Reklama

Niedziela Świdnicka

Klucze i miecz

Patron, jak wiemy, to szczególny opiekun. Opiekun osoby, która na chrzcie przyjmuje jego imię. Opiekun kraju, parafii. Często swego patrona wybierali przedstawiciele cechów rzemieślniczych czy całych zawodów. Patron pomagał w konkretnych okolicznościach i świadczył o charakterze, a nawet statusie regionu czy miasta. Koniec czerwca to czas, kiedy Kościół oddaje cześć książętom Kościoła – św. Piotrowi i św. Pawłowi

Niedziela świdnicka 26/2016, str. 1, 4-5

[ TEMATY ]

Bazylika

Strzegom

Ks. Sławomir Marek

Południowa ściana bazyliki strzegomskiej

Południowa ściana bazyliki
strzegomskiej

Święty Piotr, pierwszy papież, jest patronem m.in. diecezji w Rzymie, Berlinie, Lozannie; miast: Awinionu, Biecza, Dusznik-Zdroju, Frankfurtu nad Menem, Genewy, Hamburga, Nantes, Poznania, Rygi, Rzymu, Trzebnicy; a także blacharzy, budowniczych mostów, kowali, kamieniarzy, marynarzy, rybaków, zegarmistrzów. Wzywany jako orędownik podczas epilepsji, gorączki, febry, ukąszenia przez węże. Św. Paweł jest patronem licznych zakonów, Awinionu, Berlina, Biecza, Frankfurtu nad Menem, Poznania, Rygi, Rzymu, Saragossy oraz marynarzy, powroźników, tkaczy.

Obaj razem są także patronami miasta Strzegomia oraz jego wizytówki – bazyliki mniejszej im właśnie poświęconej.

Herb i pieczęcie

Reklama

Dwa kościoły Matki Bożej – ojców karmelitów i sióstr benedyktynek, św. Barbara, św. Antoni, św. Mikołaj, św. Jadwiga to święci związani ze Strzegomiem, który prawami miejskimi cieszy się od 1242 r. Rzut oka na herb miasta nie pozostawia jednak wątpliwości, którzy patroni zajmują najważniejsze miejsce w panteonie świętych związanych z miastem. Herb został przyznany Strzegomiowi w 1309 r. i przedstawiał bramę miejską, a na jej tle postaci świętych Piotra z kluczem i księgą i Pawła z mieczem. Nieco później wizerunek uzupełniły cztery gwiazdy symbolizujące najprawdopodobniej kolejne okresy w dziejach miasta. Okres kasztelański od 995 r., od 1291 r. panowanie Piastów Świdnickich, 1392 r. – czesko-węgierskie i austriackie, a od 1740 r. – niemieckie. Wraz z nadaniem herbu miasto otrzymało również pieczęć miejską – jej odcisk znaleźć można na dokumencie datowanym na 1371 r. dotyczącym dopuszczenia do obiegu na zasadzie wyłączności monet mennicy świdnickiej. Tu także występują postaci świętych Piotra i Pawła z charakterystycznymi atrybutami – kluczem i mieczem. Dużej pieczęci miejskiej, na której występują popiersia herbowych patronów miasta na niskim murze obronnym w tarczy bez bramy, nad którymi krzyżują się klucz i miecz, używano jeszcze na początku XX wieku. Dopiero reżimom – najpierw nazistowskiemu, potem komunistycznemu – nie po drodze było ze świętymi Piotrem i Pawłem.

Bazylika Joannitów

Nim jeszcze Strzegom otrzymał prawa miejskie już w 2. połowie XII wieku znany był jako ośrodek handlu, który koncentrował się, jak to było w zwyczaju przy kościołach. Wtedy to na tym terenie osiedlili się Joannici zgodnie ze swym posłannictwem, prowadząc szpital, dający również schronienie podróżnym. Historycy dowodzą, że to hospitom, zwanym wolnymi gośćmi, Strzegom zawdzięcza rozwój nowej osady przy dzisiejszej ulicy świdnickiej. Działalność zakonników szpitalnych musiała podobać się władcom, skoro od Imbrama Pana strzegomskiego otrzymali należący do niego kościół pw. św. Piotra. Była to też działalność płodna – bowiem w latach 60. XIV wieku podjęto się budowy jednej z najpiękniejszych budowli sakralnych na Śląsku.

Widoczna z kilkunastu kilometrów bazylika strzegomska jest, podobnie jak jej patroni – Piotr i Paweł – znakiem firmowym śląskiego miasteczka. Kościół imponuje rozmiarami. Długość nawy głównej 76 m, wysokość i szerokość trzech naw 26 m. Za budulec posłużył łom bazaltowy i granitowy, którego w okolicy dostatek, zaś jako oprawę użyto plastycznego piaskowca. Kościół stanowi wyjątkowy przykład konstrukcji bazylikowej z silnie występującym transeptem – prostopadłą do osi kościoła nawą położoną pomiędzy prezbiterium a resztą budynku. Choć trójnawowy plan z wielobocznymi absydami charakterystyczny jest dla szkoły wrocławskiej (Legnica, Namysłów, Bolesławiec, Świdnica, Chojnów, Złotoryja), to strzegomska świątynia urzeka niespotykanie wytwornym wykonaniem elementów budowlanych. Na szczególną uwagę zasługują portale – zachodni, północny i południowy z pięknie zachowanymi tympanonami figuralnymi stanowiące najozdobniejszy zespół rzeźbiarski powstały w drugiej połowie XIV wieku na Śląsku.

Reklama

Wnętrze kościoła nakrywa sklepienie krzyżowe, gwiaździste i sieciowe wsparte na prostokątnych filarach. Żebra sklepienia spływają na wydatne, osadzone w ścianach gzymsy bogato zdobione postaciami proroków, panien mądrych i głupich oraz kompozycjami roślinnymi. Strzeliste, typowe dla gotyku okna zdobią bogate kamienne maswerki. Kogo zachwyca dzisiejszy wystrój świątyni wraz z neogotyckim ołtarzem powinien zapłakać nad pierwotnym wystrojem wnętrza, o którym wiemy jedynie, że wraz z głównym było w kościele 28 ołtarzy. Ten główny przetrwał zresztą wszelkie przeciwności losu – zarówno zawieruchy wojenne, jak i wszystkie pożary – uległ dopiero chciwości Fryderyka Wilhelma III, który majątkiem zrabowanym zakonom spłacał kontrybucje wojenne nałożonej na Prusy przez Napoleona w wysokości 154 mln franków. Zwyczajną grabież okraszono racjami oświeceniowymi, twierdząc, iż zakony utraciły swoją rację bytu. Natychmiast po wydaniu edyktu przystąpiono do jego wykonania. Chociaż dekret dotyczył całego państwa pruskiego, to jednak jedynie na Śląsku zrealizowano go natychmiast i całkowicie likwidujący 56 klasztorów męskich i 13 żeńskich. XV-wieczny ołtarz ufundowany przez ówczesnego burmistrza był tzw. poliptykiem (znanym m.in. z kościoła Mariackiego w Krakowie czy katedry świdnickiej). „Składał się z 13 obrazów. Centralną cześć stanowił Pokłon Trzech Króli, a na 6 skrzydłach po lewej i 6 skrzydłach po prawej znajdowały się ewangeliczne sceny z życia Jezusa – bolesne na tle srebrnym i radosne na tle złotym” – opowiada pasjonat strzegomskich tajemnic i badacz historii Krzysztof Kaszub.

Neogotycki ołtarz

Nim w jego miejsce w 1878 r. postawiono dzisiejszy dwudziestometrowy neogotycki ołtarz przez ponad pół wieku zastąpiono go ołtarzem z klasztoru Sióstr Benedyktynek, po którym zresztą ostała się XIV-wieczna kamienna figura Matki Bożej z Dzieciątkiem oraz cztery figury w reliefie przedstawiające Zwiastowanie, Wniebowstąpienie Najświętszej Maryi Panny, Narodzenie Jezusa i Pokłon Trzech Króli. Nad figurą w centralnym miejscu ołtarza znajdziemy patronów kościoła na złotym tle, a nad nimi kolejną figurę – zmartwychwstałego Chrystusa. W wielopoziomowej nastawie znajdziemy też figury św. Jerzego i św. Michała Archanioła oraz wieńczącą tabernakulum postać pelikanicy karmiącej młode własną krwią.

Po lewej stronie ołtarza przykuwa wzrok gotyckie sakrametarium z połowy XV wieku. Wykonane z piaskowca dzieło przypomina gotycka sterczynę – wykończenie charakterystyczne dla gotyckiej wieży. Skoro już jesteśmy przy wieżach – zauważyć należy, że w tym względzie czegoś strzegomskiej farze brakuje. Wspomniany wyżej pan Kaszub przytacza dwie teorie tłumaczące ten brak. „Pierwsza – związana ze śmiercią Bolka II zmiana donatorów budowy. Kiedy przyszedł czas na zwieńczenie kościoła wieżami, Śląsk po bezpotomnym Bolku przypadł Czechom, którzy nie byli zbyt skorzy do ponoszenia tak wielkich kosztów. Druga teoria, która bardziej do mnie przemawia, mówi o podziemnym cieku wodnym, który uniemożliwił tak wielkie obciążenie terenu bez wpływu na bezpieczeństwo. Stąd dzisiejszy stan perły gotyku bez charakterystycznych, strzelistych wież” – przekonuje pan Krzysztof.

Na uwagę zasługuje też obsada strzegomskiej komandorii. Trzon stanowili Słowianie i rycerze pochodzenia romańskiego, z rzadka zdarzali się Niemcy, a starsi przełożeni najczęściej byli Francuzami. Warto odwiedzić Strzegom, zwłaszcza w Roku Miłosierdzia i na własne oczy przekonać się o potężnym patronacie świętych Piotra i Pawła. Tym bardziej, że prócz germanofilskich opracowań Richtera (1829) i Filli (1889) i bardzo skrótowego Magdaleny Henning (1992) do dziś trudno dotrzeć do materiałów źródłowych opowiadających o bogactwie religijnym miasta.

2016-06-23 08:07

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Uczcili zmarłego proboszcza

[ TEMATY ]

Strzegom

ks. Marek Żmuda

AKS Strzegom

Piłkarze AKS-u z banerem upamiętniającym zmarłego ks. Marka Żmudę

Piłkarze AKS-u z banerem upamiętniającym zmarłego ks. Marka Żmudę

Podczas inauguracji IV Ligii dolnośląskiej piłki nożnej, zawodnicy, sztab zespołu i kibice Amatorskiego Klubu Sportowego oddali hołd zmarłemu ks. Markowi Żmudzie.

Miał zamiłowanie do piłki, bo sam kiedyś grał w małych klubach na pozycji bramkarza. Kiedy będąc proboszczem w Strzegomiu, gdy miał tylko czas, zawsze chętnie siadał na trybunach lokalnego AKS-u. – Nie można kochać wielkiej piłki reprezentacyjnej, jeżeli nie kocha się tej, małej, lokalnej. Żałuję, że tak mało kibiców uczestniczy w meczach piłkarskich naszej drużyny – mówił jeszcze niedawno nieodżałowany proboszcz par. Najświętszego Zbawiciela.

Rozpoczynając nowy sezon 2020/2021 piłkarze przed meczem rozwinęli baner ze zdjęciem zmarłego 30 czerwca kapłana, na którym było napisane: Pamiętamy cię Marku! Proboszczu, kibicu, przyjacielu. - Wspaniały kapelan i wielki przyjaciel sportów, a przede wszystkim wielki kibic AKS-u Granitu Strzegom. Zostanie przez nas zapamiętany jako wielki znawca sportu oraz wielki przyjaciel piłki nożnej. Odszedł tak niespodziewanie od nas pozostawiając wielki sportowy smutek – mówił speaker zawodów. Wszyscy obecni uczcili zmarłego proboszcza. Tego dnia AKS Strzegom pokonał Nysę Kłodzko 3-0. Aktualnie zespół ze Strzegomia jest wiceliderem ligi.

CZYTAJ DALEJ

Wszystko było inne niż się spodziewałam. Renata Czerwicka o kulisach autobiografii ks. Pawlukiewicza

2020-09-24 07:22

[ TEMATY ]

ks. Piotr Pawlukiewicz

Renata Czerwicka /RTCK

Czwartek 24 września 2020 r. to data wyjątkowa. To właśnie dziś swoją premierę ma, stworzona tuż przed śmiercią ks. Piotra Pawlukiewicza - jedyna na świecie - autobiografia tego wielkiego kaznodziei pt. "Z braku rodzi się lepsze". Książka ma formę rozmowy. O historii, wierze, tajemnicach i nieznanych faktach z ks. Piotrem rozmawiała Renata Czerwicka, redaktor naczelna Wydawnictwa RTCK. W specjalnym wywiadzie dla „Niedzieli” p. Renata zdradza kulisy postawania wyczekiwanej autobiografii.

Damian Krawczykowski: Jak zaznacza Pani na początku książki – kilka lat musiało minąć, aby ks. Pawlukiewicz zgodził się na tę autobiograficzną rozmowę.. Co nareszcie przekonało ks. Piotra aby się przed Panią otworzyć?

Renata Czerwicka: Nie znam tego jednego konkretnego powodu i już się nie dowiem. Myślę, że ten temat pracował w księdzu Piotrze od dłuższego czasu. Może pogarszający się stan zdrowia dawał mu znaki, że warto w końcu się zdecydować… bo nie wiadomo, jak będzie? Na pewno duży wpływ miała płyta Krzyśka Antkowiaka z tekstami ks. Piotra, która miała wyjść razem z książką, a ksiądz Piotr bardzo czekał na tę płytę. A może uznał, że nie wytrzyma już dłużej moich namów i uległ (uśmiech) Znamy się od kilku lat i naprawdę się lubiliśmy.

Czy „wywiad-strumyk” jak nazwał Waszą książkę sam ks. Pawlukiewicz układał się wg Pani planu? Odpowiedzi, których udzielił ks. Piotr, były takie jakich Pani oczekiwała?

Wszystko podczas tego wywiadu było inne niż się spodziewałam. Wszystko. Ksiądz Piotr po pierwsze był w trudnej sytuacji zdrowotnej, poruszał się na wózku, wiele czynności sprawiało mu ból, co w oczywisty sposób odbiło się na rozmowie, podczas której musieliśmy robić liczne przerwy. Nie dało się też rozmawiać długo, rozłożyliśmy nasz wywiad na 5 dni. Rozmowa jednak ewoluowała i to widać w książce, że dość zachowawcze odpowiedzi na początku później stają się o wiele bardziej otwarte, dotykamy głębszych spraw, o których ks. Piotr mówi więcej. Bardzo mnie te pięć dni rozmów zaskoczyło swoją nieoczywistością, notatki przygotowywane przez kilka tygodni okazały się prawie bezużyteczne. To było spotkanie z człowiekiem, takim prawdziwym z krwi i kości, takim z wadami i zaletami, silnym i słabym... I z pewnością ta rozmowa zaskoczy czytelnika, który zna ks. Piotra głównie jako legendę i wspaniałego kaznodzieję.

Czuła Pani, że przy pracach nad książką ks. Piotr uchyla rąbka tajemnicy swojego życia? Z książki możemy dowiedzieć się dotąd nieznanych faktów o „legendzie polskiego kaznodziejstwa”?

„Uchyla” rąbka tajemnicy to dobre określenie, bo tylko czasami, jakby niechcący mówił więcej, niż tylko trochę. To nie przypadek, że ks. Piotr nie wypowiadał się wcześniej o sobie. Na początku rozmowy widać było, że to jest dla niego trudne i że nie jest do tego przyzwyczajony. Każdego dnia pytał mnie, czy to na pewno dobry pomysł, aby robić ten wywiad. Zastanawiał się, czy ludzi chcą go poznać takiego, jakim naprawdę jest, zamiast żyć jego legendą…Na końcu jednak przyznał, że był to dla niego rodzaj terapii, coś, co bardzo dużo mu dało.

Prawda jest taka, że najwięcej o księdzu Piotrze dowiemy się z książki „Z braku rodzi się lepsze…” czytając między wierszami, czytając sercem, z dużą wrażliwością. On był niezwykle wrażliwym i głębokim człowiekiem, choć z drugiej strony, tak bardzo zwyczajnym.

Co Panią najbardziej zaskoczyło w tym wywiadzie? Jakiś szczególny fragment, historia?

Wiedziałam, że muzyka jest dla niego ważna, ale nie wiedziałam, że aż tak. Duża część naszych rozmów łączyła się ze wspólnym słuchaniem jego ulubionych piosenek. Kiedy włączałam piosenki SBB albo Grechuty, całkiem się zmieniał. Dosłownie, fizycznie. Twarz mu promieniała, prostował się na kanapie, uśmiechał. Kiedy słuchał muzyki, zatapiał się w nią, jednoczył wręcz. Coś niezwykłego. Chyba nigdy nie spotkałam kogoś, kto tak przeżywałby muzykę… Jak o tym myślę teraz, to chyba jednak wizja powstania płyty muzycznej z jego tekstami była dla niego dużą motywacją do tego wywiadu. Nie zdążył posłuchać całej płyty Krzyśka „Zostanie mi muzyka…”, ale na pewno bardzo by się nią cieszył. Na pewno. Marzył, aby ktoś zrobił taką płytę. Sądzę, że bardzo warto sięgnąć po jego biografię właśnie razem z tą płytą, bo w jego tekstach i kompozycjach Krzyśka Antkowiaka można odnaleźć jeszcze więcej księdza Piotra.

A jaki był Ksiądz Piotr podczas tworzenia tej książki? Wiemy, że było to na niedługo przed śmiercią. Czy znane mu poczucie humoru nadal mu towarzyszyło? Widać było że jego wiara wraz z rozwojem choroby się zmienia? Pogłębia, pogarsza?

I znów nie mogę odpowiedzieć w prosty sposób. Myślę, że dla samego księdza Piotra jego stan ducha był zagadką i wyzwaniem. Relacja z Chrystusem i to jak ją przeżywał była dynamiczna, zmieniała się, tak o tym mówił, choć nie dosłownie. Jak sam przyznał, Parkinson nie przymnożył mu wiary, ale powiększył pole do przemyśleń. To co mnie zaskoczyło, to że ani razu nie próbował Boga nazwać prosto, opisać jednym zdaniem i zamknąć w krótkiej definicji. Uderzało to, jak bardzo zachwycał się Jego majestatem. W jednym miejscu powiedział:

„Teraz szykuję sprytny manewr. Jak już wrócę na ambonę, mam ochotę powiedzieć: Ludzie, Pan Bóg jest tak inny, tak fanta­stycznie przerastający nasze pojmowanie, że… nie ma o czym gadać. Co tu gadać…? Nie możemy ogarnąć rozumem ko­mórek nowotworowych, a Boga chcemy zrozumieć?!”

Poczucie humoru, z którym ksiądz Piotr jest tak bardzo kojarzony oczywiście się nie zmieniło, ale tym razem znacznie więcej było wzruszeń, poważnych min i wspólnego milczenia, niż śmiechu.

Moją rolą w tym wywiadzie, oprócz zadawania pytań i rozmowy w dużej mierze było także uszanowanie granic księdza Piotra. Tego o czym chciał mówić i o czym nie chciał. Wiele wątków nie dokończyliśmy, niektóre przerwaliśmy... Kiedy odszedł, nie wiedziałam, jak ogarnąć temat nad tekstem. Ale wyszło naturalnie… Co niedopowiedziane, zostało niedopowiedziane. I to dobrze, bo człowiek nie jest prostym zbiorem pytań i odpowiedzi, ale najbardziej skomplikowanym stworzeniem na ziemi. I zawsze jest i pozostaje jakąś tajemnicą… Ja osobiście czułam, że podczas tej rozmowy miejscami obcowałam z pewną mistyką, czymś, co mnie przerastało. Nigdy tej rozmowy nie zapomnę… Nigdy.

Na koniec krótko: Ks. Piotr Pawlukiewicz jest dla mnie….

Tajemnicą… Inspiracją.

Dziś tytuł książki „Z braku rodzi się lepsze…” nabiera zupełnie nowego wymiaru. W książce widać, że wszystko co najlepsze w życiu ks. Piotra, rodziło się z jakiejś słabości, jakiegoś braku… Dziś brak księdza Piotra. Co lepszego się tego urodzi?... Bardzo jestem ciekawa. A że tak będzie – nie mam wątpliwości.

_____________________________________________________

Ks. Pawlukiewicz /fragmenty z autobiografii:

Czy jest coś, co chciałby Ksiądz powiedzieć teraz ludziom, którzy będą czytać tę książkę?

(Zamyśla się..)

Chciałbym powiedzieć: Trzymajcie się swoich księży w para­fiach. Trzymajcie się tradycyjnego duszpasterstwa i uważajcie na takich księży, jak Pawlukiewicz. Bo tu łatwo o chęć błysku i popisu.

______________________

Przede wszystkim trzeba kochać. Kocham człowieka, jeśli za­leży mi na tym, żeby on poszedł do Nieba. Myślę sobie, że przed każdymi rekolekcjami ksiądz powinienem usiąść i skon­centrować się, czy chce, żeby te zakonnice czy ci księża, czy ci świeccy poszli do Nieba. Czy zależy mu na nich, czy na tym, żeby zabłysnąć.

Zachwycić ludzi można dość łatwo. Można skleić z Ewangelii jakiś tekścik całkiem tęgi intelektualnie, ale czy ja chcę, żeby ci moi słuchacze poszli do Nieba?

Ktoś przyjeżdża z głoszenia rekolekcji i mówi: „Ale miałem rekolekcje! Tysiące ludzi przychodziło”. Ale czy ty, brachu, chciałeś, żeby oni poszli do Nieba, czy tylko chciałeś ich przekonać o nieomylności Kościoła albo potrzebie głębokiej modlitwy? No właśnie. Nie szarżuj. Nie szarżuj, bo możesz zagubić główny cel nauczania, jakim jest doprowadzenie ludzi do bram Nieba.

_______________________________

Więcej o książce: Zobacz

RTCK

CZYTAJ DALEJ

Białoruś/ MSW: w niedzielę w kraju zatrzymano ponad 350 uczestników protestów

O zatrzymaniu w niedzielę ponad 350 uczestników protestów poinformowało w poniedziałek białoruskie ministerstwo spraw wewnętrznych. Według resortu liczba uczestników akcji poza Mińskiem nie przekroczyła 220 osób.

MSW podało, że w całym kraju odbyły się 22 akcje protestu, w których liczba uczestników „była znacznie mniejsza w porównaniu z minionym weekendem”. „W centrach obwodowych z wyjątkiem Mińska w protestach uczestniczyło od 5 do 220 osób” – przekazała rzeczniczka MSW Wolha Czamadanawa.

Według niej w Mohylewie i Homlu konieczne było użycie środków specjalnych, a „najbardziej aktywnych uczestników zatrzymano”.

Na jednym z nagrań z Homla, opublikowanym przez niezależne media, widać, jak funkcjonariusze rozpylają gaz w kierunku protestujących z bardzo bliskiej odległości, chociaż protest jest pokojowy. Jeden z funkcjonariuszy oddaje ostrzegawcze strzały w powietrze. Zatrzymania w Homlu w niedzielę były wyjątkowo brutalne – wynika z relacji świadków i zdjęć opublikowanych w internecie.

W komunikacie MSW poinformowano również, że na dyżurne telefony milicji „kilkaset osób zgłosiło skargi na uczestników nielegalnych akcji masowych i prosiło o przerwanie ich działań”.

W niedzielę w różnych miejscowościach odbyła się symboliczna narodowa inauguracja Swiatłany Cichanouskiej jako prezydent. Protest był reakcją na potajemne i niezapowiedziane zaprzysiężenie Alaksandra Łukaszenki, które odbyło się w środę.

W Mińsku na początku niedzielnego marszu (a także po jego zakończeniu) doszło do zatrzymań, jednak na proteście zgromadziło się ponad 100 tys. ludzi.

Pomimo trwających od tygodni wszelkiego rodzaju represji wobec uczestników pokojowych demonstracji, protest na Białorusi nie wygasa. Wielu Białorusinów uważa, że wybory prezydenckie, w których zwycięstwo przyznano oficjalnie Alaksandrowi Łukaszence, były sfałszowane. Władze przedstawiają protesty jako zachodni spisek, a ich uczestników pociągają do odpowiedzialności administracyjnej i karnej.

Z Mińska Justyna Prus (PAP)

just/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję