Reklama

Dolny Śląsk pod opieką Maryi

2016-04-28 10:34

Magdalena Lewandowska
Edycja wrocławska 18/2016, str. 1

Tomasz Lewandowski
Madonna Adorująca z wrocławskiej katedry

Maj to szczególny czas kierowania się ku Maryi, powierzania Jej naszych trosk i radości. Archidiecezja wrocławska jest szczególnie uprzywilejowana – na Dolnym Śląsku nie brakuje miejsc, w których Ona króluje i chce nas gościć. Warto odwiedzić m.in. Bardo Śląskie i Dolnośląską Strażniczkę Wiary, Łozinę i Matkę Boską Bolesną, Oławę i Matkę Bożą Pocieszenia czy piękne Sulistrowiczki z Matką Bożą Dobrej Rady.

To właśnie na Dolny Śląsk przybywały wraz z repatriantami Kresowe Madonny z sanktuariów wschodniej Rzeczpospolitej, uświęcone wielowiekową tradycją, opromienione licznymi łaskami. Przed tymi ikonami klękali królowie i hetmani. Na teren archidiecezji wrocławskiej trafiło ich kilkanaście, z tego co najmniej 9 do Wrocławia.

Współczesną patronką miasta jest królująca w katedrze Madonna Wrocławska znana również jako Madonna Sobieskiego. Niewielki obraz (45 x 52 cm) autorstwa Carla Martattiego powstał w Rzymie (ok. 1713), podarowany przez Klemensa XI Janowi Sobieskiemu w rocznicę wiktorii wiedeńskiej. W 1952 r. obraz przywieziony z Kresów umieszczono w odbudowanej z ruin katedrze. – Od pierwszych dni obraz Matki Bożej z Międzylesia przeniesiony do katedry i umieszczony w ołtarzu bocznym nawy głównej, nazwany powszechnie Madonną Wrocławską, słynął z łask i cieszy się do dziś wielką czcią wiernych – mówił w 10. rocznicę koronacji ks. dr Marian Biskup, dyrektor Wydziału Duszpasterskiego Wrocławskiej Kurii. Madonnę Wrocławską koronował 31 maja 1997 r. sam Jan Paweł II, nadając Jej tytuł Madonny Adorującej. Przed obrazem w każdą środę o godz. 18 odbywa się nabożeństwo za miasto – transmisja w Radiu Rodzina.

Reklama

Papieskimi koronami został także koronowany obraz Matki Bożej Zwycięskiej z Mariampola, który znajduje się dziś we wrocławskim kościele Najświętszej Maryi Panny na Piasku. Właścicielem obrazu był hetman koronny Stanisław Jan Jabłonowski, który zabierał go na wyprawy wojenne. Po wojnie ostatni proboszcz Mariampola ks. Mikołaj Witkowski przywiózł obraz na Ziemie Odzyskane, najpierw do Głubczyc, później do Wrocławia. 2 września 1965 r. wizerunek Zwycięskiej Pani intronizował kard. Bolesław Kominek, w obecności Prymasa Tysiąclecia i abp. Karola Wojtyły. Kard. Kominek w tym dniu zawierzył Matce Zwycięskiej całą archidiecezję wrocławską.

U Dominikanów w kościele św. Wojciecha ma siedzibę Królowa Różańca w obrazie Pani Podkamieńskiej. Koronowany w 1727 r. obraz przybył do Wrocławia w 1959 r. Przed tą Madonną modlił się Prymas Tysiąclecia. Matka Boża Pocieszenia z Hodowic, patronka młodych małżeństw, swoje miejsce znalazła u Kapucynów w kościele św. Augustyna. Ludzie Pracy odnajdą swoją patronkę Matkę Bożą Pocieszenia ze Lwowa w kościele Jezuitów św. Klemensa Dworzaka. To jeden z największych kresowych wizerunków maryjnych (100 x 200 cm), koronowany w 1905 r. przez św. Józefa Pelczara we Lwowie.

To tylko niektóre Wrocławskie Madonny. Warto je w maju odwiedzić, warto wybrać się też do dolnośląskich sanktuariów.

Tagi:
Maryja

Czas łaski - ostatnie spotkanie z cyklu "Wieczorów Maryjnych"

2019-12-09 19:57

Anna Przewoźnik

Ostatnie już spotkanie w cyklu „Wieczorów Maryjnych - Katechezy z Janem Pawłem II w 40. rocznicę pielgrzymki Ojca Świętego na Jasną Górę” odbyło się 8 grudnia w Kaplicy Różańcowej na Jasnej Górze. Cykl rozpoczął się 2 kwietnia. Składał się z siedmiu spotkań.

Anna Przewoźnik

„Wieczory Maryjne”, poświęcone rozważaniom nad tym, co dokonało się przed 40. laty, prowadził paulin o. Wojciech Dec i dr Wincenty Łaszewski - wybitny mariolog.

Posłuchaj: Posłuchaj nagrania

Katechezy organizowane były przez Instytut Maryjny na Jasnej Górze. Dyrektor Jasnogórskiego Instytutu Maryjnego o. Mariusz Tabulski przypomniał czym były Katechezy. – Widzimy, że to jest droga aktualna, droga na dzisiaj, nie tylko droga Jana Pawła II i kard. Wyszyńskiego, ale również każdego z nas. To jest bezcenne w tych katechezach, że możemy widzieć w nich aktualność dla naszego życia. Te katechezy mają rozpalać i formować nasze serce do dobrej prawdziwej duchowości maryjnej.

Zobacz zdjęcia: Czas łaski - ostatnie spotkanie z cyklu "Wieczorów Maryjnych"

Dr. Wicenty Łaszewski podkreślił w rozmowie z „Niedzielą”, że czas katechez był czasem łaski. – Odkrywałem słowa Papieża, które 40 lat temuwypowiedział jako drgowskaz dzisiaj dla nas, zobaczyłem, że słowa te są bardzo aktualne. Naszą, moją rolą było by te słowa przypomnieć i zinterpretować je w duchu dzisijeszych czasów, dzisiejszych znaków. Najbardziej interesowało mnie w nich to wszystko, co Jan Paweł II pozostawił nam wtedy dla przyszłości - dla naszej epoki. Drugim darem dla mnie podczas tych katechez było to, że w okresie kiedy mówiono, że prawdopodonie Prymas Wyszyński będzie beatyfikowany, pojawił się w katechezach Papieża temat: wielkości i świętości Prymasa. Odbieram to, jako szczególny dar dla mnie samego, bo byłem zmuszony, przygotowując te katechezy, pochylić się nad prymasem Wyszyńskim. Odkryłem jego Boży geniusz - podkreślił mariolog.

Ostatnia katecheza była okazją do podsumowań siedmiu spotkań na Jasnej Górze, ale równiez czasem zatrzymania się nad tematem ostatniej katechezy. Grudniowe spotkanie nosiło tytuł: „Zawierzenie do najdalszych granic miłości”. Profetyczny akt odmówiony przez Papieża i przez nas”.

Obecny podczas wieczoru był m.in. przeor Jasnej Góry o. Marin Waligóra, redaktor naczelny tygodnika katolickiego „Niedziela” ks. Jarosław Grabowski, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Mariologicznego ks. prof. Marek Chmielewski.

Spotkanie w Sali Różańcowej poprzedziła Msza św. w Kaplicy Matki Bożej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dzieją się cuda

2019-06-12 09:02

Jolanta Marszałek
Niedziela Ogólnopolska 24/2019, str. 20-21

Od kilku miesięcy w parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu znajdują się relikwie św. Szarbela z Libanu. I dzieją się cuda. Ludzie doznają wielu łask, także uzdrowienia. Jedną z uzdrowionych jest Barbara Koral – żona Józefa, potentata w branży produkcji lodów, i matka trójki dzieci. Cierpiała na raka trzustki, po którym nie ma śladu. 17 maja br. publicznie podzieliła się swoim świadectwem

Wikipedia

W październiku ub.r. wykryto u mnie nowotwór złośliwy trzustki – opowiada Barbara Koral. – Przeżyłam szok. Ale głęboka wiara i ufność w łaskawość Boga wyjednały mi pokój w sercu. Leżałam w szpitalu w Krakowie przy ul. Kopernika, nieopodal kościoła Jezuitów. Dzieci i mąż byli ze mną codziennie. Modliliśmy się do Jezusa Przemienionego za wstawiennictwem św. Jana Pawła II oraz św. Szarbela. Zięć Piotr przywiózł od znajomego księdza płatek nasączony olejem św. Szarbela. Codziennie odmawialiśmy nowennę i podczas modlitwy pocierałam się tym olejem. Czułam, że mając św. Szarbela za orędownika, nie zginę – wyznaje.

Przypadek beznadziejny

Operacja trwała ponad 6 godzin. Po otwarciu jamy brzusznej większość lekarzy odłożyła narzędzia i odeszła od stołu, stwierdziwszy, że przypadek jest beznadziejny. Jednak profesor po kilku minutach głębokiego namysłu wznowił operację. Usunął raka. Operacja się udała.

– Byłam bardzo osłabiona – opowiada p. Barbara – tym bardziej że 3 tygodnie wcześniej przeszłam inny zabieg, również w pełnej narkozie. Nic nie jadłam i czułam się coraz słabsza.

W trzeciej dobie po operacji chora dostała wysokiej gorączki, dreszczy. Leżała półprzytomna i bardzo cierpiała. – Momentami zdawało mi się, że ktoś przecina mnie piłą na pół. Zwijałam się wtedy w kłębek i modliłam cichutko do Pana Boga z prośbą o pomoc w cierpieniu i ulgę w niesieniu tego krzyża.

Lekarze robili, co mogli. Podawali leki w zastrzykach, kroplówkach, by wzmocnić chorą. Nic nie działało. Pobrano krew na badanie bakteryjne. Okazało się, że jest zakażenie bakterią szpitalną, bardzo groźną dla organizmu. Zdrowe osoby zakażone tą bakterią mają 50-procentową szansę na przeżycie. Chorzy w stanie skrajnego wycieńczenia są praktycznie bez szans.

Zawierzenie Bogu

– Rozmawiałam z Bogiem – opowiada p. Barbara. – Pytałam Go, czy po tym, jak wyrwał mnie ze szponów śmierci w czasie operacji, teraz przyjdzie mi umrzeć. Prosiłam z pokorą i ufnością: „Panie Jezu, nie wypuszczaj mnie ze swoich objęć. Uzdrów mnie, kochany Zbawicielu”. Całym sercem wołałam w duchu: „Jezu, zawierzam się Tobie, Ty się tym zajmij!”.

W tym czasie parafia pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu, do której należy rodzina Koralów, czekała na relikwie św. Szarbela (relikwie pierwszego stopnia – fragment kości). Przywiózł je z Libanu poprzedni proboszcz – ks. Andrzej Baran, jezuita, który był tam na pielgrzymce wraz z kilkoma parafianami. Zawieźli też spontanicznie zebraną przez ludzi ofiarę dla tamtejszych chrześcijan. Wiadomo bowiem, że św. Szarbel jest szczególnie łaskawy dla tych, którzy modlą się za Liban. Relikwie, zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem, miały trafić do ks. Józefa Maja SJ w Krakowie. On zgodził się przekazać je do Nowego Sącza i osobiście je tam w styczniu br. zainstalował.

Interwencja św. Szarbela

– W dniu, w którym pojechałem po relikwie do Krakowa – opowiada ks. Józef Polak, jezuita, proboszcz parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu – wstąpiłem do naszej WAM-owskiej księgarni, żeby nabyć jakąś pozycję o św. Szarbelu, bo przyznam, że sam niewiele o nim wiedziałem. Wychodząc z księgarni, spotkałem Józefa Korala z córką. Wiedziałem, że p. Barbara jest bardzo chora. Opowiedzieli mi, że wracają ze szpitala i że sytuacja jest bardzo poważna. Relikwie miałem ze sobą od dwóch godzin. Niewiele się zastanawiając, poszliśmy na oddział.

– W pewnym momencie usłyszałam głos męża – opowiada p. Barbara. – Bardzo mnie to zdziwiło, bo przecież był u mnie przed chwilą i razem z córką poszli do kościoła obok szpitala na Mszę św. Po chwili zobaczyłam męża i córkę. Już nie byli przygnębieni i smutni. Twarze rozjaśniał im szeroki uśmiech. Razem z nimi był ksiądz proboszcz Józef Polak. Przyniósł ze sobą do szpitala relikwie św. Szarbela...

Ksiądz wraz z obecnymi odmówił modlitwę do św. Szarbela. Następnie podał chorej do ucałowania relikwiarz. – Już w trakcie modlitwy nie czułam bólu – wyznaje p. Barbara. – Stałam się bardziej przytomna. Kiedy ucałowałam kości św. Szarbela, nie myślałam, czy to będzie uzdrowienie – ja byłam tego pewna. Nie mam pojęcia, skąd się wzięła ta pewność.

Święty kontra bakterie

– Gdy wchodziłem do szpitala – opowiada ks. Polak – wiedziałem, że na oddziale jest jakieś zakażenie. Podałem p. Barbarze relikwiarz do ucałowania. Zobaczyła to pielęgniarka. Wyjęła mi relikwiarz z ręki, spryskała go jakimś środkiem i włożyła pod wodę. „Co pani robi?” – zapytałem. „Muszę to zdezynfekować”. „Ale on nie jest wodoszczelny” – wyjaśniłem, nie wiedząc, że chodzi jej o to, by zewnętrzne bakterie się nie rozprzestrzeniały. To był koniec wizyty.

Następnego dnia rano okazało się, że na oddziale bakterii już nie było. To był kolejny „cud” św. Szarbela. Badania z krwi potwierdziły, że również chora nie ma w sobie bakterii. Lekarze w zdumieniu patrzyli na wyniki. Dla pewności powtórzyli badania.

– Byłam zdrowa – opowiada p. Barbara. – Powoli zaczęłam nabierać siły i radości życia. Cała moja rodzina i przyjaciele, którzy byli ze mną w czasie choroby, którzy wspierali mnie modlitwą i dobrym słowem, są wdzięczni św. Szarbelowi. Błogosławimy go za to, że się mną zajął, że uprosił dla mnie u Boga Wszechmogącego łaskę uzdrowienia. Bogu niech będą dzięki i św. Szarbelowi!

Wiara w orędownictwo

W parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu w trzecie piątki miesiąca o godz. 18 odprawiana jest Msza św. z modlitwą o uzdrowienie, następnie mają miejsce: adoracja, błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem, namaszczenie olejem św. Szarbela i ucałowanie relikwii świętego. Wielu ludzi przychodzi i prosi o jego wstawiennictwo. Św. Szarbel jest niezwykle skutecznym świętym, wyprasza wiele łask, pokazuje, że pomoc Boga dla ludzi, którzy się do Niego uciekają, może być realna. – Nie ma jednak żadnej gwarancji, że ten, kto przyjdzie do św. Szarbela, będzie natychmiast uzdrowiony – przyznaje ks. Józef Polak. – Czasami to działanie jest inne. Łaska Boża działa według Bożej optyki, a nie naszych ludzkich życzeń. Święci swoim orędownictwem mogą ludzi do Kościoła przyciągać i to czynią, także przez cuda. Wystarczy popatrzeć, jak wiele osób uczestniczy w Mszach św. z modlitwą o uzdrowienie.

* * *

Ojciec Szarbel Makhlouf

maronicki pustelnik i święty Kościoła katolickiego. Żył w XIX wieku w Libanie

23 lata swojego życia spędził w pustelni w Annaja. Tam też zmarł.

Po pogrzebie o. Szarbela miało miejsce zadziwiające zjawisko. Nad jego grobem pojawiła się niezwykła, jasna poświata, która utrzymywała się przez wiele tygodni. Łuna ta spowodowała, że do grobu pustelnika zaczęły przybywać co noc rzesze wiernych i ciekawskich. Gdy po kilku miesiącach zaintrygowane wydarzeniami władze klasztoru dokonały ekshumacji ciała o. Szarbela, okazało się, że jest ono w doskonałym stanie, zachowało elastyczność i temperaturę osoby żyjącej i wydzielało ciecz, którą świadkowie określali jako pot i krew. Po umyciu i przebraniu ciało o. Szarbela zostało złożone w drewnianej trumnie i umieszczone w klasztornej kaplicy. Mimo usunięcia wnętrzności i osuszenia ciała zmarłego dalej sączyła się z niego substancja, która została uznana za relikwię. Różnymi sposobami próbowano powstrzymać wydzielanie płynu, ale bezskutecznie.

W ciągu 17 lat ciało pustelnika było 34 razy badane przez naukowców. Stwierdzili oni, że zachowuje się w nienaruszonym stanie i wydziela tajemniczy płyn dzięki interwencji samego Boga.

W 1965 r., pod koniec Soboru Watykańskiego II, o. Szarbel został beatyfikowany przez papieża Pawła VI, a 9 października 1977 r. – kanonizowany na Placu św. Piotra w Rzymie. Kilka miesięcy przed kanonizacją jego ciało zaczęło się wysuszać.

Od tej pory miliony pielgrzymów przybywają do grobu świętego, przy którym dokonują się cudowne uzdrowienia duszy i ciała oraz nawrócenia liczone w tysiącach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Watykan: papież rozpocznie filipińską nowennę przed Bożym Narodzeniem

2019-12-10 20:49

pb (KAI/cnnphilippines.com) / Watykan

Papież Franciszek odprawi 15 grudnia Mszę św. rozpoczynającą Simbang Gabi - nowennę adwentowych Eucharystii, przygotowujących do świąt Bożego Narodzenia. Tradycja ta jest żywa na Filipinach od XVII wieku.

Grzegorz Gałązka

Ówcześni rolnicy z powodu prac w polu nie mogli przyjść do kościoła w ciągu dnia, więc zaczęto odprawiać dla nich Msze przed świtem. Do dziś liturgie te sprawowane są między 3.00 a 5.00 nad ranem.

Adwentowe Msze dla Filipińczyków były już w przeszłości odprawiane w bazylice św. Piotra w Watykanie, ale w tym roku po raz pierwszy tej tradycyjnej liturgii będzie przewodniczył papież, wyjaśnił o. Ricky Gente, skalabrynianin, duszpasterz Filipińczyków w Rzymie.

Na Mszy, która rozpocznie się o 16.30 (22.30 na Filipinach) spodziewanych jest 7,5 tys. osób. Koncelebrować ją będzie 150 księży. Obecni będą ambasadorowie Filipin przy Stolicy Apostolskiej Grace Relucio-Princesa i we Włoszech - Domingo Nolasco.

Dziewięć Mszy Simbang Gabi, odprawianych od 16 do 24 grudnia, kończy się w Wigilię Bożego Narodzenia Mszą, zwaną Misa de Gallo (Mszą Koguta) lub Misa de los Pastores (Mszą Pasterzy).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem