W tym szczególnym czasie przed Jej obliczem, jak św. Jan Paweł II chcemy wznosić gorące modlitwy o cud uzdrowienia dla całego świata, o cud zatrzymania pandemii - zachęca o. Mariusz Tabulski, dyrektor Jasnogórskiego Instytutu Maryjnego.

Czuwanie rozpocznie się Apelem Jasnogórskim o 21.00, potem zaplanowano rozważania „Totus Tuus”, o 21.37, w godzinie przejścia, wspólne odśpiewanie pieśni „Czarna Madonno” potem różaniec z rozważaniami wg. nauczania św. Jana Pawła II, o 22.30 akt zawierzenia Matce Bożej a następnie medytacja ze św. papieżem, adoracja i koronka do Bożego Miłosierdzia. O północy odprawiona zostanie Msza św.

Transmisja online dostępna jest bezpośrednio na portalu niedziela.pl:

CZYTAJ DALEJ

Byśmy bardziej docenili smak modlitwy i coniedzielnej Mszy świętej

2020-04-03 09:31

Małgorzata Pabis

- Bogu niech będą dzięki za tę trudną lekcję. Dziękujemy Ci, Miłosierny Panie, za ten Wielki Post. Nie za koronawirusa, ale za dobro, które koronawirus zainicjował. Podobnie jak nie dziękujemy za wrogi tłum, który Cię ukrzyżował, ale za to, że z Twojego krzyża przyszło na nas zbawienie – powiedział w piątek w sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach ks. Marcin Kaznowski SDB, prowincjał Salezjańskiej Inspektorii Św. Jacka z siedzibą w Krakowie.

Na początku homilii kapłan przypomniał fragment wiersza Władysława Broniewskiego „Grób Tamerlana”:

„Człowiek jest dobry, mądry, spokojny,

ufny w swój rozum i myśl niepodległą,

głodu, powietrza, ognia i wojny

nie chce i stawia cegłę za cegłą”.

- Obawiam się, że Władysław Broniewski nie miał racji. „Stawianie cegły za cegłą” nie uchroni nas od głodu, powietrza (jak dawniej nazywano zarazę), ognia czy wojny. Przekonujemy się o tym dziś, kiedy pomimo zdobyczy cywilizacji musimy ugiąć się przed niewidocznym wirusem. Myślę, że Broniewski nie miał racji w jeszcze innej kwestii: człowiek, wbrew jego słowom, nie jest ani „dobry”, ani „mądry”, ani „spokojny” - mówił ks. Kaznowski.

Salezjanin zauważył, że „nie jesteśmy dobrzy”. - Epidemia jest dla wielu okazją do dawania upustu swoim nerwom, rzucania oszczerstw, bezlitosnej krytyki drugiego i szukania winnych. Już nawet nie tyle „stawiamy cegłę za cegłą”, co po prostu rzucamy tymi cegłami w bliźniego. Nie jesteśmy też mądrzy. Wobec pandemii wielu ludzi wierzących szuka ratunku w pseudo-przepowiedniach, u fałszywych proroków albo w innych zabobonach, które nie tylko nie pomagają, lecz dodatkowo nakręcają spiralę strachu. Nie jesteśmy także spokojni. Bo wszyscy się dziś boimy – powiedział.

Kaznodzieja przytaczał słowa proroka Jeremiasza z pierwszego czytania: „Trwoga dokoła”.

- „Trwoga dokoła” – powtarza dziś każdy z nas. Powtarzamy je jak echo. Powodem trwogi proroka nie była epidemia, lecz fakt, że był on niesłusznie oskarżany i prześladowany przez wrogi mu tłum. Prawdopodobnie każdy z nas zaznał choć raz w życiu niesłusznego oskarżenia. Wiemy, jak ono bardzo boli i jak człowiek jest wobec niego bezsilny. Jedyne uczucia, jakie się wtedy rodzą w człowieku, to bezradność, gniew i strach. Nie ma dokąd uciekać, bo wszyscy są przeciwko. Nasza sytuacja, zdominowana przez epidemię, jest wbrew pozorom bardzo podobna do sytuacji Jeremiasza. Ciekawe, że zarówno w Piśmie Świętym, jak i w teologii biblijnej, osaczający człowieka nieprzyjazny tłum bywa bowiem porównywany do zarazy. Zaraza ogarnia nas zewsząd i nie ma przed nią ucieczki – podkreślił ks. Kaznowski i dodał, że „Trwoga dokoła! To słowa tych, którzy umierają w samotności, bo nie dopuszcza się do ich łóżka nawet najbliższych. To słowa tych, którzy nie mogą swoich zmarłych w należyty sposób pochować. To słowa ciężko chorych i ich bezradnych rodzin. To słowa tych, którzy resztkami sił i środków pielęgnują chorych. To słowa tych, którzy boją się o utratę pracy i o to, z czego będą żyli w najbliższym czasie – mówił.

Tu jednak dochodzimy do punktu kulminacyjnego – kontynuował kapłan – a mianowicie do tego, jaka jest reakcja Jeremiasza na ową tragiczną sytuację, w której się znalazł. Jeremiasz nie atakuje, nie odszczekuje swoim wrogom, nie odpłaca agresją za agresję. Jeremiasz ucieka się do Boga. Mówi: „Pan jest przy mnie jako potężny mocarz; dlatego moi prześladowcy ustaną i nie zwyciężą. Panie Zastępów, Ty, który doświadczasz sprawiedliwego, Tobie powierzyłem swą sprawę.”

Salezjanin - w kontekście epidemii, jaką przeżywamy - postawił nam pytania: Jaka jest moja reakcja w kontekście pandemii? Czy, podobnie jak Jeremiasz albo Jezus z dzisiejszej Ewangelii, uciekam się do Boga?

- Człowiek, jak już stwierdziliśmy, nie jest mądry – rzadko ucieka się do Boga. Może dlatego w tym Wielkim Poście Pan Bóg postanowił sam upomnieć się o swoje? Może dlatego tak nam zorganizował ten Wielki Post, żebyśmy się do Niego bardziej uciekali? Nie wiem, czy pamiętamy, że prawie 40 dni temu, w Środę Popielcową, na rozpoczęcie Wielkiego Postu, Jezus mówił o dobrej modlitwie w swojej izdebce, o poście nie na pokaz i o jałmużnie, o której nie powinna wiedzieć nawet nasza druga ręka. „Kiedy chcesz się modlić – usłyszeliśmy – wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się w ukryciu”. Nie przeszło nam wtedy przez myśl, że te słowa spełnią się w sposób tak dosłowny. Zostaliśmy zamknięci w izdebkach na klucz (ja też przeżyłem kwarantannę), czy to z powodu kwarantanny czy to ograniczeń w przemieszczaniu się. Kościoły – miejsca wspólnej modlitwy – stały się niedostępne. Może to wszystko po to, żebyśmy na nowo odkryli smak modlitwy i liturgii? - mówił.

Kaznodzieja wyznał, że w ostatnich dniach słyszał świadectwa wielu osób, które mówią, że dopiero teraz zaczęły się modlić naprawdę i z pełną świadomością. Księża mówią, że znaleźli wreszcie czas na modlitwę! – Może to wszystko po to, żebyśmy bardziej docenili smak coniedzielnej Mszy świętej, nabożeństwa wielkopostnego i… normalnej Wielkanocy – zastanawiał się.

Kapłan mówił dalej: – Kiedy w Środę Popielcową słuchaliśmy o poście, również nie przypuszczaliśmy, że Pan Bóg postanowi tym razem podejść do swych słów tak dosłownie. A Pan zechciał, żebyśmy w naszych izdebkach zaznali wreszcie prawdziwego postu. Nie takiego, który polega na odmówieniu sobie cukierka albo kawy. Zażądał takiego postu, który zachwiał naszym poczuciem bezpieczeństwa i pozbawił nas złudzeń, że możemy pokładać nadzieję w produktach naszej cywilizacji. Doświadczamy braków w zaopatrzeniu sklepów. Musimy zapomnieć o wycieczkach i wyjazdach weekendowych. To bodajże pierwszy od wielu dziesiątek lat Wielki Post bez imprez, dyskotek czy hucznych zabaw. Odwołano rozgrywki sportowe, przeniesiono Mistrzostwa Europy w piłce nożnej i olimpiadę. Może to wszystko po to, żebyśmy żyjąc w świecie, w którym bogiem jest konsumpcja i rozrywka zrozumieli, że bez tych rzeczy można żyć, że one nie są niezbędne, że to nie są najważniejsze sprawy pod słońcem, i że kiedyś i tak zostaniemy ich pozbawieni. Św. Jan Bosko zwykł był mówić, że jeśli nie opuścimy świata z miłości, to i tak będziemy musieli go kiedyś opuścić z konieczności.

Ksiądz Kaznowski podkreślał, że kiedy w Środę Popielcową słyszeliśmy słowa o jałmużnie, też na pewno „nie domyślaliśmy się, że Pan da nam tym razem tak dosadną okazję do konkretnych czynów miłosierdzia jak: wolontariat na rzecz będących w kwarantannie i samotnych, troska o chorych i seniorów w naszych rodzinach, ofiarna praca lekarzy i służb sanitarnych, czy tak heroiczne czyny, jak ofiarowanie swojego respiratora bardziej potrzebującemu, jak uczynił jeden z włoskich księży, dziś już nieżyjący”.

Kończąc homilię salezjanin powiedział: – Może to wszystko po to, że żebyśmy wreszcie dostrzegli drugiego człowieka, tego którego mamy na wyciągnięcie ręki? A dobrze wiemy, że tego, którego mamy na wyciągnięcie ręki, dostrzec jest najtrudniej.

Dlatego Bogu niech będą dzięki za tę lekcję. Bogu niech będą dzięki za te rekolekcje. Czy tę lekcję właściwie odrobiliśmy, to już inne pytanie. Ale na pewno nie możemy powiedzieć, że nie mieliśmy do tego warunków. Dobrze wiesz Panie, że „głodu, powietrza, ognia i wojny nie chcemy”, tak jak Władysław Broniewski. Dlatego, tak jak Jeremiasz, prosimy Cię:

„od powietrza, głodu, ognia i wojny

od wrogich nieprzyjaciół

i od rzucania w nich cegłami

wybaw nas Panie”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję