Reklama

W krainie cerkwi i meczetów

2016-07-13 09:00

Margita Kotas
Niedziela Ogólnopolska 29/2016, str. 48-49

Margita Kotas
Monastyr Sveti Jovan Bigorski

Zachodnia Macedonia, mały skrawek niedużego, liczącego nieco ponad 2 mln mieszkańców kraju, przyciąga wytrawnych turystów. Jeziora, pasma górskie z majestatycznym, blisko trzytysięcznym Korabem, ostępy leśne, miasteczka, wioski i zagubione w nich monastyry, cerkwie i meczety. Prawdziwa bałkańska mozaika...

Przybywają tu turyści, pielgrzymi i, najczęściej, okoliczni mieszkańcy. Jedni – w poszukiwaniu piękna, inni – by czcić swoich świętych oraz otrzymać pomoc w życiowych problemach, wybłagać zdrowie czy upragnione dziecko. Nieważne, co wyznają – prawosławie czy islam.

Klasztor na stromiźnie

Do monastyru Sveti Jovan Bigorski, ukrytego na terenie parku narodowego, dotrzeć można drogą wiodącą znad Jeziora Ochrydzkiego nad jezioro Mavrovo, wzdłuż granicy macedońsko-albańskiej. Początkowo towarzyszą jej meandry i rozlewiska rzeki Czarny Drin, później Jezioro Debarskie, a przez ostatnie kilometry – rzeka Radika. Zjazd do monastyru znaczony jest białą kapliczką. Dalej prowadzi do niego wąska, wspinająca się ostro w górę asfaltowa droga, która kończy się po kilkuset metrach klasztornym parkingiem. Gdy przemierza się tę drogę, można się przekonać, na jak stromym zboczu zbudowany jest klasztor.

Poświęcony św. Janowi Chrzcicielowi monastyr Bigorski powstał w połowie XI wieku na miejscu, gdzie znaleziono cudowną ikonę świętego. O dawnej potędze klasztoru świadczy potężna wieża obronna. W XVI wieku został zniszczony przez Osmanów. Obecne zabudowania pochodzą z XVIII i XIX wieku i w większości zostały odnowione po tragicznym pożarze, do którego doszło w 2009 r. Urodę monastyru można już zauważyć z półmroku bramy wejściowej, a kiedy się ją przekracza i wchodzi na dziedziniec, z nadmiaru zachwytu nie wiadomo, na co skierować wzrok i gdzie postawić pierwsze kroki. Wszystko w zasięgu ręki. Charakterystyczne, wzniesione z kamienia i drewna klasztorne budynki. Przyklejona do wzgórza cerkiew. Z otwartego na dolinę tarasu widok na wznoszące się nad nią góry i wioski na ich zboczach – Rostuša, Velebrdo, Trebište, Bituša, z wystrzelającymi w niebo minaretami. Klasztor położony jest na terenach, na których mieszkają dziś w większości muzułmanie, głos muezinów dociera więc do prawosławnej pustelni, a ta z kolei ma oko na całą okolicę.

Reklama

„Lokalne” dzieła sztuki

By wejść do cerkwi, trzeba pokonać niewysokie schody, z których wchodzi się do otwartego przedsionka, przyozdobionego pięknymi jaskrawymi freskami. Spoglądają z nich święci stojący jak na zbiórce w jednym szeregu. Powyżej nich podziwiać można podniszczone, ale wciąż przepiękne sceny biblijne. Freski w przedsionku można do woli fotografować, we wnętrzu cerkwi jest to zabronione. To zakaz płynący z troski o dzieła sztuki, ale jest czego żałować. Wnętrze świątyni kryje bowiem poza freskami i ikonami jeden z najpiękniejszych w Macedonii ikonostasów – dzieło słynnych XIX-wiecznych twórców, pochodzących z pobliskich wiosek Gari i Galičnik braci Petara i Marka Filipovskich oraz Makarije Frckovskiego. Podobne ikonostasy, autorstwa tych trzech artystów, są w Macedonii jeszcze tylko dwa – w cerkwi św. Zbawiciela w Skopje oraz w monastyrze Sveti Gavril Lesnovski. Wyrzeźbiony w drewnie orzechowym ikonostas z Bigorskiego przedstawia m.in. sceny ze Starego i Nowego Testamentu oraz roślinne ornamenty. Artyści rzeźbili go 12 lat z niezwykłą precyzją i dbałością o szczegóły. Można w nim znaleźć ponad 200 postaci zwierząt i ponad 500 postaci ludzkich, wśród których artyści uwiecznili samych siebie przy pracy. Wiele biblijnych postaci rzeźbiarze przedstawili we współczesnych sobie macedońskich strojach. Dziełem Filipovskich i Frckovskiego są również ambona i trony dla osobistości.

Miejsce uzdrowień

Cerkiew klasztorna kryje relikwie kilku świętych, m.in. fragment kości prawego ramienia św. Jana Chrzciciela, ale też św. Hieronima, św. Petki (Paraskewy), św. Pantalejmona. Przechowywana jest też cząstka Krzyża Świętego. Większość relikwii została przywieziona przez tutejszego igumena – o. Partenija z klasztorów na górze Athos. Wszystkie uznawane są za cudowne. Cudowną moc ma także znajdująca się w cerkwi ikona św. Jana Chrzciciela, przed którą modlą się pragnący mieć dzieci.

W klasztorze Bigorskim pomocy szukają również osoby owładnięte nałogami. Przebywają w nim młodzi mężczyźni uzależnieni od narkotyków, wśród nich także niewierzący. Na terapię składają się obowiązkowe regularne uczestniczenie w liturgii, spotkania z kapłanami i zakonnikami, rozmowy i wspólne czytanie Biblii oraz codzienna praca na rzecz monastyru. Podobną działalność prowadzi pobliski żeński klasztor Rajčica noszący wezwanie św. Jerzego, gdzie pomoc otrzymują uzależnione kobiety.

Po uzdrowienie i po radę duchową przychodzą do monastyru również wyznawcy islamu. W tzw. Księdze Cudów wśród świadectw uzdrowień można znaleźć liczne wpisy muzułmanów pochodzących z pobliskich miejscowości. Sveti Jovan Bigorski jest dla macedońskich muzułmanów miejscem szczególnym, to tutaj w 1970 r. odbyło się pierwsze spotkanie organizacji kulturalnej Torbeszów (zislamizowanych Macedończyków). Praktyka nawiedzania cerkwi przez muzułmanów nie jest na tych terenach rzadka. Innym klasztorem odwiedzanym chętnie przez wyznawców islamu jest monastyr Matki Bożej w Kališta k. Strugi nad Jeziorem Ochrydzkim. Jak mówią tutejsi muzułmanie, wizyta w cerkwi jest czymś naturalnym – przecież jest ona domem Boga.

Gród pogromcy węży

Opuściwszy granice Parku Narodowego Mavrovo, jadąc drogą E-65 w kierunku Skopje, po 70 km dociera się do Tetova. Miasto położone blisko granic z Albanią i Kosowem uważane jest za stolicę albańskiej mniejszości w Macedonii. Jak podkreślają obserwatorzy burzliwej historii Bałkanów, jego położenie jest niefortunne – w przypadku jakiegokolwiek konfliktu znajdzie się na pierwszej linii ostrzału. Długa i często dramatyczna historia miasta dowodzi, że obawy te nie są bezpodstawne.

Średniowieczna osada powstała w XIII lub w XIV wieku i początkowo nosiła nazwę Htetovo, pochodzącą od imienia Hteta, który zasłynął jako pogromca węży. Ślady osadnictwa na tym terenie są jednak dużo starsze. Z okolic Tetova pochodzi najstarsze znalezisko archeologiczne w Macedonii – miecz mykeński.

Dalsza historia miasta jest po bałkańsku skomplikowana. Przez większość swych dziejów, od końca XIV do początku XX wieku, Tetovo znajdowało się pod panowaniem osmańskim. Osiedlili się w nim wówczas zislamizowani Albańczycy. W XX wieku, kiedy zakończyła się turecka okupacja, tysiące Albańczyków wyemigrowało, a na ich miejsce pojawili się serbscy osadnicy. W czasie II wojny światowej Tetovo zostało włączone do Albanii. Po wojnie znalazło się w granicach Jugosławii i wielokrotnie było miejscem powstań zbrojnych. W 1990 r. mieszkający w Tetovie Albańczycy wyszli na ulice, żądając przyłączenia do Albanii. W chwili powstania Republiki Macedonii (1991 r.), wskutek własnych zaniedbań, pozostali bez reprezentacji we władzach państwowych. Było to powodem kolejnych napięć, które nasiliły się w czasie konfliktu w Kosowie (1998 r.). Ostatnie zamieszki w mieście wybuchły w 2001 r. i trwały jeszcze w roku następnym. Dziś w Tetovie panuje spokój, a jego prawosławni i muzułmańscy mieszkańcy witają turystów z serdecznością, niestety, miasto może się „poszczycić” wysokim wskaźnikiem przestępczości.

Meczet jak malowany

Wystarczy spojrzeć na plan centrum miasta, by przekonać się, jak przeplatają się ze sobą dwie religie i dwie kultury. Klasztor św. Mikołaja, cerkiew św. Bogurodzicy, dalej – świętych Cyryla i Metodego. Obok nich meczety, a wśród nich najsłynniejszy w całej Macedonii Šarena Džamija i klasztor Derwiszów – Bekteši Teke. W Tetovie znajduje się także kościół filialny katolickiej parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Skopje.

Największa atrakcja miasta – Šarena Džamija, dla którego Tetovo odwiedzają turyści, stoi nad rzeką Peną przy głównej ulicy Ilindenskiej. Jego nazwa w języku polskim oznacza: Malowany lub, jak tłumaczy się rzadziej, Pstry Meczet. Jego wygląd zdumiewa każdego, kto na niego spojrzy, wygląda bowiem jak złożony z kart. Wrażenie takie sprawiają misterne malowidła o roślinnych i geometrycznych motywach, którymi zostały ozdobione jego zewnętrzne mury. Równie okazale prezentuje się wnętrze meczetu z malowidłami ściennymi i wyjątkowej urody balkonami. Malowany Meczet wzniesiono w 1438 r., a fundatorkami były dwie mieszkanki miasta, siostry Hurshide i Mensure, które zostały pochowane na dziedzińcu w okazałym grobowcu – türbe. Razem z meczetem w XV wieku wybudowano także przypominający romańską świątynię hammam – turecką łaźnię, który znajduje się po drugiej stronie rzeki Pena. Dziś mieści się w nim galeria sztuki współczesnej, więc na szybkie odświeżenie turysta liczyć nie może. Może za to usiąść w kawiarnianym ogródku nad Peną i z widokiem na stary most zjeść przed opuszczeniem Tetova nieprzyzwoicie wprost słodkie lody.

Tagi:
turystyka wakacje

Reklama

Papież o świadomej turystyce, która nie jest jedynie konsumpcją

2019-03-22 17:00

vaticannews.va / Watykan (KAI)

Do promowania turystyki, która nie ogranicza się jedynie do konsumpcji i zaliczania kolejnych doświadczeń, ale promuje spotkanie z ludźmi i zamieszkiwanym przez nich terytorium zachęcił papież Franciszek kierownictwo i członków Młodzieżowego Centrum Turystycznego we Włoszech. Obchodzi ono właśnie 70-lecie powstania. Ponad tysiąc osób związanych z centrum Ojciec Święty przyjął na specjalnej audiencji w Auli Pawła VI.

Grzegorz Gałązka

Franciszek przypomniał, że powstanie ośrodka było pomysłem, który zrodził się w czasie podróży pociągiem wśród członków Młodzieżowej Akcji Katolickiej wraz z ich odpowiedzialnym ks. Carlo Caretto. Inicjatywa szybko nabrała konkretnych kształtów promując świadomą turystykę, która nie jest jedynie czystą konsumpcją.

„Gdy zwiedzam jakieś miasto, ważne jest bym nie tylko poznał jego zabytki, ale zdał sobie sprawę z jego historii, odkrył, jak obecnie żyją jego mieszkańcy i jakim wyzwaniom stawiają czoło – mówił Franciszek. – Gdy zdobywam jakiś górski szczyt, muszę nie tylko respektować własne możliwości fizyczne, ale też podziwiać i szanować przyrodę, łącząc w ten sposób element poznania, wdzięczności i docenienia. Taki sposób podróżowania mądrze nazwaliście «powolną turystyką» przeciwstawiając ją turystyce masowej, ponieważ promuje wartość doświadczenia, solidarności i zrównoważonego rozwoju”.

Franciszek nawiązał do maskotki centrum, którą jest żółw. Podkreślił, że powolność, jeśli nie jest owocem lenistwa, generuje zatracone przez świat zwracanie uwagi na miejsce i ludzi, a także wierność i oddanie ziemi. Papież wezwał też członków Młodzieżowego Centrum Turystycznego we Włoszech, by byli przykładem i motywacją dla swych rówieśników często rozczarowanych życiem i pozbawionych jakiejkolwiek motywacji, którzy zamiast realizować pasje wegetują stając się „młodymi emerytami”.

„Bazując na waszej duchowości wykutej w Centrum możecie stać się towarzyszami podróży dla waszych rówieśników: możecie im pomóc rozbudzić na nowo entuzjazm, gdy go już nie doświadczają ponieważ został pogrzebany pod gruzami rozczarowań i nieprzeniknionym pyłem złych wzorców – mówił Franciszek. – Dzielenie czasu wolnego jako czasu wysokiej jakości może stać się doskonałym kluczem do otwarcia serc wielu młodych, tworząc więzy przyjaźni zdolne do przekazywania autentycznych wartości i samej wiary”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Słowo Biskupa Świdnickiego w związku z tragiczną śmiercią śp. Kristiny

2019-06-16 15:44

Bp Ignacy Dec

Drodzy diecezjanie,
wszyscy jesteśmy poruszeni i wstrząśnięci tragiczną śmiercią śp. Kristiny należącej do parafii Matki Bożej Królowej Polski w Mrowinach. Jako wspólnota diecezjalna przekazujemy wyrazy współczucia pogrążonej w bólu najbliższej rodzinie. Zapewniam o swojej modlitwie w intencji śp. Kristiny i Jej bliskich.

Ks. Sławomir Marek

Bardzo proszę, by we wszystkich kościołach diecezji w najbliższą niedzielę w ramach modlitwy wiernych włączyć intencję za śp. Kristinę i Jej rodzinę.

Niech Bóg, Źródło życia i nadziei udzieli pogrążonym w żałobie siły i pociechy w tym trudnym czasie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Orzechu, dziękujemy!

2019-06-16 21:13

Agata Pieszko

Weszłam dziś do małej, dusznej kaplicy na Bujwida. Dawno mnie tu nie było. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to piękne, polne kwiaty, które stały przed ołtarzem na drewnianych pniach. Następnie tłum ludzi, w tym studenci siedzący starym zwyczajem na czerwonym dywanie w czarne kropki. Nazwaliśmy go kiedyś „arbuzem”. Za chwilę rozbrzmiała pieśń do Ducha Świętego i rozpoczęła się jubileuszowa Msza Święta. Msza kapłana, który służy Bogu i ludziom od 55 lat!

Agnieszka Bugała
Ks. Stanisław Orzechowski, bp Andrzej Siemieniewski i najmłodszy z braci Orzecha wraz z małżonką

–Tak na oko, to wszystkich Was znam – mówił do wiernych ks. Stanisław Orzechowski – Ze wszystkich rzeczy, które spotkały mnie na świecie, najlepszą jest Msza Święta. Cieszę się, że mogę w tej Mszy Świętej Was przygarnąć i polecić Panu Bogu.

Dziś spotkaliśmy się na styku pokoleń. Orzech faktycznie nas wszystkich zna. Kojarzy studentów, którzy przychodzili do duszpasterstwa 55 lat temu, poznał ich dzieci, które swoją drogą niejednokrotnie też zadomowiły się w „Wawrzynach”.

Dzisiejszy dzień jest uroczystością Trójcy Świętej. O. Piotr Bęza zastanawiał się, jak połączyć Orzecha z tą niezwykłą tajemnicą.

–To, co jest ważne w Trójcy Świętej, to relacja. Jak patrzymy na życie Orzecha, to jego relacja z Panem Bogiem wychodzi na pierwszy plan, ale także relacje z drugim człowiekiem. Ja zwracam uwagę na to, że Orzech ma niezwykłą pamięć i jak na początku Mszy Św. powiedział, że wszystkich tutaj zna, to nie kłamał. On troszczy się o relacje – mówił o. Piotr Bęza CMF, Prowincjał Polskiej Prowincji Misjonarzy Klaretynów

– Mam powiedzieć kazanie na 55-lecie kapłaństwa Orzecha, a ja nawet nie żyję tyle lat. Większość z nas pewnie chciałaby dziś usłyszeć właśnie jego, bo przez wiele lat karmił nas swoimi kazaniami, więc wpadłem na genialny pomysł-będę go cytował – powiedział na rozpoczęcie homilii o. Piotr.

Ojciec Piotr przez 6 lat pomagał Orzechowi w prowadzeniu studentów. Przez ten czas zdążył zapisać wiele jego złotych myśli oraz wiążących się z nim zabawnych sytuacji, którymi podzielił się z nami z ambony. Każdy cytat Orzecha wywoływał albo poruszenie, albo salwy śmiechu.

Każdy z nas zebranych dziś w kaplicy na Bujwida mógłby się podzielić co najmniej jednym szczególnym wspomnieniem z Orzechem. My przywołaliśmy na pamięć np. dyżury kuchenne na Białym Dunajcu, które wzbudzały niepokój szczególnie u studentek.

– Jedna ze studentek na Obozie w Białym Dunajcu po dyżurze kuchennym podeszła do mnie i powiedziała: Proszę Ojca, ja się już nie boję żadnej rozmowy kwalifikacyjnej. Wystarczyły trzy dni dyżuru z Orzechem – wspominał o. Piotr.

Fakt. Orzech jest wymagający. Czasem szorstki. Nie szczędzi ostrych słów. Ja właśnie za to go cenię. W duszpasterstwie zrozumiałam, że życie takie jest. Czasem szorstkie, nie szczędzi gorzkich słów i nieustannie wymaga.

Orzech jest wymagający, ale przede wszystkim wobec siebie. Uczył nas nie tylko tego, że trzeba pracować nad sobą, ale sam przez całe swoje życie pracował fizycznie, pracował z nami. Uczył dziewczyny jak oskubać gęś, a chłopaków, jak po wykopkach usypać kopiec z ziemniaków. Pokazywał, że trzeba wziąć się do ciężkiej pracy, żeby to wymagające życie było piękne.

„Wawrzyny”. Miejsce, w którym muzyczni się mylą, ktoś przejęzycza się przy ogłoszeniach, a ksiądz krzyczy z ambony. I co z tego? Właśnie nic! Tutaj można być nieidealnym, tutaj można się pomylić, tutaj Orzech nauczył nas, że nie można być „dudusiem”, albo „pudelkiem mamusi”, tylko pracować nad sobą i żyć blisko Boga, przyjmując nawet krytyczne uwagi. W jednej chwili zrozumiałam, dlaczego było mi tu tak dobrze. Tutaj mogłam być sobą, bo Orzech swoją postawą pokazał mi niezwykły dystans.

Dzisiejsza Eucharystia była taka, jakiej Orzech by chciał. Nie był w centrum. W centrum stał jak zwykle Jezus Chrystus w Trójcy Najświętszej i ukochana Matka Boska, która jak sam stwierdził „doskonale do Nich pasuje”. Uwielbienie było pełne tańca, a schola zaśpiewała jedną z jego ukochanych pieśni „Wody Jordanu”.

Orzechowi na koniec jubileuszowej Mszy Świętej oficjalnie dziękowali obecni Prezydenci Duszpasterstwa, Wspólnota Rodzin „Wiosna”, chór „Szumiący Jesion”, członkowie „Solidarności”, „Ruch Rodzin Nazaretańskich”, animatorzy Seminarium Odnowy Wiary, natomiast poza oczami odbyło się wiele czułych rozmów, padło dużo ciepłych słów, pocałunków i uścisków. Jubileusz „Orzecha” przeżywał z nim jego najmłodszy brat z małżonką oraz bp. Andrzej Siemieniewski.

Po Mszy Świętej był czas na spotkanie, wspólne zdjęcia, wspomnienia i rozmowy przy cieście. Nie przy cateringu w dobrej restauracji dla wybranych. Spotkaliśmy się wszyscy. Po swojsku. Jak zwykle, bo tak chciałby nasz ukochany Wielkopolanin.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem