Reklama

Obecność wojska w powiatach

O tworzeniu Obrony Terytorialnej jako piątego elementu polskich sił zbrojnych z Arkadiuszem Czartoryskim rozmawia Wiesława Lewandowska

Niedziela Ogólnopolska 28/2016, str. 36-37

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Po udanych ćwiczeniach Anakonda-16 szef MON powiedział, że jesteśmy gotowi do obrony, że możemy wreszcie czuć się bezpieczni. Czy naprawdę, skoro jeszcze rok temu wiało grozą? Od kilku lat mieliśmy do czynienia ze zwijaniem polskiej armii, a w całym ćwierćwieczu III RP – z niemal systemową degradacją postaw patriotycznych i proobronnych...

ARKADIUSZ CZARTORYSKI: – Ćwiczenia Anakonda-16 – w których uczestniczyło kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy naszych sojuszników, najwięcej w historii wolnej Rzeczypospolitej – były zwieńczeniem bardzo konkretnych działań podjętych przez min. Antoniego Macierewicza i kierownictwo MON na arenie międzynarodowej. Mamy już poważne efekty sojuszniczego współdziałania, polegające na zapewnieniu stałej obecności w Polsce – czyli na tzw. północno-wschodniej flance NATO – pancernych sił zbrojnych, przede wszystkim amerykańskich.

– Pomoc sojuszników bywa zawodna – mówią sceptycy – powinniśmy więc bardziej myśleć o szybkim wzroście własnego potencjału obronnego.

– I wreszcie zaczęliśmy myśleć! Dzisiaj możemy już także śmiało powiedzieć, że zostały przerwane procesy miniaturyzacji polskiej armii, prowadzone przez rządy PO-PSL – armię pod hasłem uzawodowienia po prostu redukowano – że zostały wdrożone procesy naprawcze, by odbudować armię. MON podjęło m.in. decyzję o istotnym zwiększeniu liczebności polskiego wojska o prawie 40 tys. żołnierzy.

– To zbyt kosztowne przedsięwzięcie i niemożliwe do szybkiej realizacji przez rząd – powie opozycja.

– Jest to jak najbardziej realne, dzięki powołaniu wojsk Obrony Terytorialnej. I proszę nie myśleć, że chodzi tu o wojska drugiej kategorii. MON chce, aby Obrona Terytorialna była piątym elementem sił zbrojnych – po wojskach lądowych, morskich, powietrznych i siłach specjalnych – żeby była uzbrojona w odpowiedni dla niej, najnowocześniejszy sprzęt, jaki tylko nasz przemysł zdoła wyprodukować. Do końca 2019 r. powinniśmy sformować całą Obronę Terytorialną, a zaczynamy ją tworzyć od wschodniej granicy, co dziś jest zrozumiałe... Rządy PO-PSL przyjęły tę dziwną doktrynę obronną, że na wschód od Wisły można było przez Polskę przejechać setki kilometrów i nie zobaczyć śladu polskiego wojska. Do końca 2016 r. pojawią się tam trzy brygady Obrony Terytorialnej – czyli ok. 8 tys. żołnierzy – a w najbliższych miesiącach następnego roku kolejne. Zmiana będzie tam zatem wkrótce widoczna.

– W jaki sposób OT będzie „instytucjonalnie” uwidoczniona?

– Zakłada się, że w każdym większym powiecie będzie stacjonował batalion OT, czyli ok. 80 oficerów zawodowych i kilkuset żołnierzy ochotników, w mniejszych kompania, zaś w największych będą siedziby brygad. Oczywiście nie chodzi tu o budowanie koszar, lecz o obiekty, w których będą gromadzone broń i zapasy amunicji i które będą miejscami pracy dla oficerów zawodowych. Jestem przekonany, że już sama obecność wojskowego pocztu sztandarowego w znakomity sposób wpłynie na stan ducha powiatowych społeczności; poczucie obecności państwa – które stamtąd ostatnimi czasy rugowano, likwidując komisariaty policji, poczty, szkoły – jest dzisiaj niezwykle ważne, należy je odrestaurować i umocnić.

– OT z pewnością może dodawać otuchy lokalnym społecznościom, czy jednak może mieć istotny walor odstraszający potencjalnych agresorów?

– Jeżeli dziś Polska, realnie licząc – po odjęciu wojskowych urzędników – ma 40 tys. wojska zawodowego w polu, to przez tworzenie OT – a więc najszybciej, jak to możliwe – podwajamy tę liczbę. To jest bardzo znaczące zwiększenie możliwości obronnych, co z pewnością może mieć wpływ na decyzje podejmowane przez ewentualnego agresora.

– Kadrową bazą wojska OT będą, oczywiście, rozwijające się od pewnego czasu bardzo dynamicznie organizacje proobronne?

– Tak, choć nie tylko. W Polsce mamy wiele organizacji proobronnych, ale coraz większym powodzeniem wśród młodzieży cieszą się też klasy wojskowe w szkołach ogólnokształcących; niektóre z tych szkół realizują program uzgodniony z MON i uzupełniają swoje przygotowanie, nawet na poligonach wojskowych, inne dopiero raczkują.

– O organizacjach proobronnych nie można powiedzieć, że dopiero raczkują, choć z pewnością nie miały dotychczas łatwego życia...

– To prawda. W tych organizacjach mamy na pewno kilkadziesiąt tysięcy osób – mężczyzn i kobiet – o bardzo różnym stopniu wyszkolenia. Mimo kłopotów jednak dały radę i rozwijają się bardzo prężnie. Mamy dziś w całej Polsce wiele związków strzeleckich, Obronę Narodową, stowarzyszenie obronne FIA (Wierni w Gotowości pod Bronią) oraz całe mnóstwo mniejszych grup proobronnych – w moim mieście, Ostrołęce, jest np. Legia Nadnarwiańska, która szkoli się również na poligonach.

– Skąd, zdaniem Pana Posła, bierze się to pączkujące w ostatnim czasie zainteresowanie Polaków wojskiem, obronnością?

– Rozmawiam często z tymi ludźmi – a sam jestem związany z grupami rekonstrukcji historycznej, Związkiem Strzeleckim Józefa Piłsudskiego – i nie mam najmniejszych wątpliwości, że o rozwoju ruchu proobronnego w Polsce zadecydowały dwa elementy: to, co wydarzyło się na Ukrainie, oraz niezgoda na miniaturyzację polskiej armii, na nieobecność wojska w powiatach.

– A przecież młodzi ludzie zawsze raczej odrzucali obowiązek służby wojskowej...

– Dziś nie ma najmniejszych wątpliwości, że w organizacjach proobronnych są ochotnicy, którzy kierują się – nie przesadzam – miłością do ojczyzny. Tworzona właśnie Obrona Terytorialna będzie na pewno czerpać z tych zasobów patriotyzmu.

– W jakim stopniu tworzona obecnie OT jest kontynuacją tego, co już w tej sprawie zrobił poprzedni minister obrony?

– Warto to wyjaśnić. Poprzedni rząd planował powołanie Obrony Terytorialnej w przypadku ewentualnej wojny; przewidywano obowiązkowy pobór rekruta z terenu, rekruta wcześniej nieprzeszkolonego, o którym nie wiedziano by nawet, czy przebywa w Polsce, czy może akurat pracuje w jakimś innym kraju... Faktycznie miała to więc być tylko OT na papierze...

– Jaki konkretnie jest zatem pomysł rządu PiS na OT?

– MON już dzisiaj zaprasza ochotników, których chce uzbroić i przeszkolić; przekaże im drobną gratyfikację finansową – nie pensję, lecz niewielką sumę, np. na bilety, żeby mogli dojeżdżać na szkolenia, ćwiczenia itp. Ta gratyfikacja ma tylko nieco zniwelować koszty – czasem całkiem spore – ochotniczego angażowania się dla dobra kraju. Ci ochotnicy będą mieli mundury, odpowiednie wyposażenie i uzbrojenie, będą regularnie ćwiczeni, podporządkowani dyscyplinie i jurysdykcji wojskowej. Mamy tu zatem ogromną różnicę między tym, co zamierzał robić min. Siemoniak, a tym, co już robi min. Macierewicz.

– Tworzona przez rząd Obrona Terytorialna nie ma jednak cennego waloru powszechności. Jest odległa od projektu opracowywanego już w latach 90. ub. wieku przez Romualda Szeremietiewa oraz od pomysłu prof. Józefa Marczaka stworzenia formacji na wzór Armii Krajowej.

– Niezupełnie. Przy tworzeniu OT wykorzystano wiele pomysłów zarówno prof. Marczaka, jak i innych specjalistów z dziedziny wojskowości; sama jej istota, czyli doskonała znajomość własnego terenu i miejscowej kultury społecznej, wiedza na temat obiektów, które należy chronić, jest tym, co łączy wszystkie dotychczasowe projekty. Warto pamiętać, że w historii Polski pod pojęciem OT kryły się różne treści, np. w 1939 r. była ona uzbrojona w sprzęt, który zbywał Wojsku Polskiemu, dlatego jej żołnierze, często sfrustrowani, porzucali zacinające się karabiny maszynowe... Obecne kierownictwo ON zakłada, że OT będzie w przypadku wojny poddana takiej samej presji, jak każdy inny rodzaj sił zbrojnych. Chce więc tworzyć bardzo konkretną obronę terytorialną maksymalnie wyszkoloną, uzbrojoną w najlepszy sprzęt, najlepiej produkcji krajowej, żeby nie było problemu z zakupami. Produkujemy przecież w Polsce znakomity sprzęt strzelecki i przeciwpancerny!

– Opozycyjni krytycy mówią, że nie da się dobrze przeszkolić ochotników, by mogli być naprawdę realnym wsparciem dla wojska, ponieważ współczesna broń jest zbyt nowoczesna dla amatorów; że w wojsku potrzebni są wyłącznie dobrze wykształceni profesjonaliści.

– Ochotników da się przeszkolić! Będziemy tu mieli do czynienia z lekką piechotą, a nie np. z oddziałami obsługującymi samoloty F-16, okręty wojenne czy najpotężniejszy sprzęt pancerny. OT to oddziały wyposażone w lekką broń przeciwpancerną, przeciwlotniczą, karabiny snajperskie, karabiny maszynowe, a więc rzeczywiście w bardzo nowoczesną i groźną broń, której obsługa jednak nie wymaga przecież wieloletniego szkolenia... Zadaniem OT nie będzie bezpośredni udział w akcjach prowadzonych przez wojska pancerne, lotnicze czy też wyspecjalizowane oddziały wojsk specjalnych.

– Jaka zatem ma być rola OT we współczesnej wojnie?

– Głównym jej zadaniem ma być obrona własnego terenu, czyli wcześniejsze dogłębne zbadanie swojego powiatu, zabezpieczenie newralgicznych punktów, np. zakładów energetycznych. Wszystkie wojny XXI wieku pokazują, że świadoma, patriotycznie nastawiona i odpowiednio wyposażona lekka piechota może być niezwykle skuteczna – pomocna dla armii zawodowej, dająca poczucie bezpieczeństwa na własnym terenie. Nikt nie walczy lepiej niż ten, kto broni dosłownie własnego domu. A nie można też zapominać o roli, jaką OT może odegrać w czasie pokoju, w przypadku klęsk żywiołowych.

– Jak będzie się odbywała rekrutacja do wojsk OT?

– Mamy dziś wytypowane trzy obszary rekrutacji ochotników. Przede wszystkim już wspomniane organizacje proobronne, których członkowie często już są na wysokim poziomie wyszkolenia, czego dowiedli właśnie podczas ćwiczeń Anakonda-16. Spośród nich najlepsi ochotnicy poniżej 50. roku życia – spełniający kryteria zdrowotne i prawne – będą zapraszani do formacji OT. Drugim źródłem kadry żołnierskiej będą absolwenci klas wojskowych, trzecim – wojskowi odchodzący na emeryturę w młodym wieku; często są to wysokiej klasy specjaliści,wywodzący się np. z wojsk specjalnych. Ponadto mamy jeszcze strzelectwo sportowe, myśliwych, organizacje zajmujące się cyberprzestrzenią, obsługą dronów – to są środowiska mogące z powodzeniem zasilać OT.

– W jaki sposób te wszystkie środowiska będą zachęcane do udziału w przygotowaniach do obrony kraju?

– Wydaje się, że dzisiaj nie ma chyba konieczności wymyślania jakichś niesamowitych programów zachęcania, mamy raczej problem odwrotny: bardzo wielu Polaków deklaruje dziś gotowość obrony ojczyzny i nawet za własne pieniądze wyposaża się w dostępny sprzęt wojskowy, ćwiczy na różnego rodzaju poligonach. Sam znam kilkanaście grup, które poświęcają swój czas, swoje – niemałe – pieniądze na wojskowe samodoskonalenie. Obawiam się więc raczej, że będzie więcej chętnych do służby niż… możliwości zdrowotnych. Poszczególni kandydaci – bo do OT nie będą włączane automatycznie całe grupy i organizacje – będą poddawani rygorowi naboru obowiązującemu w Wojsku Polskim.

– Można się obawiać, że formowanie OT osłabi organizacje proobronne, pozbawi je najlepszych członków?

– W żadnym razie! Nikt nie zakłada likwidacji organizacji proobronnych, przeciwnie – oczekujemy, że będą się nadal i jeszcze bardziej rozrastały. Są bardzo potrzebne naszemu społeczeństwu, bo podnoszą świadomość patriotyczną i obywatelską, krzewią wiedzę o własnym regionie. W MON został utworzony specjalny departament do spraw organizacji proobronnych, na którego czele stoi dyrektor sam będący członkiem takiej organizacji. Można więc powiedzieć, że te organizacje zostały bardzo mocno upodmiotowione.

* * *

Arkadiusz Czartoryski
polityk (PiS), samorządowiec, były prezydent Ostrołęki (1998 – 2002), poseł na Sejm V, VI, VII i VIII kadencji, były wiceminister spraw wewnętrznych i administracji (2005-06).

2016-07-05 10:12

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Nie żyje Ennio Morricone

2020-07-06 09:22

[ TEMATY ]

muzyka

zmarły

kompozytor

PAP

W wieku 91 lat zmarł słynny kompozytor Ennio Morricone.

Przeczytaj także: Maestro dla Ojca Świętego - wywiad WŁODZIMIERZA RĘDZIOCHA DLA TYGODNIKA "NIEDZIELA"

Dziś, nad ranem zmarł w wieku 91 lat maestro Ennio Morricone. Przebywał w rzymskiej klinice uniwersyteckiej Campus Biomedico, do której przewieziono go kilka dni temu – upadając złamał kość udową. Zdobywca Oscara Morricone, to jeden z najsłynniejszych muzyków i kompozytorów, autor najpiękniejszych ścieżek dźwiękowych do tak znanych arcydzieł kina włoskiego i światowego jak „Za garść dolarów”, „Mission”, „Dawno temu w Ameryce”, „Nowe kino Paradiso”.

Pogrzeb Ennio Morricone odbędzie się w formie czysto prywatnej. Jak poinformował jego przyjaciel i adwokat Giorgio Assumma, mistrz „zachował do końca pełną jasność umysłu i wielką godność. Pozdrowił swoją ukochaną żonę Marię, która towarzyszyła mu z oddaniem w każdej chwili jego życia prywatnego oraz zawodowego i była mu bliska do ostatniej chwili, podziękował swoim dzieciom i wnukom za troskę i miłość, jaką mu dali”.

Ennio Morricone był rzymianinem, urodził się w stolicy Włoch 10 listopada w 1928 r. W 1954 r. ukończył konserwatorium pod kierunkiem znanego włoskiego kompozytora Goffreda Petrassiego. W 1960 r. zaczął komponować muzykę do filmów – stał się sławny dzięki muzyce do spaghetti westernów Sergia Leone. Ścieżka dźwiękowa z filmu „Dobry, zły i brzydki” to jeden z najbardziej znanych utworów muzycznych w historii kina. Sukcesy te sprawiły, że Morricone zyskał światową sławę i rozpoczął owocną współpracę z zagranicznymi reżyserami. W sumie skomponował muzykę do ponad 400 filmów.

Imponująca jest lista nagród i wyróżnień przyznanych włoskiemu kompozytorowi: 2 Złote Globy (nagroda filmowa przyznawana corocznie przez Hollywoodzkie Stowarzyszenie Prasy Zagranicznej), nagroda Grammy (przyznawana przez amerykańską Narodową Akademię Sztuki i Techniki Rejestracji), nagroda Europejskiej Akademii Filmowej, 5 nominacji do Oscara i Oscar Specjalny (nagroda honorowa), 9 nagród David di Donatello; kompozytor ma na swoim koncie 27 złotych płyt i 7 platynowych.

Morricone bywał w Polsce: 30 sierpnia 2009 r. wziął udział w Festiwalu Solidarności w Stoczni Gdańskiej, a 29 września 2012 r. w hali Targów Kielce otrzymał z rąk abp. Gianfranco Ravasiego medal Per Artem Ad Deum (Przez sztukę do Boga), przyznawany przez Papieską Radę ds. Kultury – wykonano wtedy nową wersję jego utworu „Tra cielo e terra” (Między niebem a ziemią).

Spotkałem się z maestro Morricone w 2015 r., z okazji wykonania skomponowanej przez niego pierwszej w jego karierze Mszy, którą zadedykował papieżowi Franciszkowi. Powstała ona z okazji 200. rocznicy przywrócenia Towarzystwa Jezusowego po kasacie, stąd jej pełny tytuł po łacinie brzmi: „Missa Papae Francisci. Anno duecentesimo a Societate Restituta”. Moją rozmowę z Maestrem zacząłem od pytania o genezę tego wyjątkowego dzieła. Oto wywiad opublikowany w „Niedzieli” (nr 29, 2015):

Przeczytaj także: Maestro dla Ojca Świętego - wywiad WŁODZIMIERZA RĘDZIOCHA DLA TYGODNIKA "NIEDZIELA"
CZYTAJ DALEJ

Nigdy więcej wojny

2020-07-06 21:49

Joanna Ferens

Złożenie kwiatów przy pomniku ofiar pacyfikacji Majdanu Starego

W 77. rocznicę akcji wysiedleńczo-pacyfikacyjnej w Majdanie Starym odbyły się (05.07) uroczystości upamiętniające tragedię tutejszej ludności, która wydarzyła się w 1943 roku.

Akcja wysiedleńczo-pacyfikacyjna w Majdanie Starym miała miejsce w dniach 2-3 lipca 1943 roku, zaś w jej wyniku zginęło kilkudziesięciu mężczyzn, dwadzieścia sześć kobiet i piętnaścioro dzieci z dwudziestu sześciu rodzin, zostało spalone 76 gospodarstw i doszczętnie zdemolowany i sprofanowany został kościół parafialny. Podczas uroczystości rocznicowych został odczytany rys historyczny wydarzeń sprzed siedemdziesięciu siedmiu lat: – Piękno tej ziemi skłania mnie do wołania o jej zachowanie dla przyszłych pokoleń. Jeśli kochacie tę ojczystą ziemię, niech to wołanie nie pozostanie bez odpowiedzi! Te słowa Papieża Jana Pawła II wypowiedziane w Zamościu 12 czerwca 1999 roku mogą być mottem dzisiejszej uroczystości. Zgromadziliśmy się tutaj po to, by pamięć o najbardziej tragicznych dniach w życiu mieszkańców naszej wsi nigdy nie wygasła. Siedemdziesiąt siedem lat temu, 2 lipca rozpoczęła się akcja pacyfikacyjna Majdanu Starego. Tego dnia rano, Niemcy przy udziale ukraińskich nacjonalistów otoczyli wioskę i rozpoczęli łapankę ludzi. Wielu mieszańców w porę uciekło do lasu lub schowało się w przydomowych schronach. Tych, którzy zostali we wsi SSmani spędzili na plac obok kościoła i stąd zostali oni wywiezieni do obozu koncentracyjnego w Majdanku lub na przymusowe roboty do Niemiec – czytał lektor.

Był to masowy mord na ludności cywilnej, połączony z niszczeniem mienia, dokonany przez okupantów niemieckich. Pacyfikacja Majdanu Starego była elementem szerszej akcji pacyfikacyjno - wysiedleńczej prowadzonej przez Niemców na terenie powiatu biłgorajskiego. – Oddziały SS-Galizien wsparte przez ukraińskich lub rosyjskojęzycznych kolaborantów spaliły wieś i zamordowały, według źródeł, nawet stu mieszkańców, w tym kobiety i dzieci. Mieszkańców zgoniono na łąkę w okolice sadu jednego z gospodarzy, kilkaset metrów od kościoła. Tam oddzielono mężczyzn od kobiet i dzieci. Mężczyzn powiązano drutem i odprowadzono kilkanaście metrów, a następnie na ich oczach zastrzelono żony, matki, siostry i dzieci. Przeżyło tylko trzy kobiety, w tym kilkunastoletnia wówczas Katarzyna Rybak, która relacjonowała to wydarzenie. Ranna została przygnieciona przez matkę i brata. I tak pod zwłokami najbliższych czekała, aż oprawcy odjadą. Następnie wyczołgała się i szukała pomocy. Ktoś prowizorycznie opatrzył jej liczne rany, a następnie pomógł w transporcie do Biłgoraja, gdzie w szpitalu życie uratował jej doktor Pojasek – tłumaczył regionalista i historyk, Tomasz Brytan.

Przedstawiciele władz samorządowych i mieszkańcy Majdanu Starego zgromadzili się w kościele pw. Św. Apostołów Piotra i Pawła w Majdanie Starym. Już na samym początku wszystkich zebranych powitał wójt Gminy Księżpol, Jarosław Piskorski. Głos zabrał również od wielu lat związany z Majdanem Starym biłgorajski filantrop Jan Kowal ‘Biłgorajczyk’: – Dla mnie 3 lipca jest datą bardzo ważną, symboliczną i historyczną. Właśnie tego dnia 1943 roku Majdan spotkał bestialski mord w ramach pacyfikacji, mnie natomiast spotkała deportacja i wywózka do obozu na Majdanek. Znam to wszystko z opowiadań mojej matki, gdyż miałem wówczas czternaście miesięcy. Również tweedy zasłużona dyrektorka szkoły w Majdanie Starym, Zofia Krawiecka, również była wywieziona i tak się złożyło, że wędrowaliśmy razem nie wiedząc o tym, że jesteśmy blisko siebie. Była to wielka tragedia, ale chcę dziś podkreślić przede wszystkim, że musi ona być nauczką i drogowskazem, jak nie należy żyć i postępować, aby nie wzbudzać do siebie aż tak wielkiej nienawiści – zaznaczał.

Centralnym punktem uroczystości była msza św., którą w intencji Ojczyzny i wszystkim pomordowanych sprawował ks. proboszcz Adam Sobczak: – Prosimy o sprawiedliwość, szukamy sprawiedliwości i pojednania. Właśnie we Mszy świętej jest misterium, gdy Chrystus, jedyny Sprawiedliwy świata, wziął na siebie całą niesprawiedliwość i w swej miłości utopił całą nienawiść. Na krzyżu modlił się ‘Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą co czynią’. On złem na zło nie odpłacał, ale przyszedł uczyć nas miłości i dać nam pełnię życia. Pamiętamy dziś o tych, którzy tragicznie zostali zamordowani i dziękujemy za łaskę pokoju. Doceniamy, że dany jest nam błogosławiony czas. Modlimy się także za tych, którzy z nienawiści walczyli przeciwko naszym przodkom i w Chrystusie szukamy pojednania – podkreślał.

Musimy dbać o pamięć i przekazywać ją następnym pokoleniom – tłumaczyła w rozmowie dyrektor szkoły w Majdanie Starym, Irena Szmołda: – Zarówno Majdan Nowy, jak i Majdan Stary doświadczyły ogromnej tragedii. Ta naznaczona krwią ziemia wymaga dziś od nas, abyśmy tę pamięć krzewili i zabezpieczali tę spuściznę i wiedzę o tym, co było. Potrzeba publikacji i utrwalenia wspomnień naocznych świadków, potrzeba takich uroczystości, aby mówić o tym młodym ludziom, gdyż dla nich jest to odległa przeszłość. Trzeba przypominać te wydarzenia, trzeba o nich uczyć i to jest zadanie szkoły. Dodam, że rocznica pacyfikacji Majdanu Starego to również moment wywózki do obozu koncentracyjnego ówczesnej dyrektorki, a dziś patronki szkoły, Zofii Krawieckiej, która dzieliła los tutejszych mieszkańców, a po powrocie pomagała w odbudowie wsi i dbała o edukację i stworzenie tutejszej szkoły – wychować do patriotyzmu, zachować i utrwalić historię w pamięci młodego pokolenia – tłumaczyła.

Uroczystości zakończyły się złożeniem kwiatów przy pomnikach upamiętniających wydarzenia z 1943 roku. Zapalono również znicze i modlono się o życie wieczne dla wszystkich, którzy złożyli swe życie na ołtarzu Ojczyzny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję