Reklama

Polska

Byłem tuż przy Papieżu

Niezwykłe wydarzenia, jakie miały miejsce w Częstochowie w 1991 r., w czasie VI Światowych Dni Młodzieży, dokumentowało wielu fotografów. Wśród nich był Zdzisław Sowiński, z którym rozmawia Anna Cichobłazińska

Niedziela Ogólnopolska 33/2016, str. 16-17

[ TEMATY ]

Jan Paweł II

Zdzisław Sowiński

Przy śpiewie całego placu „Bądź pozdrowiony, Gościu nasz” Ojciec Święty wchodzi na Szczyt Jasnogórski

ANNA CICHOBŁAZIŃSKA: – Gdy ogląda się Pana fotografie sprzed 25 lat, wracają tamte emocje. Wszyscy, którzy przeżyli te dni, podkreślają, że zostawiły w nich swój ślad, że przeżycia te były niebywałe, niesłychane, wręcz mistyczne. Jak Pan to wspomina?

ZDZISŁAW SOWIŃSKI: – Osoba zajmująca się fotografowaniem takiego wydarzenia, jakim były Światowe Dni Młodzieży, czuje dyskomfort. Ma świadomość wielkiego religijnego przeżycia, a jednocześnie, by dobrze wykonać zadanie, musi się poruszać, szybko zmieniać miejsca, nawet przeszkadzać.
Ale praca fotografów w czasie VI ŚDM cieszyła się wielkim zrozumieniem otoczenia. Sam Ojciec Święty często niezauważalnym dla innych gestem dawał znać o przychylności dla nas. Nie gorszył się, nie peszył, wiedział, że mamy do spełnienia wielką misję – zapisujemy obrazem to niezwykłe wydarzenie dla przyszłych pokoleń. Zdawałem sobie sprawę z wyróżnienia, jakie mnie spotkało, że mogę w tej historycznej chwili być wybrany spośród kilkudziesięciu innych znakomitych fotografów.
Jana Góra jest mi bardzo dobrze znana i nie ma chyba pomieszczenia, w którym bym nie był. Ale VI ŚDM to było nowe wyzwanie. Do tego stopnia, że ówczesny przeor – o. Jerzy Tomziński wysłał mnie do Hamburga, żebym się zaopatrzył w sprzęt fotograficzny najnowszej generacji. Był to rok 1991, czas przemian, ale pracowaliśmy jeszcze na sprzęcie bardzo zużytym. Znajomość sanktuarium i zakonników, którzy również bardzo dobrze mnie znali, ułatwiła pracę. Z ojcem przeorem i ochroną watykańską zostało ustalone, że mogę pracować na takich prawach jak Arturo Mari. Byłem przeszczęśliwy, wiedziałem, że Arturo Mari jest bardzo blisko Ojca Świętego. Starałem się tej linii nie przekraczać. Choć oczywiście w emocjach nie zawsze było to możliwe.

– Jak Pan przygotowywał się do rejestrowania VI ŚDM?

– Przed przyjazdem Papieża przeszedłem się Alejami Najświętszej Maryi Panny w szpalerze pielgrzymów, by poczuć atmosferę. Biegałem po błoniach jasnogórskich, by uchwycić różne nacje, a byli tam: Wietnamczycy, Kanadyjczycy, Francuzi, Rosjanie... Gdy przyjechał Papież, już nie mogłem oddalić się od ołtarza. Miałem ogromną swobodę fotografowania.
Jeden z gwardzistów watykańskich – komendant Alois Estermann bardzo mi pomagał, i to nie pierwszy raz. Znajomość miejsca, paulinów i pomoc tego człowieka dodawały mi odwagi. Trwał Apel Jasnogórski. Wiele się działo. Trzeba było mieć refleks, szybko decydować, gdzie kierować obiektyw. Pomagało mi doświadczenie i bliskość Papieża, nieraz mniej niż trzy metry. Udawało mi się uchwycić jego gesty, mimikę, spojrzenie. Spontaniczne zachowanie pielgrzymów, szczególnie z Afryki, niespotykane na naszym kontynencie. I ta niezwykła cisza w Kaplicy Matki Bożej, Msza św., wielkie skupienie Papieża. Niejeden fotograf zlany potem leżał na ziemi. Papież z natury był radosny i tych radosnych zdjęć zrobiłem mu trochę, ale uwielbiałem robić zdjęcia, gdy był skupiony.
W drugim dniu ŚDM Ojciec Święty dowiedział się, że jeszcze wielu młodych znajduje się na placu, i postanowił do nich wyjść. Było to nieplanowane spotkanie. Bardzo spontaniczne. Ochrona prawie nie działała. Mogłem robić zdjęcia z bardzo bliska.

– Fotografowanie Ojca Świętego to przywilej, ale i odpowiedzialność...

– Byłem oswojony z rzeszami na Jasnej Górze, ale to spotkanie młodzieży przerosło nasze wyobrażenia. Tak dużej liczby młodych ludzi na Jasnej Górze jeszcze nie widzieliśmy. To było największe zgromadzenie w historii sanktuarium. Miałem szczególne zadanie. Już wiadomo było, że powstanie wydawnictwo z tego wydarzenia. Musiałem wyzbyć się emocji, które by mnie krępowały. Miałem świadomość, że jest to Namiestnik Chrystusa, czułem, że Papież całym sobą ogarnia ludzkość, a jednocześnie obserwowałem jego człowieczeństwo z krwi i kości. I ta świadomość, żeby nie przeholować z emocjami, a jednocześnie dobrze wykonać swoją robotę. Czułem ogromne obciążenie. Nie daj Bóg zepsuje się aparat, zepsuje się migawka – wszystko się może zdarzyć. I zdarzyło się. Przy ostatnim zdjęciu, gdy już Ojciec Święty odlatywał, poleciała migawka w jednym z aparatów.
Mieszkałem na Jasnej Górze. Były poranne spotkania z Papieżem, powitania, krótkie wymiany zdań. Wstawałem wcześnie, bo wiedziałem, że Papież będzie chodził po korytarzu. W tym czasie na Jasnej Górze działy się ważne sprawy, spotkania z kardynałami, biskupami – byłem ich świadkiem. Często były to bardzo intymne rozmowy. Czasem Papież był zakłopotany. Wszystkie te sytuacje fotografowałem. Miałem swobodne dojście do Papieża na wyciągnięcie ręki. Za klauzurą nie miałem ograniczeń. Wszyscy, którzy tam przebywali, byli ludźmi zaufanymi. Należałem do nich. Był to dla mnie niepowtarzalny okres w życiu. Kiedy oglądam swoje zdjęcia z VI ŚDM, to wszystko przeżywam na nowo. Udało mi się te fotografie zrobić i – powiem nieskromnie – jestem jedynym autorem tak bogatej ikonografii VI ŚDM.

– Czy przydarzyło się Panu wtedy coś, co szczególnie utkwiło w pamięci?

– Mimo plakietek, zezwoleń, znajomości realiów fotograf musi być zawsze przygotowany na wszystko. I taką lekcję dostałem wówczas na Jasnej Górze. Jest drugi dzień pobytu Ojca Świętego. Centralna Eucharystia. Idę z o. Tomzińskim przez krużganki wzdłuż murów. Papież ze świtą wchodził na plac. W pewnym momencie jeden z ochroniarzy wciska mnie w tłum. Jestem zrozpaczony. Zachowuję jednak zimną krew. Wiem, że nic na siłę nie zrobię. Nie mogę z nim dyskutować, bo ochroniarze mają wszelkie prawa. W sekundzie dostałem skrzydeł. Wróciłem tą samą drogą, którą przed chwilą pokonał Papież. Tak szybko znalazłem się na Szczycie, że jeszcze zdążyłem zrobić zdjęcia Papieżowi przed końcówką murów. Gdy ochroniarz, który mnie wepchnął w tłum, zobaczył mnie na Szczycie, oniemiał. Na szczęście dla mnie watykańscy ochroniarze zmieniali się często. I ten, który mnie zatrzymał, poszedł odpocząć jeszcze w czasie trwania Eucharystii. Odetchnąłem, ale zrozumiałem, jak niewiele trzeba, by mimo wszystkich potrzebnych zabezpieczeń w jednej chwili być pozbawionym możliwości wykonania zadania. Wiem, że w tym wszystkim prowadziła mnie Matka Boża, a ludzie wykonywali Jej polecenia. Miałem świadomość rejestrowania historycznego wydarzenia, nie tylko religijnego. Miałem szczęście i przywilej w tym uczestniczyć, być w samym sercu dziejów.
Miałem poczucie misji – zachowanie wydarzenia dla przyszłych pokoleń. Pamiętam, że na koniec, podszedłem do Jana Pawła II na Szczycie Jasnej Góry, obładowany tymi wszystkimi torbami, i pocałowałem go w pierścień. Papież uśmiechnął się, pobłogosławił. Kątem oka cały czas mnie obserwował, mam to nawet uwiecznione na fotografii. Później otrzymałem stypendium Jana Pawła II i przebywałem kilka miesięcy w Rzymie. Byłem u Papieża na prywatnej audiencji. Pamiętał moją pracę na Jasnej Górze. Na słowa „Jasna Góra” niezwykle się ożywiał. Można z nim było rozmawiać o Jasnej Górze bez końca, przerywał, dopytywał. Gdy dowiedział się, że jestem stałym jasnogórskim fotografem, uśmiechnął się szeroko, serdecznie, dziękował i błogosławił. To były niebywałe chwile spotkania ze świętym Papieżem.
Czuję potrzebę przypomnienia kolegów fotografów, którzy mnie wspierali: Zbyszko Siemaszko był na zwyżce TVP, a Wojciech Stan – na wieży. Ich zdjęcia były znaczące i świetnie uzupełniły fotograficzny zapis VI ŚDM.

– Czy ten entuzjazm, rozbudzone nadzieje, te niezwykłe przeżycia zostały w ludziach i wydały owoce?

– Dobro, które zostało zasiane, na pewno owocowało. Jan Paweł II miał niezwykłą moc oddziaływania na ludzi. Miał charyzmę, emanował dobrocią, autentyzmem. I młodzi to czuli. Został do tego świata powołany i doskonale wypełnił swoje dzieło. Jeżeli chociaż niewielka liczba ludzi zachowała z tego nauczania, z klimatu tych dni te najważniejsze wartości, to przekazywała je dalej, w rodzinie, wśród znajomych. Wielkie dzieła zaczynały się nieraz od jednostek. A owoce? Proszę popatrzeć na tę mobilizację Polaków przed ŚDM w Krakowie. Także Częstochowa na Jasnej Górze witała papieża Franciszka w wielonarodowej rzeszy młodych. Powróciły wspomnienia sprzed 25 lat, gdy gościliśmy pielgrzymów z całego świata.

2016-08-10 08:24

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Lot tysięcy gołębi na cześć Jana Pawła II

2020-08-07 12:57

[ TEMATY ]

Jan Paweł II

Adobe Stock

Europejscy gołębiarze postanowili uczcić 100. rocznicę urodzin św. Jana Pawła II. 6 sierpnia ze wzgórza Castel Gandolfo zostało wypuszczonych w niebo tysiące gołębi dalekodystansowych.

Cała akcja to inicjatywa Klubu Hodowców Gołębi Dalekodystansowych „Maratończyk” Wadowice. Z rodzinnego miasta Karola Wojtyły do Watykanu zawieziono 1411 gołębi z całej Polski (w tym także 44 gołębie ze Słowacji).

6 sierpnia ze wzgórza w Castel Gandolfo, gdzie znajduje się letnia rezydencja papieska, w jednym momencie w niebo wypuszczonych zostało tysiące gołębi, nie tylko z Polski i Słowacji, ale również z Węgier, Albanii, Rumunii i Włoch. Ptaki rozleciały się po całej Europie, aby dotrzeć do swoich domów. W ten symboliczny sposób, gołębiarze z sześciu krajów europejskich chcą uczcić setną rocznicę urodzin św. Jana Pawła II.

Wadowiccy hodowcy spodziewają się, że pierwsze gołębie powrócą do Polski już w ten weekend.

CZYTAJ DALEJ

Wiara na medal

2020-07-21 12:05

Niedziela Ogólnopolska 30/2020, str. 46-47

[ TEMATY ]

sport

świadectwo

świadectwo wiary

www.mt1033.pl

Robert Lewandowski: jestem katolikiem i nie wstydzę się Jezusa

Wielu polskich sportowców publicznie przyznaje się do wiary. W czasach, gdy w przestrzeni publicznej słyszymy najczęściej wyznania osób odrzucających Boga, postawa naszych zawodników jest bardzo budująca.

Pan Jezus jest u mnie na pierwszym miejscu (...). Wiary uczyłem się najpierw w domu – od dziadka i taty. Dzisiaj jest ona czymś zupełnie naturalnym. Pan Bóg był i zawsze będzie dla mnie kimś wyjątkowym – powiedział Bartosz Zmarzlik, mistrz świata na żużlu w sezonie 2019 i polski sportowiec 2019 roku, gdy dołączył do akcji „Nie wstydzę się Jezusa”. Podczas gali, w czasie której odebrał statuetkę dla najlepszego sportowca, ujął wszystkich ogromną skromnością i pokorą. Trener polskiej kadry żartuje, że jest on taki grzeczny, ponieważ codziennie chodzi do kościoła. Żużlowiec doprecyzowuje: – Do kościoła chodzę w każdą niedzielę. To nie jest dla mnie żadna ujma ani utrudnienie. To bardzo mi pomaga. Kiedyś spodobały mi się słowa, które powiedział Kamil Stoch: „Gdy Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na swoim miejscu”. Staram się to wdrażać w życie.

Stoch pięknym świadectwem wiary dzieli się już od lat. Wielokrotnie publicznie dziękował Bogu za swoje różne osiągnięcia, np. po zdobyciu złotych medali olimpijskich, medali mistrzostw świata, a także po innych sukcesach. O tym, jak ważną rolę w jego życiu odgrywa Bóg, opowiadał w wielu wywiadach oraz pokazywał, wspierając różne inicjatywy katolickie, m.in. w 2017 r. zachęcał do udziału w „Różańcu do granic”. – Wiara jest dla mnie fundamentem życia, fundamentem bycia. Stale, w każdym momencie, odczuwam obecność Boga i Jego wsparcie. Bez wiary trudno byłoby mi cokolwiek osiągnąć – deklaruje.

Obaj sportowcy każdy swój start powierzają Bogu. Przed każdym wyjazdem na tor lub wejściem na skocznię wykonują znak krzyża. – To mnie uspokaja i dodaje mi siły. Uświadamiam sobie, że nie jestem sam, że Bóg jest przy mnie i na pewno będzie nade mną czuwał – tłumaczy skoczek.

Zmarzlik i Stoch nie są bynajmniej jedynymi sportowcami, którzy mają odwagę przyznawać się do Boga. Tak postępuje prawie cała dziesiątka najlepszych sportowców 2019 r.!

Cotygodniowa ewangelizacja

W minionym sezonie zimowym dość regularnie powtarzał się następujący obraz: Dawid Kubacki żegna się przed skokiem, po czym frunie po kolejne miejsce na podium. To piękne świadectwo dla milionów Polaków, którzy zasiadają przed ekranami telewizorów. Znak krzyża, który zawsze czyni nasz zawodnik, nie wszystkim się jednak podoba. Dwa lata temu Wojciech Kuczok w felietonie dla Gazety Wyborczej stwierdził, że obraża on jego „uczucia ateistyczne”, i kpił, że nie wróży Dawidowi pozytywnych efektów współpracy z psychologiem, „dopóki to nerwowe «Wymię ojca» będzie poprzedzało każdy dojazd do progu”. Skoczek wówczas odpowiedział: „Wiara w moim życiu jest bardzo ważna. Żegnam się przed skokiem, bo to jest symbol wiary, z którym się identyfikuję. Znak krzyża pomaga mi być lepszym zawodnikiem. Dzięki temu czuję, że mam na skoczni dodatkowe wsparcie. Ze spokojem podchodzę do pewnych rzeczy, mając świadomość, że mam wsparcie z góry”. Znaku krzyża przed każdym skokiem robić nie przestał. A od tamtego czasu sięgnął po mistrzostwo świata, wygrał Turniej Czterech Skoczni i zaczął kolekcjonować kolejne miejsca na podium w zawodach Pucharu Świata.

Znak, który nie jest na pokaz

Znak krzyża przed startem czynią też inni nasi sportowcy. Marcin Lewandowski, brązowy medalista mistrzostw świata 2019 r. w biegu na 1500 m, przyznaje: – Gest ten wyniosłem z młodości i gry w piłkę: przed wejściem na boisko dotykałem murawy i się żegnałem. Teraz tak samo jest na tartanie. Nie robię tego na pokaz. Modlę się codziennie. Lewandowski podkreśla, że wiara w Boga jest dla niego bardzo ważna: – Moje całe życie to rodzina. Ona, obok wiary w Pana Boga, daje mi siłę (...). Bóg i rodzina to dla mnie najważniejsze wartości. Za nimi jest bieganie.

Wymodlone dziecko

Wilfredo Leon, jeden z najlepszych siatkarzy świata, który dołączył do naszej reprezentacji w minionym roku, przyznał po udanych kwalifikacjach olimpijskich, że modlił się w ich kluczowym momencie. – Pan Bóg chyba trochę pomógł – stwierdził. To, że wiara dla Leona jest bardzo ważna, na pewno w dużej mierze wynika z jego osobistego doświadczenia – żyje dzięki modlitwie rodziców. – Lekarze bardzo długo mówili mojej mamie, że jest bezpłodna i nie może mieć dzieci. Rodzice bardzo długo starali się o dziecko. Pragnęli potomka, mama zaczęła więcej chodzić do kościoła. Prosiła Boga o dobrą nowinę. I nagle stał się cud – zaszła w ciążę! Można więc powiedzieć, że byłem wymodlonym dzieckiem, darem od Boga dla moich rodziców – wyznał w jednym z wywiadów.

Z Kościołem za pan brat

Nasz znakomity piłkarz Robert Lewandowski do akcji „Nie wstydzę się Jezusa” dołączył już w 2012 r. – Jestem katolikiem i nie wstydzę się Jezusa ani swojej wiary. Wiem, że Pan Bóg na pewno cały czas nade mną czuwa. Wiara pomaga mi na boisku, ale też poza nim, aby być po prostu dobrym człowiekiem i popełniać jak najmniej błędów – powiedział wówczas w nagraniu.

Medalista mistrzostw świata w skoku o tyczce Piotr Lisek przed ostatnimi świętami Bożego Narodzenia przyznał, że święta są dla niego bardzo ważne ze względów religijnych: – Z Kościołem jesteśmy za pan brat. Kolędujemy, idziemy na Pasterkę. Jest chwila wyciszenia, refleksji. Biegaczka Justyna Święty-Ersetic podczas spotkania z kibicami w Raciborzu podzieliła się tym, że w czasie mistrzostw świata w Ad-Dausze w ub.r., zanim zdobyła z koleżankami brązowy medal w sztafecie 4 × 400 m, przechodziła kryzys i wzywała Boga na ratunek. I On pomógł. Z kolei koszykarz Mateusz Ponitka zapewniał jakiś czas temu, że codziennie dziękuje Bogu za to, iż tak potoczyła się jego kariera sportowa.

Najważniejsze wartości

O Bogu i wierze publicznie mówią także inne nasze gwiazdy sportu. – Wierzę w Boga, kocham Go, jestem Mu oddana. Wierzę, że moje istnienie ma sens i nie skończy się śmiercią fizyczną. W moim życiu było wiele sytuacji, w których szczególnie odczuwałam obecność Boga i w wielu przypadkach wiedziałam, że mi pomógł – wyznała kilka lat temu Anita Włodarczyk, nasza najbardziej utytułowana sportsmenka ostatnich lat, która w czołowej dziesiątce sportowców 2019 r. nie znalazła się tylko przez kontuzję.

Pięknym świadectwem niezłomnej wiary, wyrażanej nie tylko przez słowa, lecz także przez konkretną postawę, dzieli się w ostatnich miesiącach medalistka olimpijska i mistrzyni świata w windsurfingu Zofia Klepacka. Gdy w marcu wyraziła swój sprzeciw wobec warszawskiej Karty LGBT+, spotkała ją lawina hejtu. Zawodniczka się tym jednak nie zraziła i jeszcze wyraźniej zaczęła się sprzeciwiać seksualizacji dzieci. Ponadto często zamieszcza ewangelizujące posty w mediach społecznościowych oraz upomina się o prawo do życia dla wszystkich nienarodzonych dzieci. Niemal na każdym kroku podkreśla, że najważniejsze dla niej wartości to Bóg, Honor i Ojczyzna.

CZYTAJ DALEJ

Abp Głódź: nie ustawajmy w trwaniu przy prawdzie

Nie ustawajmy w trwaniu przy prawdzie, służbie pamięci, modlitwie o opamiętanie, o zejście z drogi nienawiści, oskarżeń i pomówień - powiedział metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głódź w czasie Mszy św. w sanktuarium Najświętszej Maryi Panny Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II w Toruniu.

Liturgia zainaugurowała uroczystości związane z otwarciem Parku Pamięci Narodowej "Zachowali się jak trzeba". Miejsce ma upamiętnić tysiące Polaków, którzy w okresie II wojny światowej ratowali Żydów, narażając własne życie.

Mszę św. koncelebrował ordynariusz toruński bp Wiesław Śmigiel, biskup pomocniczy diecezji łomżyńskiej Tadeusz Bronakowski oraz przełożony Prowincji Warszawskiej Redemptorystów Janusz Sok.

W homilii abp Głódź powiedział za św. Janem Pawłem II, że "naród, który nie zna swojej przeszłości, umiera i nie buduje przyszłości". "Wciąż trzeba nadrabiać wielkie zaległości minionych lat, kiedy wielkie segmenty narodowej historii, wśród nich te, które były niezabliźnioną raną tysięcy polskich serc, były usuwane z pola społecznego widzenia, zakłamywane, fałszowane" - powiedział metropolita gdański. Jako przykład przywołał zbrodnię katyńską. Zaznaczył, że "trzeba upamiętniać je w przestrzeni ojczyzny, aby przypominały, edukowały, czasem ostrzegały.

Abp Gódź podkreślił, że Park Pamięci Narodowej "to wyraz hołdu, jaki winniśmy naszym przodkom, którzy przekazali nam nadzwyczaj cenną lekcję człowieczeństwa będzie się nazywał: +Zachowali się jak trzeba+". Zwrócił uwagę, że słowa 18-letniej Danuty Siedzikówny "Inki" urastają do rangi symbolu tamtego pokolenia żołnierzy Polski Podziemnej. "Tych, którzy po zakończeniu wojny kontynuowali zbrojną walkę. Nie chcieli Polski spod znaku sierpa i młota. Chcieli Ojczyzny spod znalu Białego Orła. Dziś tym określeniem +zachowali się jak trzeba+ ujmujemy czyny ludzi honoru, gotowych do ofiar w imię dobra, w imię prawdy, w imię miłości bliźniego i Ojczyzny" - powiedział metropolita gdański.

Zaznaczył, że "misterium nieprawości nie odniosło zwycięstwa". "Autorami takich zwycięstw wiary nad misterium nieprawości byli ci, których nazwiska znalazły się na postumentach w Parku Pamięci Narodowej. Żołnierze tej nigdy nie zorganizowanej armii skupionej pod sztandarem dobra, uporządkowanego sumienia, imperatywu +zachowania się jak trzeba+ w chwilach trudnych, niekiedy granicznych" - powiedział hierarcha.

Metropolita gdański podkreślił, że "w części Polski okupowanej przez Niemców przeciwstawili się oni zbrodniczemu planowi powziętemu w stosunku do wspólnoty żydowskiej, planowi całkowitej zagłady tego narodu wybranego przez Boga, z którego wyrastają korzenie wiary chrześcijańskiej".

"Symbolem martyrologii Polaków udzielającej pomocy Żydom jest los rodziny Ulmów z Markowej na Podkarpaciu" - dodał abp Gódź.

Podkreślił, że "mimo represji, mimo wyroków śmierci, pomoc niesiona Żydom nie ustawała". Zwrócił uwagę, że w miastach, miasteczkach, wsiach angażowało się w nią również duchowieństwo. "Księżą wydawali metryki chrzcielne, które ratowały życie. Domy zakonne przechowywały żydowskie dzieci" - powiedział duchowny.

Metropolita gdański zwrócił uwagę, że "każdego roku, mimo upływającego czasu, przybywa nowych świadectw takich postaw. Przybywa także nowych drzew w Jerozolimie sadzonych dla Polaków – Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Jest ich tam ponad 25 procent" - zauważył abp Głódź.

W ocenie arcybiskupa "wielu zamyka się na ten głos prawdy i nie chce go usłyszeć, przejąć się nim".

"Nie ustawajmy w trwaniu przy prawdzie, służbie pamięci, modlitwie o opamiętanie, o zejście z drogi nienawiści, oskarżeń, pomówień" - zaapelował abp Głódź.

Podziękował także wspólnocie ojców redemptorystów za "zebranie informacji o czynach naszych rodaków w służbie dobra, miłości, człowieczeństwa". "W tym dziele wielkie zasługi ma Radio Maryja. To w odpowiedzi na jego apel, ogłoszony jeszcze w 1997 roku, tysiące rodaków przekazało informacje o ludziach, którzy ratowali Żydów, +godnych córkach i synach naszej ojczyzny+" - zwrócił uwagę metropolita gdański.

Po Liturgii został uroczyście otwarty Park Pamięci Narodowej "Zachowali się jak trzeba". Miejsce upamiętnia tysiące Polaków, którzy w okresie II wojny światowej ratowali Żydów, narażając własne życie.

W Liturgii brali dział przedstawiciele najwyższych władz państwowych m.in. premier Mateusz Morawiecki, wiceprezes Rady Ministrów minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński oraz minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak, a także prezes PiS Jarosław Kaczyński. (PAP)

Autor: Magdalena Gronek

mgw/ aj/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję