PnP 8, 6-7 <- KLIKNIJ
Reklama
Pieśń nad Pieśniami osiąga tutaj jeden z najwyższych szczytów całej księgi. Oblubienica prosi: „Połóż mnie jak pieczęć na twoim sercu, jak pieczęć na twoim ramieniu”. W świecie starożytnym pieczęć potwierdzała własność, chroniła i uwierzytelniała. Zostawiała znak, który każdy umiał rozpoznać. Prośba dotyka więc trwałości więzi. Serce oznacza wnętrze człowieka, jego pamięć i wolę. Ramię oznacza działanie. Miłość ma przeniknąć jedno i drugie: być obecna w sercu i w czynie. To przynależność przeżywana całą osobą, trwalsza niż chwilowe wzruszenie. Dalej pada zdanie: „Miłość jest potężna jak śmierć”. W ludzkim doświadczeniu śmierć sięga po każdego. Pieśń zestawia z nią miłość, by ukazać jej siłę i nieustępliwość. Kolejny obraz mówi o żarliwości nieustępliwej jak Szeol - o przywiązaniu, które obejmuje serce całe i niepodzielone. W samym środku wersetu pojawia się zwrot rzadki: „płomień Pański”. Hebrajskie słowo zachowuje skróconą postać imienia Boga. Miłość okazuje się więc ogniem, którego ostateczne źródło bije w samym Panu. Wielkie wody i rzeki nie zdołają jej zagasić. W Biblii wody oznaczają zwykle chaos i zagrożenie; tutaj przegrywają. Ostatnie zdanie odrzuca handel: miłości nie kupuje się za cały majątek domu. Hipolit Rzymski, autor najstarszego chrześcijańskiego komentarza do tej księgi, w szukającej Oblubienicy widział niewiasty, które o świcie biegły do grobu Jezusa. Orygenes odczytywał te słowa jako wezwanie do więzi obejmującej pamięć, wolę i wierność. Kościół słyszy w nich także miłość Boga do duszy i do Kościoła. Ten ogień pozostaje jedyny.
2 Kor 5, 14-17 <- KLIKNIJ
Paweł odsłania tutaj najgłębsze źródło swojej drogi. Jest ono mocniejsze niż ambicja i lęk o własne znaczenie: „Miłość Chrystusa ogarnia nas”. Greckie synechei mówi o nacisku, który obejmuje człowieka ze wszystkich stron i niesie go naprzód. Apostoł patrzy na śmierć Jezusa jako na wydarzenie „za wszystkich”. Z tego spojrzenia wynika sąd nad dawnym życiem: skoro Jeden umarł za wszystkich, wszyscy w Nim weszli pod wyrok śmierci wobec starego człowieka. Droga ucznia wyprowadza z życia skupionego na sobie. Dlatego Paweł dodaje, że żyjący mają odtąd żyć dla Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał. W tym jednym zdaniu streszcza się chrześcijańska egzystencja: jej środkiem jest odtąd Chrystus. Dalej apostoł mówi, że „nikogo nie zna według ciała”. Patrzy odtąd na ludzi nową miarą, ponad pochodzeniem, pozycją, reputacją i doczesną siłą. Takie kryteria rządziły Koryntem; rządzą każdym światem zbudowanym na porównaniu i honorze. W Chrystusie zaczyna się nowe stworzenie. Greckie kainē ktisis przywołuje język Księgi Rodzaju i proroków. Bóg czyni więcej niż naprawę starego człowieka: rozpoczyna w nim nowe życie. Dawne przeminęło, nowe już jest. W dniu św. Marii Magdaleny fragment ten nabiera szczególnej głębi. Ta uczennica przeszła od łez przy grobie do życia zwróconego ku zmartwychwstałemu Panu. Tak samo każdy uczeń zostaje wyprowadzony z dawnej miary życia ku nowemu stworzeniu.
J 20, 1. 11-18 <- KLIKNIJ
Jan zaczyna od „pierwszego dnia tygodnia”. To więcej niż data: zmartwychwstanie otwiera nowy początek stworzenia. Maria Magdalena przychodzi do grobu, gdy jeszcze jest ciemno. Niesie miłość wierną i zranioną. Widzi odsunięty kamień. Liturgia przechodzi od razu do sceny, w której Maria stoi przy grobie i płacze. Jej trwanie ma wielką wagę: pozostaje przy miejscu śmierci do końca. Płacz staje się modlitwą serca, które dopiero uczy się nazywać nadzieję. Grzegorz Wielki, w homilii czytanej dziś w Godzinie czytań, zatrzymał się właśnie nad tą wytrwałością. Maria pozostała przy grobie i szukała dalej, aż znalazła. Święte pragnienia rosną, gdy każą na siebie czekać. Dlatego to ona pierwsza zobaczyła Zmartwychwstałego. Gdy zagląda do wnętrza grobu, widzi dwóch aniołów siedzących tam, gdzie spoczywało ciało Jezusa. Pytają o powód łez. Maria odpowiada językiem braku: „Zabrano Pana mego”. W tej odpowiedzi słychać miłość, która wciąż szuka. Potem odwraca się, widzi Jezusa i bierze Go za ogrodnika. Ten szczegół niesie głęboki sens. Cała scena rozgrywa się w ogrodzie, a Jan prowadzi ku nowemu Edenowi: Zmartwychwstały stoi tam, gdzie zaczyna się nowe stworzenie. Jezus pyta: „Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?”. To pytanie prowadzi człowieka do prawdy o pragnieniu jego serca. Rozpoznanie przychodzi w chwili, gdy Jezus wypowiada imię: „Mario”. Dobry Pasterz zna swoje owce po imieniu. Ona odpowiada: „Rabbuni”, to znaczy „Nauczycielu”. Pada też zdanie trudne: „Nie zatrzymuj Mnie”. Greckie mē mou haptou można rozumieć jako wezwanie do nowego sposobu obecności: Maria ma odtąd przyjmować Pana w wierze. Zmartwychwstały kieruje Marię ku wierze dojrzalszej i ku misji: „Idź do moich braci”. Po raz pierwszy w tej Ewangelii sam Pan nazywa tak uczniów. Augustyn widział tu przejście od zewnętrznego dotyku do wiary prowadzonej przez Ducha. Maria Magdalena staje się wysłanniczką Paschy. Jej świadectwo jest pełne: „Widziałam Pana”. W tych słowach kryją się narodziny wielkanocnego przepowiadania.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
