Reklama

Góra świętego Papczyńskiego

2016-04-28 10:34

Wojciech Dudkiewicz
Edycja warszawska 18/2016, str. 4-5

Wojciech Dudkiewicz

Założyciel zakonu marianów Stanisław Papczyński, błogosławiony, a za kilka tygodni święty Kościoła katolickiego, spędził w Górze Kalwarii ćwierć wieku. Jednak śladów po nim pozostało tam mniej, niż można się tego spodziewać

Powody to – oprócz upływu czasu (zmarł w 1701 r.) – spadające na miejscowość kolejne klęski żywiołowe i dziejowe. Ogromny pożar w 1794 r., kasata dóbr kościelnych i polityka władz zaborczych – najpierw pruskich, a potem ruskich – która doprowadziła do odejścia z Góry Kalwarii na ponad 100 lat marianów, dbających o spuściznę i relikwie swojego Założyciela.

Śladów o. Papczyńskiego w Górze Kalwarii, dawnej Nowej Jerozolimy, jest niewiele, tak niewielka do niedawna była znajomość przyszłego Świętego. O jego istnieniu niektórzy dowiedzieli się dzięki decyzji papieża Franciszka w sprawie kanonizacji.

Nowa Jerozolima

Historia zakładania Nowej Jerozolimy, która powstała w końcu XVII wieku, to gotowy scenariusz filmu. Niezwykły pomysł biskupa poznańskiego Stefana Wierzbowskiego, stworzenia na Mazowszu miasta na wzór Jaruzalem, powstał najpewniej w czasie Potopu Szwedzkiego, gdy biskup widział powszechną zdradę oraz upadek moralny narodu. Miało stać się miejscem pielgrzymkowym, które przyczyniłoby się do odrodzenia narodu.

Reklama

I rzeczywiście powstało. W mieście założonym w 1670 r. – a zbudowanym w miejscu zniszczonej wojną wsi Góra – było siedem kościołów i 35 kaplic. Biskup sprowadził zakony, których charyzmaty byłyby najbardziej przydatne dla jej działania. Przedostatnim, sprowadzonym w 1677 r., było tworzące się zgromadzenie marianów. Mieli oprowadzać pątników po drogach Męki Pańskiej oraz sprawować Msze św. za zmarłych i grzeszników.

Gdy przybyli, na czele z o. Papczyńskim, do Wieczernika – niewielkiego kościoła Wieczerzy Pańskiej na dzisiejszych Mariankach, mieszkali w pojedynczych celach, dobudowanych wokół kościółka – jak pisał jeden z biografów – jak jaskółcze gniazda. Nie mieli łatwego życia, bo okolica była podmokła i bagnista. Dopiero z czasem marianom udało się grunty osuszyć.

Miał w tym swój bezpośredni udział sam Założyciel. Nie odżegnywał się od pracy fizycznej. – Kopał rowy, które miały odprowadzać wodę – mówi ks. Wojciech Skóra MIC, wicepostulator procesu kanonizacyjnego bł. Papczyńskiego. – Nie była to dla niego nowość. Wcześniej własnymi rękami stawiał kaplicę w Puszczy Mariańskiej.

Drogi pokutne

Jak dziś oblicza się na podstawie skąpych źródeł – procesji w podwarszawskim Jerusalem mogło być w roku ponad 40. Ale największą frekwencją cieszyły się uroczystości Triduum Paschalnego. Wieczernik – ważny element miasta powstałego na planie krzyża, jako symbol Wielkiego Piątku – a położony nieco na uboczu, podkreślał tajemnicę Wielkiego Czwartku.

Pątnicy docierali tam z pobliskiego Domku Matki Bożej u sióstr dominikanek na Syjonie, gdzie, według tradycji, doszło do pożegnania Chrystusa z Matką. W Wieczerniku odbywało się mandatum: podczas liturgii przełożony marianów – za życia bp. Wierzbowskiego był to o. Papczyński – umywał nogi miejscowym starcom na pamiątkę umycia nóg Apostołom przez Jezusa.

U sióstr dominikanek o. Papczyński często bywał, bo z woli biskupa był ojcem duchownym sióstr. – O dziwo, czasem podpływał tam łodzią – zaznacza ks. Wojciech Skóra. – Wiosną i jesienią wylewało, osuszanie terenu długo nic nie dawało.

Spowiednik króla

Pod opieką duchową o. Papczyńskiego byli parafianie, ale i prawdziwa elita. – Był spowiednikiem nuncjusza apostolskiego. Wielokrotnie przyjeżdżał do niego Jan III Sobieski, z którym od dawna się już znali – mówi ks. Wojciech Skóra MIC, kustosz grobu Błogosławionego i wicepostulator jego procesu kanonizacyjnego – Król słuchał jego kazań, a przed wyruszeniem na wojnę z Turkami polecał się modlitwom zakonnika.

Po śmierci o. Papczyńskiego Wieczernik wyremontowano za sprawą ks. Kazimierza Wyszyńskiego, generała marianów, dziś sługi Bożego. Dokonano też ekshumacji jego zwłok do nowej trumny i grobu. W czasie rozbiorów, klasztor przy Wieczerniku zamienił się w ruinę. Wieczernik, który nosi również drugi tytuł: Opatrzności Bożej, zawsze pozostawał pod Jej opieką.

– Wieczernik wygląda już jednak inaczej niż kiedyś. Najbardziej chyba żal fresków, które – według badań historyków sztuki – były tam, a po których nie ma śladów – mówi ks. Wojciech Skóra. – Inaczej wygląda też otoczenie kościoła. Był otoczony klasztorem, który w XIX wieku rozpadł się. Polityka zaborców spowodowała, że zakonnikom żyło się tu biednie i nie byli w stanie utrzymać klasztoru w dobrym stanie.

Duchowy pijar

Po stacjach Drogi Krzyżowej, po której oprowadzał o. Papczyński i inni marianie, nie ma śladu. To, co zostało – pozostałości czterech stacji Drogi Krzyżowej z czasów bp Wierzbowskiego: „Jezus złożony do grobu”, dwie – „Jezus upadający pod krzyżem” oraz prawdopodobnie „Cyrenejczyk” znajdują się przy alejkach między Wieczernikiem, a klasztorem.

Można – od biedy – odtworzyć drogi, którymi o. Papczyński prowadzał procesje. M.in. od kościoła na Górce, tzw. Domu Piłata, ulicą Kalwaryjską na zachód, na Kalwarię, usypaną górę. – Dziś pokryta jest grobami. Jest tam cmentarz parafialny – mówi ks. Skóra. Kiedyś stał tam kościół, w którym usytuowano ostatnią stację Drogi Krzyżowej.

W miejscu dzisiejszego Domu Pomocy Społecznej mieściło się kiedyś kolegium i klasztor pijarów, gdzie o. Papczyński głosił konferencje. – Odszedł od nich po konflikcie, ale z zakonem był związany i jego relacje były wzorowe. Na przykład nieustannie zbierał środki, żeby wspierać kolegium. A sam, jak twierdził, duchowo czuł się pijarem – mówi ks. Skóra. – Pisał o tym do przełożonego generalnego pijarów, stwierdzając, że zewnętrznie odszedł, ale wewnętrznie – nie. Był też szanowany przez pijarów. Jego podręcznik retoryki był używany przez nich przez sto lat!

W innym mieście

Trudno dziś zlokalizować hospicjum – dom starców, którego budowę zainicjował bp Wierzbowski, ale po jego śmierci kontynuował o. Papczyński z marianami. Z całego zespołu liczącego ok. 35 kaplic, 7 kościołów i 6 klasztorów zachował się do dziś w stanie zbliżonym do pierwotnego tylko Wieczernik, a także pozostałości kościoła i kolegium pijarskiego. Kościół i klasztor bernardynów i Dom Piłata wybudowano w XVIII wieku na miejscu dawnych obiektów.

– Dziś żyjemy w innym mieście, niż je widział o. Papczyński. Zostało zrujnowane przede wszystkim przez zabory – mówi ks. Wojciech Skóra. Ten czas nadał miastu inny charakter. Jedną z pierwszych decyzji zaborców było zniesienie zakazu osiedlania się tu Żydów. Zmiana zaowocowała rozwojem w tej okolicy chasydyzmu. To był specyficzny zamach na Nowe Jaruzalem.

Po II wojnie światowej Góra Kalwaria stała się miastem koszarowym. Rozlokowano tu jednostki związane z bezpieczeństwem władz, m.in. KBW, wojska obrony wewnętrznej, ochrona rządu, wojska ochrony kolei, konwojowe i jednostka karna. W centrum miasta do dziś straszą zrujnowane budynki po koszarach. Stacjonowały w Górze Kalwarii ważne dla władz komunistycznych wojska wewnętrzne, ale kara dla dawnego Nowej Jerozolimy i tak była za mała. Do połowy lat 50. XX wieku miasto należało do... gminy wiejskiej Katy. – To był wyraźny policzek dla miasta – ocenia ks. Skóra.

Biały sarkofag

Podczas prac remontowych w Wieczerniku w latach 2000-05 odkryto fundamenty pierwszego klasztoru marianów, znaleziono także resztki starej ceramiki. W czasie remontu odbudowano kruchtę i chór, kościół został gruntownie odnowiony.

Gdy kilka lat temu oddawano do użytku nowy dom – klasztor, położony w pobliżu Wieczernika – część miejsca pozostawiono Błogosławionemu; niedawno otwarto tam poświecone mu multimedialne muzeum. Jednym z cenniejszych eksponatów jest napisany po polsku list króla Jana III Sobieskiego do Benedykta Pawła Sapiehy, podskarbiego wielkiego litewskiego z 1687 r., sygnowany pieczęcią koronną króla. W muzeum można też zobaczyć książkę należącą do o. Papczyńskiego, z jego autografem na stronie tytułowej oraz pozostałości habitu wyjęte z trumny podczas ekshumacji jego szczątków w XVIII wieku.

Sam Wieczernik to obecnie sanktuarium o. Papczyńskiego. We wnętrzu kościoła znajduje się biały sarkofag z 1766 r., według projektu Jakuba Fontany, z trumną kryjącą szczątki Błogosławionego. Cztery lata po jego śmierci, a potem po kilkunastu latach, otworzono trumnę o. Papczyńskiego. Mimo wilgoci, ciało i habit były prawie nienaruszone. Sarkofag jest przechylony w stronę ołtarza, żeby – jak mówi legenda – o. Papczyński mógł z miłością spoglądać na ołtarz.

Tagi:
miejsca święte

Reklama

Cud dorastania na weselnym przyjęciu

Ks. Mariusz Rosik
Niedziela Ogólnopolska 35/2012, str. 27

MARGITA KOTAS
Kana Galilejska

Chociaż różne współczesne miejscowości pretendują do miana ewangelicznej Kany, tradycja chrześcijańska utożsamia ją z miejscowością Kafr Kanna w północnym Izraelu. To tu znajduje się sanktuarium Pierwszego Cudu Jezusa, którym opiekują się franciszkanie z Kustodii Ziemi Świętej. Kana Galilejska stała się tematem wielu dzieł sztuki, ale równie dobrze mogłaby stać się przyczynkiem do poematu o relacji między matką i dzieckiem. Chrystus z Kany jest dorosłym, dojrzałym mężczyzną, samodzielnym, realizującym swoją misję i powołanie. Już nie jest chłopcem na kolanach Maryi. Nie jest brzdącem, który biegnąc, rozbije sobie kolano. Przyszedł ten moment - w relacji Matki i Syna - w którym trzeba się zgodzić na rozstanie, na dorosłość, na pełną i odpowiedzialną samodzielność. Maryja musiała mieć tego świadomość. Jej serce było wolne od chęci zostawienia Go dla siebie i przy sobie. A jednak, gdy oboje pojawiają się na weselu, Maryja z całkowitą, naturalną swobodą mówi Synowi o kłopotach gospodarzy. Niczego nie podpowiada. Niczego nie sugeruje. Po prostu stwierdza: „NIE MAJĄ JUŻ WINA” (J 2,3). I wtedy staje się to, co w relację rodzic - dziecko jest wpisane od początku: zmiana, dojrzewanie, osiągnięcie nowego etapu. Mimo dorosłości Jezus nie odmawia Matce. Ona niczego Mu nie nakazuje. Jezus po raz pierwszy zapłakał przy Matce, przemówił przy Matce, postawił pierwszy krok pod Jej czujnym okiem. Swojego pierwszego cudu też dokonał w Jej obecności. Cudu dorosłego człowieka, dla którego Matka wciąż pozostaje autorytetem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Święty Mikołaj - „patron daru człowieka dla człowieka”

Ks. Paweł Staniszewski
Edycja łowicka 49/2004

6 grudnia cały Kościół wspomina św. Mikołaja - biskupa. Dla większości z nas był to pierwszy święty, z którym zawarliśmy bliższą znajomość. Od wczesnego dzieciństwa darzyliśmy go wielką sympatią, bo przecież przynosił nam prezenty. Tak naprawdę zupełnie go wtedy jeszcze nie znaliśmy. A czy dziś wiemy, kim był Święty Mikołaj? Być może trochę usprawiedliwia nas fakt, że zachowało się niewiele pewnych informacji na jego temat.

pl.wikipedia.org

Wyproszony u Boga

Około roku 270 w Licji, w miejscowości Patras, żyło zamożne chrześcijańskie małżeństwo, które bardzo cierpiało z powodu braku potomka. Oboje małżonkowie prosili w modlitwach Boga o tę łaskę i zostali wysłuchani. Święty Mikołaj okazał się wielkim dobroczyńcą ludzi i człowiekiem głębokiej wiary, gorliwie wypełniającym powinności wobec Boga.
Rodzice osierocili Mikołaja, gdy był jeszcze młodzieńcem. Zmarli podczas zarazy, zostawiając synowi pokaźny majątek. Mikołaj mógł więc do końca swoich dni wieść dostatnie, beztroskie życie. Wrażliwy na ludzką biedę, chciał dzielić się bogactwem z osobami cierpiącymi niedostatek. Za swoją hojność nie oczekiwał podziękowań, nie pragnął rozgłosu. Przeciwnie, starał się, aby jego miłosierne uczynki pozostawały otoczone tajemnicą. Często po kryjomu podrzucał biednym rodzinom podarki i cieszył się, patrząc na radość obdarowywanych ludzi.
Mikołaj chciał jeszcze bardziej zbliżyć się do Boga. Doszedł do wniosku, że najlepiej służyć Mu będzie za klasztornym murem. Po pielgrzymce do Ziemi Świętej dołączył do zakonników w Patras. Wkrótce wewnętrzny głos nakazał mu wrócić między ludzi. Opuścił klasztor i swe rodzinne strony, by trafić do dużego miasta licyjskiego - Myry.

Biskup Myry

Był to czas, gdy chrześcijanie w Myrze przeżywali żałobę po stracie biskupa. Niełatwo było wybrać godnego następcę. Pewnej nocy jednemu z obradujących dostojników kościelnych Bóg polecił we śnie obrać na wakujący urząd człowieka, który jako pierwszy przyjdzie rano do kościoła. Człowiekiem tym okazał się nieznany nikomu Mikołaj. Niektórzy bardzo się zdziwili, ale uszanowano wolę Bożą. Sam Mikołaj, gdy mu o wszystkim powiedziano, wzbraniał się przed objęciem wysokiej funkcji, nie czuł się na siłach przyjąć biskupich obowiązków. Po długich namowach wyraził jednak zgodę uznając, że dzieje się to z Bożego wyroku.
Biskupią posługę pełnił Mikołaj ofiarnie i z całkowitym oddaniem. Niósł Słowo Boże nie tylko członkom wspólnoty chrześcijańskiej. Starał się krzewić Je wśród pogan.
Tę owocną pracę przerwały na pewien czas edykty cesarza rzymskiego Dioklecjana wymierzone przeciw chrześcijanom. Wyznawców Jezusa uczyniono obywatelami drugiej kategorii i zabroniono im sprawowania obrzędów religijnych. Rozpoczęły się prześladowania chrześcijan. Po latach spędzonych w lochu Mikołaj wyszedł na wolność.
Biskup Mikołaj dożył sędziwego wieku. W chwili śmierci miał ponad 70 lat (większość ludzi umierała wtedy przed 30. rokiem życia). Nie wiemy dokładnie, kiedy zmarł: zgon nastąpił między 345 a 352 r. Tradycja dokładnie przechowała tylko dzień i miesiąc tego zdarzenia - szósty grudnia. Podobno w chwili śmierci Świętego ukazały się anioły i rozbrzmiały chóry anielskie.
Mikołaj został uroczyście pochowany w Myrze.

Z Myry do Bari

Wiele lat później miasto uległo zagładzie, gdy w 1087 r. opanowali je Turcy. Relikwie Świętego zdołano jednak w porę wywieźć do włoskiego miasta Bari, które jest dzisiaj światowym ośrodkiem kultu św. Mikołaja. Do tego portowego miasta w południowo-wschodniej części Włoch przybywają tysiące turystów i pielgrzymów. Dla wielu największym przeżyciem jest modlitwa przy relikwiach św. Mikołaja.

Międzynarodowy patron

Biskup z Myry jest patronem Grecji i Rusi. Pod jego opiekę oddały się Moskwa i Nowogród, ale także Antwerpia i Berlin. Za swego patrona wybrali go: bednarze, cukiernicy, kupcy, młynarze, piekarze, piwowarzy, a także notariusze i sędziowie. Jako biskup miasta portowego, stał się też patronem marynarzy, rybaków i flisaków. Wzywano św. Mikołaja na pomoc w czasie burz na morzu, jak również w czasie chorób i do obrony przed złodziejami. Opieki u niego szukali jeńcy i więźniowie, a szczególnie ofiary niesprawiedliwych wyroków sądowych. Uznawano go wreszcie za patrona dzieci, studentów, panien, pielgrzymów i podróżnych. Zaliczany był do grona Czternastu Świętych Wspomożycieli.

Święty zawsze aktualny

Od epoki, w której żył św. Mikołaj, dzieli nas siedemnaście stuleci. To wystarczająco długi czas, by wiele wydarzeń z życia Świętego uległo zapomnieniu. Dziś wiedza o nim jest mieszaniną faktów historycznych i legend. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że nawet w fantastycznie brzmiących opowieściach o św. Mikołaju tkwi ziarno prawdy.
Święty Mikołaj nieustannie przekazuje nam jedną, zawsze aktualną ideę. Przypomina o potrzebie ofiarności wobec bliźniego. Pięknie ujął to papież Jan Paweł II mówiąc, że św. Mikołaj jest „patronem daru człowieka dla człowieka”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prof. Vaněk: Jan Paweł II ważny również dla Czechów

2019-12-12 17:21

Krzysztof Bronk/vaticannews.va / Rzym (KAI)

Nie tylko dla Polaków Jan Paweł II odegrał kluczową rolę w obaleniu komunizmu. Podobnie był on postrzegany również w ówczesnej Czechosłowacji. Wskazuje na to prof. Miroslav Vaněk, który w Czeskiej Akademii Nauk jest dyrektorem instytutu historii współczesnej. Wziął on udział w rzymskiej konferencji z okazji 30-lecia aksamitnej rewolucji.

Vatican News
Prof. Vaněk

Podkreśla on, że coraz częściej Czesi powracają do tego wydarzenia i postrzegają je jako swoisty ideał. Przez ostatnich 30 lat ludzie się w Czechach wzbogacili, wiedzą, że ich kraj się rozwinął, ale nie są dzięki temu bardziej szczęśliwi, zadowoleni z życia. Dlatego chętnie powracają w pamięci do aksamitnej rewolucji, do panującego wówczas braterstwa i jedności. W tamtych wydarzeniach szukają orientacji na przyszłość. Ważne jest również to, że w tamtych chwilach kluczową rolę odgrywał Jan Paweł II.

„Rola Jana Pawła II była ogromna. Jego wpływ wykraczał poza granice Polski, a także Europy Wschodniej i Środkowej. Nie można go oczywiście postrzegać w oderwaniu od innych czynników zarówno w polityce międzynarodowej, jak i na szczeblu lokalnym w Czechosłowacji, NRD czy Polsce. One też odegrały swoja rolę i bez nich wszystko to byłoby niemożliwe. Jednakże znaczenie Jana Pawła II w tych wydarzeniach daleko wykracza ponad to wszystko – powiedział Radiu Watykańskiemu prof. Vaněk. – Wczoraj po raz pierwszy w życiu miałem okazję być w Watykanie. I kiedy przechodziłem obok grobu Jana Pawła II, musiałem się zatrzymać. Miałem takie wewnętrzne poczucie, że powinienem tu za coś podziękować, bo i dla mnie było to bardzo ważne. W ówczesnej Czechosłowacji Jan Paweł II wpłynął na postawę wielu ludzi. Pamiętajmy, że tuż przed aksamitną rewolucją była przecież kanonizacja św. Agnieszki, w czym bezpośrednio przejawiała się papieska działalność”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem