Reklama

Niedziela na Podbeskidziu

Wezwał go alarm do ostatniej akcji

Słonecznie niedzielne popołudnie. Niedziela Bożego Miłosierdzia. Nagle w Skoczowie słychać głos syreny strażackiej. Strażacy ruszają na akcję i wkrótce znajdują się na ul. Strażackiej w Ochabach, na skrzyżowaniu z ul. św. Marcina, nieopodal kościoła św. Marcina. Jadą przez Ochaby gasić palącą się trawę w Kiczycach. Nagle strażacki wóz zjeżdża z drogi i uderza w skrzynki na listy. Kierowca traci przytomność. Zawał serca! Jest Godzina Miłosierdzia...

Niedziela bielsko-żywiecka 14/2016, str. 4-5

[ TEMATY ]

świadectwo

Archiwum Teresy Kowalczyk

Teresa z Bogdanem w procesji z darami w Go´rce Klasztornej w 1997 r.

W święto Bożego Miłosierdzia 19 kwietnia 2009 r. jedliśmy uroczysty świąteczny obiad z przyjaciółmi – bardzo wierzącą rodziną z pięciorgiem dzieci. Ok. godz. 14, gdy zawyła syrena w mieście, Bogdan zostawił jedzenie i popędził do akcji. To on był kierowcą wozu bojowego... Zbliżała się Godzina Miłosierdzia. Nagle otrzymaliśmy wiadomość przez telefon, że coś niedobrego dzieje się w Ochabach, że Bogdan zasłabł za kierownicą... – wspomina żona Bogdana Kowalczyka, Teresa. Kobieta na co dzień prowadzi mały sklep w Skoczowie. A jej mąż był naczelnikiem Ochotniczej Straży Pożarnej w Skoczowie. – Mój mąż był oddany służbie w OSP. Bez względu na samopoczucie i zdrowie ruszał do akcji – mówi Teresa.

Bogdan wychowywał się w rodzinie ewangelickiej. Jego ojciec w wieku 36 lat zginął pod kołami autobusu, a mama zmarła na raka, mając 47 lat. Rodzicie nadużywali alkoholu, dlatego Bogdan, jeszcze za życia mamy, znalazł się w domu dziecka w Dzięgielowie. – Mój mąż miał trudne dzieciństwo i rzadko je wspominał. Nigdy nie pił. Od dziecka sobie przyrzekł, że nie będzie spożywał alkoholu w żadnej postaci, nawet w ciastku czy w lekarstwie. Potem uczył się wiary katolickiej – w czasie naszego małżeństwa przez 27 lat. Wiele radosnych chwil przeżyliśmy w naszym małżeństwie. Wspólnie chodziliśmy do kościoła, wyjeżdżaliśmy w różne miejsca. Nigdy nie pracowaliśmy w niedzielę ani nie chodziliśmy w tym dniu do sklepów – wspomina Teresa.

Ważne miejsce w ich małżeństwie zajmowała wspólna modlitwa. Bogdan szczególnie umiłował modlitwę „Anioł Pański”, a jego żona – Koronkę do Miłosierdzia Bożego. – Nieraz, gdy sprzedawałam w sklepie, a Bogdan był w pobliżu i wybijała godz. 12, to zaczynał głośno modlitwę. Niektórzy klienci włączali się w to. Godziny 12 i 15 były dla nas szczególne. Co jest też dziwne, gdy Bogdan zmarł, to zegary postawały o godz. 12 – jeden antyczny, a drugi, który Bogdan miał na ręce, zatrzymał się parę minut po 12, w godzinie „Anioła Pańskiego” – mówi Teresa.

Reklama

„Niech się Pani tylko modli”

– Gdy mąż umierał w Ochabach na zawał serca, moja córka Kasia wzięła krzyż, mówiąc: „Mamo! Tata będzie żył, bo jemu zawsze się coś dzieje w tej godzinie między 14 a 15!”. Wszyscy modliliśmy się do Miłosierdzia Bożego za Bogdana. Po modlitwie zadzwoniłam na pogotowie. Oni mi powiedzieli, bym jechała natychmiast do Ochab, bo on jeszcze żyje, reanimują go. Pojechałam z przyjaciółmi – tymi, którzy wtedy jedli z nami obiad. Po drodze znów modliliśmy się Koronką, a Kasia z dziećmi naszych przyjaciół poszła do naszego kościoła parafialnego pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła modlić się do Miłosierdzia Bożego – opowiada Teresa. Gdy już Teresa dotarła na miejsce, zobaczyła, że reanimują Bogdana. Chciała ku niemu podbiec, ale jej przyjaciółka Bożena nie puściła jej, zachęcając, by obie zaczęły się znów modlić Koronką. – Mówiła do mnie: „Powinnyśmy się jeszcze raz pomodlić. Nie możesz im przeszkadzać. Oni muszą ratować Bogdana”. Bożenka trzymała mnie mocno, nie chciała mnie puścić. Trzeci raz modliłyśmy się Koronką za Bogdana. A gdy skończyłyśmy modlitwę, Bożenka mnie zapytała: „A co, jeśli wola Pana Boga jest inna? ...”. Ja jej na to: „Niech się dzieje wola Boża”. I obie odmówiłyśmy „Pod Twoją obronę”. Wtedy puściła mnie do doktora – też wierzącego człowieka, który nawet współpracował z Bogdanem w różnych inicjatywach strażackich. Pytam się go: „Panie doktorze, Bogdan by mnie ratował, a co ja mam robić?”. A on mówi: „Niech się Pani tylko modli” – wspomina Teresa. Po długiej reanimacji lekarz stwierdził zgon...

Ostatnie spotkanie

W poniedziałek, dzień po śmierci Bogdana Kowalczyka, strażacy i członkowie misyjnej wspólnoty dziecięco-młodzieżowej Misyjna Jutrzenka ze Skoczowa zebrali się na Kaplicówce – miejscu pamiętnej wizyty Jana Pawła II w 1995 r. na Podbeskidziu. Była też tam Teresa i ówczesny wikariusz skoczowskiej parafii ks. Marcin Wróbel – opiekun Misyjnej Jutrzenki. Kapłan powiedział dobre słowo o Bogdanie. Obecni modlili się za Zmarłego.

– Mój mąż miał niecałe 49 lat jak umarł. Strażacy ustawili pod krzyżem 48 białych i czerwonych zniczy, pół na pół, razem tworzyły flagę. Był jeszcze 49. znicz, który stał pod kaplicą. Kilka osób zostało na Kaplicówce i poszło modlić się przy 49. zniczu za mojego męża. 48 się świeciło, a on ciągle gasnął, mimo iż nie wiał wiatr. Dla nas to miało wymiar symboliczny – że Bogdan nie dożył 49 lat – podkreśla Teresa.

Reklama

Pogrzeb odbył się 23 kwietnia 2009 r. w kościele Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Skoczowie. Przyszły tłumy ludzi. Bogdana znało i szanowało wiele osób. „Jeszcze w ubiegłą niedzielę był z nami obecny na Mszy św. Jeszcze tydzień temu wraz z małżonką, córką i wnukiem dziękował za jubileusz 27-lecia małżeństwa. Przystąpił do Komunii św. Nie spodziewał się, że będzie to jego ostatnie spotkanie z Chrystusem w tej świątyni, że wkrótce spotka się ze Zmartwychwstałym w wieczności. I oto 19 kwietnia, w Niedzielę Bożego Miłosierdzia, w dniu 4. rocznicy wyboru papieża Benedykta XVI na Stolicę Piotrową, alarm wezwał go do akcji. Nie zawahał się...” – mówił w homilii pogrzebowej ks. Marcin Wróbel.

Ludzie zamówili 80 Mszy św. w intencji śp. Bogdana Kowalczyka. Odprawiono gregoriankę w Brennej. Teresa wspomina: – Po ostatniej gregoriance poczułam radość w sercu. Pojechałam na stary cmentarz w Skoczowie, gdzie jest pochowany Bogdan i dwójka naszych dzieci w małym grobie. Z radością w sercu stałam nad grobem i śpiewałam o Bożym miłosierdziu. Co ciekawe, nasz syn Kamil, który w dniu śmierci Bogdana miałby 21 lat, umarł też 19 kwietnia, a ja umierałam z nim. Moja mama mi wymodliła życie. Dziecko miało niedotlenienie mózgu, poród był za późno... 4 lata wcześniej zmarła nasza 4-dniowa córka Kinga. One umarły w czasach, kiedy nie robiło się takim dzieciom pogrzebu. Gdy miał się urodzić Kamil, miałam pragnienie chrztu dla niego, bo wiedziałam, że jest źle. Błogosławiłam go w łonie. Ale smuciłam się, że dzieci nie miały pogrzebu, że nie były ochrzczone. I gdy przenoszono grób Bogdana w nowe miejsce, obecny tam kapłan pobłogosławił także grób naszych dzieci, odmówił modlitwę za nie. Poczułam pokój w sercu...

Podwójnie związana z Bożym Miłosierdziem

Nagła śmierć Bogdana była dla Teresy ciężkim przeżyciem. Ale sam fakt, że mąż był przygotowany na spotkanie z Bogiem i umarł w Godzinie Miłosierdzia, w święto Bożego Miłosierdzia, że kapłan zdążył go namaścić – to wszystko sprawiło, że czuła się spokojna. – Najwięcej dziękuję Bogu przede wszystkim za to, że Bogdan nikogo nie zabił na drodze, gdy jechał na akcję. Dziękuję, że nie potrącił ludzi, którzy szli do kościoła św. Marcina w Ochabach na nabożeństwo. Ufam, że miłosierny Bóg tak to pokierował, że gdy mój mąż dostał zawału serca za kierownicą, nie wjechał na żadnego człowieka – wspomina Teresa. – Często zastanawiałam się, skąd mam ten pokój w sercu, zwłaszcza że myślałam, iż pierwsza umrę, bo więcej chorowałam. A w 2007 r. oboje zatruliśmy się tlenkiem węgla w domu, Bogdan był nieprzytomny. Właściwie to on najpierw ratował mnie, nie wiedział, że też jest zatruty. Oboje trafiliśmy do szpitala. Gdy dojechałam na miejsce, kończyłam modlitwę Koronką. Ta modlitwa zawsze nam towarzyszyła. Wierzę, że to Jezus Miłosierny wnosi pokój w moje serce – zapewnia Teresa.

Kobieta spoglądając na zdjęcia męża uśmiecha się, myśli o minionych latach i o wielkim miłosierdziu, jakie Bóg wyświadcza jej rodzinie. – Minął już 7. rok od śmierci mojego męża. Pomyśleć, że 7 to liczba biblijna. Trwamy także w Roku Miłosierdzia. W moim kościele parafialnym Świętych Apostołów Piotra i Pawła jest Brama Miłosierdzia, jest stały konfesjonał i adoracja. Same łaski! W 6. roku po śmierci Bogdana wiele się działo złego, szatan atakował ze wszystkich stron, ale Pan Bóg Miłosierny posyłał mi dobrych aniołów, którzy przynosili pociechę i nadzieję. Mimo wszystko nie poddawałam się, ale z radością i ufnością w Boże Miłosierdzie starałam się i staram iść do przodu. Wierzę także w to, że Bogdan wie, co się u mnie dzieje, i wstawia się za nami u Boga – podkreśla Teresa.

W Roku Miłosierdzia i peregrynacji znaków miłosierdzia Teresa stara się od czasu do czasu pojechać na peregrynację i trwać na modlitwie przy miłosiernym Panu. – Byłam m.in. w Cięcinie, w Przybędzy, w Zamarskach, Ogrodzonej, Hażlachu i w innych. Czekam aż przyjdzie czas na nasz dekanat skoczowski. Zawsze kochałam Jezusa Miłosiernego, a poprzez śmierć Bogdana czuję się podwójnie związana z Miłosierdziem Bożym. Ono jest stale obecne w życiu moim i mojej rodziny. Brałam ślub z Bogdanem tydzień po świętach Wielkanocnych, 17 kwietnia 1982 r., w oktawie Zmartwychwstania Pańskiego. Co ciekawe, najstarszy syn Konrad żenił się też tydzień po Wielkanocy, 17 kwietnia 2004 r., w wigilię Miłosierdzia Bożego i w rocznicę naszego ślubu. A młodszy syn Krzysiek bierze ślub 2 kwietnia br., czyli... w wigilię święta Bożego Miłosierdzia, a jednocześnie w rocznicę śmierci Jana Pawła II, który ogłosił święto Miłosierdzia Bożego dla całego Kościoła. Byłam zaskoczona, gdy syn mi powiedział o dacie ślubu, zwłaszcza, że ja tego z nim w ogóle nie ustalałam. Utwierdziłam się w tym, że Jezus Miłosierny jest cały czas z nami i przypomina nam o sobie. I przypomina nam o Bogdanie, który – jak to powiedział ks. Marcin Wróbel na kazaniu pogrzebowym: „w szczególny dzień Bożego Miłosierdzia ustanowiony przez papieża Jana Pawła II, i w Godzinie Miłosierdzia, został powołany, aby oglądać Tego, którego na ziemi czcił poprzez wiarę”...

2016-03-30 12:22

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Opowieść o dniach epidemii w diecezji. Refleksje biskupa

– Od początku epidemii mieszały się z sobą niedowierzanie w realne zagrożenie, lęk o życie swoje i osób starszych w rodzinie, bezradność i bunt, rezygnacja i próba życia tak, jakby nic się nie stało. Duszpasterze szukali sposobów dotarcia do wiernych – zauważył biskup Roman Pindel w swojej opowieści o dniach epidemii w diecezji bielsko-żywieckiej. Opowieść przedstawił w „Liście Pasterskim na Zakończenie Roku Szkolnego 2020”, który odczytano odczytano w parafiach tutejszej diecezji w niedzielę 29 czerwca.

Biskup Roman Pindel w liście podkreślił, że kończy się pierwszy okres epidemii, który był czasem zróżnicowanych ograniczeń wynikających z zagrożenia groźnym i podstępnym wirusem. – Jesteśmy świadkami zdarzeń, które uświadamiają nam naszą bezradność wobec choroby, nad którą wciąż nie potrafimy zapanować. Mężczyzna w sile wieku, sam nie wykazując żadnych objawów, jest w stanie zarazić dwoje rodziców, dla których wirus okazuje się śmiertelny. Niektórzy z nas nie mieli nawet możliwości pożegnać bliskiej osoby, która pospiesznie trafiła do szpitala i tam zmarła – zauważył ze smutkiem. A jednocześnie wskazał na optymistyczny aspekt, jakim jest choćby wyzdrowienie wielu chorych przebywających na kwarantannach czy w szpitalu, w tym także powrót do zdrowia księży z diecezji, którzy zachorowali.

Trudne były również restrykcje wynikające ze stanu epidemii: konieczność pozostawania w domu, zdalne nauczanie czy ograniczenia co do liczby uczestników zgromadzeń. – Szczególnie trudno było przyjąć fakt, że przez pewien czas w kościele nie mogło przebywać więcej niż pięć osób. Wielu boleśnie przeżyło to, że po raz pierwszy od wielu lat nie mogli uczestniczyć w liturgii Wielkiego Tygodnia. W bardzo wielu kościołach zainstalowano kamery, by pozostający w domach mogli mieć kontakt z parafią i uczestniczyć w nabożeństwach – wspomniał biskup, doceniając również fakt organizowania spotkań, rekolekcji online, czy wieczornej modlitwy różańcowej o ustanie epidemii.

Zauważył, że doświadczenie epidemii ujawniło, kim jesteśmy i jaka jest nasza wiara. – Wielokrotnie budowałem się, słysząc o gotowości księży, którzy często ryzykowali swoje zdrowie, by odwiedzić chorych. Niektórzy z nich trafili do kwarantanny. Zapamiętam też niezwykły obraz: ksiądz w sutannie i w stule, chodzący dookoła kościoła, gotowy spowiadać tych, którzy idą na nabożeństwo albo przechodzą obok świątyni. Uznał, że na wolnym powietrzu będzie bardziej bezpiecznie niż w małym kościele, który trudno przewietrzyć i dezynfekować. W ramach osobistej jałmużny wielkopostnej księża naszej diecezji zakupili potrzebny sprzęt medyczny dla szpitala przyjmującego pacjentów z koronawirusem. Budująca była też ofiarność wielu osób świeckich i instytucji – mówił, przytaczając więcej świadectw: – Przeczytałem w Internecie poruszającą historię, która zdarzyła się w jednym z miast naszej diecezji. Rodzice z najmłodszą córką z powodu zarażenia trafili do szpitala, pozostawiając trzech synów w kwarantannie domowej. O chłopców zatroszczyli się ich sąsiedzi, dostarczając im pod drzwi wszystko, czego potrzebowali. Przekroczyli lęk przed zakażeniem i pokazali, że ci trzej chłopcy są ich bliźnimi według Jezusowej ewangelii.

W swojej opowieści o dniach epidemii w diecezji wyraził wdzięczność Panu Bogu za łaskę umacniania ludzi stosownie do wymagań chwili i według otwartości ich serca. – Bogu należy się dziękczynienie za wszystkich, którzy w tym trudnym czasie przekroczyli siebie, wykazali determinację, a nawet heroizm, dorośli do męstwa i wiedzieli, jak okazać miłość bliźniego.

Jednocześnie podkreślił, że nadal trzeba się modlić, a także rozeznawać wciąż, co czynić, zwłaszcza w obliczu nowych wyzwań. – Korzystajmy mądrze z doświadczenia pierwszych miesięcy epidemii, by kolejne miesiące lepiej służyły naszemu wzrostowi. Uczmy się mądrze odkrywać, co naprawdę jest ważne w naszej wierze. Nasze powroty do udziału w życiu religijnym w parafii niech będą odpowiedzią na głód sakramentów i wspólnoty przeżywanej w parafialnej świątyni – podsumował.

Całość Listu Pasterskiego ze świadectwami jest dostępna do odsłuchania na stronie diecezji bielsko-żywieckiej.

CZYTAJ DALEJ

Zmiany wikariuszy i proboszczów w 2020 r.

Niedziela warszawska 28/2004

Adobe.Stock

Czerwiec to miesiąc personalnych zmian wśród duchownych. Biskupi kierują poszczególnych księży na nowe parafie. Przedstawiamy bieżące zmiany księży proboszczów i wikariuszy w poszczególnych diecezjach.

•Zmiana księży w archidiecezji BIAŁOSTOCKIEJ
• Zmiana księży w diecezji BIELSKO-ŻYWIECKIEJ
• BYDGOSKA – diecezja
• CZĘSTOCHOWSKA – archidiecezja
• DROHICZYŃSKA diecezja
• ELBLĄSKA diecezja
• EŁCKA diecezja
• Zmiana księży w archidiecezji GDAŃSKIEJ
• Zmiana księży w diecezji GLIWICKIEJ
• Zmiana księży w archidiecezji GNIEŹNIEŃSKIEJ
• KALISKA diecezja
• KATOWICKA archidiecezja
• KIELECKA diecezja
• KOSZALIŃSKO – KOŁOBRZESKA diecezja
• Zmiany księży w archidiecezji KRAKOWSKIEJ
• Zmiana księży w diecezji LEGNICKIEJ
• Zmiana księży w archidiecezji LUBELSKIEJ
• ŁOMŻYŃSKA diecezja
• ŁOWICKA diecezja
• Zmiana księży w archidiecezji ŁÓDZKIEJ
• Zmiana księży w diecezji OPOLSKIEJ
• PELPLIŃSKA diecezja
• Zmiana księży w diecezji PŁOCKIEJ
• Zmiana księży w archidiecezji POZNAŃSKIEJ
• PRZEMYSKA archidiecezja
• RADOMSKA diecezja
• RZESZOWSKA diecezja
• SANDOMIERSKA diecezja
• SIEDLECKA diecezja
Zmiana księży w diecezji SOSNOWIECKIEJ
• SZCZECIŃSKO-KAMIEŃSKA archidiecezja
• ŚWIDNICKA diecezja
• Zmiana księży w diecezji TARNOWSKIEJ

• TORUŃSKA diecezja
Zmiana księży w archidiecezji WARMIŃSKIEJ
Zmiana księży w archidiecezji WARSZAWSKIEJ
Zmiana księży w diecezji WARSZAWSKO-PRASKIEJ
Zmiana księży w diecezji WŁOCŁAWSKIEJ
• WROCŁAWSKA archidiecezja
Zmiana księży w diecezji ZAMOJSKO-LUBACZOWSKIEJ
Zmiana księży w diecezji ZIELONOGÓRSKO-GORZOWSKIEJ

CZYTAJ DALEJ

Zawierzyli swe życie Maryi

2020-07-04 20:01

Marzena Cyfert

Podczas uroczystej Eucharystii w parafii Miłosierdzia Bożego w Brzegu

Niezwykła uroczystość miała miejsce w Brzegu w parafii pw. Miłosierdzia Bożego. 4 lipca grupa parafian wraz ze swym proboszczem ks. Marcinem Czerepakiem dokonała uroczystego aktu ofiarowania się Jezusowi przez Maryję na podstawie „Traktatu o doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny” św. Ludwika Marii Grignion de Montforta.


Akt ofiarowania poprzedziły 33-dniowe rekolekcje, które rozpoczęły się w parafii 31 maja. Zorganizował je ksiądz proboszcz razem ze Wspólnotą Duchowych Niewolników Maryi „Ad Iesum per Mariam”.

Fotorelacja z uroczystości: 

 


Legalne niewolnictwo

Rekolekcje odbywają się według autorskiego programu pt. „Jedynemu Bogu przez Niepokalaną Maryję” opartego na wskazaniach św. Ludwika Marii de Montforta wyłożonych w „Traktacie…” oraz na wezwaniu Matki Bożej z Fatimy do modlitwy, ofiary i pokuty. Do zawierzenia może przystąpić każdy, niezależnie czy jest osobą świecką, konsekrowaną, czy też kapłanem. Istotne jest głębokie przygotowanie.

W ramach każdej edycji wspólnota zaprasza uczestników na 6 wspólnych spotkań, 2 nabożeństwa pokutne, przygotowanie do spowiedzi generalnej oraz uroczystą Mszę św. z Aktem Ofiarowania.

Misją WDNM jest propagowanie duchowej i apostolskiej drogi niewolnictwa maryjnego. Wspólnota realizuje ją m.in. przez przygotowywanie i towarzyszenie wiernym, którzy zostali zaproszeni na tę drogę przez Matkę Najświętszą i zaangażowanie w przygotowywanie oraz prowadzenie grup dorosłych i młodzieży do całkowitego oddania się Maryi w macierzyńską niewolę miłości. Wspólnota podejmuje swoją posługę na zaproszenia kierowane przez kapłanów, bądź to prowadząc przygotowania, bądź pomagając kapłanowi. Członkowie wspólnoty służą swoim doświadczeniem, animacją nabożeństw rekolekcyjnych, posługą muzyczną oraz świadectwem życia oddanego Maryi.

Uroczysta Eucharystia

Przed Eucharystią w parafii Miłosierdzia Bożego w Brzegu prowadzący przygotowanie Anna i Zbigniew Kozikowscy dokonali wprowadzenia do mającego nastąpić Aktu Ofiarowania. – Kiedy będziecie wypowiadać słowa zawierzenia, przejdzie między Wami Maryja. Zasieje w waszych sercach ziarenka, z których wyrosną owoce miłości. Aby to nastąpiło trzeba było swoje serce przygotować, tak jak przygotowuje się rolę – właśnie przez 33-dniowe rekolekcje, nabożeństwo pokutne, spowiedź generalną. W akcie oddania staniemy wszyscy razem, nawet jeśli nasz współmałżonek czy współmałżonka są przeciwni, musimy o nich pamiętać i modlić się za nich. To, co kiedyś tak bardzo mocno mnie uderzyło, to stwierdzenie, że dusza poświęcona Maryi jest stracona dla szatana i tym samym wyciąga kolec z Serca Maryi – mówiła Anna Kozikowska.

Zachęciła następnie do modlitwy za wszystkich swoich bliźnich. – Jeśli modlimy się za męża, to módlmy się za wszystkich mężów. Jeśli modlimy się za żonę, módlmy się za wszystkie żony. Módlmy się za kapłanów. Kapłani potrzebują naszej modlitwy a my tak bardzo potrzebujemy kapłanów. A Kościół jest dzisiaj tak mocno zraniony. Módlmy się i ofiarowujmy nasze posty i cierpienia. Dzisiaj jest taki dzień, w którym powinniśmy złożyć Bogu daninę. Nie musi to być danina finansowa, może być duchowa. Maryja nam pokaże, gdzie i w jaki sposób. A dziś świętujmy to, co się już dokonało i to, co Bóg dla nas jeszcze przygotował – mówiła Anna Kozikowska.

Eucharystię rozpoczęła procesja, w której parafianie szli z białymi różami i składali je przed ołtarzem, przed figurą Matki Bożej Fatimskiej. Swoją różę złożył również ksiądz proboszcz, który przewodniczył Mszy św. Jak powiedział w homilii: – Jesteśmy uczestnikami i świadkami wyjątkowego nabożeństwa, które kończy 33-dniowe rekolekcje i 24-godzinne nabożeństwo pokutne. Każdy z nas jest tutaj z potrzeby serca. To, że zdecydowaliśmy się tutaj być, znaczy, że chcemy zrobić krok do przodu, chcemy głębszej więzi z Bogiem. Jest to więź z Ojcem, więź z Odkupicielem, który dotknął naszej rzeczywistości.

Następnie ksiądz proboszcz nawiązał do czytań i do historii Izraela, który nie zawsze był wierny Bogu. – Ale Bóg nie zapomniał o Izraelu. Nawet wówczas, gdy prorok Eliasz prosił Go o śmierć. I przez słowo Boga otrzymał nadzieję. Jakże to aktualne w sytuacji wiszącego nad nami lęku związanego z epidemią. Historia Izraela pokazuje nam Boga, który mówi, że przyjdzie czas na odbudowę wszystkiego – mówił ksiądz proboszcz. Następnie zauważył, że Jezus nam mówi, że czas Jego obecności z nami to czas wesela. Gdy Go dotykamy, przyjmujemy do serc, jesteśmy na weselu. – Pewnie przyjdzie choroba, cierpienie, krzyż. Tak też było w życiu Świętej Rodziny. Maryja z Józefem zmagali się z cierpieniem aż po śmierć i krzyż. Jeśli popatrzymy na życiorysy świętych, to też widzimy, że ich droga życia nie była łatwa. Ale z nami od dzisiaj jest Maryja, nie jesteśmy sami – zakończył ks. Marcin Czerepak.

Parafianie uroczyście odczytali Akt Ofiarowania, własnoręcznie napisany i podpisany, po czym każdy osobiście złożył go w ręce księdza proboszcza. Na zakończenie Eucharystii ksiądz proboszcz poświęcił łańcuszki niewolnika Maryi, które otrzymali wierni i udzielił uroczystego błogosławieństwa relikwiami I stopnia św. Ludwika Marii Grignion de Montforta.

Źródła

W „Traktacie o doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny” św. Ludwika M. Grignion de Montforta czytamy: „Bóg pragnie, by Jego Najświętsza Matka była obecnie więcej znana, bardziej kochana i czczona bardziej niż kiedykolwiek. Bez wątpienia nastąpi to, gdy wybrani rozpoczną za łaską Ducha Świętego tę wewnętrzną i doskonałą praktykę; którą im zaraz przedstawię. Wtedy ujrzą, o ile wiara na to pozwala, tę piękną Gwiazdę Morza, by pod Jej kierunkiem mimo burz i rozbojów morskich dopłynąć szczęśliwie do portu. Wtedy poznają wspaniałość tej Królowej i poświęcą się całkowicie Jej służbie jako poddani i niewolnicy z miłości. Doświadczą Jej słodyczy i pieszczot matczynych i kochać Ją będą czule jako ukochane dzieci. Poznają miłosierdzie, którego Maryja jest pełna; poznają, jak bardzo potrzebują Jej pomocy i będą we wszystkim uciekać się do Niej, jako do swojej ukochanej Orędowniczki i Pośredniczki u Jezusa Chrystusa. Zrozumieją, że Maryja jest najpewniejszym, najkrótszym i najdoskonalszym środkiem, by dojść do Jezusa Chrystusa, i oddadzą się Jej z duszą i ciałem, niepodzielnie i bez zastrzeżeń, by zupełnie i niepodzielnie należeć do Jezusa Chrystusa.”

Słowa te potwierdziła sama Matka Boża podczas drugiego objawienia w Fatimie, 13 czerwca 1917:

„Pan Jezus pragnie się tobą posłużyć, abym była bardziej znana i kochana. Pragnie ustanowić na świecie kult mojego Niepokalanego Serca. Tym, którzy przyjmą to nabożeństwo obiecuje zbawienie. Te dusze będą przez Boga kochane, jak kwiaty przeze mnie postawione dla ozdoby Jego tronu”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję