Reklama

Smoleńsk – Katyń 2010

2016-04-06 08:37

Leszek Cichobłaziński
Niedziela Ogólnopolska 15/2016, str. 18-19

PAP/Grzegorz Jakubowski
Katyń, Rosja, 10 kwietnia 2010 r. Miejsce uroczystości związanych z 70. rocznicą zbrodni katyńskiej – cmentarz wojskowy w Katyniu, po katastrofie samolotu. Kilka pierwszych krzeseł dla polskiej delegacji pozostało pustych

Rok 2010. 10 kwietnia. 70. rocznica mordu katyńskiego. Na Cmentarzu Katyńskim zaplanowano uroczyste obchody rocznicowe z udziałem Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. Kilka dni wcześniej w Katyniu był polski Premier. Do wspólnej wizyty Premiera i Prezydenta nie doszło. Katastrofa smoleńska zmieniła nie tylko program katyńskich uroczystości, ale również bieg historii

Specjalnym pociągiem pojechałem do Katynia z Federacją Rodzin Katyńskich w przeddzień uroczystości, 9 kwietnia 2010 r. Wyjechałem z bratem. To była nasza pierwsza wizyta na grobie krewnego – ppor. Zbigniewa Cichobłazińskiego. Razem z nami jechali znajomi, którzy stracili w Katyniu ojca i dziadka, oficera Korpusu Ochrony Pogranicza. Wyjazd tak licznej grupy, w dużej części starszych ludzi, został zorganizowany przez Rząd RP, a dokładnie przez Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Przewodniczącego Rady Andrzeja Przewoźnika widziałem na peronie tuż przed odjazdem pociągu. Przyszedł dopilnować, czy wszystko jest zapięte na ostatni guzik. Żegnał się też z tymi, których znał osobiście. Wśród pasażerów pociągu była jego córka. Trudno było przypuszczać, że odjeżdżający widzieli go wtedy ostatni raz. W przeddzień wyjazdu przy kolacji w hotelu w Warszawie, gdzie zakwaterowano członków Rodzin Katyńskich, poznałem prezesa Federacji Rodzin Katyńskich – Andrzeja Sariusza-Skąpskiego. Także jego córka jechała z nami do Katynia. On sam dostał zaproszenie na pokład samolotu.

Mroźny poranek w Smoleńsku

Pociąg odjeżdżał z dworca Warszawa Zachodnia. Miejsca wtedy niezbyt reprezentacyjnego jak na stolicę, ale tylko tam znajdował się odpowiednio długi peron, przy którym mógł się zmieścić pociąg do Smoleńska. Jechaliśmy całą noc. Na miejscu przywitał nas mroźny poranek. O piątej rano wschodzące słońce świeciło ostro na bezchmurnym niebie. Dworzec odnowiony i posprzątany. Milicja chroniła pociąg na całej długości peronu. W holu dworca miłe pracownice banku pomagały przyjezdnym z Polski poradzić sobie z rosyjskimi bankomatami. Na ścianach socrealistyczne freski, a na stelażach – darmowe gazety. Wziąłem jedną, w artykule o zbrodni katyńskiej przeczytałem, że „wszystko już zostało wyjaśnione i nie ma już czego w tej sprawie szukać, a poza tym jest jeszcze do wyjaśnienia kwestia jeńców sowieckich z 1920 roku”.

Po kilku godzinach pod dworzec podjechały autobusy. Zajęły prawie cały parking. Kolumna kilkudziesięciu autokarów prowadzona przez milicyjne radiowozy ruszyła na północ. Niebo zdążyło się już zachmurzyć. Szybko wyjechaliśmy z centrum, mijaliśmy przedmieścia z drewnianymi domkami w ogródkach, by wjechać w gęsty sosnowy las. Kiedy ten się kończył, zobaczyliśmy linię kolejową biegnącą wzdłuż drogi, a przy niej niewielki parterowy domek. To stacja Gniezdowo, na której polscy oficerowie wysiadali z pociągu wprost do samochodów wiozących ich do katyńskiego lasu. Wtedy, w 1940 r., był to właściwie zagajnik, dzisiaj po obu stronach drogi rośnie wysoki, gęsty las. Autobusy ustawiły się na poboczu. Ciągnęły się daleko, ostanie ginęły we mgle, która stopniowo zasnuwała okolicę. Było zimno. Czekaliśmy w kolejce do kontroli bezpieczeństwa. Rosyjskie służby sprawdzały dokładnie wszystkie torby, plecaki, reklamówki. Wokoło ustawiono stalowe barierki. Było tylko jedno przejście. W końcu weszliśmy, najpierw na parking, gdzie można było dostać ciepłą herbatę, później na cmentarz. Przy wejściu mała izba pamięci urządzona przez Stowarzyszenie Memoriał – rosyjską organizację pozarządową, która bardzo wiele zrobiła w celu odkłamania w Rosji sprawy mordu katyńskiego. W izbie znajdują się przedmioty wykopane z grobów katyńskich podczas ostatniej ekshumacji. Obok zobaczyliśmy replikę wagonu, którym w Rosji Sowieckiej wożono więźniów, m.in. do Katynia. Rosjanie z Memoriału godni są najwyższego uznania. W Rosji takie działania do dziś wymagają odwagi.

Reklama

Katyński las

Za ogrodzeniem polskiego cmentarza rozpościerał się las o dziwnie nierównym podłożu, nad którym wybudowano metalowe kładki. Przechadzali się po nich nieliczni przechodnie. To też jest cmentarz. Las katyński był bowiem miejscem kaźni wielu narodów Związku Sowieckiego. Rozstrzeliwano w nim ofiary wielkiej czystki w latach 30. ubiegłego wieku, czyniono to w czasie wojny, a nawet po niej. Teren jest dużo większy od polskiego cmentarza. Kładki służą temu, by nie chodzić po grobach, bo tam każda piędź ziemi to grób. Ziemia zapada się nierównomiernie w miejscu pochówków. Zamordowanych nikt nie ekshumował, nikt nie policzył, nie identyfikował i nie pochował, jak to miało miejsce z polskimi oficerami, których ciała z dołów śmierci przeniesiono do zbiorowych mogił obok ołtarza. Osobne groby mają generałowie. Rosjanie, chcąc nie chcąc, uczą się od Polaków szacunku do swoich pomordowanych. Uczą się o nich mówić, a niektórzy nawet myśleć. W 2010 r. jedynym sakralnym znakiem na tym terenie był ustawiony w centrum lasu duży prawosławny krzyż, przy którym zaraz po informacji o katastrofie polskiego samolotu z prezydentem i delegacją katyńską prawosławny ksiądz rozpoczął krótkie nabożeństwo za tych, którzy stracili w niej życie. Później przed wejściem na oba cmentarze, polski i rosyjski, przy drodze z Gniezdowa, wybudowano dużą cerkiew, która dominuje nad całym obszarem.

Katastrofa

Uczestnicy uroczystości mieli na szyi identyfikatory różniące się kolorem smyczy. Po tym można było rozpoznać, kto przyjechał z Polski, a kto należy do miejscowej Polonii. Tych z Polonii było wielu. Oprócz identyfikatora uczestnicy otrzymali też repliki guzików z orzełkami z mundurów polskich oficerów zamordowanych w Katyniu. Niedaleko wejścia stał duży prawosławny krzyż. Ścieżka do Polskiego Cmentarza Wojennego prowadziła na prawo. Pojawili się polscy żołnierze z kompanii honorowej, którzy kierowali w stronę głównego ołtarza, gdzie miała zostać odprawiona Msza św. z udziałem Prezydenta RP. W pewnym momencie zobaczyłem dziennikarzy biegnących w stronę bramy. Pomyślałem, że właśnie przyjechała polska delegacja, która miała przylecieć samolotem. Po chwili zorientowałem się jednak, że to nie delegacja, tylko poruszenie spowodowane jakąś wiadomością. „Pewnie się spóźnią – pomyślałem. – Z samolotami tak bywa, nawet rządowymi. Trzeba będzie czekać w tym zimnie i wilgoci nie wiadomo jak długo”. Informacja rozchodzi się wśród zebranych lotem błyskawicy. Poczułem, że stało się coś poważnego. W wozie transmisyjnym Telewizji Polskiej usłyszałem rozmowy o katastrofie. Zrozumiałem, że samolot z polską delegacją rozbił się przy lądowaniu na lotnisku w Smoleńsku. Stojący obok mężczyzna pobladł gwałtownie. Wyszeptał, że jest dziennikarzem, miał być w tym samolocie, jednak ze względu na brak miejsc poleciał wcześniej jakiem. Niektórzy twierdzili, że ktoś przeżył. Coś mi jednak mówiło, że z takich katastrof raczej nikt nie uchodzi z życiem. Okazało się, że to prawda.

Na początku było kłamstwo

Z głośnika słychać było głos Jana Pospieszalskiego, dziennikarza obsługującego uroczystość. Mówił o katastrofie. Msza św. odbędzie się z opóźnieniem. Rozpoczął modlitwę różańcową. Obecni na cmentarzu nie wiedzieli, co ze sobą zrobić. Większość modliła się przy tabliczkach z nazwiskami bliskich, którzy w Katyniu zakończyli swoją ziemską wędrówkę z kulą w potylicy. Ja także odnajduję tabliczkę z nazwiskiem ppor. Zbigniewa Cichobłazińskiego, w cywilu kolejarza, dyżurnego ruchu na stacji PKP. W szczelinę między stalowymi tabliczkami z nazwiskami pomordowanych obok nazwiska wujka wkładam różaniec.

Na twarzach ludzi widać powagę, skupienie, ale i niedowierzanie. Wielu dowiedziało się o katastrofie z SMS-ów i telefonów odebranych z Polski. Przyjechaliśmy, żeby uczcić tych, których zamordowano 70 lat temu, a tu kolejne ofiary. Zginęli w tak niewyobrażalny sposób. Prezydent z Pierwszą Damą, politycy ze wszystkich partii, znani ludzie z różnych dziedzin życia: legenda Solidarności Anna Walentynowicz, ostatni Prezydent RP na Uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, duchowni, rektorzy, generałowie... 96 osób. Trudno w to uwierzyć, przecież rządowe samoloty się nie rozbijają. Zgodnie z pierwszą informacją, która pojawiła się w sprawie katastrofy, samolot podchodził do lądowania kilka razy. Szybko okazało się, że to nieprawda. Podobno informację tę podał gubernator obwodu smoleńskiego. Trudno oprzeć się wrażeniu, że w sprawie katastrofy smoleńskiej na początku było kłamstwo.

Puste krzesła

Niebawem głos dzwonu wydobywający się spod ziemi – tak zaprojektowano ołtarz na polskim cmentarzu wojskowym – ogłosił rozpoczęcie Mszy św. w intencji zamordowanych oficerów i ofiar katastrofy prezydenckiego samolotu. Kilka pierwszych rzędów krzeseł dla polskiej delegacji pozostało pustych. Nikt ich nie zajął. Widać było, jak dotkliwa jest to strata.

Uroczystości katyńskie zakończyły się zaraz po Mszy św. Wszystko, co zaplanowano później, zostało odwołane. Polscy żołnierze i harcerze grzecznie zachęcali wszystkich do zajmowania miejsc w autobusach. Zawieziono nas do kasyna oficerskiego w Smoleńsku, gdzie czekał na nas obiad. Chwilę później kawalkada autobusów ruszyła w kierunku dworca. Pociąg odjechał znacznie wcześniej, niż zaplanowano w programie. Nad ranem od polskiej granicy towarzyszyli nam psycholodzy z policji.

Oczekiwanie na prawdę

Po powrocie do Polski zastaje nas atmosfera przygnębienia i niedowierzania. Telewizja pokazuje wizytę polskiego premiera w miejscu katastrofy, który w „serdecznym” uścisku przyjmuje kondolencje premiera Rosji. Zaczyna się oczekiwanie na prawdę o tym, co się stało na smoleńskim lotnisku 10 kwietnia 2010 r.

Tydzień później byłem na służbowej delegacji w Warszawie. Udałem się pod Pałac Prezydencki. Spod Dworca Centralnego odchodziły w tym kierunku specjalne autobusy ZTM. Na Krakowskim Przedmieściu zastałem tłum ludzi stojących w zadumie przed ustawionym przez harcerzy krzyżem. Wokół panowała cisza. W stronę Placu Zamkowego ciągnęła się kolejka tych, którzy chcieli oddać hołd Prezydentowi RP i Pierwszej Damie. Trumny z ich ciałami zostały bowiem wystawione w Pałacu Prezydenckim. Harcerze odbierali od ludzi znicze i stawiali je pod krzyżem. Cisza sprzed pałacu jest nie do zapomnienia...

Autor dziękuje Stowarzyszeniu Rodzina Katyńska w Częstochowie, dzięki któremu mógł uczestniczyć w uroczystościach na Polskim Cmentarzu Wojennym w Katyniu 10 kwietnia 2010 r. Szczególne wyrazy wdzięczności kieruje do Pani Prezes Anny Bieleckiej.

Tagi:
Smoleńsk

Reklama

Historyczna rocznica

2018-04-18 11:44

Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 16/2018, str. 18-19

10 kwietnia 2018 r., w dniu ósmej rocznicy katastrofy smoleńskiej, zamknął się ważny etap naszej najnowszej historii. Na placu Piłsudskiego w Warszawie, gdzie w kwietniu 2010 r. pogrążeni w smutku Polacy modlili się za ofiary katastrofy, stanął pomnik upamiętniający wszystkie 96 osób, które zginęły

Artur Stelmasiak
Pomnik, przykryty  biało-czerwoną  flagą,  został  odsłonięty  przez  przedstawicieli  rodzin  smoleńskich

O tym, że katastrofa smoleńska powinna zostać upamiętniona w centrum Warszawy, Polacy byli przekonani już 10 kwietnia 2010 r. Największa tragedia w naszej powojennej historii musi mieć swoje artystyczne odniesienie w przestrzeni publicznej stolicy. Tak przecież jest ze wszystkimi ważnymi wydarzeniami w naszej historii. – Modlimy się przede wszystkim za zmarłych, którzy osiem lat temu zginęli w katastrofie smoleńskiej. Ale módlmy się także o to, by ten pomnik wszystkich nas jednoczył. Niech ten pomnik przemawia do przyszłych pokoleń. Boże, zlej swoje błogosławieństwo na wszystkich, którzy będą nawiedzać to wyjątkowe miejsce – prosił w modlitwie kard. Kazimierz Nycz, który poświęcił pomnik na placu Piłsudskiego.

Pomnik autorstwa Jerzego Kaliny ma prostą formę, ale już teraz urósł do narodowego symbolu, który może zakończyć trawiący Polaków spór polityczny. Ofiarami katastrofy sprzed ośmiu lat byli przecież politycy ze wszystkich opcji politycznych. – On jest wszystkich i dla wszystkich – podkreślił prezydent RP Andrzej Duda i wyraził nadzieję, że pomnik będzie nas jednoczył, niezależnie od poglądów politycznych, że w krótkim czasie będzie świętym miejscem dla wszystkich Polaków. – Bo jest symbolem naszej wspólnoty, bo upamiętnia to, co było wspólnotowe, i że właśnie dla tego, co było wspólne, nasze, oni zginęli. I dlatego on jest nasz, wspólny! – podkreślił prezydent.

Zapracował na upamiętnienie

Przykryty biało-czerwoną flagą pomnik został odsłonięty przez przedstawicieli rodzin ofiar katastrofy. To one najwięcej wycierpiały po stracie bliskich oraz zostały wciągnięte w wir bezlitosnej polityki. – Długo czekałam, ale cieszę się, że wreszcie nadeszła ta chwila – powiedziała „Niedzieli” Ewa Kochanowska, wdowa po śp. Januszu Kochanowskim, rzeczniku praw obywatelskich. – Pomnik Jerzego Kaliny bardzo mi się podoba, bo przecież sama uczestniczyłam w postępowaniu konkursowym – dodała.

W gronie osób, które odsłoniły pomnik smoleński, był, oczywiście, Jarosław Kaczyński, brat śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. To jego polityczna i osobista determinacja sprawiła, że ofiary katastrofy zostały wreszcie upamiętnione. – Ani pomnik ofiar katastrofy smoleńskiej, ani pomnik Lecha Kaczyńskiego nie są przeciwko nikomu. My chcemy jedności Polaków, ale jedności wokół dobra, a nie wokół zła – powiedział prezes Prawa i Sprawiedliwości. – Tam jest 96 nazwisk. Bez żadnych tytułów, bez funkcji, po prostu 96 osób. 96 osób Polek i Polaków, którzy wspólnie wybrali się do Katynia po to, by podtrzymać pamięć. I to jest wystarczający powód, żeby ten pomnik tutaj stanął.

Tuż obok, na skraju placu Piłsudskiego, przy gmachu Garnizonu Warszawa, został odsłonięty kamień, gdzie za kilka miesięcy stanie pomnik prezydenta Lecha Kaczyńskiego. – Ten pomnik powstaje dlatego, że Lech Kaczyński przez całe swoje życie budował drogę do wyzwolenia ojczyzny. A później, gdy wolność okazała się niedoskonała, tworzył nurt życia publicznego, którego celami były zmiana i naprawa Rzeczypospolitej. Nikt nie odegrał tak wielkiej roli jak on w budowaniu tego, co było w Polsce dobre i sprawiedliwe. I dlatego ten pomnik stanie w tym miejscu – stwierdził Jarosław Kaczyński.

Do symboliki pomnika śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego odniósł się także Andrzej Duda. – Nikt nie miał takiego zaufania społecznego wśród wyborców, którzy wybrali go do Senatu, do Sejmu, na prezydenta Warszawy i wreszcie na prezydenta Rzeczypospolitej. Prezydent prof. Lech Kaczyński cieszył się po prostu ogromnym zaufaniem, bo sobie na to zaufanie zapracował. Można więc śmiało powiedzieć, że zapracował sobie swoją służbą dla ojczyzny także na to upamiętnienie – podkreślił prezydent Duda.

Quo vadis Polonia?

Stałym punktem rocznicowych obchodów jest zawsze Msza św. z udziałem rodzin ofiar, najwyższych władz państwowych i ponad 100 księży z całej Polski. Tysiące wiernych wypełniło szczelnie warszawską katedrę, ulice Starego Miasta oraz plac Zamkowy. – Jak co roku, jak co miesiąc wspominamy tych, którzy wtedy zginęli. 96 córek i synów narodu, pod przewodnictwem prezydenta Lecha Kaczyńskiego – powiedział bp Michał Janocha. W trakcie homilii nawiązał do jubileuszu 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Odniósł się do artystycznej instalacji grobu Pańskiego w warszawskiej archikatedrze, gdzie na tle narodowych barw orzeł w koronie zrywa kajdany i unosi się w powietrze. Przypomniał, że w Smoleńsku polskie skrzydła wbiły się w czarną ziemię. A w katedrze polskie skrzydła wzbijają się w białe niebo. Dumny orzeł zrywa żelazne łańcuchy, zrywa się do lotu. Od tego zrywu mija sto lat. – Jaka jest dzisiaj nasza ojczyzna? Jaka jest ziemia naszych praojców, ziemia Szczęsnego Felińskiego, Piłsudskiego, Dmowskiego, Witosa, Korfantego, Wyszyńskiego, ziemia Karola Wojtyły, po stu latach od tamtego cudu? – zastanawiał się bp Janocha i konstatował: – Między katedrą a Pałacem Prezydenckim stoją bariery chroniące Polaków przez Polakami, a czarne marsze domagają się prawa do zabijania nienarodzonych. Czy ten orzeł, który rozrywa kajdany i zrywa się do lotu, nie jest tylko projekcją naszych narodowych tęsknot, czy nie jest naszym kolejnym zbiorowym złudzeniem, czy nie jest jakąś tragiczną farsą?

Zdaniem bp. Janochy, współczesne kajdany mają swój wymiar społeczny i często bezwiednie sami sobie je nakładamy albo pozwalamy nakładać – przez bezkrytyczne uleganie wpływowym ideologiom. Jan Paweł II nazwał to zjawisko „cywilizacją śmierci”, kiedy w imię egoistycznej wolności, oderwanej od solidarności i od odpowiedzialności, głosi się prawo do decydowania o życiu nienarodzonych, upośledzonych, śmiertelnie chorych. Ksiądz biskup przypomniał, że pierwszym krajem w Europie, który wprowadził nieograniczone prawo zabijania nienarodzonych, była bolszewicka Rosja, a drugim były nazistowskie Niemcy. – Dziś tego samego prawa domagają się ludzie w imię postępu. Czy jeżeli ludożerca je widelcem i nożem, to jest postęp? W tym miejscu można powtórzyć pytanie, nieco nadużywane, niemniej jednak ważne i poważne: Quo vadis Polonia? Quo vadis Europa? – zauważył bp Janocha.

Ostatni Marsz Pamięci

Późnym wieczorem z archikatedry pod Pałac Prezydencki przeszedł Marsz Pamięci. Jarosław Kaczyński powiedział, że postawienie pomnika ofiar katastrofy kończy ważny etap. Podziękował wszystkim uczestnikom, którzy przez długie osiem lat uczestniczyli w comiesięcznej Mszy św. oraz w Marszu Pamięci. Zapowiedział, że nadal będą się modlić każdego 10. dnia miesiąca, ale już nie będzie marszy Krakowskim Przedmieściem.

Brat śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego wielokrotnie podkreślał wagę upamiętnienia ofiar katastrofy oraz wyjaśnienia jej przyczyn. – Mamy raporty wstępne, jeszcze nieostateczne. Przed nami badania, które będą prowadzone na zlecenie prokuratury przez najwybitniejszych w skali światowej specjalistów od katastrof lotniczych. Część spraw została już wyjaśniona, a droga do kolejnych jest otwarta – podsumował Jarosław Kaczyński. – To 96. marsz. Tyle marszów, ile ofiar katastrofy smoleńskiej. 96. marsz jest marszem ostatnim, bo doszliśmy do celu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Oświadczenie w sprawie o. Pelanowskiego

2019-11-30 18:46

Ojcowie Paulini

Poniżej zamieszczamy oficjalne oświadczenie Kurii Generalnej Zakonu Paulinów w sprawie o. Augustyna Pelanowskiego:

Agnieszka Bugała

W związku z propagowanymi przez o. Augustyna Pelanowskiego poglądami stojącymi w jaskrawej sprzeczności z niektórymi prawdami doktryny katolickiej oraz szacunkiem należnym Ojcu Świętemu Franciszkowi, Zakon św. Pawła I Pustelnika (Paulini) oświadcza, iż zdecydowanie odcina się od prywatnych poglądów wyżej wymienionego kapłana.

Jednocześnie zwracamy uwagę, iż o. Augustyn łamie śluby zakonne, zarówno poprzez publikacje, na które nie otrzymał zgody, jak również przez trwającą ponad 11 miesięcy samowolną nieobecność w klasztorze.

Wyrażamy głębokie ubolewanie z powodu zamętu i zgorszenia, jakie w dusze wiernych wprowadzić może indywidualna działalność o. Pelanowskiego. Jednocześnie informujemy, że już wcześniej podjęte zostały kroki przewidziane przez Kodeks Prawa Kanonicznego.

W duchu braterstwa trwamy w modlitwie za o. Augustyna.

o. Paweł Przygodzki

Sekretarz Generalny Zakonu Paulinów

Częstochowa – Jasna Góra, 30 listopada 2019 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Szczyrk: modlitwa za ofiary wybuchu gazu

2019-12-08 21:27

rk / Szczyrk (KAI)

W intencji ofiar niedawnej katastrofy, ich bliskich, a także wszystkich, którzy nieśli i wciąż niosą pomoc modlono się 8 grudnia św. w kościele parafialnym w Szczyrku. Wielu uczestników Mszy św. wspominało zmarłych tragicznie sąsiadów i przyjaciół.

Foto-Rabe/pixabay.com

Proboszcz parafii św. Jakuba Apostoła ks. Andrzej Loranc, który przewodniczył liturgii, wyjaśnił, że jest to modlitwa, w której wierni proszą, „by tych, którzy ucierpieli w katastrofie, objąć modlitwą”, a także „prosić o Boże błogosławieństwo dla tych, którzy żyją, a dla tych, którzy odeszli, o życie wieczne”.

„Przychodzimy pełni bólu, smutku, przygnębienia. Przechodzimy też pełni nadziei, jako ludzie wierzący” – dodał i wskazał na Maryję , która stała pod krzyżem swojego Syna. „Ona umiała zawierzyć Bogu. Prośmy o to, abyśmy i my potrafili” – dodał kapłan.

W kazaniu ks. Andrzej Sander wspomniał o jednej z ofiar tragedii, która miała przystąpić w przyszłym roku do I komunii świętej. „Otrzymujecie dziś medaliki z Matką Bożą, a nasza koleżanka Michalina już ją widzi. Jest razem z nią” – tłumaczył obecnym na modlitwie koleżankom i kolegom nieżyjącej dziewczynki.

W wyniku wybuchu gazu, do którego doszło 4 grudnia, pod gruzami domu, należącego do jednej rodziny, zginęło osiem osób, w tym czworo dzieci.

Caritas bielsko-żywiecka poinformowała, że środki finansowe przeznaczone na pomoc dla najbliższych ofiar katastrofy w Szczyrku należy wpłacać na rachunek bankowy diecezjalnej Caritas: 47 1240 1170 1111 0010 6323 0610 z dopiskiem: Pomoc Szczyrk.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem