Reklama

Rok z pastorałem

Niedziela łódzka 2/2001

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Ma 51 lat, urodził się w Tomaszowie Mazowieckim, jest doktorem prawa kanonicznego - bp Ireneusz Pękalski. W pierwszą rocznicę otrzymania sakry biskupiej rozmowę przeprowadził Rafał Osiński

RAFAŁ OSIŃSKI: - O Księdzu Ireneuszu jako o przyszłym biskupie mówiło się już kilka miesięcy przed oficjalną nominacją. Sakra nie była więc zaskoczeniem?

BP IRENEUSZ PĘKALSKI: - Temat nowego biskupa pomocniczego był dość często poruszany w gronie księży od czasu, gdy ze znanych powodów wielkim liczebnie Kościołem na ziemi łódzkiej kierował ostatnio Arcybiskup Władysław wspomagany przez Biskupa Adama. Sam byłem nie tylko świadkiem, ale i uczestnikiem takich rozmów. Wskazywano na kilku kapłanów najbardziej godnych tego urzędu. Wiedziałem, że pośród nich wymieniano także moje nazwisko. W tym sensie mogę powiedzieć, iż moja nominacja nie była zaskoczeniem dla duchowieństwa naszej archidiecezji.

- Czym trzeba się wyróżniać, aby zostać biskupem?

- Jak przystało na kanonistę, powołam się na odnośny przepis kodeksowy. Według paragrafu pierwszego kanonu 378 Kodeksu Prawa Kanonicznego, od kandydatów do biskupstwa wymaga się niezachwianej wiary, dobrych obyczajów, pobożności, pasterskiej mądrości, gorliwości dusz, roztropności i ludzkich cnót. Kandydat taki musi się cieszyć dobrą opinią, nie może mieć mniej niż 35 lat, powinien przynajmniej 5 lat żyć w kapłaństwie oraz posiadać wiedzę (najlepiej potwierdzoną stopniem naukowym) z Pisma Świętego, teologii lub prawa kanonicznego.

- Na ile biskupia codzienność odbiega od wcześniejszych wyobrażeń o tym urzędzie?

- Moje dotychczasowe wyobrażenie o biskupim posługiwaniu kształtowało się poprzez obserwację pracy naszych księży biskupów. To, co łatwo zauważyłem - patrząc niejako z zewnątrz na ich zajęcia duszpasterskie i administracyjne - dałoby się ująć następująco: wielka odpowiedzialność, bogaty harmonogram zajęć bez sztywnych ram czasowych oraz różnorodność problemów, które należy podejmować i rozwiązywać dla duchowego dobra wiernych. Po zaledwie roku wykonywania przeze mnie posługi biskupiej mogę stwierdzić, że pod tym względem moje wcześniejsze wyobrażenia nie odbiegają od rzeczywistości.

- Czy dotychczasowe relacje z kolegami - księżmi nie uległy zmianie od chwili nominacji na Biskupa? Ci, którzy mówili " Irku", nadal się tak zwracają?

- Owszem, nie może być inaczej. W kontaktach osobistych nic się nie zmieniło. Pewna, zupełnie zrozumiała zmiana dotyczy wyłącznie publicznych powitań w kościołach, kiedy koledzy przedstawiają mnie nie jako Irka lecz Księdza Biskupa. Niejedna osoba dziwiłaby się, gdyby było inaczej.

- Przed otrzymaniem sakry Ksiądz Biskup zawsze lubił spowiadać. Dyżury w konfesjonale często przeciągały się znacznie poza zaplanowany czas. Czy nie brakuje ich?

- Moje nowe zajęcia uniemożliwiają mi zaplanowanie stałych dyżurów, co wcale nie znaczy, że przestałem spowiadać.

- Zatem kiedy teraz można się wyspowiadać u Księdza Biskupa Ireneusza?

- Z penitentami umawiam się telefonicznie, określając miejsce i czas spowiedzi. Zazwyczaj proponuję moją prywatną, domową kaplicę, gdzie jest też klęcznik, służący jako konfesjonał. Jeśli jednak ktoś wolałby przystąpić do sakramentu pojednania w katedrze, po uwzględnieniu moich czasowych możliwości, jest to również do spełnienia.

- Jaki obszar duszpasterstwa szczególnie leży Księdzu Biskupowi na sercu?

- Przed otrzymaniem święceń biskupich pracowałem w seminarium duchownym. To jest wyjątkowa forma duszpasterstwa, która cały czas jest mi bliska. Nadal prowadzę wykłady i jestem opiekunem jednego z roczników. Jeśli zaś myślę o nowych dziedzinach, otwierających się przede mną jako biskupem, ważnym polem wydaje się duszpasterstwo młodzieży, ponieważ przyszłe oblicze naszego Kościoła zależy również od ducha, w jakim będą wychowywani młodzi łodzianie.

- Czy negatywne i pozytywne tendencje, charakterystyczne obecnie dla procesu wzrastania młodego pokolenia, odzwierciedlają się w osobowościach i zachowaniach kleryków z podobną częstotliwością co w całej populacji ich rówieśników?

- Klerycy reprezentują różne środowiska naszej archidiecezji i przychodzą z problemami typowymi dla młodości oraz współczesnego świata. Jednak, przynajmniej do tej pory, nie zgłaszają się do łódzkiego seminarium osoby, które w dotkliwy sposób doświadczyły patologii, ale gdyby takie pojawiły się, również zostałyby przyjęte. Przecież czas sześcioletniej formacji seminaryjnej ma negatywne aspekty wyeliminować, a pozytywne jeszcze bardziej pogłębić i rozwinąć.

- A co wyróżnia młodych ludzi, którzy myślą o kapłaństwie i wstąpieniu do seminarium?

- Żyją ideałami, mają jasną wizję przyszłości oraz cechuje ich zapał służby Bogu i Kościołowi. To są postawy także tej części młodzieży, która nie czuje powołania do życia konsekrowanego, ale chce służyć równie doskonale w inny sposób.

- Gdzie można spotkać się z Księdzem Biskupem, chcąc na przykład zaproponować ciekawą inicjatywę duszpasterską czy omówić nurtujący problem?

- W czwartki i piątki od godz. 10.30 do 12.00 dyżuruję w kurii i przyjmuję wszystkich, którzy chcą się ze mną spotkać. Jeśli sprawa wymagałaby omówienia w innym terminie, jest to też możliwe.

- Czy było jakieś marzenie duszpasterskie, które wcześniej pozostawało tylko w sferze pragnień, a które teraz udało się spełnić lub które jest już w trakcie realizacji? Taki "konik duszpasterski"?

- Było jedno. Zanim zostałem biskupem, myśląc o przyszłości, zastanawiałem się nad dziedziną duszpasterstwa, w której najlepiej odnalazłbym się po zakończeniu misji rektora seminarium. Marzyłem, aby Ksiądz Arcybiskup wyraził zgodę na sprawowanie przeze mnie posługi stałego spowiednika w katedrze. Tego się już nie da zrealizować...

- Czy sprawowanie tego zaszczytnego urzędu nie oddala od codziennych problemów ludzi?

- Podczas częstych wyjazdów do parafii ocieram się bezpośrednio o życie współczesnych Polaków. Rozmawiam z ludźmi nie tylko w sposób oficjalny, ale i bardzo osobiście. Dzielą się wtedy swoimi problemami otwarcie. Wiele spraw przynoszą też do konfesjonału.

- A co lubi robić Ksiądz Biskup "poza protokołem", czyli po wypełnieniu swoich obowiązków?

- Przygotowuję się do homilii czy innych przemówień. Codziennie czytam Dziennik Łódzki - Wiadomości Dnia i Przegląd Sportowy. Kiedy mam nieco więcej czasu do własnej dyspozycji - zwłaszcza w okresie jesiennym i zimowym - nadrabiam zaległości z lektury, a ponieważ interesuje się sportem, oglądam Eurosport.

- Ksiądz Biskup często się uśmiecha?

- Po prostu mam usposobienie optymisty. Ponadto moje imię chrzcielne "Ireneusz" oznacza człowieka pokoju. Chcę wnosić pokój właśnie poprzez radość. Nie jest to postawa wypracowana, ale naturalny dar dany przez Boga. Bardzo lubię przyzwoite żarty. W swoje relacje z ludźmi wprowadzam momenty humoru, nawet podczas oficjalnych uroczystości, kiedy na przykład duży zegar w hali pokazuje godz. 10.67. Uśmiech na twarzy otwiera drugiego człowieka i pomaga nawiązać nić sympatii, choć wiem, że w ten sposób nie trafi się do wszystkich - są ludzie o odmiennych osobowościach, z różnymi problemami, zranieniami i wtedy potrzeba czasu.

- Z moich obserwacji wynika, że z jednej strony klerycy czuli respekt przed rektorem seminarium, kiedy Ksiądz Biskup piastował tę funkcję, a z drugiej strony w bezpośredniej rozmowie "twarzą w twarz" wyczuwam serdeczność. Jak to pogodzić? Jaka jest prawdziwa natura Księdza Biskupa?

- Trudno mówić o sobie, gdyż nie jesteśmy najlepszymi sędziami w ocenie samych siebie. Swój urząd rektora przeżywałem w duchu duszpasterskim, czyli ojcowskim. A trudno, żeby prawdziwy ojciec był surowy i stawiał tylko wymagania, rygorystycznie je egzekwując, ponieważ tego rodzaju ojcostwo nie przyniesie większych pożądanych efektów. Dlatego kleryków - wspaniałych ludzi, których bardzo szanuję, staram się traktować prawdziwie po ojcowsku i obdarzać wielkim zaufaniem. Taka postawa budzi nie tyle wytwarzający dystans respekt, lecz szacunek między przełożonym a podwładnym. Szacunek należy do innej kategorii niż respekt.

- Czyli nie docierały sygnały, że w podwładnych lub klerykach osoba Księdza Biskupa jako ówczesnego rektora budziła strach?

- W podwładnych na pewno nie rodził się strach, ponieważ zawsze obowiązywały relacje przyjacielskie, a zresztą strach można wyczuć. Natomiast klerycy niekiedy boją się kontaktów z przełożonymi - zwłaszcza, jeśli jeszcze dobrze nie znają przełożonych. Zatem mogło to dotyczyć głównie pierwszego roku formacji kapłańskiej. Chyba że ktoś miał coś na sumieniu i chciał to ukryć. Wtedy podczas rozmowy towarzyszył lęk.

- Dziękuję za rozmowę.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2001-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Abp Kupny do lekarzy: bądźcie ludźmi sumienia

2026-10-11 16:51

Magdalena Lewandowska

Eucharystię z abp. Kupnym sprawowali duszpasterze służby zdrowia i kapelani szpitalni.

Eucharystię z abp. Kupnym sprawowali duszpasterze służby zdrowia i kapelani szpitalni.

– Ostatecznie wielkości lekarza nie mierzy się tylko liczbą tytułów, operacji czy diagnoz. Lekarza mierzy się także tym, jak patrzy na człowieka, który został mu powierzony – mówił do lekarzy abp Kupny.

Abp Józef Kupny przewodniczył w parafii św. Franciszka z Asyżu we Wrocławiu Mszy św. w intencji służby zdrowia z okazji zbliżającego się wspomnienia św. Łukasza Ewangelisty, patrona lekarzy.
CZYTAJ DALEJ

Niewinny challenge, czy niebezpieczne wyzwanie? Jak rozpoznać zagrożenie w sieci?

Internet jest dziś ważną częścią życia naszych dzieci. To przestrzeń nauki, rozrywki, kontaktów z rówieśnikami i rozwijania zainteresowań. Niestety, jest to również miejsce, w którym mogą zetknąć się z treściami zagrażającymi ich zdrowiu, bezpieczeństwu, a niekiedy nawet życiu. Poniżej zamieszczamy materiał poświęcony internetowym wyzwaniom, który można wykorzystać jako punkt wyjścia do rozmowy z dziećmi.

Jednym z niepokojących zjawisk są internetowe challenge, czyli wyzwania zachęcające do wykonania określonego zadania i opublikowania nagrania w sieci. Więcej informacji o tym zjawisku można znaleźć tutaj:
CZYTAJ DALEJ

Mama św. Karola Acutisa: życia nie wolno zmarnować

2026-10-12 15:49

[ TEMATY ]

mama

św. Carlo Acutis

nie wolno

życia

zmarnować

Vatican Media

Mama Świętego Karola Acutisa z Papieżem Leonem XIV

Mama Świętego Karola Acutisa z Papieżem Leonem XIV

Życie jest cenne i nie wolno go zmarnować – mówi Antonia Salzano, matka św. Karola Acutisa. 12 października, w liturgiczne wspomnienie młodego świętego i 20. rocznicę jego śmierci, przypomina przesłanie syna skierowane do ludzi w każdym wieku: Bóg czeka na każdego człowieka, a życie warto przeżywać z myślą o wieczności.

Podziel się cytatem – podkreśla Antonia Salzano. Jak mówi, jej syn rozumiał, że życie ma wartość, której nie wolno roztrwonić.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję