Kryzys transportowy
Podczas gdy letnia szkoła Oratorium św. Józefa, prowadzona przez księży, siostry zakonne i osoby świeckie z parafii, nadal trwa, ksiądz opowiada o ogromnych trudnościach, jakie towarzyszą codziennemu dowożeniu dzieci i rodzin na zajęcia edukacyjne i duszpasterskie. „Przywożenie dzieci tutaj, do parafii, to bardzo poważny problem transportowy” - stwierdza ks. Romanelli. Przyczyną kryzysu jest przede wszystkim rozległe zniszczenie infrastruktury. „Drogi w Gazie są zniszczone. Są drogi, które są nieco mniej uszkodzone, a kilkaset metrów z nich jest nadal przejezdnych, ale większość jest zniszczona. Są dziury, gruz, powyginane żelazo, szkło; asfaltu nie ma. Właściwie asfalt był rzadkością w tych rejonach od jakiegoś czasu, z wyjątkiem kilku miejsc, takich jak droga nadbrzeżna. Przez lata ludzie jeździli głównie po betonowych blokach, więc poruszanie się było już bardzo trudne. Teraz, w tych warunkach, nawet podróżowanie na krótkie odległości zajmuje bardzo dużo czasu, a wśród osób oczekujących na transport nie brakuje napięć, kłótni i dyskusji” - relacjonuje proboszcz.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Koszty paliwa
Reklama
Sytuację dodatkowo pogarszają koszty paliwa. „Paliwo jest bardzo drogie. Na przykład litr oleju napędowego kosztuje około 13,50 dolara. Cena benzyny jest prawie dwukrotnie wyższa: 27 dolarów za litr” - podaje proboszcz. Te kwoty zmuszają osoby, które nadal posiadają samochód, do ograniczenia podróży do minimum: „Ci, którym udało się utrzymać samochód, nie tracąc go podczas wojny, być może kupują tylko litr paliwa na raz i starannie rozważają każdą podróż”.
Aby umożliwić udział w oratorium i zajęciach szkoły letniej, parafia zdecydowała się wesprzeć finansowo niektóre z nielicznych autobusów i minibusów, które nadal działają w Strefie Gazy. „Płacimy im za dowożenie dzieci, młodzieży i rodzin” - wyjaśnia proboszcz. Pojazdy te pokonują bardzo duże odległości i często poruszają się w trudnych warunkach. „W środku jest duszno, jak w piekarniku. Wiele pojazdów jest w złym stanie technicznym, inne są w nieco lepszym”.
Problemy związane z paliwem potęgują się wraz z konserwacją. „Wielu kierowców rezygnuje z pracy lub ogranicza swój serwis, nawet gdy otrzymują wynagrodzenie, ponieważ nie stać ich na ponoszenie kosztów. Litr oleju silnikowego kosztuje od 500 do 700 dolarów, w zależności od tego, gdzie go można kupić. Przed wojną za litr płaciło się od 7 do 10 dolarów. Dlatego transport znajduje się w prawdziwie kryzysowej sytuacji” - mówi duchowny.
Życie parafialne
Mimo wszystko wspólnota chrześcijańska nadal prowadzi działalność duszpasterską. „Jest też wiele owoców duchowych” - ujawnia ks. Romanelli. Dzieci uczestniczą we Mszach i modlitwach w letniej szkole, poświęconej w tym roku Matce Boskiej, a rodziny, młodzież i osoby starsze znajdują w parafii jedną z niewielu wciąż aktywnych przestrzeni „nadziei, spotkania i wsparcia”.
Reklama
W kwestii bezpieczeństwa obawy pozostają wysokie. „Sytuacja pozostaje bardzo delikatna. Nikt nie wie, co się stanie” - zauważa proboszcz, odnosząc się również do postępu tzw. „żółtej linii”, strefy rozdzielającej obszary kontrolowane przez armię izraelską od obszarów zamieszkanych przez palestyńską ludność cywilną. „Jesteśmy bardzo blisko tej granicy, a według świadectw wielu osób, jeszcze bardziej się do niej zbliżyliśmy. Nie wiemy, co to może oznaczać. Mamy nadzieję, że nie przyniesie to żadnych negatywnych skutków” - podsumowuje ks. Romanelli.
Pokój oddolny
Słowa proboszcza parafii Świętej Rodziny znajdują odzwierciedlenie w apelach łacińskiego patriarchy Jerozolimy, kard. Pierbattisty Pizzaballi. Wspominając zniszczenia w Strefie Gazy, przypomniał on, że „80% Gazy zostało zniszczone” i powtórzył, że „pokój pochodzi oddolnie”, poprzez działalność społeczną, kulturalną i edukacyjną lokalnych społeczności. „Nie ma alternatywy dla dialogu - stwierdził. - Równowaga sił na przyszłość nie może być budowana wyłącznie na podstawie siły i przemocy”.
Kryzys związany z upałami
Tymczasem w Strefie Gazy, pomimo zawieszenia broni, izraelskie naloty trwają, zwiększając liczbę ofiar śmiertelnych, która przekroczyła 73 tysiące. Ludność żyje w coraz gorszych warunkach, cierpiąc z powodu niedoborów żywności, wody pitnej, leków i prądu. Konsekwencje wojny pogłębiają się wraz z letnim kryzysem klimatycznym: według organizacji humanitarnych, takich jak Norweska Rada ds. Uchodźców (NRC), prawie milion przesiedleńców mieszka w namiotach i prowizorycznych schronieniach, gdzie wysokie temperatury, niedobór wody i prądu pogarszają i tak już krytyczną sytuację zdrowotną.
