Jak dowiaduje się portal rynekzdrowia.pl, w lecznicy doszło do pomyłki podczas procedury in vitro. Jedna z pacjentek otrzymała zarodek należący do zupełnie innej pary. Do zdarzenia miało dojść miesiąc temu, kontrolę w tej sprawie prowadzi teraz Ministerstwo Zdrowia. Jak mogło dojść do tej pomyłki?
Jak słyszymy nieoficjalnie, w sprawie chodziło o pacjentki o zbieżnych danych personalnych. To właśnie na etapie identyfikacji zarodka i jego rozmrożenia doszło do błędu — informuje portal. Pomyłka została wykryta przez zespół embriologów. Rozmówcy dziennikarzy twierdzą, że zespół zachował standardowe procedury operacyjne. Szpital Południowy informuje, że do ciąży nie doszło.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Co to jednak oznacza? Zarodek jakiejś pary został wszczepiony komuś innemu i usunięty, a więc czyjeś poczęte dziecko straciło życie. Czy można ten fakt skwitować zwykłym stwierdzeniem o pomyłce i procedurach, które zadziałały? Z pewnością nie - informuje portal wpolityce.pl.
Fundacja Życie i Rodzina dodaje: Placówka poinformowała, że „zachowano standardowe procedury operacyjne”, a więc nie doszło do zapłodnienia. Te gładko brzmiące słowa kryją najprawdopodobniej fakt, że miała miejsce aborcja. Albo – co najmniej – zaniechano podawania środków wspomagających zagnieżdżenie się zarodka, które zwyczajowo stosowane są po implantacji. Tak czy siak chodzi o jedno: spowodowano, że dziecko nie przeżyło.
