Reklama

Umieraj... żywy

2016-02-11 10:08

Wojciech Dudkiewicz
Edycja warszawska 7/2016, str. 6-7

Wojciech Dudkiewicz
Członkowie Bractwa Dobrej Śmierci w katakumbach sanktuarium Matki Bożej Łaskawej w Warszawie

Dewiza Bractwa Dobrej Śmierci – Vivus morire (Umieraj żywy) – nie oznacza, że bracia nie kochają życia. Przeciwnie. Trzeba być świadomym własnych ograniczeń, ale wyzwaniem jest życie, a nie śmierć

Wcześniej byli zamknięci we własnym kręgu, niemal w czterech ścianach. Spotykali się raz w tygodniu w domu jednego z nich w Józefowie. Modlili się, rozmawiali, śpiewali, odmawiali litanię imion. Niedawno Bractwo wpuściło świeże powietrze do domu w Józefowie. – Długo byliśmy sami dla siebie, jak większość bractw na świecie. Ale teraz czas się otworzyć – mówią.

Otworzyli się. Raz na miesiąc u warszawskich Jezuitów w sanktuarium Matki Bożej Łaskawej na Starym Mieście spotykają się na nabożeństwie, Mszy św., śpiewach, litanii i dyskusji. Zwracają na siebie uwagę ciemnymi habitami z kapturami i czarnym proporcem – tzw. gonfalonem – z wypisaną dewizą „Vivus morire” i czaszką.

W gronie przyjaciół

Pomysł na stworzenie Bractwa powstał osiem lat temu, a i tym razem potrzeba była matką wynalazku. Jeden z braci stracił bliską osobę i żeby coś zrobić, zaproponował założenie Bractwa. – Wspólnota powstała żeby go wspomóc, ale tylko do pewnego stopnia – mówi jeden z braci. Bo myśleli o tym wcześniej w niewielkim gronie przyjaciół i znajomych, gości z nienajgorszą pozycją zawodową – pracowników mediów, przedsiębiorców i artystów, ale to śmierć była impulsem. Dojrzewali w burzliwych rozmowach do stworzenia takiego Bractwa.

Reklama

Bratem może zostać mężczyzna żonaty, albo wdowiec. Takie było założenie od początku. Nie ma wielu bractw, które zapraszają tylko osoby obdarzone sakramentem małżeństwa. – Skupiamy ludzi, którzy mają swoje doświadczenia, rodziny, mają żonę, albo ją mieli. To wpływa na rodzaj nie tyle religijności, co myślenia o świecie – zaznacza Jacek Borkowicz, historyk, publicysta, wieloletni ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich, u którego w Józefowie zaczęło się spotykać Bractwo, od początku trochę grupa modlitewna, trochę schola, trochę klub.

Pan Bóg się cieszy, żony ponoć są zadowolone (lepiej, że spotykają się w imię Boże, niż gdyby mieli pić wódkę). A poza tym, spotkania niektórych odmieniają, a czasem pozwalają przetrzymać kryzys. – Zdarzało się, że bracia mieli kryzys ducha, wiary, ciężkie doświadczenie życiowe – mówi Jacek Borkowicz. – Musieli się nawet zmuszać, żeby przyjść. Ale potem dziękowali Bogu i kolegom, że przyszli, bo otrzymali wsparcie.

Bądź aktywny

Ludzie na temat śmierci myślą często, ale wnioski bywają bardzo różne i ewoluują. Temat i tytuł niedawnego wykładu jednego z braci, Marka Walusia, „W śmierci też nadzieja” w Sanktuarium na Starym Mieście, dobrze oddaje ducha Bractwa.

– Wszyscy jesteśmy w sile wieku, w większości 40-50-paroletni. Wchodzimy w okres starzenia się, zmęczenia życiem, zmęczenia materiału. Ważne, żeby wchodzić w to bez poczucia rezygnacji, ze świadomością, że to tylko etap w życiu chrześcijanina – mówi Jacek Borkowicz. – Nie da się przed śmiercią uciekać i zasłaniać oczu. Ważne, żeby być gotowym na przyjście Pana, nie załamywać rąk, nie fatalizować. A kiedy odejdziemy, to tylko Bóg wie. Będzie, co jest nam pisane. Śmierć najbliższych, ale i własna jest bolesna, tragiczna, ale tak człowiek jest skonstruowany. Ważne, żeby w dochodzeniu do śmierci nie było lęku. Tak powinien podchodzić do niej mężczyzna: śmierć jest formą kontaktu z ostatecznością.

Kochają życie, mają rodziny, mają lub mieli – żony. Bractwo równie dobrze mogłoby się nazywać... Bractwem Dobrego Życia. A na pewno ich dewizą nie mogłoby być „Memento mori” (Pamiętaj o śmierci). – Nie wolno odrywać się od życia codziennego. Nie jest tak, że w naszych dyskusjach i aktywności nie wykraczamy poza mury cmentarne – podkreśla Borkowicz. – Przeciwnie, trzeba mieć świadomość własnych ograniczeń, ale to życie, a nie śmierć jest wyzwaniem. Nasza dewiza oznacza, że tam, gdzie wystarcza ci energii – angażuj się. Bądź aktywny. To nie jest to samo, co „Memento mori” – posyp głowę popiołem, rób podkówkę, bądź smutny, nocuj w trumnie. To nie my.

Kwestie ostateczne

Zanim otworzyli się na ludzi w Sanktuarium na Starym Mieście, przez osiem lat sprawdzali się i sprawdzili, że Bractwo to historia trwała, nie jakaś efemeryda, która zapaliła się i szybko zgaśnie. Wszak są mężczyznami czynnymi zawodowo, spotykają się późno, po godzinach pracy. Ich – jak mówią półżartem – heroizm polega na tym, że im się w ogóle po ciężkiej pracy jeszcze coś chce.

Konkretnie – modlić się. Nieszporami i Kompletą z danego dnia, potem śpiewem. Tradycyjnym – chorałem gregoriańskim, albo ludowym, jaki przez Sobór był zalecany do śpiewania w kościele, a został zapomniany, albo zlekceważony. – Ważną częścią naszych spotkań była zawsze dyskusja, co w wypadku mężczyzn jest istotne – mówi Borkowicz. – Ale nie spotykamy się na pogaduchy. Na ogół są to tematy wyznaczone: ktoś zagaja, zwykle jest obecny wątek kontaktu z kwestiami ostatecznymi.

W Internecie otworzyli się już dawno. Prowadzą bloga, w którym śmierć traktowana jest z szacunkiem, ale bez nadęcia, a nawet z nutą humoru. – Bractwa męskie od stuleci tworzyli ludzie, którzy afirmowali dobre, nawet wesołe, życie, ale ze świadomością, co ich kiedyś czeka – mówi Jacek Borkowicz. – Czasami warto przekłuć ten balonik i to jest zdrowe. Niepowaga, puszczanie oka, służy temu, żeby powiedzieć: spokojnie, nie nadymajmy się tak specjalnie wobec śmierci.

Litania na 200 osób

Z otwartych spotkań u Jezuitów na Starym Mieście na razie wynika przede wszystkim to, że... warto odbywać kolejne. Robi się ciekawie, przychodzą pierwsze osoby z zewnątrz, a przyjdą następne. Co będzie później nie wiadomo. Bractwo będzie pewnie pączkować. Teraz jest moment otwarcia. Otwierając drzwi, często nie wiesz co się za nimi znajduje. Wszystko w rękach Boga.

Oczekujemy rozwoju Bractwa. Ale nauczyliśmy się innego liczenia czasu. Nam się nie spieszy, pewne sprawy dojrzewają powoli. Nic na siłę. Z naszej perspektywy dwa, trzy miesiące to tyle, co nic. Każde Bractwo ma swoją otoczkę. Braci i środowisko z nimi zaprzyjaźnione. Chcielibyśmy takie środowisko stworzyć.

Program otwartych spotkań Bractwa w Sanktuarium na Starym Mieście jest podobny, jak tych zamkniętych, cotygodniowych w Józefowie (nabożeństwo, Msza św., śpiewy, litania i dyskusja). Litania jest za zmarłych i konających. Gdy umierał ktoś, kogo znali i chcieli upamiętnić, dołączali intencję za niego do modlitw. Dlatego ostatnio odmawiają już 200-osobową litanie imion, którą polecają Bożemu miłosierdziu, a potem śpiewają za zmarłych. A że dzieje się to w podziemiach kościoła, w krypcie pod ołtarzem (tam też znalazł miejsce ich gonfalon), atmosfera jest niesamowita. Krypta jest niska, surowa, światło przygaszone. Bracia są w habitach i kapturach. W tle widać proporzec z białą czaszką, rozlega się surowy chorał gregoriański.

Tagi:
bractwa

Bractwo Krzyża Świętego

2016-12-15 10:01

Ks. Robert Gołębiowski
Edycja szczecińsko-kamieńska 51/2016, str. 4

Siedzibą Bractwa jest parafia pw. Matki Bożej Bolesnej w Mierzynie, gdzie rozpoczęło się duchowe dzieło „Misje u stóp Krzyża”. Sekretariat Bractwa mieści się w Kurii Metropolitalnej Szczecińsko-Kamieńskiej, przeżywającej w latach 2010-2024 dzieło szczególnej duchowej odnowy wiary pod nazwą „Misje u stóp Krzyża”

Ks. Robert Gołębiowski
Krzyż św. Ottona

Od 7 października 2010 r. trwają w naszej archidiecezji „Misje u stóp Krzyża”, w czasie których przez tydzień w każdej parafii trwają modlitwa, adoracja i medytacyjne zamyślenie w obliczu Relikwii Krzyża Świętego i Krzyża św. Ottona. W tok misji wpisana jest także propozycja stworzenia w naszych parafiach kolejnej cennej grupy duszpasterskiej, która przyjęła tytuł: „Bractwo Krzyża Świętego”. Do tej pory w wielu odwiedzonych już parafiach powstały te grupy i bardzo owocnie funkcjonują. Niektórzy księża proboszczowie sugerują, aby dokładniej przybliżyć całą ideę Bractwa, dlatego relacjonując na bieżąco przebieg Misji na naszych łamach, zapoznajmy się ze statutem Bractwa.

Cele Bractwa Krzyża Świętego

Celem tworzenia i działania Bractwa w naszych parafiach jest pogłębianie i umacnianie wiary katolickiej w życiu osobistym, rodzinnym i społecznym, upowszechnianie czci Krzyża Świętego jako znaku zbawczej męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, osobista i wspólnotowa modlitwa, połączona z rozważaniem męki Jezusa Chrystusa. Kolejnymi równie ważnymi celami są: krzewienie duchowości pasyjnej i organizowanie nabożeństw pasyjnych, czyny miłosierdzia względem potrzebujących pomocy, a także obrona Krzyża w miejscach publicznych. W kontekście naszej archidiecezji bardzo praktycznym celem jest odkrywanie, przeżywanie i upowszechnianie duchowego dziedzictwa Pomorza Zachodniego, którego szczególnym symbolem jest prastary krzyż z katedry w Kamieniu Pomorskim, sięgający tradycją czasów św. Ottona.

Metody działania

Bractwo realizuje swoje cele poprzez następujące formy działania: życie w stanie łaski uświęcającej i aktywne uczestnictwo w życiu wspólnoty parafialnej, m.in. poprzez częste uczestnictwo w Eucharystii (także w dni powszednie) i comiesięczną spowiedź – w miarę możliwości – pod stałym kierownictwem duchowym. Ważne jest również angażowanie się w liturgiczną służbę ołtarza, m.in. poprzez czytanie Słowa Bożego, modlitwy wiernych oraz – w miarę możliwości – animowanie śpiewu. Kolejnymi metodami są: pogłębianie wiedzy o Krzyżu Jezusa Chrystusa w aspekcie historycznym, teologicznym i duchowym, m.in. poprzez studium Pisma Świętego i medytację biblijną oraz poznawanie nauczania Kościoła i tekstów świętych na ten temat. Do istotnych wymiarów posługi w Bractwie należy oddawanie czci Relikwiom Krzyża Świętego zarówno z intencją własnego uświęcenia, jak też z intencją przebłagania za grzechy innych ludzi, a szczególnie za te grzechy, których skutki trwają do dzisiaj na naszej ziemi. Jest to także opieka nad krzyżami misyjnymi, procesyjnymi i adoracyjnymi w świątyniach oraz stacjami Drogi Krzyżowej w kościołach przy świątyniach, troska o krzyże misyjne na placach kościelnych, na cmentarzach (również historycznych) oraz przy drogach na terenie parafii. Pięknym zadaniem jest wspólnotowe lub indywidualne okresowe nawiedzanie prastarego krzyża z katedry w Kamieniu Pomorskim – symbolu wiary całego Pomorza Zachodniego, obecnie zabezpieczonego w Muzeum Narodowym w Szczecinie. W wymiarze ascetycznym Bractwa duże znaczenie ma każdy piątek i pogłębione przeżywanie tego czasu jako chrześcijańskiego dnia pokutnego i wierne praktykowanie w tym dniu postu i pogłębionej modlitwy według intencji wskazanej przez Księdza Proboszcza. W każdy piątek również dochodzi do tego osobiste praktykowanie wybranego nabożeństwa pasyjnego, np. Koronki do Miłosierdzia Bożego, Drogi Krzyżowej, „Gorzkich żali” lub tajemnic bolesnych Różańca. W czwartek przed pierwszym piątkiem miesiąca członkowie Bractwa powinni brać udział w spotkaniu formacyjnym wszystkich członków Bractwa zrzeszonych w parafii, którego program tworzą m.in.: katecheza, adoracja Najświętszego Sakramentu i Msza św. oraz wymiana doświadczeń. W Wielki Piątek ich widoczna obecność powinna charakteryzować się udziałem w uroczystym wniesieniu Krzyża i ewentualnej pomocy wiernym w jego uczczeniu przez ucałowanie. Wreszcie członkowie powinni ukazywać troskę o chorych i prześladowanych z powodu wiary.

Dla zainteresowanych

Osoby, które pragną przyłączyć się do Bractwa Krzyża Świętego Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej, prosimy o wypełnienie i przekazanie deklaracji członkowskiej do księdza proboszcza w kancelarii parafialnej lub w zakrystii. Formularz deklaracji dostępny jest na stronie Kurii Metropolitalnej w zakładce „Misje u stóp Krzyża”. Do Bractwa przynależeć mogą zarówno duchowni, osoby życia konsekrowanego i katolicy świeccy, zrzeszeni we wspólnotach na terenie poszczególnych parafii. Siedzibą Bractwa jest parafia pw. Matki Bożej Bolesnej w Mierzynie, gdzie rozpoczęło się duchowe dzieło „Misje u stóp Krzyża”, a kustoszem jest ks. prał. Zbigniew Wyka, do którego można zgłaszać także swoją chęć uczestnictwa w dziele Bractwa Krzyża Świętego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Jędraszewski: trzeba bronić krzyża za wszelką cenę

2019-06-26 11:20

Archidiecezja Krakowska, jt/ lk / Kraków (KAI)

Trzeba bronić za wszelką cenę krzyża na Giewoncie, krzyża w Waszych sercach oraz wszędzie, gdzie go spotkacie. Bo to znak miłości Boga do człowieka, przebaczenia, zwycięstwa, nadziei dla wszystkich - mówił metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski podczas bierzmowania w parafii pw. św. Kazimierza w Kościelisku.

screenshot/www.youtube.com

W homilii abp Jędraszewski zauważył, że młodzi ludzie po wysłuchaniu słów Ewangelii i Dziejów Apostolskich wyrażają wobec wszystkich zebranych chęć przyjęcia Ducha Świętego, aby tak jak apostołowie świadczyć o Chrystusie w świecie, mężnie wyznawać chrześcijańską wiarę i według niej żyć.

– Z jednej strony wpisujecie się w wielką, wspaniałą historię Kościoła, w trwające wiele wieków dzieje wspaniałych świadków Jezusa. Z drugiej strony bierzecie na siebie odpowiedzialność za to, żeby pozostać świadkami Chrystusa, gotowymi nawet na chwile niełatwe: odrzucenia, wyśmiania, narażenia swego zdrowia i życia dla Jezusa – powiedział, zwracając się do młodych.

Przyznał, że współcześnie wszyscy cieszą się swobodą głoszenia Chrystusa i wyznawania swej wiary, ale nie można stwierdzić, co przyniesie przyszłość. Należy jednak patrzeć w nią z nadzieją, że dzięki łasce Ducha Świętego bierzmowani pozostaną zawsze wierni Jezusowi.

Metropolita zwrócił uwagę na krzyże zawieszone na ich piersiach, które poświęcone staną się pamiątką tego wyjątkowego dnia, ale przede wszystkim powinny mówić o wielkiej miłości Boga do człowieka oraz o zwycięstwie Jezusa nad złem. Powinny także przypominać o tym, że należy otaczać czcią i szacunkiem wszystkie napotkane krzyże, a w razie potrzeby – bronić ich.

Abp Jędraszewski porównał je do krzyża na Giewoncie, który króluje nad Polską. Św. Jan Paweł II mówił, że należy przy nim trwać i otaczać szacunkiem wszystkie krzyże od Tatr pod Bałtyk. Metropolita przypomniał, że wciąż są ludzie, którzy nie chcą krzyży w przestrzeni publicznej i próbują zakłamać rzeczywistość. Należy jednak bronić tego znaku nadziei i zwycięstwa bez względu na cenę.

– Kto jest przy krzyżu i z krzyżem Jezusa Chrystusa, ten zwycięża świat, jest uczestnikiem słów Jezusa „Nie lękajcie się. Jam zwyciężył świat”. Wszelkie zło, to co jest niedobre, On zwycięży. Ci, którzy są z Chrystusem także zwyciężają – powiedział hierarcha i podkreślił, że zebrani modlą się, by młodzi ludzie pozostali wiernymi świadkami Jezusa, który do końca umiłował człowieka.

Parafia w Kościelisku została oficjalnie uznana przez Ministerstwo Wyznań religijnych i Oświecenia w Warszawie oraz wojewodę krakowskiego w 1918 r. Kościół w stylu zakopiańskim zaprojektował uczeń Witkiewicza – Eugeniusz Wesołowski, a witraże bratanek Jana Matejki – Stefan Matejko.

Znajdują się w nim dwa wyjątkowe wizerunki Jezusa – Chrystus w pasiaku nieznanego artysty, który został namalowany w Oświęcimiu i przywieziony do Kościeliska przez ks. Adama Ziembę oraz obraz Jezusa Miłosiernego, autorstwa Adama Chyły, który stworzył obraz znajdujący się w Sanktuarium w Krakowie Łagiewnikach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Drugie życie strajkowego ,,ogórka"

2019-06-26 22:58

Anna Majowicz

W gmachu głównym Politechniki Wrocławskiej podpisano dziś (26.06) list intencyjny, którego celem jest renowacja zabytkowego autobusu Jelcz 043, zwanego ze względu na swój kształt ,,ogórkiem”.

Archiwum Centrum Historii Zajezdnia
Podczas konferencji w gmachu głównym Politechniki Wrocławskiej

Pojazdem tym 26 sierpnia 1980 r. Tomasz Surowiec zablokował wyjazd z Zajezdni nr VII we Wrocławiu, co doprowadziło do strajku. Jego uczestnicy solidaryzowali się z robotnikami z Wybrzeża. Tak narodziła się Wrocławska „Solidarność”.

Ośrodek „Pamięć i Przyszłość” postanowił przeprowadzić przedsięwzięcie, pt.: „Drugie życie strajkowego Jelcza 043”. Inicjatywę podjęły Politechnika Wrocławska, Jelcz Spółka z o. o., Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne Spółka z o. o. oraz NSZZ „Solidarność” Region Dolny Śląsk. Rezultatem współdziałania tych instytucji będzie renowacja autobusu Jelcz 043 oraz przywrócenie jego wyglądu z 1980 r., przy jednoczesnym nadaniu mu cech pojazdu nowoczesnego, odpowiadającego najnowszym standardom. – Mamy nadzieję, że autobus uda się odrestaurować do sierpnia przyszłego roku, kiedy to obchodzić będziemy 40-lecie powstania ,,Solidarności” – mówi Marek Mutor, dyrektor Centrum Historii Zajezdnia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem