Reklama

Wiadomości

Prawda o Zielonej Wyspie

O hojności Irlandczyków, granicach wolności, politycznych kosztach obrony życia i rodziny z dr Fidelmą Healy Eames – byłą senator irlandzkiego parlamentu – rozmawia Wiesława Lewandowska

Niedziela Ogólnopolska 37/2016, str. 36-37

[ TEMATY ]

polityka

Grzegorz Boguszewski

Dr Fidelma Healy Eames

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Jakiś czas temu rządzący Polską politycy obiecywali, że zrobią z Polski drugą Irlandię. To wciąż dobry pomysł, Pani Senator? Wiele się zmieniło i w Polsce, i w Irlandii. Czego dzisiaj, Pani zdaniem, moglibyśmy pozazdrościć Irlandczykom?

DR FIDELMA HEALY EAMES: – Nie znam dobrze polskich potrzeb, ale wydaje się, że nadal jest sporo rzeczy, których można by nam, Irlandczykom, zazdrościć. Choćby tego, że jeszcze nie tak dawno byliśmy o krok od bankructwa ekonomicznego, ale jednak odbudowaliśmy naszą ekonomię. To naprawdę wielkie osiągnięcie! Irlandia wyszła z kryzysu na plecach ciężko pracujących obywateli, ale też dzięki dobrym decyzjom naszego rządu; podjęto pewne ustawy wspierające skutecznie rozwój przemysłu, rozwój przedsiębiorstw. Absolutnie trzeba podkreślić przede wszystkim ciężką pracę Irlandczyków. I trzeba tu też koniecznie wspomnieć o naszej największej grupie imigracyjnej – o ciężko pracujących Polakach! To oni mogą najlepiej powiedzieć, czego nam, Irlandczykom, można zazdrościć. Oni widzą z bliska – i to zapewne ich do nas przyciąga – że Irlandczycy bardzo sobie cenią własne tradycje, kulturę, a ponadto – że są naprawdę hojnymi ludźmi.

– W Polsce przez kilka lat panowała moda na muzykę i tańce irlandzkie, powstawały amatorskie zespoły. Czy to nie zastanawiające?

– Cóż, to może tylko cieszyć, bo oznacza ogromną żywotność naszej kultury, naszych tradycji, czyli że i w samej Irlandii są one wciąż ważne.

– Dlaczego, będąc z wykształcenia pedagogiem, nauczycielką i wykładowcą akademickim, zdecydowała się Pani na uprawianie czynnej polityki?

– Gdy pracowałam w szkolnictwie, byłam najbliżej jak to możliwe wszystkich problemów społecznych. Od dawna należałam do rządzącej obecnie największej irlandzkiej partii Fine Gael i zostałam zaproszona przez lokalną grupę polityczną do współdziałania. Głównym więc powodem mojego zaangażowania politycznego była troska o podniesienie jakości życia w naszym kraju.

– Jakie były pierwsze Pani działania i cele?

– Uznawszy znaczenie rodziny i jej dobra za najważniejszą, wręcz fundamentalną wartość dla społeczeństwa, skupiłam się na tej właśnie problematyce. Zawsze byłam przekonana, że pozytywne cechy Irlandczyków wynikają z ich przywiązania do rodziny, do rodzinnych wartości. To, że są hojni, że troszczą się o siebie nawzajem, że dbają o dobro wspólne, wynika stąd, że uczą się tego w rodzinie.

– Jednak dzisiejsza polityka, także w Irlandii, nie sprzyja rodzinie...

– To prawda. Nie spodziewałam się, że jako polityk zostanę postawiona przed próbą, jaką jest konieczność obrony rodziny i życia; w 2013 r. w Irlandii doszło do znacznego osłabienia prawa antyaborcyjnego, a w 2015 r. – do uchwalenia poprawki do konstytucji o „małżeństwach” jednopłciowych. A przecież Irlandczycy zawsze byli wychowywani zgodnie z jasnymi regułami moralnymi; dzięki swej religijności zawsze wiedzieli, co jest dobre, a co złe, także jeśli chodzi o ochronę życia...

– Polska i Irlandia jeszcze do niedawna uchodziły w Europie za ostoję konserwatyzmu katolickiego. Dlaczego Irlandia tak bardzo i tak szybko się pod tym względem zmieniła?

– Te niekorzystne zmiany nie pojawiły się nagle. Trzeba, niestety, przyznać, że w Irlandii katolicyzm i Kościół znajdują się od pewnego czasu w dość głębokim kryzysie.

– Ten kryzys był widoczny już w czasie, kiedy Pani Senator zaczęła się zajmować polityką?

– Wtedy, ok. 2000 r., pojawiały się pierwsze pęknięcia tradycyjnego irlandzkiego konserwatyzmu, natomiast obecnie ten zły nacisk „nowoczesności” jest o wiele silniejszy. Ma to związek nie tylko z kryzysem wewnątrz samego Kościoła katolickiego, ale też z procesem sekularyzacji, który w świecie postępuje w związku z globalizacją. Irlandczycy są narodem dużo i chętnie podróżującym, stąd też szybciej przejmują te „wartości światowe”, są bardziej podatni na rozmaite zewnętrzne idee. Niemały wpływ miały tu też wszechobecne dziś media społecznościowe; to przez nie Irlandczycy wyjątkowo szybko nasiąknęli tymi treściami.

– Jak dziś mogłaby Pani opisać stan duchowy irlandzkiego społeczeństwa?

– Można powiedzieć, że ludzie, zwłaszcza młodzi, stracili wiarę we wszystko, zwłaszcza w jakiekolwiek autorytety. Politycy kompromitowali się, brak było wyraźnego przywództwa politycznego, rząd był bezradny, nikogo nie pociągnięto do odpowiedzialności za krach bankowy... Kościół natomiast już od dłuższego czasu przestawał być autorytetem, m.in. z powodu rozmaitych wewnętrznych skandali. Młodzi ludzie, niestety, zaczęli tracić zaufanie do państwa i – co najgorsze – do tradycyjnych wartości irlandzkiego społeczeństwa.

– Mimo to w Irlandii wciąż ponad 80 proc. społeczeństwa deklaruje katolicyzm.

– To prawda, jednak jako praktykujący określa się zaledwie 35 proc.

– Ale mimo wszystko dość trudno zrozumieć, że aż ponad 60 proc. Irlandczyków poparło w zeszłorocznym referendum legalizację „małżeństw” jednopłciowych.

– Irlandczycy, powołując się na swój katolicyzm, zaznaczają często, że są jedynie „ochrzczonymi katolikami”, co nie oznacza, że głęboko wierzą, że są przywiązani do katolickich zasad. Jakoś wierzą w Boga, ale obawiam się, że nową religią młodych są raczej iPhone, Instagram, Snapchat... Ci ludzie nie są już w stanie tak wierzyć w Boga jak moje pokolenie, ponieważ świat oferuje im inne atrakcje.

– I nie ma w Irlandii nawet takich przebłysków nadziei jak u nas, w Polsce, że jednak obserwujemy pewne przejawy zwrotu właśnie przede wszystkim młodych ludzi ku katolicyzmowi, ku patriotyzmowi?

– Niestety, tego zjawiska w Irlandii nie mamy. Dziwi się pani, dlaczego, skoro 82 proc. Irlandczyków przyznaje się do katolicyzmu, aż 62 proc. popiera „małżeństwa” jednopłciowe? Dlatego że zostali przekonani, iż głosowanie za „małżeństwami” jednopłciowymi to niemal chrześcijański obowiązek, iż to wyraz prawdziwej chrześcijańskiej miłości wobec bliźniego, która objawia się równym traktowaniem wszystkich. Odwoływano się przy tym do uczuć i wartości rodzinnych.

– Czy w Irlandii, podobnie jak w Polsce i Europie, dominują media lewicowo-liberalne?

– Zdecydowanie tak. To one blokowały rzeczową debatę na temat legalizacji związków jednopłciowych. Cztery tygodnie przed referendum brałam udział w talk-show Vincenta Browne’a w TV3 właśnie na ten temat; wszystkim wchodzącym do studia rozdawano plakietki z napisem „tak”, z napisem „nie” w ogóle nie było! Oczywiście odmówiłam przyjęcia tej plakietki, co prowadzący program złośliwie wyeksponował, czym wzbudził aplauz 500-osobowej widowni. Wtedy odpowiedziałam mu, że nie przyjęłabym żadnej plakietki, ponieważ nie mam ostatecznie wyrobionego zdania co do legalizacji związków jednopłciowych. Wywołało to jeszcze większe oburzenie zarówno publiczności, jak i prowadzącego.

– I rzeczywiście prawie do końca nie była Pani pewna swego „nie”? Dlaczego?

– Dlatego że naprawdę wierzę w to, iż wszyscy powinniśmy być równo traktowani. Jednak po doświadczeniu agresji w studiu TV3 dość szybko zdecydowałam się na „nie” dla „małżeństw” jednopłciowych, ponieważ dostrzegłam tę bezwzględną natarczywość kampanii na „tak” i kompletny brak refleksji na temat rzeczywistego dobra ogółu. W naszym parlamencie byłam jedyną kobietą, która głosowała przeciwko poprawce do konstytucji dopuszczającej „małżeństwa” jednopłciowe.

– W Polsce tak niepoprawnych polityków tzw. światłe elity zaliczają do ciemnogrodu. Jak jest w Irlandii?

– Jest dokładnie tak samo. Dostałam tę etykietkę, mimo że gdy wchodziłam do polityki, czułam się liberałem i tak byłam odbierana.

– Zmieniła się Pani?

– Bynajmniej. Jak zawsze uważam, że są pewne podstawowe zasady, których nawet będąc politykiem, należy się trzymać, że są granice, których nigdy nie można przekraczać. Ciągle wyznaję socjalno-konserwatywne wartości i naprawdę wierzę w wolność. Pozostaję liberałem wierzącym w to, że prawdziwa wolność wynika z podporządkowania się podstawowym regułom, takim jak ochrona małżeństwa, ochrona życia. Uważam, że to właśnie przez ten obszar przebiegają granice wolności.

– I uważa Pani, że te granice są w Europie niebezpiecznie przesuwane, likwidowane?

– Zdecydowanie tak. Niestety w pewnych ważnych sprawach politycy wolą milczeć, ukrywają swoje przekonania. Często się zastanawiam, jak to jest, że dorośli ludzie odbierają nienarodzonym prawo do życia, a politycy tak zwyczajnie to akceptują lub wspierają... Partia Fine Gael, której członkiem byłam jeszcze do niedawna, złożyła swym wyborcom obietnicę, że nigdy nie zalegalizuje aborcji, ale tę obietnicę złamała. A ja, wraz z sześcioma kolegami, zostałam wyrzucona z partii właśnie za to, że chciałam pozostać wierna tejże obietnicy i sprzeciwiłam się wyjątkowemu łagodzeniu prawa do aborcji. Wcześniejsze irlandzkie prawo dopuszczało tzw. aborcję w celu ratowania życia matki, natomiast w 2013 r. zagwarantowano możliwość aborcji nawet w przypadku takiego „zagrożenia”, jakim są myśli samobójcze kobiety ciężarnej zgłaszane przez nią samą...

– A jeszcze do początku lat 90. XX wieku rozwody, kontakty homoseksualne, aborcja, antykoncepcja i edukacja seksualna w szkołach były w Irlandii prawnie zakazane...

– Z biegiem lat prawo było stopniowo łagodzone. Rozwody stały się np. prawnie dopuszczalne w 1995 r. Twierdzę też, że w 2013 r. Irlandia popełniła wielki błąd, liberalizując prawo aborcyjne.

– I właśnie ta niezgoda w sprawie aborcji i związków homoseksualnych stała się przyczyną Pani odejścia z polityki?

– Startowałam w wyborach do niższej izby parlamentu w lutym tego roku. Nie udało się, ponieważ partia Fine Gael zrobiła wszystko, żeby nasza grupa niepokornych przegrała, mimo że przecież na nas także były przeznaczane fundusze darczyńców... Zdecydowałam się więc nie startować ponownie także do senatu. Jestem wciąż zainteresowana tym, żeby działać w polityce, ale wiem, że to nie jest odpowiedni czas...

– Bezradność, kapitulacja?

– Nic z tych rzeczy. Po prostu potrzebna jest nowa jakość, nowa partia reprezentująca socjalno-konserwatywne wartości i postępową politykę gospodarczą. Zdaję sobie sprawę z tego, że to wszystko, o czym mówimy, to nie są problemy wyłącznie Irlandii, dlatego sądzę, że przydałby się dziś znacznie szerszy ruch – ogólnoeuropejski. Potrzebna jest solidarność w tych najważniejszych sprawach, żeby właśnie one nie były marginalizowane.

– Stąd kontakty z Prawicą Rzeczypospolitej?

– To Marek Jurek mnie odnalazł – właśnie poprzez program Vincenta Browne’a w TV3 – i zaprosił do Polski. Rozmawiamy – towarzyszy mi jeszcze dwójka irlandzkich kolegów – o naprawdę ważnych sprawach.

– Jest coś, Pani Senator, czego nie tylko Polska, ale i cała Europa zazdrości Irlandii – to niespotykany nigdzie indziej wzrost demograficzny! To jakiś cud na Zielonej Wyspie?

– Rzeczywiście, to niebywałe, że nawet w czasie recesji wzrastał u nas wskaźnik urodzeń. Nawet mając mniej pieniędzy, Irlandczycy nie przestali cieszyć się życiem! Do dziś w różnych badaniach są pokazywani jako jeden z najszczęśliwszych narodów, co – moim zdaniem – w oczywisty sposób przekłada się na to, że chcą mieć dzieci.

* * *

Dr Fidelma Healy Eames
senator irlandzkiego parlamentu (2007-16) z ramienia partii Fine Gael (chrześcijańskiej demokracji), od 2011 r. współrządzącej w koalicji z Partią Pracy. Wraz z sześcioma innymi osobami została wykluczona z partii w związku ze sprzeciwem wobec ustawodawstwa dopuszczającego aborcję (2013). Aktywnie sprzeciwiała się w 2015 r. poprawce do konstytucji Irlandii wprowadzającej zapis o „małżeństwach” jednopłciowych do artykułu poświęconego rodzinie.

2016-09-07 08:38

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

5 pytań do… Pana Marcina Horały

2020-07-05 21:44

[ TEMATY ]

wywiad

polityka

5 pytań do...

Archiwum Marcina Horały

Marcin Horała

Centralny Port Komunikacyjny będzie nie tylko hubem przesiadkowym w skali Europy, ale będzie też ogromnym impulsem rozwojowym dla polskiej gospodarki - przekonywał prezydent Andrzej Duda. O tej ogromnej inwestycji Piotr Grzybowski rozmawia z min. Marcinem Horałą, sekretarzem stanu, pełnomocnikiem rządu ds. Centralnego Portu Komunikacyjnego dla RP.

Piotr Grzybowski: Panie Ministrze, czy może Pan przybliżyć naszym czytelnikom, czym ma być Centralny Port Komunikacyjny?

Marcin Horała: Centralny Port Komunikacyjny to program inwestycyjny, który ma stworzyć praktycznie nowy system komunikacyjny w Polsce. Jego sercem będzie duże, międzynarodowe lotnisko przesiadkowe, hubowe, port lotniczy oraz nowe inwestycje kolejowe, tzw. Szprychy, bo to nawiązuje do koncepcji organizacji komunikacji tzw. piasta- szprychy. Połączą one całą Polskę z CPK, a przez CPK z Warszawą, Łodzią, z rejonem centralnym Polski. W trochę w mniejszej skali przewidziane są inwestycje drogowe - w sumie taki wieloletni program, który można oszacować z grubsza na około 100 mld. złotych. W wyniku tego programu będziemy mieli znacznie lepszy system połączeń między różnymi częściami Polski, a dzięki lotnisku również z całym światem.

PG: Czy w Polsce ta inwestycja jest konieczna ?

MH: Jest bardzo potrzebna i bardzo korzystna. Czy niezbędna ? Oczywiście teraz żyjemy bez takich inwestycji i pewnie dalej jakoś tam byśmy żyli, ale tracimy bardzo dużo szans i możliwości rozwoju naszego kraju. Po pierwsze w całym regionie Europy Środkowo- Wschodniej nie ma dużego hubu przesiadkowego, lotniczego. Te połączenia są obsługiwane przez inne linie lotnicze. Zdarza się (kto leciał na Daleki Wschód, ten wie), że czasem się leci najpierw na zachód, żeby polecieć na wschód, żeby już tam się przesiąść na lot bezpośrednio dalekowschodni. To chociażby jeden z przykładów obecnej nieefektywności. Po drugie, już przed kryzysem koronawirusowym wyczerpywała się przepustowość portów lotniczych środkowego Mazowsza, przede wszystkim port „Okęcie” w Warszawie, który jest niemożliwy do rozbudowy, bo jest w środku miasta, więc tam za chwile po prostu zabrakłoby fizycznie możliwości obsługi rosnącego ruchu pasażerskiego w Polsce. Kolejna sprawa to kwestia naszych połączeń komunikacyjnych. Nie są one zaprojektowane na współczesną Polskę, są wynikiem pozostałości pozaborowych, planów Układu Warszawskiego – tam, gdzie sowiecka armia miała nacierać na zachód, na linii natarcia była szykowana dobra infrastruktura, dobry transport. Teraz to są połączenia często zupełnie abstrahujące od współczesnych potrzeb. Na przykład Płock- miasto mazowieckie, nie tak bardzo oddalone od Warszawy, ma jedno połączenie kolejowe dziennie - 2,5 godziny bezpośrednio, a z przesiadką ponad 3 godziny. Dzięki naszemu programowi kolejowemu przewidywane jest 45 minutowe połączenie z Warszawą prawie co godzinę, a 30 minutowe z CPK. To pokazuje skalę przełomu. Mamy duże miasta takie, jak Łomża, czy Jastrzębie Zdrój, które w ogóle są odcięte i nie mają komunikacji kolejowej, a więc jest to kolejna potrzeba, a z drugiej strony - jak to się mówi w ekonomii - nisko wiszący owoc do zerwania, korzyści łatwe do osiągnięcia, ponieważ przyspieszenie czasów przejazdu, nieraz dwu, trzykrotne, albo co najmniej o godzinę, od razu otwiera możliwości rozwoju gospodarki, tego, żeby sobie ludzie po Polsce podróżowali, studiowali, korzystali turystycznie. Mówimy o kilku godzinach przejazdu z południa Polski nad morze, albo z północy Polski w góry. To wszystko są korzyści, które możemy osiągnąć dzięki programowi inwestycyjnemu CPK.

PG: Jak ta inwestycja ma być finansowana?

MH: Wspomniane 100 mld. to bardzo orientacyjny szacunek całego programu inwestycyjnego, z czego samo lotnisko to około 25 mld. złotych. Tu w założeniu większość kwoty będzie pozyskana od inwestorów prywatnych, z budżetu państwa będzie tylko taki zaczyn na początek, dla uruchomienia projektu. Samo lotnisko jest po prostu opłacalną inwestycją, mamy analizy biznesplanu lotniska przez renomowaną światową firmę audytorską, która pokazała stopę zwrotu prawie 10% rocznie, więc to jest po prostu atrakcyjna inwestycja. Planujemy inwestora branżowego, duże, międzynarodowe lotnisko, które mogłoby objąć udziały, aczkolwiek nie więcej niż 49%, bo w założeniu jest zachowanie kontroli w rękach polskich. Drugie źródło finansowania pochodzi z rynku, po prostu od banków, instytucji finansowych: czy to linie kredytowe, czy obligacje komercyjne, czy inne instrumenty pochodne - to już będzie zależało od tego, co w danym momencie na rynkach finansowych będzie najkorzystniejszą, najbardziej dostępną formą finansowania. Mówimy o samym lotnisku. Jeżeli natomiast mówmy o inwestycjach infrastrukturalnych, zwłaszcza kolejowych, to tu w sposób oczywisty źródłem finansowania będą środki unijne, trochę środków z budżetu państwa, ale ze wsparciem środków unijnych.

W najbliższych perspektywach Unia Europejska zapowiada duży nacisk na transport szynowy, na rozwój kolei, jako bardziej ekologicznego, bardziej przyjaznego środowisku sposobu transportu. Tu nawet jest już pierwsza jaskółka, bo już w tej perspektywie spółce CPK udało się na jeden projekt na zaprojektowanie odcinka linii kolejowej przez Jastrzębie Zdrój do granicy państwa pozyskać w instrumencie „cechowskim”, czyli gdzie nie ma koszyków narodowych, gdzie konkuruje się też z projektami innych państw UE o pieniądze. Udało się taką konkurencję wygrać i pierwszą transzę finansowania na zaprojektowanie tej linii pozyskać. Tak będzie w kolejnych perspektywach unijnych, żeby zwłaszcza na połączenia kolejowe, być może też drogowe, ale głównie kolejowe pozyskiwać unijne środki. W sumie więc z tych 100 mld. na pewno zdecydowana większość to będą środki zewnętrzne, które dzięki programowi CPK pozyskamy do Polski. Będzie on narzędziem przyciągania kapitału miliardów, które będą inwestowane w Polsce.

PG: Czy znany jest już kalendarz prac?

MH: Tak, oczywiście. Harmonogram został ustalony, zasadniczo się go trzymamy i nie notujemy na ten moment opóźnień. Takie główne „kamienie milowe” to: w roku 2023 pierwsze „wbijanie łopat”, pierwsze prace budowlane na lotnisku i na pierwszych pięciu odcinkach linii kolejowych (mówię tu o nowych liniach kolejowych, bo oczywiście w skład tej szprychy będą wchodziły czasami linie już istniejące, które będą modernizowane, a niekiedy już są zmodernizowane) i rok 2027 - moment, kiedy planujemy pierwszy lot z lotniska i otwarcie pierwszych fragmentów linii kolejowych. Docelowo spójny, kompletny system, to są dwie najbliższe perspektywy unijne do roku 2030/34. Mówiąc bardziej szczegółowo, w najbliższym czasie, w tym roku finalizujemy szereg rozmów, negocjacji biznesowych i przetargów, które wyłonią kilku kluczowych partnerów.

Po pierwsze, przede wszystkim doradcę strategicznego, który w przyszłości ma zostać partnerem strategicznym, czyli właśnie duże, międzynarodowe lotnisko, z którym będziemy współpracować przy projekcie. Na tej ostatniej prostej zostały dwa lotniska konkurujące ze sobą: Incheon w Seulu i Narita z Tokio, obydwa z pierwszej dziesiątki lotnisk na świecie, obsługujące właśnie kilkadziesiąt milionów pasażerów rocznie. Takiego know-how nie mamy teraz w Polsce, nie mamy hubowego lotniska, więc chcemy we współpracy z tym partnerem pozyskać wiedzę i technologie, jak takim lotniskiem operować oraz zaprosić go też do późniejszej współpracy. Mówiąc krótko, żeby doradzał i budował, jak dla siebie. W tym roku wybierzemy również wykonawcę master planu lotniska. To jest taki powiedzmy plan-matka, zarówno w sensie budowlanym, jak i biznesowym.

On będzie zawierał rozwiązania dotyczące szczegółowego modelu biznesowego i tego, co brzydko się nazywa „montażem finansowym” dla sfinansowania projektu, ale też przede wszystkim sam projekt lotniska, z którego później - jak spod parasola - będą wyjmowane poszczególne elementy: pas startowy, terminal, etc. i będą już traktowane jako projekty budowlane. W tym roku wyłonimy wykonawcę, rozpoczną się te prace, w pierwszej połowie przyszłego roku będą zakończone i master plan będzie gotowy. Lada moment ruszają już inwentaryzacje środowiskowe na pierwszych pięciu odcinkach linii kolejowych, bo żeby dokonać ostatecznego wyboru przebiegów, trzeba dokonać (poza oczywiście konsultacjami społecznymi na miejscu, które też cały czas prowadzimy) również inwentaryzację środowiskową. Moment decyzji środowiskowej to jest już ostateczne ustalenie przebiegu dla danej inwestycji, więc te inwentaryzacje środowiskowe już w lipcu się rozpoczną. To ten krótki harmonogram na najbliższy czas.

PG: Czy wiemy już, ile miejsc pracy wygeneruje budowa, później obsługa i jak to wpłynie na rozwój gospodarki, podatki etc. ?

MH: Można szacować, że sama budowa to kilkanaście tysięcy miejsc pracy. Przy analogicznej wielkości lotniskach na świecie sama budowa generowała od kilkunastu, do 30 tysięcy miejsc pracy. Później działające lotnisko w raz z towarzyszącymi biznesami w bezpośrednim otoczeniu lotniczym szacujemy na 40 tysięcy nowych miejsc pracy, a razem z branżami pokrewnymi - taka całkowita wygenerowana liczba nowych miejsc pracy to 150 tysięcy. Tak, jak mówiliśmy o projekcie finansowym, że z tych 100 miliardów większość stanowił będzie kapitał zewnętrzny, co oznacza przyciągnięcie do Polski 60, 70, 80 miliardów złotych bezpośrednich inwestycji, których w innym wypadku w Polsce by nie było. Całkowity wpływ na gospodarkę Polski, niewątpliwie bardzo pozytywny, jest jednak praktycznie trudny i niemożliwy do oszacowania.

Wrócę jeszcze do tego Płocka, choć takich miast jest wiele, wiele więcej: Łomża, Włocławek, Sieradz, Jastrzębie Zdrój, itd.. Jeżeli np. przedsiębiorca z Płocka będzie mógł w ciągu 1,5 godziny obrócić do Warszawy i z powrotem, załatwić swoje sprawy w Warszawie w 2 godziny, co nie będzie zajmowało mu całego dnia, to dla jednoosobowej działalności gospodarczej będzie to ogromna korzyść i wzrost możliwości. Załatwienie jakiejś sprawy urzędowej nie będzie już powodowało konieczności zamknięcia biznesu na jeden dzień zamknąć. To są korzyści związane z tym, co po angielsku nazywa się conectivity , co trudno jednym polskim słowem zastąpić, ale chodzi o łatwość, możliwość, szybkość i dostępność połączeń, szybkość przemieszczania się, która pozytywnie wpływa na całą gospodarkę.

Chodzi również o walkę z bezrobociem, które jest zjawiskiem powszechnym na prowincji, odciętej i pozbawionej szybkiego transportu, podczas gdy w stosunkowo w nieodległej metropolii jest brak rąk do pracy. Tak jest przecież i w Warszawie, i w Trójmieście, gdzie brakuje rąk do pracy w wielu zawodach. Ogromna korzyść wynika z tego, że ktoś nie będzie musiał podejmować życiowej decyzji o wyprowadzeniu się ze swojego rodzinnego miasta w poszukiwaniu pracy, tylko nadal tam mieszkając będzie w stanie codziennie do niej dojechać i wrócić do domu. To jest również korzyść dla firm szukających pracowników. Poza tym ludzie mający pracę zarobią więcej, to też więcej kupią, więcej wydadzą u siebie. Może powstanie jakiś nowy sklep, nowa restauracja, nowe miejsca pracy… To w tej chwili jest bardzo trudne do zmierzenia, ale można z góry powiedzieć, że płyną ogromne, dodatkowe korzyści gospodarcze, a najłatwiej policzalne jest tych 150 tysięcy nowych miejsc pracy.

CZYTAJ DALEJ

Zmiany wikariuszy i proboszczów w 2020 r.

Niedziela warszawska 28/2004

Adobe.Stock

Czerwiec to miesiąc personalnych zmian wśród duchownych. Biskupi kierują poszczególnych księży na nowe parafie. Przedstawiamy bieżące zmiany księży proboszczów i wikariuszy w poszczególnych diecezjach.

•Zmiana księży w archidiecezji BIAŁOSTOCKIEJ
• Zmiana księży w diecezji BIELSKO-ŻYWIECKIEJ
• BYDGOSKA – diecezja
• CZĘSTOCHOWSKA – archidiecezja
• DROHICZYŃSKA diecezja
• ELBLĄSKA diecezja
• EŁCKA diecezja
• Zmiana księży w archidiecezji GDAŃSKIEJ
• Zmiana księży w diecezji GLIWICKIEJ
• Zmiana księży w archidiecezji GNIEŹNIEŃSKIEJ
• KALISKA diecezja
• KATOWICKA archidiecezja
• KIELECKA diecezja
• KOSZALIŃSKO – KOŁOBRZESKA diecezja
• Zmiany księży w archidiecezji KRAKOWSKIEJ
• Zmiana księży w diecezji LEGNICKIEJ
• Zmiana księży w archidiecezji LUBELSKIEJ
• ŁOMŻYŃSKA diecezja
• ŁOWICKA diecezja
• Zmiana księży w archidiecezji ŁÓDZKIEJ
• Zmiana księży w diecezji OPOLSKIEJ
• PELPLIŃSKA diecezja
• Zmiana księży w diecezji PŁOCKIEJ
• Zmiana księży w archidiecezji POZNAŃSKIEJ
• PRZEMYSKA archidiecezja
• RADOMSKA diecezja
• RZESZOWSKA diecezja
• SANDOMIERSKA diecezja
• SIEDLECKA diecezja
Zmiana księży w diecezji SOSNOWIECKIEJ
• SZCZECIŃSKO-KAMIEŃSKA archidiecezja
• ŚWIDNICKA diecezja
• Zmiana księży w diecezji TARNOWSKIEJ

• TORUŃSKA diecezja
Zmiana księży w archidiecezji WARMIŃSKIEJ
Zmiana księży w archidiecezji WARSZAWSKIEJ
Zmiana księży w diecezji WARSZAWSKO-PRASKIEJ
Zmiana księży w diecezji WŁOCŁAWSKIEJ
• WROCŁAWSKA archidiecezja
Zmiana księży w diecezji ZAMOJSKO-LUBACZOWSKIEJ
Zmiana księży w diecezji ZIELONOGÓRSKO-GORZOWSKIEJ

CZYTAJ DALEJ

Hiszpanie Europejczykami najbardziej wspierającymi katolickie misje

2020-07-09 15:54

[ TEMATY ]

misje

misjonarz

Archiwum s. Moniki Nowickiej

Mieszkańcy Hiszpanii są pierwszą w Europie nacją najbardziej ofiarnie wspierającą misje Kościoła katolickiego na świecie. W 2019 r. na Papieskie Dzieła Misyjne Hiszpanie przekazali ponad 15 mln euro datków.

Z szacunków tej organizacji, z siedzibą w Rzymie, wynika, że dodatkowe 3,8 mln euro obywatele Hiszpanii złożyli w ofierze jako wsparcie dla programów duszpasterskich, na pracę administracji realizującej programy pomocowe oraz na rzecz instytutów misyjnych.

Władze Papieskich Dzieł Misyjnych przypomniały, że na świecie pod względem hojności Hiszpanów przewyższają jedynie obywatele Stanów Zjednoczonych. Poinformowały też, że najwięcej środków na działania tej katolickiej organizacji wpłynęło w 2019 r. w ramach zbiórki w Światowym Dniu Misyjnym, przypadającym w przedostatnią niedzielę października. Na kampanię tę trafiło w minionym roku aż 72 proc. wszystkich dotacji kierowanych z całego świata na rzecz Papieskich Dzieł Misyjnych.

Szacuje się, że w ciągu roku podejmowanych jest na całym świecie około 900 inicjatyw misyjnych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję