Stanisław, tata św. Faustyny każdy dzień rozpoczynał odśpiewaniem Godzinek o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny. W zimowe wieczory gromadził wokół siebie całą rodzinę.
Czytał książki, śpiewał pieśni kościelne, na koniec dnia wszyscy klękali do wspólnego pacierza. Taki obraz rodziny przypomina dom św. Teresy z Lisieux, która pierwsze lata swojego życia wspominała jako czas rodzinnej serdeczności.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Mając już pięć lat, Faustyna lubiła godzinami przystrajać ołtarzyk i modliła się przy nim, podczas gdy inne dzieci wymyślały wspólne zabawy. Ten ołtarzyk ojciec przywiózł z Częstochowy. Składał się z pasyjki i dwóch porcelanowych figurek: Serca Jezusowego i Niepokalanego Serca Maryi.
Kiedy Helena będzie opuszczać dom rodzinny i uda się na służbę w Aleksandrowie, poprosi młodszą siostrę Natalię, by zadbała o ten domowy ołtarzyk. Dziś pamiątka po świętej znajduje się w krakowskim domu zakonnym Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia.
Lubiła również przyozdabiać kwiatami przydrożną kapliczkę, którą ojciec powiesił na drzewie przy domu. Kiedy odbywały się nabożeństwa majowe i październikowe, rodzina Kowalskich oraz sąsiedzi gromadzili się tam na wspólnej modlitwie.
Reklama
Uczestniczyć we Mszy Świętej chciała jak najczęściej, choć nieczęsto miała ku temu okazję. Dziewczynki posiadały zaledwie po jednej odświętnej sukience, w której mogły pojawić się w kościele, a każdorazowe wyjście do parafii w Świnicach Warckich było wydarzeniem.
Jeśli nie mogła uczestniczyć w Eucharystii, siadała gdzieś w zacisznym kącie domu lub ogrodu z książeczką do nabożeństwa i w ten sposób duchowo łączyła się z ofiarą Chrystusa. W trakcie modlitwy nie reagowała na żadne nawoływania matki. Dopiero gdy odmówiła wszystkie modlitwy, wychodziła z kryjówki, całowała matkę w rękę i prosiła, żeby się na nią nie gniewała.
Marianna Kowalska wspominała, że Helenka często budziła się w nocy, siadała na łóżku i zaczynała się modlić.
Matka zazwyczaj czuwająca przy najmłodszym dziecku natychmiast ją upominała, żeby wracała do spania, dodając: „Ty chyba dostaniesz pomieszania zmysłów, że nie śpisz, tylko się tak zrywasz”, na co córka odpowiadała: „Ej, nie, mamusiu, chyba mnie tak anioł przebudził, żebym nie spała, żebym się modliła”.
Innym razem mówiła rodzicom, że widzi blask. Marianna i Stanisław zgodnie powtarzali, że musiało się jej przywidzieć.
W wieku siedmiu lat Helena po raz pierwszy usłyszała głos powołania do życia zakonnego. Wczesnym rankiem, zanim rodzina wstała, dziewczyna sama wyruszyła na Mszę do Świnic Warckich. Chciała zdążyć na modlitwy, które odmawiano przed Eucharystią. Po latach wspomnienia o tamtym dniu zapisała w Dzienniczku:
Reklama
Jezu utajony, w Tobie cała siła moja. Od najmłodszych lat pociągnął mnie ku sobie Pan Jezus w Najświętszym Sakramencie. Mając siedem lat, kiedy byłam na nieszporach, a Pan Jezus był wystawiony w monstrancji, wtenczas po raz pierwszy udzieliła mi się miłość Boża i napełniła moje małe serce, i udzielił mi Pan zrozumienia rzeczy Bożych; od tego dnia aż do dziś wzrasta moja miłość do Boga utajonego, aż do najściślejszej zażyłości. Cała moc mojej duszy płynie z Najświętszego Sakramentu. Wszystkie wolne chwile z Nim przepędzam na rozmowie, On jest Mistrzem moim (Dz. 1404).
Od tego momentu była pewna, że kiedyś zostanie siostrą zakonną. W jej sercu tliło się również pragnienie, by zostać wielką świętą.
Artykuł zawiera fragment z książki Pauliny Małoty pt. „Iskra. To oni wspierali św. Faustynę i kult Bożego Miłosierdzia”, wyd. eSPe. Zobacz więcej: ksiegarnia.niedziela.pl.

