Była środa, 24 czerwca, święto św. Jana Chrzciciela. O godzinie 18:05 spokój, jaki roztaczał się z najwyższego punktu hotelu, z imponującym widokiem na ocean, został zakłócony przez ogłuszającą siłę dwóch kolejnych trzęsień ziemi, które zaskoczyły wszystkich, siejąc niepokój i zamieszanie.
W rozmowie z ACI Prensa, Kamar – 53-letni prawnik – wspominał, że ciężki sprzęt na siłowni zaczął się poruszać z boku na bok. W ciągu kilku sekund doszło do katastrofy.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Podłoga pękła i natychmiast zobaczyłem, jak połowa budynku przechyla się do przodu, a część, w której się zapadałem, unosi się pionowo. Poczułem pustkę w stopach i dostrzegłem, że jestem uwięziony w gruzach – powiedział.
W obliczu zbliżającej się śmierci rozlega się wołanie: "Panie, zmiłuj się!"
Wyraźnie poruszony Kamar mówi, że jedyne, co mógł zrobić, by stawić czoła niszczycielskiej sile ziemi, to schronić się pod pobliskim murem. Gdy poczuł, jak budynek się wali, przypomniał mu się obraz Pana Jezusa Miłosiernego, który po raz pierwszy ukazał się świętej Faustynie Kowalskiej.
Pamiętam, jak myślałem o Chrystusie i modliłem się: "Panie, zmiłuj się nad nami" – powiedział, bliski łez.
Reklama
Kamar nie stracił przytomności. Mówi, że czuł każdy cios, ale w obliczu szoku i strachu doznania fizyczne schodzą na dalszy plan. Zamieszanie wywołane zawaleniem minęło i zdał sobie sprawę, że żyje, ale jego ciało było całkowicie pogrzebane pod gruzami i uwięzione przez gigantyczną belkę miażdżącą mu klatkę piersiową.
Nie mógł porządnie oddychać. Jego głowa nie była schowana pod tą ogromną górą poskręcanego metalu, cegieł i ziemi; widział niebo wciąż oświetlone ostatnimi promieniami słońca. Z tego miejsca słyszał rozpaczliwe krzyki dziesiątek osób, które również przebywały w hotelu i zostały uwięzione.
Kamar otarł twarz i próbował się uwolnić. Wtedy zdał sobie sprawę, że ma złamane lewe ramię: Tak wielka rozpacz, tak wielki strach – wspomina, ale pośród cierpienia nie wahał się powierzyć opiece Boga.
Andrés Henríquez/EWTN
Kamar Galíndez w swoim całkowicie zniszczonym mieszkaniu w swojej rezydencji w Playa Grande
Potem prosiłem o spokój. Modliłem się: "Boże, pomóż mi się stąd wydostać. Daj mi spokój" – to była pierwsza rzecz, o którą prosiłem. "Daj mi spokój i powiedz mi, co mam robić" – błagał.
Zasygnalizował, prosząc o pomoc, najlepiej jak potrafił. Twierdzi, że nie ma pojęcia, jak długo był uwięziony pod gruzami, ale wie, że "wydawało się to wiecznością". W końcu, mężczyzna, który wspiął się na stertę gruzu, pomógł mu się uwolnić.
"Cudowny Medalik mnie uratował"
Kamar zszedł z zawalonego budynku o własnych siłach. Zdając sobie sprawę z ogromu tragedii, która w ułamku sekundy pochłonęła tysiące ofiar, oświadczył, że jego ucieczka, praktycznie bez szwanku, była cudem, który przypisuje Matce Bożej od Cudownego Medalika, której zawsze był oddany.
Reklama
Nosiłem kiedyś mały łańcuszek z krucyfiksem i Cudownym Medalikiem. Wśród rzeczy, które gubię, jest ten łańcuszek, który się zrywa, oczywiście w ogóle tego nie zauważyłem. Myślałem, że zerwał się i tym razem – wspomina.
W drodze do domu, również całkowicie zniszczonego, para młodych ludzi pomogła Kamarowi w udzieleniu pierwszej pomocy. Wówczas był świadkiem jednego z tych małych cudów, które mogłyby pozostać niezauważone przez niewprawne oko, ale które mają głębokie znaczenie dla kogoś o szczerej wierze.
Poprosił młodych mężczyzn o pomoc w włożeniu zegarka do jednej z kieszeni szortów, ponieważ musiał go zdjąć, aby unieruchomić złamaną rękę. A potem stało się coś niewytłumaczalnego:
Miałem parę krótkich spodenek z małym zamkiem błyskawicznym i kiedy spojrzałem – nie pytajcie mnie, skąd się wziął, nie pytajcie mnie jak – okazało się, że był do niego przyczepiony mały kawałek łańcuszka i medalik z Cudowną Dziewicą.
Powiedziałem temu chłopakowi: Proszę, zachowaj ten medalik też dla mnie, bo to on mnie uratował. Nie mam absolutnie żadnych wątpliwości. Absolutnie. Absolutnie – odpowiedział, zapytany, czy naprawdę wierzy, że jego życie jest cudem dokonanym za wstawiennictwem Najświętszej Maryi Panny.
Wielu osobom nie udało się uciec z wraku hotelu. Dla Kamara Galíndeza jego ocalenie jest świadectwem Bożego Miłosierdzia.
Jest Bóg, który troszczy się o ciebie w tej chwili; daje to, o co Go prosisz, to, czego potrzebujesz. Uwalnia twoje ramię i przypomina ci o Sobie, zostawiając ci mały medalik – zapewnił. I podkreślił to, co uważa za najważniejsze po swoim strasznym doświadczeniu: Mam największy dar, jaki dał mi Bóg Ojciec, czyli życie.
