Reklama

Na planie serialu „Ojciec Mateusz”

2016-06-23 08:07

Grzegorz Michalski
Edycja rzeszowska 26/2016, str. 7

Archiwum Natalii Janowiec
Natalia Janowiec z Arturem Żmijewskim i Samborem Czarnotą

Natalia Janowiec z Jasła znana jest czytelnikom „Niedzieli Rzeszowskiej”. Spełnia się m.in jako aktorka i dziennikarka. – Przygoda ze sceną rozpoczęła się już w dzieciństwie. Miałam marzenia, by zostać piosenkarką. Od dzieciństwa śpiewałam w domu, szkole, kościele, jednym słowem wszędzie, gdzie było to możliwe – opowiada. Z biegiem czasu zaczęła marzenia realizować. Zapisała się do szkolnego kółka teatralnego, gdzie miała zajęcia aktorskie. – Robiłam domowe przedstawienia, brałam udział w szkolnych przedstawieniach – wylicza. W szkole gimnazjalnej i ponadgimnazjalnej rozpoczęła intensywną pracę nad głosem, uczęszczając na lekcje śpiewu do Młodzieżowego Domu Kultury w Jaśle. – Lata tam spędzone wspominam bardzo miło. Umożliwiły mi dalszy rozwój umiejętności artystycznych – przyznaje Natalia. Chciała dalej doskonalić swój warsztat. Została przyjęta do krośnieńskiej szkoły wokalno-aktorskiej prowadzonej przez Marka Wiatra, znanego artystę, śpiewaka operowego, malarza i grafika. Wzięła też kilka lekcji teatralnych w Krakowie, prowadzonych przez aktorów krakowskiego teatru „Bagatela”, m.in. Dariusza Starczewskiego oraz Sebastiana Oberca.

– Kiedy lata mijały, chciałam dalej się rozwijać i występować. Oczywiście po cichu marzyłam o tym, ale nie zakładałam, że Pan Bóg pomoże mi je zrealizować – opowiada jaślanka. Jakiś czas temu dowiedziała się o castingu do kolejnych serii cieszącego się dużą popularnością serialu „Ojciec Mateusz”. – Jeszcze w tym samym dniu, kiedy casting się odbył, otrzymałam propozycję współpracy – nie ukrywa emocji Natalia.

Serial „Ojciec Mateusz” jest nadal tworzony. Kolejne odcinki z udziałem dotychczasowych aktorów oraz nowych twarzy kręcone są, tak jak do tej pory, przede wszystkim w Sandomierzu. Serial ściąga tłumy turystów do Sandomierza, wielu ma nadzieję, że na jego urokliwych uliczkach spotka mknącego na rowerze ojca Mateusza, czyli Artura Żmijewskiego.

Reklama

– Na planie panuje zawsze miła, przyjazna i rodzinna atmosfera. Wszystko dzięki ekipie złożonej z ludzi, dla których wykonywana praca ma duże znaczenie – tłumaczy Natalia Janowiec. Do tej pory poznała wielu wspaniałych ludzi, których wcześniej oglądała tylko na szklanym ekranie. – Dużo podpatrzyłam, nauczyłam się, nawiązałam nowe znajomości – wymienia.

Podkreśla, że plan serialu „Ojciec Mateusz” daje możliwości ciągłego rozwoju. – Przy stałych, jak i nowych aktorach pojawiających się na planie za każdym razem uczę się czegoś nowego. To najlepszy warsztat dla każdego początkującego aktora – nie ukrywa 25-latka.

W planach ma wiele pomysłów i kilka nowych propozycji. W przyszłości chciałaby stworzyć własny film. Od zawsze interesuje się religią i historią. – Mam nadzieję, że w przyszłości będę miała okazję spróbować swoich sił jako reżyser. Chciałabym zająć się tworzeniem filmów, które niosą za sobą wartości uniwersalne, dobre na każdy czas, o których dziś, niestety, często się zapomina – podsumowuje. Natalia niebawem pojawi się na planie filmu historycznego, który dotyczył będzie naszego regionu.

Tagi:
serial aktorka

Ataki są testem dla nas, wierzących

2019-05-15 09:02

Artur Stelmasiak
Edycja warszawska 20/2019, str. 6-7

Z aktorką i kandydatką do Europarlamentu Dominiką Chorosińską, z domu Figurską, rozmawia Artur Stelmasiak

Artur Stelmasiak
Aktorka Dominika Chorosińska (dawniej Figurska) zamierza w Europarlamencie lobbować za prawami rodziny

ARTUR STELMASIAK: – Dlaczego znana aktorka, działaczka społeczna i katolicka zdecydowała się wejść do polityki?

DOMINIKA CHOROSIŃSKA: – W polityce podejmowane są decyzje, które mają wpływ na nasze życie. Nie chcę biernie patrzeć na to, z czym się w sumieniu nie zgadzam. Misją, której chciałabym się poświęcić, jest obrona rodziny, a zarazem zabieganie o prawo, które będzie wspierało jej rozwój. Może dlatego, że jestem spoza polityki potrafię nazywać rzeczy po imieniu i uważam, że ludziom nie można z góry narzucać wyssanych z palca teorii społecznych. Nikt rozsądny przecież nie uwierzy, że jest 56 różnych płci człowieka. Uważam, że tradycyjnej rodzinie zagraża dobrze zorganizowana, bogata i niebezpieczna mniejszość, i że czas temu zagrożeniu stawić czoła.

– Na jednej z konferencji o chrześcijanach w polityce dr Barbara Fedyszak-Radziejowska powiedziała, że katolicy nie chcą iść do polityki, bo ona jest zła i brudna. A przez to, że nie idą do polityki, właśnie ta polityka zła się staje.

– Podzielam zdanie pani doktor. Dlatego moje wejście do trudnego świata polityki jest wyrazem niezgody na to, co się wokół nas dzieje i co zagraża naszym rodzinom i dzieciom. Jeżeli my, katolicy, nie zaangażujemy się w sprawy publiczne, to ktoś inny weźmie je w swoje ręce. Wejście w politykę nie jest to dla mnie łatwe, bo spotkał mnie na starcie wielki anonimowy hejt. Ale to jest cena, którą muszę zapłacić, jeśli pragnę stanąć na froncie walk o rodzinę. Otuchy dodają mi natomiast wyrazy wsparcia i solidarności, które otrzymuję z całego kraju. Serdecznie za nie dziękuję!

– Chce Pani wyjechać do Brukseli bo...

– Gdy otrzymałam propozycję startu w wyborach z listy Prawa i Sprawiedliwości, pomyślałam sobie, że w wypadku zwycięstwa zapiszę się do Komisji Rodziny w Parlamencie Europejskim. W końcu mamy na kontynencie poważny kryzys demograficzny oraz kryzys więzi międzypokoleniowych. W poszukiwanie rozwiązań takich problemów chciałabym się zaangażować. Okazało się jednak, że w Unii taka komisja nie istnieje. To jest dla mnie niewiarygodne! Zapomniano o rodzinie, która jest jedyną nadzieją na odrodzenie naszego kontynentu. Dlatego będę walczyć o powstanie tej komisji. Pamiętajmy, że ok. 70 proc. polskiego prawa to wdrażane do naszego ustawodawstwa unijne dyrektywy, których treść ma poważny wpływ na życie każdego z nas. Obecnie w Parlamencie Europejskim nikt nie opiniuje europejskiego prawa pod kątem jego wpływu na życie rodziny, mimo że wpływ ten jest ogromny.

– Ale za to są inne komisje, które raczej zwalczają rodzinę.

– Prężnie działa Komisja FEMM zrzeszająca europejskie feministki, które za instytucją tradycyjnej rodziny zdecydowanie nie przepadają. Przypomnę, że w roku 2017 europosłanki z tej komisji złożyły wizytę w Polsce. W oświadczeniu prasowym podsumowującym wyjazd zwróciły uwagę m.in. na konieczność dalszego ograniczania ochrony życia dzieci w prenatalnym okresie ich rozwoju i likwidacji ograniczeń w dystrybucji przez koncerny farmaceutyczne preparatów antykoncepcyjnych i wczesnoporonnych. Funkcjonują również tzw. intergrupy zrzeszające europosłów ponad frakcjami i narodowościami. Mało kto zdaje sobie sprawę, że najliczniejsza intergrupa działa na rzecz środowiska LGBT. Ma swój sekretariat i pracowników. Dąży do tego, by różne przepisy unijne sprzyjały interesom środowisk LGBT i feministek. Członkowie wspomnianej intergrupy są skutecznymi lobbystami tych przepisów w swoich środowiskach politycznych.

– Pani chciałaby stworzyć przeciwwagę dla tej intergrupy?

– Uważam, że czas, by w Europarlamencie powstało silne środowisko, które będzie lobbowało za prawami rodziny i dobrze rozumianymi prawami kobiet. Warto wspomnieć, że mamy niezwykle wartościową naukę o społecznej roli kobiety autorstwa Jana Pawła II, z której możemy czerpać przy stanowieniu mądrego prawa. Potrzebujemy przeciwwagi wobec Komisji FEMM, której sposób postrzegania rodziny i roli kobiet we współczesnym świecie pozostawia wiele do życzenia.

– Słyszałem, że w mediach społecznościowych przeprowadzono na Panią frontalny atak, bo Dominika Chorosińska startuje z listy PiS. Czy dużo znajomych ze środowiska aktorskiego tak zareagowało?

– Wielu znajomych straciłam, ale też wielu nowych zyskałam. Moje wejście do polityki jest następstwem dotychczasowej działalności na polu społecznym. Przecież w sprawy promowania rodziny i obrony życia jestem zaangażowana od wielu, wielu lat. Jestem również ambasadorką szeregu inicjatyw społecznych, takich jak Marsz dla Życia i Rodziny, Orszak Trzech Króli czy Pomoc Polakom na Grodzieńszczyźnie. Angażuję się, bo mam pragnienie kształtowania rzeczywistości. I w ten sposób doszłam do świata polityki. Niestety wiele drzwi się przede mną zamknęło, bo w niektórych środowiskach moje poglądy jawią się jako kontrowersyjne.

– A co jest kontrowersyjnego w niezabijaniu i w obronie rodziny?

– Też się nad tym zastanawiam i choć znam mechanizmy takiego myślenia, to jest mi ono kompletnie obce. Jedno mogę zadeklarować. Swoich poglądów w tych ważnych sprawach nie zmieniłam i nie zamierzam zmieniać. Obojętnie jak duża będzie fala hejtu. Najważniejsze jest dla mnie, że w swojej działalności mam wsparcie rodziny i męża. Bliscy stoją za mną murem i to dodaje mi sił.

– Skoro jesteśmy przy obronie fundamentalnych wartości, to przypomnę, że była Pani jedną z osób wspierających kampanię i akcję zbierania podpisów pod projektem #ZatrzymajAborcję. Jak czuje się Dominika Chorosińska z tym, że partia, z której list startuje, jest odpowiedzialna za blokowanie tego projektu w Sejmie?

– Wydaje mi się, że to jest tylko odłożone w czasie. Wierzę, że ten projekt zostanie w końcu uchwalony.

– A nie boli panią, że czekamy już tyle czasu... tyle dzieci zostało zabitych?

– Były czarne protesty i politycy się wystraszyli.

– Ale strach to jedna z ostatnich cech, której ja oczekuję od polityków.

– Trudno mi szukać usprawiedliwienia dla innych polityków. Chciałabym przede wszystkim odpowiadać za swoje czyny. Nie jestem przecież polskim parlamentarzystą. Uważam natomiast, że każde życie jest bezcenne i w swoich początkach bezbronne. Dlatego potrzebuje ochrony ze strony państwa.

– Od lat jest Pani bardzo aktywna w środowisku katolickim. Jest Pani zawsze tam, gdzie promuje się wartości prorodzinne i prolife. Jak ta aktywność się zaczęła?

– Po pięciu latach mojego małżeństwa przeżyliśmy bardzo poważny kryzys. Myśleliśmy, że się rozwiedziemy, że nasza rodzina podzieli los tysięcy innych rozpadających się małżeństw. W tej beznadziejnej sytuacji dane mi zostało osobiste nawrócenie, a później przyszła walka o małżeństwo. Kilka lat temu, z uwagi na zagrożoną ciążę, wiele osób sugerowało mi również dokonanie aborcji. To doświadczenie zrodziło we mnie niezwykle silne przekonanie o wartości każdego życia. Można zatem powiedzieć, że swoją aktywnością prorodzinną chcę podziękować Panu Bogu za ocalenie mojej rodziny.

– Polacy znają popularną Dominikę Figurską, a Pani niedawno zmieniła nazwisko na Chorosińska. W kontekście wyborów nie był to rozsądny krok.

– Decyzję podjęłam na rekolekcjach ignacjańskich przed Bożym Narodzeniem. Poczułam potrzebę, by mieć to samo nazwisko, co mój mąż i nasze dzieci. Popularność nazwiska, na które pracowałam, jest dla mnie o wiele mniej ważna od jedności naszej rodziny.

– Jako aktorka zna się Pani też na sztuce, kulturze i mechanizmach, którymi się rządzi artystyczne środowisko. W ostatnich dniach mieliśmy przejaw „artystycznej” akcji – na budynku klasztoru przy ul. Żytniej pojawiły się plakaty Matki Bożej Częstochowskiej z tęczowym nimbem. Co Pani o tym myśli?

– Jestem bardzo związana z wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej i zdarzenie to było dla mnie bolesne. Jednak sztuka nowoczesna już od wielu lat polega bardziej na prowokacji i niekiedy agresywnym odniesieniu się do sfery sacrum niż na tworzeniu nowej jakości artystycznej, posiadającej własny sens. Skoro intencją twórcy była prowokacja, to uważam, że mądrością jest jej po prostu nie ulegać. Inaczej dajemy się wciągnąć w zaplanowany ciąg zdarzeń… A skoro cała Polska mówi teraz o Maryi – w pracy czy podczas rodzinnych spotkań – to może jest to miejsce i czas, byśmy powiedzieli bliskim i znajomym jak bardzo Ona jest dla nas ważna.

– A jak się Pani podobał wykład Prezydenta Europy 3 maja na Uniwersytecie Warszawskim?

– Uczestniczyłam w pięknych patriotycznych uroczystościach w tym czasie i nie słuchałam go na żywo. Znam to przemówienie tylko z przekazów medialnych.

– Pytam, bo prowokacja z wizerunkiem Matki Bożej trochę się wpisuje w słowa, które padły z ust przedmówcy Donalda Tuska, redaktor Leszka Jażdżewskiego.

– Uważam, że na tak wysokim politycznym szczeblu przypadki nie istnieją. W takich sytuacjach konsultuje się każde zdanie i słowo. Żaden poważny polityk nie zgodzi się na to, by nie wiedział, co zostanie powiedziane tuż przed jego wykładem. Myślę, że to był test dla nas i próba sprawdzenia, jak daleko można się w Polsce posunąć w obrażaniu osób wierzących.

– A czy nie ma Pani wrażenia, że to był kolejny akt słynnej już „sztuki” pt. „Klątwa” w Teatrze Powszechnym? W obydwu przypadkach doszło do brutalnego ataku na Kościół i nawet owacyjna reakcja publiczności była bardzo podobna.

– Oczywiście, że tak. Na naszych oczach toczy się wojna o dusze Polaków. I my nie możemy tej wojny przespać i obudzić się, gdy będzie już za późno. Trzeba się mądrze przygotować i uzbroić. Choć ta wojna dla uformowanych dorosłych nie jest taka niebezpieczna, bo my sobie jakoś poradzimy. Prawdziwy bój toczy się o to, w jakiej Polsce będą żyć nasze dzieci. Ja swoje dzieci bardzo kocham i zamierzam wytrwale walczyć o ich przyszłość.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wielka Brytania: lekarze chcą odłączyć 5-letnie dziecko od aparatury podtrzymującej życie

2019-07-19 12:34

rk (KAI/LifeSiteNews.com) / Londyn

O losach 5-letniej dziewczynki, którą brytyjscy medycy chcą odłączyć od urządzeń podtrzymujących życie, rozstrzygnie sąd. Choć dziecko zgodził się przyjąć włoski szpital pediatryczny w Genui, londyńska placówka medyczna sprzeciwia się temu, by rodzice zorganizowali i opłacili transport córki. Komentatorzy wskazują na podobieństwo tego przypadku do wcześniejszych spraw, w których mali pacjenci brytyjskich szpitali – Charlie Gard i Alfie Evans – zostali odłączeni decyzją sądu od aparatury utrzymującej życie, choć pomoc oferowały im placówki medyczne na całym świecie.

AR

Tafida Raqeeb, córka imigrantów z Bangladeszu, straciła przytomność kilka miesięcy temu na skutek pęknięcia naczyniaka tętniczo-żylnego mózgu. Mimo operacji, pięcioletnie dziecko nie odzyskało przytomności, a lekarze Royal London Hospital zwrócili się do sądu, by ten pozwolił na odłączenie pacjentki od aparatury, która zapewnia jej życie w stanie półprzytomności. Tafida reaguje na ból, daje niekiedy oznaki życia.

Rodzice Shalina i Mohammed poprosili o pomoc włoskich pediatrów z Instytutu im. Gianniny Gaslini w Genui – szpitala o światowej renomie. Ci, po zapoznaniu się z dokumentacją i konsultacji z brytyjskimi lekarzami, zgodzili się interweniować. Rodzice mają jedynie zorganizować i opłacić transport. O losach dziecka ma ostatecznie zdecydować brytyjski wymiar sprawiedliwości.

Włoscy komentatorzy wskazują na podobieństwo tego przypadku do wcześniejszych spraw, w których mali pacjenci brytyjskich szpitali zostali odłączeni decyzją sądu od aparatury podtrzymującej życie, choć pomoc oferowały im placówki medyczne na całym świecie.

W lipcu 2017 roku w londyńskim hospicjum dla dzieci zmarł liczący niespełna rok Charlie Gard, cierpiący od urodzenia na rzadką chorobę genetyczną. Wcześniej Trybunał Europejski polecił odłączyć wszystkie aparaty zapewniające życie małego pacjenta. Szpital dziecięcy pw. Dzieciątka Jezus w Rzymie był gotów zaopiekować się chłopcem.

W ubiegłym roku na polecenie sądu i wbrew woli jego rodziców został odłączony od aparatury Alfie Evans. Nastąpiło to na 11 dni przed drugą rocznicą urodzin dziecka, cierpiącego na niedobór transaminazy GABA. Jego rodzice bezskutecznie walczyli o przetransportowanie syna do watykańskiego szpitala pediatrycznego. Pomoc w tej sprawie oferował także prezbiteriański szpital pediatryczny w Nowym Jorku.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Europa Christi na Wigrach

2019-07-20 21:21

Ks. Adam Łosiewski / Wigry

20 lipca 2019 r. w Pokamedulskim Klasztorze w Wigrach odbyła się kolejna ogólnopolska Konferencja w ramach Programu „Niepodległa” i Ruchu „Europa Christi” z udziałem przedstawicieli Akcji Katolickiej Diecezji Ełckiej.

Patronat honorowy objęli: bp Jerzy Mazur, biskup ełcki, Jarosław Zieliński - sekretarz Stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz Artur Kosicki, marszałek województwa podlaskiego.

Konferencja zatytułowana „Wigry – śladami historii” wpisuje się w obchody 20-lecia pobytu w diecezji ełckiej i obchodzonego rok temu 350-lecia ufundowania przez króla Jana II Kazimierza Eremu Wyspy Wigierskiej.

Konferencja odbyła się w Dużej Galerii Domu Królewskiego. Uczestników powitał ks. kan. dr J. Nogowski – proboszcz wigierskiej parafii i prezes Fundacji Wigry PRO. Po nim zabrał głos minister J. Zieliński, który naświetlił aktualny kontekst społeczno-historyczny tego wydarzenia.

Podczas konferencji licznie zgromadzeni słuchacze z Akcji Katolickiej, przedstawiciele parafii oraz wypoczywający w klasztorze duchowni i świeccy wysłuchali sześciu referatów.

Pierwszy wystąpił dr Jarosław Schabieński (IPN) zaprezentował referat „Żołnierze Wyklęci - historia Powstania Sejneńskiego”, w którym na podstawie archiwalnych dokumentów przybliżył fakty dotyczące odzyskania niepodległości przez Suwalszczyznę w 1919 r., a także ukazał bohaterstwo Żołnierzy Wyklętych w walce na tym terenie z nowym okupantem po II wojnie światowej.

Następnym mówcą był ks. inf. dr Ireneusz Skubiś, pomysłodawca i moderator Ruchu Europa Christi. W referacie pt. „Idea Ruchu Europa Christi i Karta Praw Rodziny” nakreślił główne założenia tej inicjatywy, a także zwrócił uwagę na aktualność Karty Praw Rodziny promulgowanej przez Stolicę Apostolską.

Ks. dr hab. Mirosław Sitarz, prof. KUL, przeanalizował obowiązujące po Soborze Watykańskim II zasady relacji Kościół - państwo, jakimi są: zasada pluralizmu społecznego; zasada autonomii, niezależności, wolności i współpracy. Zasady te zostały wpisane do Konstytucji RP i Konkordatu Polskiego i były przedmiotem analizy i wystąpienia Ks. prof. dr hab. Józefa Krukowskiego (PAN), który jako ekspert Episkopatu Polski uczestniczył w negocjacjach zarówno przy uchwalaniu Konstytucji RP jak i Konkordatu zawartego między Polską a Stolicą Apostolską.

Przedmiotem wystąpienia Ks. prof. dr hab. Tadeusza Borutko (UPJPII) była „Wizja zjednoczonej Europy w nauczaniu Jana Pawła II”. Prelegent, analizując nauczanie papieskie dotyczące Europy, wskazał jego aktualność.

Jako ostatni wystąpił dr Henryk Siodmok, który – jako menadżer i ekonomista - wskazał na geopolityczne uwarunkowania Polski i związane z tym nadzieje i zagrożenia.

Część naukową zakończyła bardzo ożywiona i interesująca dyskusja.

Mszy koncelebrowanej przez licznie zgromadzonych kapłanów przewodniczył ks. J. Nogowski, a homilię wygłosił ks. inf. Skubiś, w której podsumował wigierską konferencję „Europa Christi”, a także wskazał aktualne zadania stojące przed Kościołem w Polsce i w Europie.

Po Mszy św. Parafialny Oddział Akcji Katolickiej wraz z Fundacją Wigry PRO zaprosili uczestników konferencji do tawerny w ogrodach klasztornych na dania regionalne oraz – dzięki życzliwości Jednostki Wojskowej z Suwałk – na wojskową grochówkę.

Spotkanie zakończyło się rejsem statkiem TRYTON, którym 20 lat temu pływał św. Jan Paweł II.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem