Reklama

Edukacyjny powrót do źródeł

2016-08-24 09:00

Z ks. dr. Andrzejem Lubowickim rozmawiał ks. dr Mariusz Boguszewski
Niedziela Ogólnopolska 35/2016, str. 28-29

Czy benedyktyńska zasada: „Módl się i pracuj” może być fundamentem szkolnych programów? Czy środowiskiem dla zdobywania wiedzy może być domowe ognisko zamiast rozkrzyczanych szkół? Kto lepiej poradzi sobie z wychowaniem młodego człowieka – szkoła czy rodzina? Na te pytania próbuje odpowiedzieć ks. dr Andrzej Lubowicki w rozmowie z ks. dr. Mariuszem Boguszewskim

KS. MARIUSZ BOGUSZEWSKI: – Czym jest edukacja domowa?

KS. ANDRZEJ LUBOWICKI: – Edukacja domowa to edukacja w rodzinie. Dziecko nie chodzi do szkoły. Trud wykształcenia go podejmują jego rodzice.

– Od razu nasuwa się skojarzenie, że dziecko siedzi samo zamknięte w domu.

– Nazwa jest trochę myląca albo raczej źle rozumiana. Dom należy tu rozumieć jako środowisko rodzinne, jako wspólnotę rodzinną, a nie budynek. W związku z tym nieporozumieniem niektórzy używają terminu „edukacja pozaszkolna” albo „edukacja w rodzinie”. W rzeczywistości uczniowie z edukacji domowej są bardzo aktywni i często w domu, rozumianym tym razem jako budynek, spędzają mniej czasu niż ich rówieśnicy chodzący do szkoły. Nie mają do odrabiania pracy domowej.

– Czy dzieciom edukowanym domowo nie brakuje towarzystwa innych dzieci? Jak nauczą się relacji społecznych?

– Prawidłowych relacji społecznych dziecko uczy się przede wszystkim w rodzinie. Według przeprowadzonych na nasze zlecenie badań, ponad połowa dzieci z ED w Polsce pochodzi z rodzin wielodzietnych, czyli takich, w których jest troje i więcej dzieci. To wystarczająca grupa, aby zetknąć się z całym bogactwem relacji społecznych. Poza tym, jak powiedziałem wcześniej, dzieci z ED nie chodząc do szkoły, mają czas na rozwijanie swoich pasji. Nawiązują relacje w harcerstwie, klubach sportowych, kołach zainteresowań. Ponadto wszyscy spragnieni kontaktów mają możliwość uczestniczenia w zajęciach i imprezach organizowanych przez szkołę.

– Czy rodzice są w stanie nauczyć dziecko wszystkiego? Ja np. niewiele pamiętam z lekcji geografii czy biologii...

– Praktyka pokazuje, że są w stanie. Nie gorzej, a często lepiej niż w szkole. Oczywiście, nikt nie zna dokładnie całego szkolnego materiału. Zwykle rodzice najpierw sami dokształcają się z pomocą podręczników, a później przekazują tę wiedzę dzieciom. W przypadku wątpliwości zawsze mogą skonsultować się z nauczycielami w szkole.

– Więc jest jednak jakaś szkoła?

– Tak, każdy młody człowiek w Polsce od 6. do 18. roku życia podlega obowiązkowi najpierw przedszkolnemu, potem szkolnemu i na koniec obowiązkowi nauki. Każdy musi więc być zapisany do szkoły, ale nie każdy musi do niej chodzić.

– W jaki sposób uczeń może rozpocząć edukację domową?

– Ustawa o systemie oświaty nazywa to spełnianiem obowiązku szkolnego poza szkołą. Rodzice mogą wnioskować do dyrektora szkoły o wyrażenie zgody na edukację domową na podstawie art. 16 wspomnianej ustawy. Jeśli dyrektor wyda zgodę, dziecko może przestać chodzić do szkoły. Jedynym obowiązkiem wobec szkoły pozostaje przystąpienie do rocznych egzaminów klasyfikacyjnych, na podstawie których wystawiane są oceny na świadectwie.

– Więc są świadectwa?

– Tak. Dziecko mimo niechodzenia do szkoły nadal funkcjonuje w systemie oświaty.

– Czy to nowy, rewolucyjny pomysł? Jaka jest historia edukacji domowej?

– Pomysł nie jest nowy. Edukacja domowa jest najstarszą, naturalną formą nauczania. Naukę od swoich rodziców pobierają nawet zwierzęta. Nie ma tu żadnej rewolucji. Należy pamiętać, że szkoła, jaką znamy, liczy zaledwie 200 lat. Jest to raczej powrót do źródeł.

– Dlaczego rodzice decydują się na edukację dziecka w domu?

– Odwołam się do badań. Na nasze zlecenie przeprowadzono największe do tej pory badania ankietowe rodzin z edukacji domowej w Polsce. Zwykle rodzice wskazują na kilka przyczyn jednocześnie. Najczęściej przytaczaną motywacją jest chęć indywidualnego podejścia do potrzeb dziecka, następnie chęć realizowania własnych pomysłów edukacyjnych. Na trzecim miejscu, jeśli chodzi o przyczyny opuszczenia szkoły, wskazywane jest wadliwe funkcjonowanie szkół, do których dzieci uczęszczały. Co ciekawe, ponad połowa rodziców wskazuje również na przyczyny światopoglądowe.

– Skąd wzięło się Księdza zainteresowanie edukacją domową?

– Niezbadane są wyroki Bożej Opatrzności. Nie spodziewałem się zupełnie, że zajmę się edukacją domową. Jeszcze niedawno wydawało mi się, że moje obowiązki w diecezji wypełniają mi cały czas. Niezwykły splot okoliczności, na temat którego można by napisać książkę, sprawił, że znalazłem się w środowisku rodzin z edukacji domowej. Spotkania z nimi zaowocowały przekonaniem, że rodzinom tym potrzebne jest wsparcie ze strony szkoły w pełni rozumiejącej specyfikę tego systemu nauczania, tego stylu życia – bo ED to tak naprawdę styl życia rodziny. W tej chwili dużo czasu poświęcam sprawom powołanych właśnie do życia Szkół Benedykta.

– Skąd pomysł na taką nazwę szkół?

– Nawiązujemy, oczywiście, do św. Benedykta z Nursji, patrona Europy. Jego dewiza: „Ora et labora” – Módl się i pracuj – doskonale nadaje się na najkrótszy program rozwoju dla młodego człowieka.

– Co to są Szkoły Benedykta?

– Szkoły Benedykta to szkoła podstawowa z zerówką, gimnazjum i liceum ogólnokształcące. Odbyłem wiele godzin rozmów z rodzinami z ED. Badania, o których wspominałem już wcześniej, można podsumować krótko. Rodziny są świadome celów edukacyjnych i wychowawczych, jakie chcą osiągnąć. Chcą być traktowane w sposób podmiotowy. Chcą móc o sobie decydować. Naczelną zasadą, która przyświecała nam przy zakładaniu Szkół Benedykta, było poszanowanie i wzmacnianie autonomii rodziny. To rodzina zna dziecko i wie najlepiej, czego ono potrzebuje i co jest dla niego najlepsze. Szkoła pełni rolę doradczą, o ile rodzina zwróci się o pomoc. Źródłem takiego myślenia o dziecku i o rodzinie jest personalizm chrześcijański, uznający podmiotowość osoby ludzkiej. Najpełniej ten sposób patrzenia na człowieka przedstawił w swoim nauczaniu św. Jan Paweł II.

– Na czym w praktyce polega to wzmacnianie autonomii?

– Podam taki przykład. W bardzo wielu sprawach związanych z przebiegiem edukacji dzieci prawo stanowi, że decydujący głos ma dyrektor szkoły albo rada pedagogiczna. Szanując autonomię rodziny, z zasady przychylamy się do wszelkich wniosków rodziców. Dbamy tylko, by ich działania mieściły się w granicach prawa, i pomagamy im przechodzić przez prawne zawiłości. Czynimy to w głębokim przekonaniu, że ich działania są dla dziecka najlepsze. Muszę przyznać, że czasem nie jest to łatwe. Prawo, system oświaty automatycznie stawia szkołę i jej pracowników ponad rodziną. To powoduje, że pojawia się pokusa. Czujemy, że mamy władzę wpływać na los takiego dziecka i jego rodziny. Odzywa się wtedy w człowieku pycha, że przecież ja lepiej wiem, co będzie dobre dla tego dziecka, że ja zdecyduję za rodzinę. Myślę, że skutecznie zwalczamy te pokusy.

– Mówił Ksiądz o wsparciu. Jakiego rodzaju wsparcia będą udzielały Szkoły Benedykta?

– Tych obszarów wsparcia rodziny jest kilka. Pierwszy obszar, o którym już wspomniałem, to wsparcie prawno-organizacyjne, które polega na tym, że szkoła działa jak bufor między rodzinami, które chcą czuć się wolne w podejmowaniu decyzji o sposobie i kierunkach edukowania i wychowania własnych dzieci, co zresztą gwarantuje polska konstytucja z zapisami Ustawy o systemie oświaty i rozporządzeń Ministerstwa Edukacji Narodowej. Dbamy o to, aby te dwa różne światy harmonijnie współistniały. Nie zawsze jest to łatwe.
Drugi obszar to wsparcie dydaktyczne. Rodzice i dzieci z naszej szkoły mogą w trakcie całego roku szkolnego uzyskać pomoc wykwalifikowanych nauczycieli w siedzibie szkoły w Drohiczynie oraz za pomocą naszej platformy edukacyjnej przez Internet. Od września udostępnimy też naszą cyfrową bibliotekę, skąd będzie można ściągnąć za pośrednictwem Internetu dużą część lektur i innej wartościowej literatury. Będziemy też wspierali powstawanie materiałów specjalnie przeznaczonych do edukacji domowej. Prócz tego uczniowie będą mogli spotykać się i uczestniczyć w zajęciach dodatkowych zarówno w świecie wirtualnym, jak i realnym w Klubach Edukacji Domowej, które właśnie w tej chwili zawiązują się w większych miastach Polski.
Trzeci obszar to wsparcie specjalistyczne. W Klubach będzie można umówić się na spotkanie z logopedą czy pedagogiem szkolnym. Pedagog szkolny wspólnie z rodzicami będzie też tworzył Indywidualne Programy Edukacyjno-Terapeutyczne dla uczniów posiadających orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego oraz współpracował z nauczycielami wspomagającymi takich uczniów.
I czwarty obszar wsparcia to zaplecze praktycznej wiedzy – daje je społeczność kilkuset rodzin edukujących domowo, z którymi współpracuje nasza szkoła. Są wśród nich rodziny z bardzo dużym doświadczeniem, których dzieci przeszły już całą ścieżkę edukacji w ED i które zawsze chętnie dzielą się swoimi spostrzeżeniami.

– Czy Szkoły Benedykta są szkołami katolickimi?

– Ja jestem księdzem katolickim. Instytucjonalnie za założeniem szkół stoi Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Diecezji Drohiczyńskiej. Na prowadzenie szkoły mamy spojrzenie takie, jak na instytucje prowadzone przez misjonarzy. Jeśli misjonarze zakładają szpital czy szkołę, to służą one lokalnej społeczności bez względu na wyznanie korzystających. To, co chcemy przekazać rodzinom, przekazujemy im poprzez postawę służby i miłości bliźniego. Ze względu na mozaikę religijną, jaką tworzą nasi uczniowie, mówię nieraz, że szkoła jest miejscem, gdzie boleśnie podzielony Kościół Chrystusowy spotyka się znowu razem. Choć większość uczniów stanowią chrześcijanie, szkoła otwarta jest dla wszystkich.

Reklama

Tymoteusz Szydło złożył prośbę do papieża o przeniesienie do stanu świeckiego

2019-12-11 07:16

dg / Warszawa (KAI)

- Obecnie moja reputacja jako księdza jest zdruzgotana przez plotki i domysły. Z bólem stwierdzam też, że nie udało mi się pokonać kryzysu wiary i powołania. W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego, jak złożyć w kurii diecezji bielsko-żywieckiej prośbę skierowaną do Ojca Świętego o przeniesienie mnie do stanu świeckiego, by uregulować moją pozycję kanoniczną i nie pozostawać w konflikcie sumienia - napisał Tymoteusz Szydło w oświadczeniu przesłanym Katolickiej Agencji Informacyjnej przez jego pełnomocnika, adwokata Macieja Zaborowskiego z Kancelarii Kopeć Zaborowski Adwokaci i Radcowie Prawni.

diecezja.bielsko.pl

Tymoteusz Szydło w oświadczeniu przekazanym Katolickiej Agencji Informacyjnej przez jego pełnomocnika, adwokata Macieja Zaborowskiego, napisał, że do publikacji czuje się zmuszony przez krzywdzące spekulacje, towarzyszące dopuszczalnej przez prawo kanoniczne zgodzie biskupa bielsko-żywieckiego na to, by udał się na urlop. "W ostatnich miesiącach przeżywałem głęboki kryzys wiary i powołania. Z bólem przyznaję, że z czasem zacząłem tracić sens mojej posługi i coraz częściej nachodziły mnie myśli o odejściu ze stanu duchownego. Po głębszym namyśle postanowiłem jednak dać sobie jeszcze jedną szansę i poprosiłem o kilka miesięcy urlopu, by poukładać swoje życie duchowe. Uznałem, że będzie to uczciwe w stosunku do Wiernych, wobec których zawsze starałem się sprawować posługę szczerze i z przekonaniem" - wyjaśnia T. Szydło.

– W tamtym okresie nie uważałem, że powinienem informować opinię publiczną o moich rozterkach duchowych. Uznałem, że nie jestem osobą publiczną i że mam prawo do prywatności. Wydawało mi się, że najlepszym wyjściem będzie odsunięcie się od posługi i przemyślenie wszystkiego w spokoju. Niestety ten czas przyniósł jeszcze więcej zamętu. Plotki, na mój temat podsycane przez media goniące za sensacją, właściwie uniemożliwiły mi refleksję. Co bardzo dla mnie bolesne, zainteresowanie tematem podsycały również osoby blisko związane z Kościołem, poprzez wielokrotne wracanie do domysłów na mój temat. Mam świadomość, że rozpoznawalność, której nigdy nie chciałem, jest związana z funkcjami, które pełni moja Mama – napisał w oświadczeniu.

Przyznaje, że w kontaktach z mediami popełniał błędy, zwłaszcza nie sprzeciwiając się próbom kojarzenia go z konkretną opcją polityczną i dając się uwikłać w wydarzenia sprzyjające takim opiniom.

– Obecnie moja reputacja jako księdza jest zdruzgotana przez plotki i domysły. Z bólem stwierdzam też, że nie udało mi się pokonać kryzysu wiary i powołania. W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego, jak złożyć w kurii diecezji bielsko-żywieckiej prośbę skierowaną do Ojca Świętego o przeniesienie mnie do stanu świeckiego, by uregulować moją pozycję kanoniczną i nie pozostawać w konflikcie sumienia. Jednocześnie oświadczam, że to moja ostatnia wypowiedź w tej sprawie. Nie zamierzam więcej zabierać głosu i bardzo proszę o uszanowanie tej decyzji - wyjaśnia, prosząc media o uszanowanie prywatności i zaprzestanie publikacji jego temat.

Przeprosił także osoby, które czują się zawiedzione jego decyzją, "zwłaszcza moją rodzinę, przyjaciół, znajomych, przełożonych, współpracowników, parafian z Przecieszyna, Osieka, Buczkowic i Oświęcimia, a także wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób czują się dotknięci lub zgorszeni".

– Mam nadzieję, że to oświadczenie ostatecznie przetnie wszelkie spekulacje oraz plotki na temat mojego klienta i pozwoli mu dalej normalnie żyć - powiedział w rozmowie z KAI adwokat Maciej Zaborowski, pełnomocnik Tymoteusza Szydło.

Oświadczenie dotyczące prośby o przeniesienie do stanu świeckiego

Wobec narastających spekulacji dotyczących mojego urlopu, na który otrzymałem zgodę od biskupa bielsko-żywieckiego, czuję się zmuszony zabrać głos. Chciałbym przeciąć w ten sposób krzywdzące spekulacje, które poza mną dotykają przede wszystkim moich bliskich a także osoby postronne. W ostatnich miesiącach przeżywałem głęboki kryzys wiary i powołania. Z bólem przyznaję, że z czasem zacząłem tracić sens mojej posługi i coraz częściej nachodziły mnie myśli o odejściu ze stanu duchownego. Po głębszym namyśle postanowiłem jednak dać sobie jeszcze jedną szansę i poprosiłem o kilka miesięcy urlopu, by poukładać swoje życie duchowe. Uznałem, że będzie to uczciwe w stosunku do Wiernych, wobec których zawsze starałem się sprawować posługę szczerze i z przekonaniem.

Biskup bielsko-żywiecki przyjął prośbę o urlop, co jest dopuszczalne w ramach prawa kanonicznego. W tamtym okresie nie uważałem, że powinienem informować opinię publiczną o moich rozterkach duchowych. Uznałem, że nie jestem osobą publiczną i że mam prawo do prywatności. Wydawało mi się, że najlepszym wyjściem będzie odsunięcie się od posługi i przemyślenie wszystkiego w spokoju. Niestety ten czas przyniósł jeszcze więcej zamętu. Plotki, na mój temat podsycane przez media goniące za sensacją, właściwie uniemożliwiły mi refleksję. Co bardzo dla mnie bolesne, zainteresowanie tematem podsycały również osoby blisko związane z Kościołem, poprzez wielokrotne wracanie do domysłów na mój temat. Mam świadomość, że rozpoznawalność, której nigdy nie chciałem, jest związana z funkcjami, które pełni moja Mama. Oczywiście dziś zdaję sobie sprawę, że sam także popełniłem szereg błędów w kontaktach z mediami, zwłaszcza tuż po święceniach, kiedy nie oponowałem, gdy próbowano skojarzyć mnie z określoną opcją polityczną. Nigdy nie było to moim celem ani ambicją, jednak zabrakło mi siły woli, by zaprotestować przeciwko publikacjom na mój temat. Co gorsza, dałem się uwikłać w wydarzenia, które mogły zostać błędnie odczytane jako udzielenie poparcia politycznego. Przez następne lata mojej posługi unikałem mediów i protestowałem prywatną drogą przeciw publikacjom na mój temat.

Obecnie moja reputacja jako księdza jest zdruzgotana przez plotki i domysły. Z bólem stwierdzam też, że nie udało mi się pokonać kryzysu wiary i powołania. W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego, jak złożyć w kurii diecezji bielsko-żywieckiej prośbę skierowaną do Ojca Świętego o przeniesienie mnie do stanu świeckiego, by uregulować moją pozycję kanoniczną i nie pozostawać w konflikcie sumienia. Jednocześnie oświadczam, że to moja ostatnia wypowiedź w tej sprawie. Nie zamierzam więcej zabierać głosu i bardzo proszę o uszanowanie tej decyzji.

Żałuję, że moja historia potoczyła się w ten sposób, ale mimo wszystko mam nadzieję, że uda mi się poukładać życie na nowo. W tym miejscu mogę jedynie prosić media o uszanowanie mojej prywatności i zaprzestanie publikacji na mój temat. Zdaję sobie sprawę, że moja decyzja jest bolesna dla wielu osób, ale nie mogę postąpić inaczej. Przepraszam wszystkich, których zawiodłem, zwłaszcza moją rodzinę, przyjaciół, znajomych, przełożonych, współpracowników, parafian z Przecieszyna, Osieka, Buczkowic i Oświęcimia, a także wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób czują się dotknięci lub zgorszeni.

Tymoteusz Szydło

Bielsko-Biała, 10.12.2019

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Archidiecezja szczecińsko-kamieńska podarowała szkołę i kościół dla Madagaskaru

2019-12-15 16:04

pk / Szczecin (KAI)

Już w październiku przyszłego roku ma być gotowy nowy kościół i szkoła w Misokitsy w diecezji Morondava na Madagaskarze. Ma to być dar archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej na 50-lecie powstania diecezji.

Paulina Fryszka
Te dzieci potrzebują naszej pomocy

Koszt budowy samego kościoła w stanie surowym to 15 tys. euro. Pieniądze na budowę były zbierane w kościołach diecezji od początku roku. Trwa zbiórka na koszty wyposażenia i na szkołę.

Szczecińska misja wróciła z Madagaskaru. Przedstawiciele Kościoła na Pomorzu Zachodnim zawieźli sprzęt medyczny, szkolny a także pieniądze na budowę szkoły i kościoła w Misokitsy.

Biskup Marie Fabien z diecezji Morondava na Madagaskarze dziękował za wsparcie. - Ta działalność misyjna to odpowiedź na wezwanie Franciszka, żeby wychodzić na obrzeża i nieść Dobrą Nowinę i pomoc tym ludziom – mówił biskup Marie Fabien z diecezji Morondava.

Ks. dr Paweł Płaczek, dyrektor Papieskich Dzieł Misyjnych Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej, zapowiada, że to początek współpracy z ojcami oblatami, którzy już od 40 lat posługują wśród ubogich w Afryce. Dalej w planach jest adopcja na odległość, która pozwoli na utrzymanie i edukację dzieci w Misokitsy.

- Wzruszającym momentem było to, że zobaczyłem małe dzieci przy budowie szkoły. Pracuje cała wioska. Dzieci przerzucają cement, wożą cegły. Oni mówią, że budują dla siebie i czekają na tą szkołę. Daliśmy im nadzieję i perspektywę rozwoju. I to była potęga wiary, że widzą, że mogą zmienić przyszłość, a potem pomagać lokalnej społeczności – powiedział ks. dr Płaczek.

Dużą część społeczeństwa stanowią animiści, którzy wierzą w wierzenia swoich przodków, bóstwa przyrody. Niektórzy nigdy nie słyszeli o Jezusie.

Ludzie, którzy tam żyją, odwiedzają czarowników. - Znaczące rolę mają lokalni katechiści, którzy przyjęli chrzest i są po lekturze Ewangelii . Oni przedstawiają nową perspektywę. Jeśli nastąpi przełamanie guru, czyli szamana danej wioski i pozwoli dotrzeć do ludzi misjonarzowi, to dalej można ewangelizować – podkreśla ks. dr Płaczek.

W takich osadach Msza św. jest czasem raz na pół roku, ale codzienność to katechizacja.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem