Starość w UE nie jest bezpieczna. Ukryte problemy, także emerytalne, prowadzą do coraz częstszych procederów tzw. ubogacania godnej starości, czyli wprowadzania eutanazji.
Życie w Unii Europejskiej jest wygodne, zwłaszcza życie ludzi młodych, zdrowych i przede wszystkim niekontrowersyjnych. Podszyte jest bardzo często amerykańskim stylem pozytywnego myślenia – „I’m OK, you’re OK”. Model ten z zazdrością obserwowany jest nie tylko przez hedonistów z wielu zakątków świata, np. Afryki Północnej, Bliskiego Wschodu i Turcji. Na Unię patrzą oni głównie przez pryzmat Niemiec, krajów skandynawskich i Beneluksu. Chęć polepszenia warunków bytowych jest bodźcem współczesnej wędrówki ludów, która wywołała największy kryzys w historii Unii Europejskiej. W zderzeniu z poważnym problemem gołym okiem widać, jak pękają szwy unijnej fastrygi zarówno w wymiarze organizacyjnym, jak i tzw. europejskich wartości. Przybywający do Europy to w większości ludzie młodzi, którzy chcą po prostu lepiej żyć. Żyć w Unii Europejskiej, postrzeganej bardzo często jako ekskluzywny dom spokojnej starości. Jednak większość dopiero się dowie, że starość w UE nie jest bezpieczna. Ukryte problemy, także emerytalne, prowadzą do coraz częstszych procederów tzw. ubogacania godnej starości, czyli wprowadzania eutanazji. Proces jest stopniowy, najpierw w Holandii, potem w Belgii, a za chwilę w całej Unii Europejskiej, choć nie od razu. Niedawno w Parlamencie Europejskim przepadło oświadczenie pisemne w sprawie „godności przy końcu życia” – nie uzyskało wymaganej liczby podpisów europosłów. Inicjatorzy chcieli, aby każdy w Unii Europejskiej mógł zdecydować o zakończeniu życia, szczególnie w przypadku nieuleczalnej choroby powodującej „nieznośne cierpienie fizyczne i psychiczne”. Paradoksalnie dostrzeżono więc, że nawet w Unii Europejskiej ktoś cierpi. Jednak proponowane rozwiązanie jest drastyczne, podobnie jak w przypadku dzieci nienarodzonych. W zdecydowanej większości rezolucji Parlamentu Europejskiego przegłosowywane są zapisy umożliwiające zabicie poczętego dziecka, oczywiście, również w określonych warunkach. Każdy z nas finansuje składkę członkowską do Unii, z której opłacana jest m.in. aborcja, np. w krajach Trzeciego Świata, a także eksperymenty na ludzkich embrionach. Przeciwstawia się temu wiele organizacji obywatelskich, np. Federacja „Jeden z nas”, która głośno domaga się zaprzestania lekceważenia życia ludzkiego w Unii Europejskiej. Organizowane są różne akcje, konferencje, jak chociażby ostatnio 6. Europejski Tydzień dla Życia w PE. Sądzę, że taka cykliczna przedświąteczna aktywizacja nie jest przypadkowa. Okres świąt Zmartwychwstania Pańskiego pobudza bowiem do refleksji o nowym życiu.
Opozycja nie daje za wygraną i skoro nie zdołała zawczasu opanować Trybunału Konstytucyjnego, jako główne pole bitwy wyznaczyła Brukselę i Strasburg.
Niedawno na korytarzu Parlamentu Europejskiego w Brukseli znów zobaczyłem przewodniczących Platformy Obywatelskiej i .Nowoczesnej. „Cóż oni tak często nas odwiedzają?” – zagadnąłem znajomego europosła nie z mojej politycznej bajki. „Uważaj – rzucił do mnie – chcą wrobić was w niewykorzystane fundusze”. Faktyczny cel tej wizyty nie był tajemnicą dla mojego rozmówcy, który na co dzień kontaktuje się z przewodniczącym PE Martinem Schulzem. Opozycja nie daje za wygraną i skoro nie zdołała zawczasu opanować Trybunału Konstytucyjnego, jako główne pole bitwy wyznaczyła Brukselę i Strasburg. Wydaje się, że tutaj czuje się pewniej niż w kraju. Jej aktywistka jest komisarzem w Komisji Europejskiej, były szef PO stoi na czele Rady Europejskiej, a europosłowie tej formacji szczycą się przynależnością do największej grupy politycznej w PE. Dotychczas głównym atutem ich europejskości były nie tylko personalne polityczne koneksje, vide poklepywania po plecach, ale też unijne dotacje. Wyobraźnię Polaków rozpalały informacje o zagarnianych przez nas europejskich funduszach. Oficjalnie wpłacając jedną złotówkę do budżetu Unii, otrzymywaliśmy trzy dodatkowo. Już dawno wielu wskazywało, że w praktyce ledwo wychodziliśmy na zero. Po zmianie rządu w Polsce opozycja straszyła, że stracimy unijne przywileje. I oto od paru miesięcy informowani jesteśmy, że w tym roku Polska po raz pierwszy stanie się płatnikiem netto do unijnego budżetu, tzn. więcej wpłacimy, niż z Unii otrzymamy. Przyczyną ma być opóźnienie w rozpoczęciu wydatkowania unijnych funduszy w nowej perspektywie, która trwa od 2014 r. A wówczas rządziła naszym krajem światła PO z PSL-em pospołu. Czyżby podrzucili nowej władzy kukułcze jajo? Uważam, że sprawa nie jest jeszcze przesądzona i istnieje wiele mechanizmów uruchamianych w zależności od dobrej woli. Jak mówią Anglicy: „where’s the will, there’s the way” – gdzie jest wola, tam znajdzie się i rozwiązanie. Pamiętam, jak przed dziesięciu laty, gdy Polska jeszcze raczkowała w UE, ówczesny premier Kazimierz Marcinkiewicz zaprosił nas, europosłów, na zamknięte spotkanie w URM-ie. Wyjawił nam wtedy, że premier Wielkiej Brytanii Tony Blair, prosząc go o wsparcie pewnej brytyjskiej inicjatywy, zapewnił, iż odwdzięczy się konkretną informacją, jak sięgnąć po przyznane Polsce unijne fundusze, które zabezpieczono tak, abyśmy mieli trudności w ich wykorzystaniu. Czyżby zabezpieczenia te wprowadzono celowo, aby rozgrywać unijnych partnerów? A jeśli tak, to czy po dziesięciu latach gra się już skończyła?
Nasza pielgrzymka przyprowadziła nas do Pińczowa – miasta o bogatej, wielokulturowej historii, nazywanego niegdyś „Atenami Sarmackimi”. Nad brzegiem Nidy, w cieniu klasztornych murów fundacji margrabiego Zygmunta Myszkowskiego, czeka na nas Matka Boża Mirowska. To tutaj, w sanktuarium powierzonym opiece duchowych synów św. Franciszka, Maryja od wieków hojnie rozdziela swoje łaski.
Kiedy wchodzimy do kaplicy Matki Bożej, nasze oczy spotykają wizerunek pełen dostojeństwa i matczynego ciepła. Obraz ten, sprowadzony z Rzymu na przełomie XVI i XVII wieku, jest kopią słynnego wizerunku Salus Populi Romani (Ocalenie Ludu Rzymskiego). Maryja na tym obrazie trzyma na lewym ramieniu Dzieciątko, a Jej wzrok zdaje się przenikać serce każdego pielgrzyma. Nazwa „Mirowska” pochodzi od dzielnicy Mirów, w której osiedlili się franciszkanie, czyniąc to miejsce bezpieczną przystanią dla wszystkich strapionych. Historia obrazu utkana jest z cudownych uzdrowień i ocalenia miasta przed zarazą, co potwierdziła uroczysta koronacja koronami papieskimi w 1992 roku.
Od 2025 r. na okupowanym Zachodnim Brzegu zginęło 70 palestyńskich dzieci - poinformowało we wtorek UNESCO. Dodano, że 93 proc. z nich zostało zabitych przez „siły izraelskie”. 850 dzieci zostało rannych. Większość ofiar zginęła lub ucierpiała w ostrzałach z ostrej amunicji.
- Od stycznia 2025 r. średnio co tydzień ginie co najmniej jedno palestyńskie dziecko na okupowanym Zachodnim Brzegu lub we Wschodniej Jerozolimie - powiedział na konferencji prasowej w Genewie rzecznik UNICEF James Elder.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.