Brzmi to niemal jak sprzeczność: ten leniwy, słoneczny czas, kiedy najchętniej odkładamy wszystko na później, skrywa w sobie jedną z najgłębszych i zarazem chyba najbardziej zapomnianych tajemnic wiary. A przecież do czasów reformy liturgicznej podjętej po Soborze Watykańskim II istniała osobna uroczystość Najdroższej Krwi Chrystusa (przypadała 1 lipca). Ustanowił ją papież Pius IX w 1849 roku, a Pius X w 1914 roku podniósł ją do rangi osobnego święta. Wraz z upływem czasu jednak, to święto niejako „wtopiło” się w Boże Ciało (Uroczystość Naświętszego Ciała i Krwi Chrystusa) i zniknęło z kalendarza jako odrębne. W sumie, szkoda, bo w zdecydowanej większości przestajemy pamiętać chociażby o tym, że w lipcu odmawia się litanię do Najdroższej Krwi Chrystusa. A pamiętam, jak Marianna Popiełuszko opowiadała mi, że przez cały lipiec codziennie na kolanach modliła się w domu słowami tej litanii razem z mężem i z dziećmi. Być może dlatego ks. Jerzy miał do niej później szczególne upodobanie. Znamienne, że w ostatnim lipcu swego życia w 1984 roku zaczął ją usilnie propagować wśród swoich dawnych studentów, jak opowiadał mi jeden z nich, Wojciech Bąkowski (lekarz, który zmarł około miesiąc temu).
Reklama
Pamiętam też, z jak wielkim zaangażowaniem o Najdroższej Krwi Chrystusa mówił św. Jan Paweł II, chociażby 1 lipca 2001 roku, kiedy przed modlitwą Anioł Pański podkreślał: „Dziś zaczyna się lipiec, miesiąc, który poświęcony jest kontemplacji Najświętszej Krwi Chrystusa, niezgłębionej tajemnicy miłości i miłosierdzia". Papież wypowiadał mocne słowa na ten temat, wyjaśniając, że „Krew Chrystusa jest ceną, którą Bóg zapłacił, aby wyzwolić ludzkość z niewoli grzechu i śmierci; jest niezbitym dowodem miłości niebieskiego Ojca do każdego człowieka bez żadnego wyjątku". Bez żadnego wyjątku - to sformułowanie wraca do mnie w lipcu wciąż na nowo. Może dlatego kult Krwi Chrystusa nie jest dla mnie tylko wspomnieniem ofiary złożonej dwa tysiące lat temu. To raczej wpatrywanie się w cenę, by użyć słów Papieża Polaka, którą ktoś naprawdę za mnie zapłacił. I to dziś, teraz, nie tylko w Wielki Piątek, kiedy może łatwiej o tym pamiętać. Przecież krew w Piśmie Świętym to symbol życia, więc mówiąc, że Chrystus przelał Krew, mówimy właściwie, że oddał całe swoje życie. I ta sama Krew, jak pięknie ujmował to Jan XXIII, płynie we wszystkich sakramentach Kościoła, a najpełniej we Mszy świętej.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Ciekawa jest geneza święta Najdroższej Krwi Chrystusa: wszystko zaczęło się od jednego, konkretnego gestu pod krzyżem na Golgocie. By sprawdzić, czy Jezus jeszcze żyje, rzymski żołnierz, nazwany w tradycji Longinusem, przebił włócznią bok Chrystusa. Gdy zoabaczył, że z boku wypłynęła krew i woda, wyznał: „Prawdziwie, ten człowiek był Synem Bożym". A potem miał zebrać ziemię z Kalwarii nasączoną Krwią Pańską i zawieźć ją do Matui w północnych Włoszech. Ta relikwia ukryta, zapomniana prze wieki, został odkryta w sredniowieczu. Wtedy zaczął się szerzyć kult Najdroższej Krwi Chrystusa, powstawały bractwa tego kultu. Cząstki relikwi z Mantui trafiły do innych sanktuariów, w 1998 roku także do kościoła Misjonarzy Krwi Chrystusa w Częstochowie - warto go odwiedzić, tym bardziej, że znajduje się niedaleko Jasnej Góry. Założyciel tego Zgromadzenia Misjonarzy Krwi Chrystusa, św. Kasper del Bufalo, głosił: „Wystarczy jedno spojrzenie na Boską Krew, a ona wstrząśnie nami, byśmy działali z niespożytą gorliwością".
Takim spojrzeniem jest z pewnością każdorazowe odmówienie Litanii do Najdroższej Krwi. A „wstrząśnienie” jest nam potrzebne, także w pogodnym, urlopowym miesiącu.
